Tytuł: Kolorowy wiatr

Autorzy: Katazyna K., Joanna S.
Wszelkie prawa zastrzeżone


Witam wszystkich. :)
Z racji, że nie wszyscy ściągnęli ostatni plik w PDF, który podałam w linku, zamieszczam tamte notki poniżej.
Nie będą to częste notki. Na razie jest to tylko 3 częściowa historia i czy powstanie dalej? Nie mam pojęcia, ponieważ również jestem w klasie maturalnej. :)
Pozdrawiam wszystkich, którzy tu wrócili!
Jestem mile zaskoczona, że aż 14 osób ściągnęło to, co wstawiłam wcześniej i pojawiły się 3 komentarze! To duża dla mnie znaczy, po tak długiej przerwie.



Nocny wiatr Kalifornii



24 sierpnia 2009



Mętne światła, dym papierosów i głośna muzyka wypełniała jeden z najlepszych klubów w Kalifornii. Ta noc była bardzo ciepła, a na ulicy pomimo późnej pory można było spotkać wiele osób w przedziale wiekowym 21-30. Dwie młode dziewczyny przebiegły właśnie przez ulicę i weszły w ciemny zakątek, gdzie znajdowało się wejście do nocnego klubu Virginia. Pierwsza była bardzo wysoka z rudymi włosami, które skręcone były w małe spiralki, a z kolei druga miała jasne blond włosy do ramion, na które zdecydowała się ubrać czarny kapelusz. Miała na sobie zwiewną sukienkę w morskim odcieniu pomarszczoną na dole, sięgającą jej przed kolana i czarny żakiet. Usta pomalowane miała czerwoną szminką, a zielono-butelkowe cienie podkreślały jej niebieskie oczy. Miała mały prosty nos, którego mogło jej pozazdrościć wiele dziewcząt. Na jej twarzy malowało się rozbawienie, kiedy obydwie podeszły do drzwi i natknęły się na ochroniarza.
-Dziś naprawdę nie mogę was wpuścić. – odezwał się stanowczo mężczyzna nie wiele starszy od dwóch dziewczyn.
-Chyba żartujesz Gabriel.- odezwała się ruda – Wiesz, że został nam jakiś tydzień do końca wakacji?
-Naprawdę sory, ale dziś wieczorem mamy ograniczone wejście dla wszystkich.
-Rozumiem, same V.I.P., tak? – powiedziała z przesadzonym amerykańskim akcentem i spojrzała wymownie na swoją towarzyszkę.
-Szkoda. – westchnęła blondyna – Pomyślałam, że jeśli dziś znów pomożesz nam wejść to będę ci się mogła zrewanżować kolacją na którą mnie ostatnio zapraszałeś.
-Znam twoje sztuczki Sarah, ale naprawdę nie dziś. – pokręcił głową, ale jego ton mówił całkiem co innego.
-Nie mów mi, że ktoś tak ważny jak ty – Sarah podeszła do Gabriela i palcem wskazującym dotknęła jego klatki piersiowej zbliżając twarz – czegoś nie może. Z taką odwagą i tak ważną posadą nie ma możliwości, żebyś nie mógł nas wpuścić. – uśmiechnęła się figlarnie, a mężczyzna przetarł twarz spoconą dłonią.
-Jesteś bezlitosna. – pokręcił głową z dezaprobatą po czym wpisał kod przy bezpieczniku koło drzwi, a one otworzyły się. – W środę o 20 widzimy się u mnie. – dodał jeszcze, a owa Sarah puściła mu oczko po czym weszła do środka. Od razu uderzył ją zapach dymu, a do uszu dopłynęła głośna muzyka. Dziewczyny udały się do baru, gdzie zamówiły dwa Martini.
-Faktycznie dziś jest jakoś mniej tłocznie. – zauważyła ruda dziewczyna upijając swój trunek. Sarah rozejrzała się. Ogromne pomieszczenie było zwykle pełne ludzi, dziś jednak zapełnione było tylko 2/3 klubu. Ściany były jasne, a kolorowe światła wychodzące spod podium DJ-a sprawiały, że wyglądały jak rozległa tęcza na jasnobłękitnym niebie. Loże VIP-owskie znajdowały się piętro wyżej i z balkonu było widać co dzieje się na parkiecie. Do baru podszedł właśnie chłopak w ciemnych włosach. Miał na sobie dżinsy i białą koszulkę z nadrukiem surfera. Spojrzał na rudą Nicole i uśmiechnął się do niej szelmowsko.
-Pozwolisz postawić sobie drinka? – spytał nachylając się ku jej twarzy. Dziewczyna uśmiechnęła się seksownie i pokazała pół pełne Martini w swojej ręce.
-Może następnego. – odparła po czym odwróciła się do blondyny. – Dlaczego właściwie to impreza zamknięta?
Odpowiedziała wzruszeniem ramion i opróżniła swój kieliszek.
-Chodźmy się bawić! – krzyknęła do towarzyszki i ruszyła na parkiet korzystając z wakacyjnej wolności.
***
Zaparkował tuż przy tylnym wejściu do najlepszego klubu w gorącej Kalifornii i wyszedł z samochodu jak zwykle z nieschodzącym uśmiechem na twarzy. Zaraz za nim wyszło trzech innych chłopaków, którzy swoimi stylami w ogóle do siebie nie pasowali. Wysoki chłopak w przewiązanej chustce na czarnych warkoczykach podszedł do stojących ochroniarzy, a oni widząc ich wymienili znaczące spojrzenia, po czym wpuścili ich do środka.
-To niewiarygodne. – zaśmiał się Tom, gdy już znaleźli się w pomieszczeniu pełnym ludzi – Ludzie naprawdę nas znają tu, w Ameryce?
-Przecież byli uprzedzeni, że podjedziemy do tamtego wejścia. – odparł czarnowłosy chłopak z naprawdę wyjątkowym irokezem na głowie.
Ruszyli w stronę loży VIP, gdzie czekało już na nich pięć chłopaków z załogi. Wszyscy siedzieli na wygodnych, skórzanych sofach popijając alkohol i śmiejąc się. Nie minęła chwila, a czwórka nowoprzybyłych rozsiadła się wśród pozostałych.
***
Szalała na parkiecie pozwalając nowopoznanemu adoratorowi trzymać się za pośladki, kiedy nagle tuż pod ścianą zauważyła chłopaka, którego fryzurę rozpoznałaby wszędzie. Odsunęła się od nieznajomego i podeszła bliżej, jednak nikogo tam nie było. Stała jeszcze chwilę próbując znaleźć go wśród tłumu, jednak w końcu poczuła ciepłe dłonie na swoich biodrach i odwróciła się do nieznajomego by dokończyć pełen erotyzmu taniec.
***
-Jedno Martini! – krzyknęła do barmana przekrzykując muzykę. Odwróciła twarz w stronę parkietu poszukując rudej Nicole. Znalazła ją w objęciach owego chłopaka, który jakieś dwie godziny temu chciał postawić jej drinka. Zaśmiała się cicho i już miała sprawdzić czy jej Martini na nią czeka, kiedy ujrzała średniego wzrostu chłopaka o brązowych włosach do ramion i znajomych rysach twarzy. Chwyciła swój kieliszek zapominając nawet podziękować barmanowi i szybkim krokiem ruszyła w jego stronę. Przepchnęła się przez tłum dziewcząt starszych od niej może o parę lat i zauważyła jak zbliża się do bramki, która odgradzała strefę VIP. Przyspieszyła i wyciągnęła rękę dotykając jego ramienia. Ochroniarze stojący niedaleko zareagowali w paru sekundach.
-Proszę się odsunąć. – usłyszała od jednego, ale na jej twarzy pojawił się jeszcze większy uśmiech. Georg Listing odwrócił się i spojrzał na nią. Z początku ściągnął brwi próbując ją sobie skojarzyć, a po chwili na jego twarzy pojawiło się zaskoczenie.
-Sarah? – spytał, a ona odpowiedziała mu kokietującym uśmiechem.
-Mogłam się domyślić, że tylko wy możecie zrobić takie zamieszanie.
-Spokojnie, możecie odejść, znam ją. – powiedział Georg do dwóch ochroniarzy, a oni odsunęli się trochę wciąż ich obserwując. – Co tu robisz? – jednak zanim zdążyła odpowiedzieć podszedł do nich jeszcze wyższy chłopak z czarnymi włosami teraz już trochę w nieładzie.
-Wszystko ok.? – spytał przyjaciela, a potem przeniósł wzrok na blondynkę. Roześmiała się, czując jak wszystkie procenty wypite tego wieczoru opuszczają jej organizm. – Sarah? – spytał z niedowierzaniem – O mój Boże! – wykrzyknął, a potem przytulił dziewczynę. Odwzajemniła uścisk czując ogromne wzruszenie i jednocześnie starając się pohamować łzy, które już napływały do jej oczu. – Chodź, usiądziemy i pogadamy! – odsunął się, by przepuścić ją przez bramkę, jednak zaprzeczyła głową.
-Stęskniłam się za tobą, nie Tomem. Chodź do baru! – powiedziała, a on wzniósł oczy ku niebu mrucząc „znów się zaczyna”. Jednak ruszył za nią i zajął miejsce przy barze w ciemnym zaułku. Kątem oka dostrzegł jak jeden z ochroniarzy przeniósł się za nim i stanął nieopodal. – Nie powinniście nagrywać płyty, czy grać jakiegoś koncertu? – usłyszał tak dobrze znajomy głos obok siebie i uśmiechnął się.
-Właściwie nagrywamy, ale to mało ważne. Powiedz lepiej co ty tu robisz!
-Mieszkam. – roześmiała się perliście po czym sprostowała – Od zeszłego roku. Zaczęłam studia na Academy of Art Univercity na wydziale Fashion Design.
-Naprawdę? – spytał z niedowierzaniem i nutką zaciekawienia w głosie.
-Tak. Niedawno wróciłam z warsztatów, gdzie najpierw mogliśmy obserwować powstanie pierwszych projektów marki Dsquared2. Pewnie kojarzysz. – Bill tylko kiwnął głową, więc kontynuowała dalej – No więc później pięć wybranych osób mogło zostać i być ich statystami na najnowszą kolekcję jesień/zima. Z początku myślałam, że się nie załapię, ale udało mi się. Więc spędziłam cały lipiec w Mediolanie we Włoszech, a od trzech tygodni korzystam z wakacji, bo za niedługo zaczynam nowy semestr. - Czarnowłosy patrzył na nią, ale myślami był gdzieś indziej. – O co chodzi?
-Nie, nic tak sobie myślę. – odparł i odchrząknął – A Vanessa jest tu może z tobą?
Uśmiech zszedł z twarzy dziewczyny, co więcej pobladła trochę.
-Nie rozmawiałam z nią prawie rok.
-Nie rozumiem. Dlaczego? – chłopak próbował zrozumieć sytuację przybranych sióstr.
-Po waszym wyjeździe oddaliłyśmy się od siebie jeszcze bardziej. Rozmawiałyśmy, bo chodziłyśmy do jednej klasy. Kiedy szkoła się skończyła, ona wyjechała. Chciała odszukać swojego ojca. Ostatni raz zadzwoniła do mnie jak byłam jeszcze w Niemczech. Powiedziałam jej, że tata załatwił mi miejsce na uczelni tutaj i od tamtego czasu już się ze sobą nie kontaktowałyśmy. Być może to moja wina. Może faktycznie mogłabym do niej zadzwonić. Ale strasznie się boję, że nie będziemy mieć o czym rozmawiać. Chyba wolę udawać, że nie mam czasu. – znów poczuła jak łzy stają w jej oczach i miała nadzieję, że on tego nie zauważy. Jednak podniósł rękę i już miał ją zbliżyć do jej policzka, kiedy się odsunęła. – A jeśli są tutaj reporterzy?
Bill rozejrzał się po roztańczonym klubie.
-Właściwie ochrona miała dopilnować, by żadne papparazzi się tu nie dostało, ale może faktycznie warto pójść w bardziej strzeżone miejsce. Chodź – wstał – Jestem pewien, że Gustav też chętnie cię zobaczy. A jeśli chodzi o mojego brata, to nie kłam że się za nim nie stęskniłaś.
Zaśmiała się kręcąc głową, ale wstała jednak i ruszyła w stronę schodów na lożę VIP. Po drodze natknęła się na Nicole.
-Słuchaj, ten chłopak którego poznałam jest naprawdę świetny. Obrazisz się, jeśli zostawię cię i pójdę z nim do nas? – spytała lekko już wstawiona nie zważając na stojącego obok wokalistę.
-Tylko nie naróbcie zbyt wielu szkód. – zaśmiała się łagodnie, a ruda odwróciła się i pobiegła do chłopaka, który czekał na nią przy wyjściu.
-Współlokatorka? – spytał Bill mijając ochroniarzy i przepuszczając ją na schodach.
-Tak. Jest z Teksasu. Właściwie żyje się z nią całkiem dobrze. Razem studiujemy i mamy wspólne mieszkanie w samym centrum. A właściwie jak się ma twój brat? – spytała z udawaną obojętnością.
-Sama może go spytasz. Spójrz, tam siedzi. – skierował swoją dłoń w kierunku kanapy na której tyłem do nich siedział chłopak w czarnych warkoczach i zawiązanej na głowie chustce. Był bardziej opalony niż jego brat bliźniak, a na sobie miał luźny czarny t-shirt i jasne dżinsy. Na nogach lśniły nowe buty ze znaczkiem Nike. Obok niego siedział starszy od niego Gustav. Skojarzyła szybko, że jeszcze kiedy ostatni raz go widziała miał jasne włosy, a teraz lśniły czernią.
-Czy to ty zaraziłeś wszystkich by przefarbowali się na czarno? – zaśmiała się nerwowo Sarah.
-Myślę, że wreszcie zauważyli piękno, jakie dodaje mi ten kolor i chcieli być tak przystojni jak ja. – wyszczerzył równe zęby.
-I zrobiłeś coś z zębami.- wskazała na niego, a on kiwnął głową. – Co jeszcze się zmieniło?
-Hm. Georg cierpi z tęsknoty do swojej dziewczyny, namówiłem Toma do zmiany fryzury, jesteśmy sławni w Ameryce, a poza tym nie wiele zmian.
-Zapomniałeś o romansie Toma z Chantelle.- dodała dobitnie patrząc na niego z wyrzutem. Teraz gdy już stała tak blisko niego poczuła, że to co czuła kiedyś dalej siedzi w niej gdzieś głęboko. Pamiętała wciąż swoją wściekłość kiedy nie tak dawno w Mediolanie w jej ręce wpadła gazeta z artykułem o wybrance Toma Kaulitza.
-On nie…
-Nie tłumacz go. Po pierwsze w gazecie zrobili bardzo dobre sprawozdanie z ich wieczoru i nocy w hotelu w Hamburgu. Bardzo się cieszę, że mnie tam nie było. Raczej nie wytrzymałabym tego, że poszli do hotelu do którego kiedyś Tom i mnie wziął. Po drugie nie jesteśmy ze sobą od ponad dwóch lat i bardzo się z tego powodu cieszę. – westchnęła dotykając czubkami palców skroni - Przepraszam, po prostu musiałam to wreszcie komuś powiedzieć.
-Sarah, przecież… - nie zdążył skończyć, bo jego brat właśnie wstał ze swojego miejsca i śmiejąc się z czegoś odwrócił się najwidoczniej chcąc pójść po kolejne piwo, gdyż szklanka przed nim została opróżniona. Jednak, gdy tylko zrobił kilka kroków jego wzrok padł na brata stojącego z dobrze znaną mu blondynką. Jego serce zabiło mocniej pierwszy raz od dwóch lat. Właśnie stała przed nim dziewczyna do której kiedyś czuł coś więcej niż do innych kochanek. Spojrzał w jej niebieskie oczy, w których pobłyskiwała nuta tajemnicy i w jednej chwili przed oczami przeleciały mu obrazy z łączącej ich przeszłości. On i Sarah u niej w pokoju, on i Sarah w pokoju hotelowym, on i Sarah w jego sypialni, on i Sarah w jej garderobie, on i Sarah w okropnej burzy szukający rodzeństwa. Przypomniał sobie o zazdrości którą czuł, gdy widział ją z jej chłopakiem Nickiem, o uczuciu upokorzenia, gdy go odrzucała, czy o niesamowitej radości kiedy wypowiadała słowa „kocham cię”.
-Spójrz na jego minę. Chyba nie bardzo się cieszy. – usłyszał z oddali znajomy głos i dopiero wtedy otrząsnął się z szoku. Na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech i poczuł za jak bardzo nie możliwe uważał to spotkanie.
-Nie wierzę. – powiedział ochrypłym głosem i szybkim krokiem podszedł do blondynki. Zawahał się przez moment, a potem objął ją ramionami i schował twarz w jej włosy, by chociaż na sekundę oddalić się w strefę wspomnień. Jednak nie zdążył nawet nabrać powietrza, a ona już odsunęła się od niego. Zerknął na jej twarz i próbował przechwycić emocje, które przepływały przez nią. Teraz spodziewała się pytania, co takiego robi tutaj w USA, ale on spoglądał na nią nie wykonując żadnych ruchów.
-Ok., zaczyna się robić trochę dziwnie. – powiedziała próbując rozluźnić atmosferę, a Bill zaśmiał się.
-Usiądź, ja przyniosę coś do picia i pogadamy jeszcze. – oznajmił Bill odwracając się i podchodząc do mini baru, który znajdował się na samym końcu loży. Tom wciąż przypatrywał się dziewczynie.
-To trochę krępujące, kiedy się tak patrzysz. – oznajmiła Sarah, a Tom ściągnął kapelusz z jej głowy i wskazał na wolną kanapę w rogu.
-Pozwól się napatrzeć. – zaśmiał się lustrując ją z góry do dołu – Nie widziałem cię dwa lata!
Sarah przeszła obok niego wyciągając swoją własność z jego dłoni i zajmując miejsce na skórzanej sofie założyła nogę na nogę.
-Aż tak chyba się nie zmieniłam. Za to ty i owszem.
-Naprawdę? – Tom zajął miejsce obok niej stanowczo za blisko i oparł swobodnie rękę na oparciu za dziewczyną. Rzuciła spojrzenie na jego dłoń która podniosła jej blond kosmyk i odwróciła do niego twarz.
-Może jednak zmieniłeś tylko fryzurę. Dalej zależy ci tylko na jednorazowych numerkach.
-Znasz mnie na wylot. – dziewczyna prychnęła, akurat kiedy Bill postawił przed nią piwo. Zajął miejsce naprzeciw nich, a na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
-Sarah, możesz przybliżyć mi trochę te warsztaty na których byłaś? – spytał, a ona kiwnęła głową i z ochotą zaczęła opowiadać nie tylko o warsztatach, ale o wszystkim co działo się w jej życiu odkąd przyjechała do Kalifornii pijąc przy tym najróżniejsze trunki, które dawni znajomi kładli przed nią na stoliku.
***
-Chodź odwiozę cię. – powiedział Tom spoglądając na Sarę, która skończyła pić wino przyniesione jej przez Gustava. Od dwudziestu minut próbowała opuścić klub, jednak co chwilę ktoś ją zagadywał. O dziwo z swoim eks chłopakiem rozmawiała sam na sam zaledwie 5 minut, o ile można to nazwać rozmową, gdyż ciągle im ktoś przerywał.
-Nie możesz mnie odwieźć, bo piłeś alkohol. – wystawiła mu język, ale on pokręcił przecząco głową śmiejąc się przy tym.
-Chodź już. – powtórzył – Chcę z tobą jeszcze porozmawiać.
Blondynka westchnęła po czym zaczęła się z wszystkimi żegnać. Bill spojrzał na nią ze smutną miną.
-Będziemy jeszcze parę tygodni w USA, spotkamy się?
-Masz mój numer. – oznajmiła po czym chwyciła torebkę oraz swój żakiet i narzuciła go na siebie. Przytuliła mocno młodszego z bliźniaków i pocałowała w policzek. – Naprawdę tęsknię i będę czekać na twoją wiadomość.
-Jasne, pa. – odwzajemnił uścisk, po czym poszedł do Georga, który zamówił dla nich następną kolejkę. Tom wziął kluczyki swojego Audi i ruszył w kierunku wyjścia. Ruszyła za nim nagle zdając sobie sprawę, że zaraz znajdzie się z nim sam na sam w jego samochodzie.
-Wiesz, ja mogę się przejść, w sumie to nie daleko. – powiedziała kiedy wyszli na zewnątrz klubu i ciepłe powietrze uderzyło ją w twarz.
-Przestań. Nie widzieliśmy się dwa lata, zdajesz sobie sprawę jak się stęskniłem? – zadał to pytanie jednocześnie kładąc swoją dłoń na talii dziewczyny i przybliżając się do niej.
-Przecież umiliłeś sobie ten czas. – ściągnęła z siebie jego rękę i odeszła podchodząc do czarnego audi. Stanęła przy drzwiach od strony pasażera i spojrzała na niego wymownie. Tom zaśmiał się po czym podszedł do niej szybko i otworzył drzwi lśniącego samochodu. Sarah weszła do środka, a on zamknął za nią drzwi, po czym obszedł samochód i wsiadł za kierownicę. Włożył kluczyk do stacyjki, jednak nie odpalił go. Zerknął na dziewczynę, której oczy błyszczały niczym dwie gwiazdy, nachylił się w jej stronę, jednak w porę jakby się rozmyślił i oparł głowę o zagłówek siedzenia. Przymknął oczy biorąc przy tym głęboki oddech.
-Nawet nie wiesz jak mi ciebie brakowało, Saro Rose. – oznajmił, a dreszcze przebiegły przez ciało dziewczyny. Nagle poczuła, że nie ważne jest to co działo się przez ostatnie dwa lata. Nie obchodziło ją to z kim spał, lub komu ona się oddała. Ważne było to, że siedzą blisko siebie i ma go na wyciągnięcie ręki. Mogła nacieszyć oczy wszystkimi rysami jego twarzy, orzechowymi, przebiegłymi oczami, czy też pełnymi ustami, które były idealnie różanego koloru. Zaczęła analizować dokładnie uczucie, którym się darzyli, ale wciąż miała przed oczami tego Toma Kaulitza, dla którego nie liczyło się uczucie, tylko seks.
-Dlaczego właściwie nie rzuciłeś mnie po tym jak już się ze mną przespałeś? – spytała nagle Sarah spoglądając na jego twarz i próbując wyczytać z niej jego myśli. Tom otworzył gwałtownie oczy i spojrzał na nią ze zdziwieniem i niezrozumieniem.
-Po co zadajesz takie pytania? Myślałem, że już wyjaśniliśmy sobie, że naprawdę zaczynałem wierzyć, że uda nam się stworzyć prawdziwy związek.
-Tak, a zaraz po tym wyjechałeś. – wyrzuciła mu Sarah i poczerwieniała lekko, ponieważ naprawdę nie chciała robić mu wyrzutów. Jednak gdy czuje się do kogoś coś więcej nie idzie opanować dwóch rzeczy. Żalu i zazdrości. Poczuła, że to dobra chwila by wyjaśnić wszystko co dręczyło ją przez ostatnie dwa lata, zadać pytania, których nie zadała przed jego wyjazdem.
-Przecież to ty uznałaś, że to bez sensu jeśli nie będę mieszkał na stałe w Hamburgu i nie chciałaś jechać ze mną w trasę. – chłopak powiedział to ton wyżej niż zamierzał i zabrzmiał trochę groźnie.
-Miałam zostawić szkołę, jak ty? Bez sensu. Co właściwie miałabym z wami robić?
-Być ze mną.- warknął Tom, po czym wcisnął gwałtownie sprzęgło i zapalił samochód. Wycofał, a później wyjechał na główną drogę. – Gdzie mam jechać? – spytał wciąż chłodnym tonem, a ona pokierowała go pod miejsce w którym wynajmowała z swoją współlokatorką apartament. Zatrzymał się pod nim gwałtownie, jednak nie spojrzał już na nią. Złość ogarnęła go w całym ciele. Zegar wskazywał trzecią nad ranem.
-Przepraszam. – zaczęła cicho Sarah – Strasznie się za tobą stęskniłam i naprawdę… Sama właściwie nie wiem co chcę powiedzieć. Znów czuję się jak dwa lata temu, kiedy się rozstaliśmy. Znów mam wrażenie, że wyjeżdżasz i zostawiasz mnie samą.
-Jak mogę cię zostawić, skoro spędziliśmy ze sobą dziś tylko parę minut? – spytał siebie w myślach Tom, jednak nie wypowiedział tych słów na głos. Wiedział, że tylko zraniłby ją bardziej, a mimo złości, nie chciał tego. – To był twój wybór. – powiedział równie cicho opanowując gniew.
-Wiem. Czy chciałbyś… - zaczęła naciskając uchwyt w drzwiach samochodu i otwierając drzwi - …chciałbyś się jeszcze spotkać? Może moglibyśmy porozmawiać, pośmiać się, tak jak kiedyś?
Zaśmiał się łagodnie.
-Co robisz teraz? – wreszcie odwrócił twarz w jej kierunku, a ona pokręciła głową z rozbawieniem.
-Chcesz wejść? – spytała, a on znów się zaśmiał, po czym zgasił silnik samochodu i wyciągnął ze stacyjki kluczyki. Wyszedł z samochodu i podchodząc do dziewczyny objął ją ramieniem. Ona jednak stanęła i wtuliła się w jego tors pragnąc znów poczuć otaczające ją bezpieczeństwo. Pocałował jej włosy zamykając oczy i po raz kolejny zapragnął nigdzie się nie ruszać. Jednak wtedy poczuł jej zimną dłoń chowającą się w jego i zerknął w jej oczy, w których tliły się łzy.
-Hej, no przestań.
-Nie przejmuj się, to tylko z tęsknoty. – na jej twarzy pojawił się uśmiech i powoli ruszyli w stronę jej apartamentu.
-Ok. Więc co właściwie tu robisz? Raczej nie przyjechałaś na wakacje, prawda?
-Nie. Studiuję tutaj.
-Naprawdę? Myślałem, że chcesz zostać modelką. Do teraz pamiętam jak obudziłaś mnie po szóstej rano, bo ubzdurałaś sobie, że będziesz codziennie biegać.
-Tak. – zaśmiała się – Trochę mi to nie wyszło. Studiuję coś podobnego na Academy of Art Univercity, wydział Fashion Design.
-A więc zostaniesz projektantką. – weszli do budynku – No to już widzę kto będzie szył kreacje dla naszego Billa. – powiedział rozbawionym głosem jakby wątpił w umiejętności blondynki.
-Pewnie. Założę własną markę odzieżową. Oczywiście jak już nabiorę wprawy i odrobię porządny staż. – przeszli przez korytarz i Tom nacisnął przycisk windy.
-No to teraz już wiesz co mogłabyś robić jeżdżąc z nami w trasie. – na twarz wpłynął mu cwany uśmiech i przysunął do siebie blondynkę . Tym razem już się nie zawahał i złożył na jej ustach namiętny pocałunek. Bez zastanawiania się odwzajemniła pieszczotę delikatnie kładąc ręce na jego karku. Wtedy drzwi windy się otworzyły i przerywając weszli do niej. Sarah wcisnęła właściwe piętro i przysunęła się bardzo blisko Toma opierając głowę o jego pierś. Nie jechali jednak długo i już po chwili musiała się od niego odsunąć, by w torebce znaleźć klucze do apartamentu. Wejście do niego było na półokrągłym korytarzu, który ukazywał luksus żyjących tu osób. Blondynka włożyła odpowiedni klucz do zamka i przekręciła. Uchyliła drzwi, a światło automatycznie zaświeciło się w głównym pomieszczeniu.
-Ściągnij buty. – powiedziała sama rozbierając swoje i zamykając za chłopakiem drzwi. – Chcesz może się czegoś napić?
-Tak, piwa. Obojętnie jakiego. – dodał i rozglądnął się. Byli w okrągłym pomieszczeniu, które łączyło się z kuchnią. Ściany pokryte były kremową farbą, która idealnie komponowała się z ciemnymi panelami. Przy jednej ścianie było ogromne okno z którego było widać panoramę miasta, a z drugiej strony stało biurko w barwie gorzkiej czekolady i komoda w tym samym odcieniu. Sarah ruszyła już do kuchni, która była w kolorze czarno bordowym. W przeciwieństwie do korytarza panował tam bałagan. Na blacie stały puszki z piwa, brudne szklanki i puste opakowania po pizzy.
-Przepraszam cię za bałagan, nie miałyśmy czasu nawet sprzątnąć dzisiaj. Zresztą nie bardzo nam się chciało. – zaśmiała się po czym otworzyła lodówkę wyciągając z niej zgrzewkę piwa. Z pod blatu wyciągnęła paczkę chipsów i kiwnęła do Toma by poszedł za nią. Zbliżali się do końca korytarza na którym po przeciwległych stronach znajdowały się dwie pary drzwi. Sarah podeszła do tych po lewej stronie i przeszła przez nie. Nacisnęła przełącznik przy drzwiach i lampy rozświetliły małą, ale przestronną sypialnię. Ściany były w kolorze czerwieni, a podłogę pokrywały czarne panele. Na środku pokoju znajdował się biały puszysty dywan. Po prawej stronie stało biurko zawalone laptopem i różnymi zeszytami oraz regał na którym znajdowały się książki, a po lewej przeszklone drzwi do mini garderoby. Na wprost było okno pod którym znajdował się duży, wygodny materac wyłożony poduszkami. Był tam również rzucony koc.
-Miło. – skomentował Tom wchodząc za nią i przyglądając się sufitowi, który był podświetlany z boków białym światłem, co dawało niesamowity efekt.
-Bądź tak dobry i zamknij drzwi. – powiedziała, a on zrobił to o co go prosiła i ściągnął z siebie bluzę rzucając ja na krzesło stojące przy biurku. Podszedł do okna i wyłożył się na materacu. Odwiązał z głowy chustkę i rzucił ją na bok.
-Rany, ale jestem zmęczony. – powiedział, a Sarah odłożyła piwo i chipsy na biurko i podeszła do chłopaka. Ściągnęła żakiet i kapelusz i usiadła obok Toma.
-Bardzo za tobą tęskniłam Kaulitz.. – wyszeptała zbliżając do niego maksymalnie twarz i opuszkami palców prawej dłoni dotykając jego policzka. Złapał ją w talii i przyciągając do siebie pocałował mocno jej usta. Jednak, gdy po chwili ich pocałunki stawały się coraz bardziej namiętne, a Sarah położyła swoją nogę na jego, zaczynał zdawać sobie sprawę, że nie chce z nią uprawiać seksu. Czuł do niej coś tak wyjątkowego, że nie chciał traktować jej tak, jak zwykle traktował dziewczyny. Zawrócił dłoń z jej pośladków na plecy i odsunął się o parę centymetrów, by musnąć ją jeszcze parę razy w usta, po czym opaść głową na poduszkę.
-Porozmawiajmy. – odparł na jej pytające spojrzenie. Na jej czole pojawiły się dwie zmarszczki.
-O czym? – spytała patrząc na niego bystrymi oczami.
-O wszystkim. Chcę wiedzieć dokładnie co się wydarzyło od naszego rozstania. Dlaczego właściwie wyjechałaś, dlaczego akurat tutaj, czy za mną tęskniłaś, gdzie jest Vanessa, czy o mnie myślałaś, czy masz zamiar wrócić, czy miałaś kogoś…– objął ją i delikatny uśmiech wpłynął na jego twarz, a oczy rozbłysnęły jeszcze bardziej.
-Tylko tyle? – zaśmiała się – Od końca zaczynając, tak miałam parę chłopaków, ale zwykle kończyło się to na bardzo krótkim związku.
-W Hamburgu też kogoś miałaś? – spytał niezadowolony z jej odpowiedzi, a dziewczyna zaprzeczyła głową. – Co u Vanessy?
-Dawno nie rozmawiałyśmy i nie mamy kontaktu. Proszę, zmieńmy temat, nie chcę o tym rozmawiać. – odparła na dwóch wydechach. Ułożyła głowę na poduszce i spoglądała teraz prosto w jego twarz z odległości kilkudziesięciu centymetrów.
-Ok. Więc co dalej. – uśmiechnął się unosząc jedną brew do góry prowokując tym śmiech u dziewczyny.
-Proszę cię. – powiedziała znudzona unosząc się na łokciach. – Moja historia naprawdę nie jest ciekawa. Nie działo się nic specjalnego od tamtego czasu, jedyne o czym można coś opowiedzieć to warsztaty o których ci już mówiłam. Właściwie robię się już trochę śpiąca. – mimowolnie ziewnęła, na co chłopak podniósł się i sięgnął po swoją bluzę.
-W takim razie czas wyjść. – Sarah zrobiła zdziwioną minę i wstała w dwie sekundy.
-Wyjść? Myślałam, że zostaniesz na noc. – odparła, na co pokręcił głową.
-Sarah, wiesz, że traktuje cię inaczej niż inne dziewczyny, więc nie chcę niczego popsuć.
-Popsuć czego? Przecież za miesiąc i tak znów o mnie zapomnisz i pójdziesz do łóżka z inną. A my? Spotkamy się za parę lat, żebyś mógł mi powiedzieć jak to strasznie za mną tęskniłeś. Dlaczego milczałeś tyle czasu skoro tęskniłeś? Naprawdę wchodziłeś tu po to, żeby posłuchać o tym co ostatnio robiłam i wyjść? Tom, spędziłam dwa lata czekając, żeby zobaczyć cię chociaż na chwilę i zaspokoić każdy kawałek mojego ciała i duszy. Więc skoro nie musisz wychodzić – nie rób tego. Chcę jak najdłużej móc patrzeć na twoją twarz, dotykać twoich ust i czuć cię blisko. To wszystko czego pragnę tej nocy. Nie musimy nic więcej robić. – powiedziała czując, że rumieni się od zbyt wylewnych wyznań. Już dawno przed nikim się tak nie otworzyła. On za to pokręcił głową i po podejściu bliżej złapał ją za ręce.
-Saro Rose, jeżeli o mnie chodzi możemy się zamknąć w twoim pokoju i siedzieć tu do końca życia.
Dziewczyna uderzyła go lekko w ramię śmiejąc się z jego romantyczności.
-Nie pieprz. – pociągnęła go ze sobą na materac i przyciągnęła do siebie całując namiętnie jego usta. Wkładała w ten wysiłek całą swoją energię, wyrzucając przy tym tęsknotę i żal z ostatnich dwóch lat. A on? Dotykał jej ust z uczuciem, którym nie obdarowywał żadnej innej dziewczyny. Dotykał jej włosów, napawał się jej zapachem, który wcale się nie zmienił. Kolejnie odsuwał się od niej by przypomnieć sobie każdą rysę jej twarzy, by zapamiętać każdą iskierkę w oczach. A później ona przyciągała go znów do siebie nie mogąc opanować pożądania, które rozlało się po krańce jej ciała. I w końcu się kochali. Był to jednak stosunek inny niż te, które przeżyli do tej pory. W pewnym momencie Sarah poczuła, jakby to nie ich ciała uprawiały seks, a dusze które tak bardzo nie potrafiły bez siebie wytrzymać. Czuła miliony fajerwerk w brzuchu, w głowie jej się zawróciło, a serce waliło jak szalone.
-Boże, Tom jak ja cię strasznie kocham. – wyszeptała kiedy obydwoje opadli z sił. Ona otworzyła okno wpuszczając do środka rześkie, lecz ciepłe powietrze, a on wyciągnął z kieszeni spodni paczkę papierosów i włożył jedną sztukę do ust. Sara ubiegła go i znajdując w drugiej kieszeni zapalniczkę, podpaliła jego papierosa. Później wstała i ruszyła wolnym krokiem do garderoby zbierając po drodze swoje ubrania rozrzucone wokół materaca. W drugim pomieszczeniu rzuciła je gdzieś na ziemię w pobliżu stojącego manekina, na którym dwa miesiące temu zaczęła szyć ze swojej własnej projekcji sukienkę. Z jednej z półek wyciągnęła ostatnio używaną koszulę nocną i narzuciła ją na siebie, po czym wróciła do Toma i czując opadające powieki ułożyła głowę na jednej z poduszek. Zerknęła na niego ostatni raz, a on uśmiechnął się do dziewczyny zza szarego dymu papierosa. Kolejnie wrzucił niedopałek do pustej puszki po piwie i ułożył się obok Sary obejmując ją w talii jedną ręką. Zrezygnował z tego jednak i przeniósł ją wyżej odgarniając do tyłu jej blond włosy i pieszczotliwie łaskocząc jej policzek zanucił ochrypłym głosem: „Wir wollten nur reden, und jetzt liegst du hier und ich lieg daneben.” (Chcieliśmy tylko porozmawiać, a teraz leżysz tu. A ja leżę obok ciebie.) Sara zaśmiała się cichutko czując ukojenie. Po chwili obydwoje zamknęli oczy i dalej widząc siebie nawzajem we własnych snach zasnęli.
Czekało ich jeszcze nie jedno pożegnanie, nie jedna rozłąka i wreszcie nie jedno spotkanie. Jednak obydwoje wiedzieli, że jeśli te krótkie spotkania mają być tak bardzo wypełnione uczuciami są w stanie przecierpieć całą resztę czasu.




Magia Mediolanu

12 listopad 2009


Mediolan - zamglony i mokry w zimie, gorący i parny w lecie, podobny jest do większości dużych miast europejskich. Nie jest miastem niszczejących pałaców, brukowanych placów i la dolce vita. W Mediolanie życie upływa bardzo szybko, w myśl zasady - czas to pieniądz, a konsumpcja i dyscyplina pracy rządzą życiem jego eleganckich mieszkańców. Jest to stolica mody, a właśnie ona i wzornictwo jest dla mediolańczyków największą pasją.
Był to stary, duży, pomarańczowo-biały budynek mieszczący się na ulicy Via Tortona, dokładnie 7km od centrum miasta. Połowa listopada dawała się we znaki. Temperatura spadła do 12 stopni Celsjusza, a deszcz bębnił o szyby pracowni. Pracowni, która była stosunkowo duża, jednak tak bardzo zawalona manekinami, materiałami i maszynami do szycia, że praktycznie ciężko było się tam poruszać. Znajdowała się tam pewna blondynka. Miała ona niedbale spięte włosy i przeglądała właśnie materiały, które kazano jej skserować, a kolejnie porozdzielać do dwóch teczek. Były to projekty najnowszej kolekcji Dsquared2. Dziewczyna pracowała tam od miesiąca i na razie nie udało jej się spotkać ani jednego z twórców kolekcji, ale poznała wielu znakomitych ludzi, którzy byli w tej branży od dość dawna. Moda – nurt, który od dawna ją fascynował. I nie zmniejszyła się jej pasja, mimo siedzenia po 10 godzin w pracowni robiąc porządki i pomagając innym osobom o ważniejszych pozycjach w szyciu. Wiedziała, że każdy tak zaczyna i liczyła na to, że z dnia na dzień jej sytuacja będzie lepsza. Zamknęła teczki podpisując każdą i odniosła je do biura, w którym znajdowały się wszystkie projekty. Zerknęła na zegarek. Dochodziła 21 i miała nadzieję, że uda jej się dziś wyjść o normalnej porze. Przeszła przez korytarz, którego ściany pokryte były czarną farbą, a podłoga wyłożona była szaro-czarnymi płytami. Po obu stronach oprócz szklanych drzwi znajdowały się również duże plakaty włożone w szklane ramy ze starych kolekcji Dsquared2. Zapukała do biura swojej szefowej i nacisnęła klamkę. Siedziała ona za biurkiem rozmawiając przez telefon i notując coś w swoim kalendarzu, ale kiwnęła jej ręką, by weszła dalej. Blondynka stanęła przed biurkiem i czekała. Rozejrzała się po dobrze znanym już pokoju i wbiła wzrok w dużego formatu zdjęcie zawieszone na jednej z czerwonych ścian. Byli to twórcy marki – Dean i Dan Caten wraz z ową kobietą, która siedziała teraz przed biurkiem. Była prawą ręką braci. Zajmowała się ich główną pracownią w Mediolanie, zatrudnianiem pracowników, przyjmowaniem ich na staże i wieloma innymi rzeczami. Miała ona brązowe, pokręcone włosy, pociągłą twarz i w chwili obecnej dwie zmarszczki na czole. Na nosie znajdowały się okulary oprawione modnymi, czarnymi oprawkami. Z reguły miała poważną, niezadowoloną minę, ale dziś się uśmiechała. Do tego ciągle miała nowe ubrania. Codziennie przychodziła w czymś nowym. Dziś miała na sobie łososiową koszulę z żabotem i brązowe spodnie. Nazywała się Roberta Miconi. Kiedy skończyła rozmowę przez telefon postawiła ostatni wyraz na kartce kalendarzu i spojrzała na dziewczynę.
-Słucham cię Sarah. – powiedziała po angielsku wyraźnie czymś zadowolona.
-Chciałam się spytać czy mam jeszcze coś zrobić zanim skończę pracę, bo zrobiłam już wszystkie moje obowiązki. – powiedziała to bardzo grzecznie i ucieszyła się, kiedy na twarzy kobiety pojawił się jeszcze większy uśmiech.
-Z tobą nigdy nie ma żadnych problemów, zawsze ze wszystkim się wyrabiasz. – pochwaliła ją i zerknęła na zegarek. Zamyśliła się spoglądając na swój kalendarz. – Kochana, mogłabyś dziś posiedzieć dłużej? Widzisz, jutro przyjeżdża Dean z Danem, właśnie z nimi rozmawiałam. Chcą doglądnąć kolekcji i przy okazji umówić się na przyjazd nowych modeli do kolekcji. Udało im się załatwić też gwiazdę, która otworzy i zamknie nasz pokaz. Nawet nie wiesz jak trudno teraz o sławną osobę, która zgodzi się zostać modelem. Modelem! Ba! Jakby chodziło o modelkę to pewnie nie byłoby problemu. Także sama widzisz. Czy mogłabym cię prosić o pomoc? – a widząc średnio zadowoloną minę dziewczyny dodała – Wiem, że ostatnio dużo pracowałaś, ale obawiam się, że jak zostanę tu z jedną z tych nowych to będziemy siedzieć do rana. Trzeba tylko posegregować materiały, ogarnąć pracownię i porozdzielać półgotowe kreacje od tych dopiero zaczętych. W zamian za to masz wolny weekend.
-Zostanę. – uśmiechnęła się Sarah ciesząc się z zaufania jakim darzy ją kobieta, ale na myśl o wolnym weekendzie przeraziła się. Ostatni raz kiedy go dostała spędziła jeden dzień błądząc po Włoszech, a drugi nudząc się w pokoju i kurując się po przeziębieniu się w dniu pierwszym. – I nie potrzebuję wolnego weekendu. Jeden dzień spokojnie starczy.
-Naprawdę cię podziwiam. – kobieta wstała i wyszła z gabinetu razem z dziewczyną. – Myślę, że już najwyższy czas, żebyś przeszła na wyższe stanowisko. Co prawda pracujesz tu niecałe dwa miesiące, ale jeszcze nie widziałam, żeby ktoś tak szybko się uczył. Co powiesz na zajmowanie się modelami? Byłabyś odpowiedzialna za mierzenie ich, a później za dopasowanie im kostiumów? W międzyczasie pomagałabyś krawcowym i pilnowałabyś, żeby twoje dotychczasowe obowiązki były wykonane przez inne stażystki. Co ty na to?
-Oczywiście! – wykrzyknęła zadowolona wchodząc do pustej już pracowni za kobietą. – Będę bardzo szczęśliwa. – dodała, a kobieta kiwnęła głową i przyjmując już swoją rolę szefowej powiedziała dokładnie co będą robić tej nocy.
Kiedy Sarah dotarła do wynajmowanego mieszkania była już trzecia w nocy. Mimo, że pani Miconi powiedziała jej, że może przyjść dopiero na dziesiątą, nastawiła budzik już na siódmą rano. Po ósmej stawiła się w pracowni Dsquared2, nie chcąc przegapić przyjazdu dwóch projektantów. Pod oczami miała lekkie cienie, tusz do rzęs rozmazał jej się lekko pod oczami, ale mimo tego wyglądała bardzo kobieco. Miała na sobie obcisłe rurki z wysokim stanem i ciemnozieloną bluzkę z bufiastymi rękawami. Ruszyła prosto do gabinetu szefowej, by dowiedzieć się jakie dokładnie obowiązki dziś przejmuje i z kim ma pracować. Zapukała dwa razy i pchnęła lekko drzwi. Kobieta siedziała za biurkiem szukając czegoś w stosie papierów, którymi zawalone było biurko.
-Dzień dobry. – powiedziała radośnie Sarah, ale popełniła błąd. Kobieta słysząc jej radosny ton spojrzała na nią z pod byka.
-Czy mi się wydawało, czy miałaś być na dziesiątą? – spytała nie przerywając szukania.
-Tak, ale wstałam wcześniej i pomyślałam, że może się do czegoś przydam.
-W takim razie będziesz dziś pracować z Limoli. Idź do niej, ona ci wszystko powie co masz robić. – Sarah kiwnęła głową i opuściła gabinet. Zamykając za sobą drzwi usłyszała jeszcze jak kobieta mruczy do siebie – Zginę tu dziś, słowo daję.
Blondyna ruszyła do wskazanej kobiety, której stanowisko często oczyszczała z resztek materiałów, kiedy już tamta skończyła pracę. Amelia Limoli była od Sary starsza o dziewięć lat. Dokładnie trzech miesięcy i jedenastu dni brakowało jej do ukończenia trzydziestu lat. Była najlepszą krawcową w pracowni i okazała się bardzo miłą i wyrozumiałą osobą. Sarah od tego dnia codziennie rano najpierw parzyła jej kawę, kolejnie dbała o to, by krawcowa miała dokładne rozmiary modela i albo zaczynały nowe prace nad kreacją, albo kończyły już wcześniej zaczęte. Tamtego dnia poznała także słynnych projektantów – bliźniaków, nawet udało jej się zamienić z nimi parę zdań. Od tamtej pory bywali w pracowni o wiele częściej, jednak z powodu narastającej pracy Sarah musiała o nich zapomnieć i rzucić się na pożarcie modzie.


26 listopad 2009

Dokładnie dwa tygodnie później Amelia Limoli wraz z Sarą Rose, gdzieś około godziny 18 zostały wezwane do gabinetu Miconi, w którym zaszyła się razem z jednym z projektantów. Kiedy usiadły przed biurkiem Sarah usłyszała od Deana Catena najdziwniejsze pytanie w swojej karierze:
-Jakiej słuchasz muzyki? – brzmiało to dosyć poważnie, więc zaczęła się zastanawiać kiedy ostatni raz słuchała radia. Zdała sobie sprawę, że zapomniała jak brzmią jej ulubione kawałki muzyczne.
-Obecnie? Nie włączałam radia od dwóch miesięcy. – przyznała, a mężczyzna kiwnął głową i spojrzał na Robertę Miconi.
-Nada się. – orzekł
-Tak jak powiedziałam, jest w niej profesjonalizm. – mruknęła kręcąc głową, po czym skupiła wzrok na Amelii Limoli – Ok. Kończycie teraz to nad czym pracujecie, oddaj to Leandrze. Przekaż jej wszystkie dane, a Sarah niech już idzie wsiąść miarę. Mamy dwa dni na uszycie wstępnych kostiumów na otwarcie i zamknięcie pokazu. Później będziemy mieć dostęp do modela dopiero za dwa tygodnie.
Kiedy wyszły Sarah dowiedziała się, że zaczynają pracę z sławnym modelem, który będzie największą gwiazdą styczniowego pokazu. Różnica dla niej była minimalna: więcej stresu, więcej godzin pracy, a co za tym idzie – musiała odwołać spotkanie z jednym z tutejszych modeli, który zabierał ją dziś do włoskiej restauracji.
-Idź do pracowni numer trzy. Podobno już tam jest. Tylko weź miarę, bo nie wiem czy tam się znajdzie, pewnie ktoś znów ją gdzieś schował. Ja jeszcze odeślę tą modelkę, którą miałyśmy mieć na dziś wieczór i poproszę ją, żeby przyszła za dwa dni i za niedługo tam przyjdę.
Sarah posłusznie zabrała miarę, notatnik i teczkę z rysunkami, które zostały już wykonane dla głównego modela. Ledwo utrzymując wszystko w rękach pchnęła drzwi pracowni i jak ogromne było jej zdziwienie, kiedy ujrzała tak dobrze znaną jej twarz w najmniejszej pracowni jaka znajdowała się w tym budynku.
***
-Przestań, bo zaczynasz mnie wkurzać. – warknął czarnowłosy chłopak przeglądając szkice różnych projektów, które znalazł rozłożone na stole w pracowni, do której zaprowadził ich Dan Caten. Jego brat Tom Kaulitz bębnił nogą w krzesło na którym siedział, co bardzo irytowało brata.
-Jak masz tak na wszystkich warczeć to ja wychodzę. – chłopak z czarnymi warkoczami i przewiązaną chustą na głowie wstał i podszedł do drzwi. – Idę pooglądać inne pracownie, a może trafię na przebieralnie dla modelek – zaśmiał się, po czym nie czekając na karcącą odpowiedź brata, czym prędzej wyszedł. Przeszedł przez stylowy korytarz, który według jego gustu był trochę zbyt ciemny i wszedł do jednej z pracowni mając nadzieję, że znajdzie jakąś przyjemną włoszkę, która umili jego parogodzinny pobyt w tym miejscu.
***
-Bill Kaulitz bierze udział w pokazie mody dla Dsquared2. – zaśmiała się Sarah Rose odkładając wszystkie rzeczy na stolik, by uwolnić ręce i móc uściskać przyjaciela.
-Spotkania z tobą są zaskakująco miłe. – zaśmiał się również i przytulił dziewczynę do siebie. – Ciekawe, gdzie cię spotkam następnym razem. Kalifornia, Włochy. Może w końcu wrócisz do Niemiec?
-Nie ma mowy. – odparła śmiejąc się – Trafiła mi się naprawdę dobra praca. Co prawda nie mam czasu na nic więcej, ale przynajmniej spełniają się moje marzenia.
Blondynka odsunęła się od czarnowłosego, by poczochrać go po włosach, jednak zaraz tego pożałowała, gdyż zetknęła się z toną lakieru na jego głowie.
-Uczesałbyś się wreszcie. – zaśmiała się ponownie i pokręciła głową z dezaprobatą spoglądając na dobrze znaną jej twarz.
-Zaskoczyłaś mnie, myślałem, że postudiujesz trochę dłużej. Już ci się znudziło? – zaśmiał się z dziewczyny, na co zareagowała kuksańcem.
-Właściwie zrobiłam tylko rok przerwy. Później znów możesz mnie szukać w Kalifornii. Chociaż pewnie znów zapomnisz zadzwonić jak ostatnim razem. – oparła się o stolik i założyła ręce na piersi.
-Skończyliśmy nagrywać płytę wcześniej niż się spodziewaliśmy. Słuchałaś? – spytał patrząc na nią przenikliwie brązowymi oczami.
-Co wy dzisiaj wszyscy z tą muzyką? – zareagowała stając na pełnych stopach. – Przed chwilą zapytali mnie o to samo! – wtedy zdała sobie sprawę o co chodziło Catenowi. Gdyby chociaż wspomniała, że jest fanką Tokio Hotel, mogłaby zapomnieć o pracowaniu przy pokazie. Zaśmiała się. – Nawet nie wiem co jest teraz w pierwszej 5 hitów roku, więc nie pytaj mnie o waszą płytę. Mam taki ogrom czasu wolnego, że nawet nie wiedziałam, że cokolwiek już wydaliście.
-No wiesz! – oburzył się – I to ma być przyjaciółka?
-Pieprz się. Kiedy ostatni raz do mnie zadzwoniłeś? Poczekaj, powiem ci kiedy. Dzwoniłeś do mnie przez trzy miesiące po waszym wyjeździe z Hamburga! Nawet po spotkaniu się w Kalifornii nie dostałam ani jednego telefonu, ani od ciebie, ani od twojego zakichanego brata. – prychnęła i sięgnęła po miarę.
-Dobra, dobra. Przepraszam i obiecuję, że się poprawię. – pokiwał głową ze śmiechem i spojrzał na dwór, gdzie znów zaczęło padać.
-Ok. To teraz rozbieraj się do bielizny. – zarządziła pokazując miarę. Chłopak kiwnął głową i śmiejąc się wykonywał jej polecenia i bacznie obserwował jak pracuje dziewczyna.
***
Ruda modelka siedziała przed nim na stoliku, a jego ręce błądziły pod jej spódnicą. Przygryzała jego miękką wargę oddając się pożądaniu. Czuła jak jego ręce przenoszą się z ud na biust i powoli rozpinają guziki jej koszuli. Nie minęła minuta, a już zdejmował ją z jej ramion. Zanim zdjął z niej biustonosz zapytał:
-Jesteś pewna, że nikt tu nie przyjdzie?
-Dochodzi siódma, po co komuś o tej porze jakieś papiery? – wymruczała i przygryzła płatek prawego ucha. Znajdowali się w pokoju, w którym poukładane były wszystkie papiery, projekty i szkice. Oboje stawiali na rozrywkę, jednak dziewczynie zależało, by nikt z pracowników ich tu nie przyłapał. – Poza tym, zamknęłam drzwi. – zaśmiała się cicho i powoli drapiąc go przy tym po torsie ściągnęła jego koszulkę.
***
-To nie są te projekty, tamte były w innej teczce, nie w tej głównej z pokazu. – powiedział Dan Caten przeglądając własne szkice w pracowni numer trzy, po czym zwrócił się do Sary – Mogłabyś pójść poszukać teczki z napisem „otwarcie i zakończenie – styczeń 2010”? Wczoraj wkładałem je gdzieś do biurka. Na pewno tam będą.
-Jasne. – odparła blondynka i posyłając Billowi uśmiech wyszła kierując się do sali z dokumentami. Przyspieszyła kroku chcąc jak najszybciej znaleźć się z powrotem, jednak kiedy pchnęła klamkę – drzwi były zamknięte. Nie chcąc zbiegać na niższe piętro po klucz, skoczyła do głównej pracowni, gdzie zostawiła pęk kluczy, który miała od czasu, kiedy zaczęła zostawać w pracy po godzinach. Kiedy wróciła i włożyła klucz do drzwi, te same się otworzyły i doznała prawie ataku serca.
-Rany, prawie zawału dostałam! – jej ręka powędrowała na lewą pierś, ale wzrok padł najpierw na rudą modelkę, którą znała z widzenia, a zaraz potem na mężczyznę, który stał plecami do nich i poprawiał spodnie. Wtedy jej serce zaczęło bić jeszcze szybciej. Rzuciła badawcze spojrzenie w kierunku modelki i to rozwiało jej wszelkie wątpliwości. Guziki jej koszuli były krzywo zapięte, a rozporek spodni był jeszcze rozpięty.
Tom stał bojąc się odwrócić. Znał ten głos i miał nadzieję, że to tylko omamy słuchowe. Stał sparaliżowany strachem czekając, aż osoba, która im przeszkodziła odejdzie, ale kiedy ponownie się odezwała, nie mógł nie sprawdzić, bo czuł, że głos idealnie pasuje do jego kochanki życia.
-Z tego co pamiętam Amelia kazała ci iść do domu i przyjść dopiero za dwa dni. – jej ton był oschły, a kiedy kątem oka dostrzegła twarz chłopaka za dziewczyną nie spojrzała na niego.
-Wiem, proszę cię, nie mów nikomu. Po prostu już miałam wychodzić i… tak jakoś wyszło.
Sarah wzruszyła ramionami i wyminęła ją wchodząc głębiej do pomieszczenia.
-Nie moja sprawa. – mimo cichego „dzięki” nie usłyszała go. Poczuła jak krew uderza jej do głowy, a ręce zaczynają się pocić. Czuła na sobie jego natarczywy wzrok, ale nie zerknęła na niego ani razu. Otworzyła szufladę biurka, na którym znajdowała się chustka i wyciągnęła kilka białych teczek. Zaczęła je przerzucać z jednego stosu na drugi, a cisza powoli zaczynała dźwięczeć w jej uszach. W końcu znalazła właściwe papiery i wrzucając resztę z powrotem na swoje miejsce odwróciła się i wyszła na korytarz. Przez chwilę nic się nie działo, a zaraz potem usłyszała szybkie kroki i poczuła ciepłą rękę oplatającą się na jej łokciu. Zatrzymał ją.
-Puść. – powiedziała ozięble nie odwracając się nawet. Nie spojrzała na jego twarz i nie miała zamiaru. Jednak Tom Kaulitz nie miał zamiaru jej posłuchać.
-Przecież wiedziałaś, że to się dzieje.
Prychnęła wciąż odwrócona do niego tyłem.
-Co innego wiedzieć, a widzieć. Poza tym, nic mnie to już nie interesuje. Rób sobie co chcesz.
-Przestań. Skąd miałem wiedzieć, że znowu wyjechałaś na staż i że akurat tutaj cię dzisiaj spotkam?
-A to by coś zmieniło? – spytała odwracając się gwałtownie i wbijając wzrok w jego brązowe tęczówki.
-Oczywiście, że tak! – odparł z przekonaniem. Ruda modelka stała w oddali korytarza patrząc na nich i próbując zrozumieć szybkie wypowiedzi, które padały z ich ust w języku niemieckim.
-Nie ważne, puść mnie, w przeciwieństwie do ciebie nie mam wolnego czasu i śpieszę się. – Tom puścił jej rękę, ale ruszył za nią w kierunku pracowni, w której zostawił brata. Sarah otworzyła drzwi i podała teczkę projektantowi. Wszyscy na nią już czekali.
-Znalazłaś Toma! – powiedział uradowany Bill, jednak widząc sytuację pomiędzy nimi nie dodał nic więcej. Starszy z bliźniaków usiadł na krześle, które stało w rogu pomieszczenia, a Amelia podała Sarze telefon mówiąc:
-Złotko, dzwonił Marco.
-Ok. – powiedziała Sarah biorąc z jej ręki własny telefon i dodając – Przepraszam na chwilę. – wyszła z pomieszczenia. Wykręciła numer do modela z którym była umówiona na dziś wieczór i przeprosiła go za zaistniałą sytuację przekładając jednocześnie spotkanie na kolejny dzień. Po powrocie do pracowni ujrzała jak Dan powoli zbiera się do wyjścia. Bill również miał na sobie kurtkę, za to Tom nawet nie ruszył się z miejsca.
-O której kończysz pracę? – spytał blondynkę, a ona spojrzała na niego z uniesionymi brwiami.
-Kończę pracę, jak wszystko zrobię. – odparła chłodno i zwróciła się do Amelii – Więc przynosić powoli materiały? Przenosimy wszystko do drugiej pracowni?
-Dobrze, to ja będę leciał. Do jutra. – powiedział Dan i opuścił pracownię.
-Właściwie… - kobieta spojrzała na Toma, a blondynka doszła do wniosku, że ktoś musiał jej coś powiedzieć na ich temat podczas jej nieobecności. – poradzę sobie dzisiaj sama. Ja wszystko dzisiaj przygotuję i jutro będziesz mi pomagać, ok.?
-Nie. – odparła stanowczo. – Odwołałam kolację z Marco, żeby tutaj pomóc. To moja praca.
-Skoro nie będziesz tutaj potrzebna może pójdziemy gdzieś razem? Pogadamy? – spytał Bill, a ona zerknęła na niego.
-Pewnie, idźcie. Dziewczyno, nie miałaś wolnego wieczoru od bardzo dawna, przemęczasz się. Jutro spotykamy się o 9. – odparła Amelia stanowczym głosem i z miną nie przyjmującą sprzeciwu.
-Ok., niech ci będzie. Będę jutro o 8. Na razie! – wzięła swój telefon i podeszła do drzwi. Tom już wstał, by otworzyć je przed blondynką. Słyszała jeszcze ich pożegnania z krawcową, ale ona szła już po swoje rzeczy. Kiedy je pozbierała, ubrała skórzaną kurtkę i wyszła na korytarz, obydwoje bliźniacy czekali na nią przy głównej windzie. Pomyślała sobie „on ma rację, wiedziałam, że uprawia seks z innymi dziewczynami, nie jesteśmy parą, nie mogę mu robić wyrzutów. I tak widzimy się bardzo rzadko.”, a potem na jej twarz wpłynął uśmiech. Zrobiła jeszcze parę kroków i podeszła do nich. Poprawiła chustę na szyi i zamrugała oczami.
-Nie idę na żadną imprezę, ale może miło będzie gdzieś pójść i coś zjeść? – spytała przenosząc wzrok z Billa na starszego bliźniaka.
-Dojrzałaś. – stwierdził Tom jednocześnie spoglądając na nią z ogromnym uczuciem w oczach. – Postanowiłaś zapomnieć o tamtym wydarzeniu.
-Nie. Doszłam do wniosku, że i tak nigdy nic poważnego między nami nie będzie, więc postanowiłam odpuścić. – w tym momencie drzwi windy się otworzyły i weszli do środka zjeżdżając na podziemny parking.
-Najlepiej będzie zjeść coś w hotelu. – oznajmił Bill – Co ty na to, Sarah?
-Właściwie mi to obojętne. Może być hotel. – kiwnęła głową i otuliła się szczelnie, bo na parkingu było chłodno i można było wyczuć deszcz padający na zewnątrz. Kierowali się za Tomem, którego samochód najbardziej rzucał się w oczy na całym parkingu.
-Bill, usiądź w tyle! – zarządził szybko, kiedy zobaczył jak jego brat podchodzi do przednich drzwi czarnego Audi. Nie był tym zachwycony, ale ustąpił blondynce i zajął to „gorsze” miejsce. Sarah usiadła obok Toma. Miała w sobie mieszane uczucia co do dzisiejszego wieczoru, jednak po raz kolejny chciała posłuchać głupoty serca. Tak jak kiedyś w Hamburgu, czy w Kalifornii. Zawsze później cierpiała, jednak dla tych krótkich chwil z nim było warto. Zerknęła ukradkiem na jego twarz. Od ich ostatniego spotkania dużo się nie zmienił. Nadal najbardziej widoczne były jego brązowe oczy, jego równe, pełne usta i pieprzyk na prawym policzku, który dodawał mu seksapilu. Dostrzegł jej wzrok i posłał jej lekki uśmiech. Spojrzał na nią tak jak wtedy, kiedy zdał sobie sprawę, że się zakochał. Dwa rumieńce wpłynęły na jej policzka, a niebieskie oczy zaiskrzyły. Odwróciła twarz w drugą stronę, ale nie zdążyła ukryć przed nim faktu, iż kąciki jej ust uniosły się lekko. Nagle z tyłu samochodu doszło ich znaczące chrząknięcie.
-Możemy już jechać? Zimno się robi. – rzekł Bill niecierpliwiąc się. Tom kiwnął głową zapalił samochód, włączył ogrzewanie i ruszył nie mówiąc ani słowa. Z kolei Sarah odwróciła głowę do tyłu, tak by mieć widok na twarz drugiego bliźniaka.
-Będziesz więc naszą główną gwiazdą pokazu. – powiedziała z uznaniem dla czarnowłosego poprawiając w tym czasie włosy. Rozpuściła je, a kolejnie przeczesała palcami. W tym czasie Tom zdążył już wyjechać z parkingu i znaleźli się na zalanej deszczem drodze Mediolanu.
-Już nie umiem się doczekać! – odparł czarnowłosy szczęśliwym głosem pełnym radosnej energii.
-O tak, ja też nie. – odparła z ironią – Wreszcie będzie co robić w pracy, bo póki co umieram z nudów.
-Aż tak ciężko? – spytał z ciekawością Bill. Oparł łokcie na swoich długich nogach i nachylił się do przodu, by bardziej widzieć blondynkę. Znaleźli kolejny wspólny temat, za którym Tom nie przepadał, dlatego też nie odezwał się ani słowem, zanim nie dojechali na parking hotelowy. Bliźniacy pomieszkiwali obecnie w Grand Hotel Plaza w samym centrum Mediolanu. Ulica na której się znajdował była bardzo dobrze oświetlona. Po lewej stronie znajdowały się drzewa, które rosły wzdłuż drogi do parku, którego wybudowano naprzeciw hotelu. Latarnie dawały pomarańczową poświatę dobrze oświetlając także dróżkę do krainy zieleni. Tom zahamował gwałtownie na jednym z wolnych miejsc, uśmiechnął się i zgasił silnik.
-Idzie Tobi. – powiedział Bill rozglądając się. Sarah spojrzała na ochroniarza chłopaków, którego nie miała jeszcze przyjemności poznać. Był to wysoki mężczyzna, dobrze zbudowany. Miał na sobie ciemne spodnie i bluzę z narzuconym na głowę kapturem. Szedł pewnym krokiem, a oczy czujnie rozglądały się dookoła. Podszedł do drzwi ze strony Toma, a on uchylił je lekko. Z zewnątrz powiało chłodem, a deszcz wydawał się być jeszcze mocniejszy.
-Wszystko w porządku, jest bezpiecznie. – powiedział, a później zerknął na blondynkę siedzącą obok kierowcy i rzucił porozumiewawcze spojrzenie w kierunku Toma. Tobias odsunął się trochę, a Sarah prychnęła cicho.
-Potraktował mnie jak panienkę na jedną noc, którą sobie przywiozłeś, żeby się rozerwać. – rzuciła ze złością, po czym wyszła z samochodu trzaskając za sobą głośno drzwiami. Bill wyszedł zaraz za nią i razem ruszyli w kierunku zadaszenia przy wejściu. Tam dopiero się zatrzymali czekając na starszego Kaulitza.
-Tom naprawdę się stara. – zaczął czarnowłosy mokry od deszczu – Ale znasz go. Nie zawsze potrafi się powstrzymać. Ja mam nadzieję, że tak sobie próbuje poradzić z tym, że się rozstaliście.
-Proszę cię. – wybuchła śmiechem – Przecież on już taki był zanim mnie poznał.
-Wcześniej próbował sobie radzić z tym, że cię jeszcze nie znał. – teraz obydwoje parsknęli śmiechem. Wreszcie doszedł do nich Tom z ochroniarzem.
-Tobias, to jest Sarah. – zaczął zanim znów zdążyli odejść. – Nasza najlepsza przyjaciółka z Hamburga.
Mężczyzna podał dziewczynie rękę, a ta ją uścisnęła. Miał męski, silny uścisk.
-Zimno się robi, chodźmy już. – Bill zachęcił resztę by weszli do przyjemnego i ciepłego budynku. Sarah weszła zaraz za nim przez obrotowe drzwi. Hol w którym się znaleźli był bardzo duży i przestronny. Podłoga miała miodowo złoty odcień, a ściany zostały pokryte białą boazerią, która dodawała elegancji. Kryształowe żyrandole zwisały z sufitów oświetlając wysokiego standardu hotel. Po prawej stronie była recepcja, ale nie podeszli do niej. Dziewczyna zdążyła jednak zauważyć, że kiedy przeszli niedaleko niej, wszyscy ludzie którzy akurat tam stali spojrzeli się na nich. Jednak oni zatrzymali się dopiero obok wind. Były one cztery i znajdowały się zaraz za zwężeniem korytarza. Bill wciskał niecierpliwie przyciski do dwóch wind.
-Mamy świetny apartament na 7 piętrze. – paplał ciągle czarnowłosy – Świetny widok, widać prawie cały Mediolan. No, gdzie jest ta winda? – burknął niezadowolony nie pozbywając się jednak uśmiechu z twarzy. W momencie kiedy to powiedział jedna z nich przyjechała, drzwi się rozsunęły, a on automatycznie wskoczył do środka. Winda była szaro czarna, ale urządzona z klasą. Z każdej strony zawieszone było lustro, a tablica z przyciskami poszczególnych pięter była podświetlana. Bill zaczął rozmawiać z Tobiasem, a blondynka spojrzała na milczącego ciągle Toma. Stał oparty o jedno z luster i patrzył się w drzwi. Westchnęła, a on spojrzał na nią. Wydawał się być zamyślony. Zanim zdążyła go spytać o czym myśli, drzwi rozsunęły się. Wtedy też wyszli na korytarz, pożegnali ochroniarza, a w trójkę poszli do wynajmowanego apartamentu. Hol był dokładnie tak samo urządzony jak przy wejściu. Bill nagle skręcił w prawo, otworzył drzwi, a oczom Sary ukazał się bardzo luksusowy salon. Był dość duży jak na pomieszczenie apartamentu. Podłogę pokrywała czarna wykładzina, a ściany były w kolorze delikatnej zieleni. Duże okna zakryte były pięknymi, śnieżnobiałymi firanami. Na środku pokoju była duża sofa, a naprzeciw niej jeden fotel. Stał tam również telewizor. Widać było, że ktoś tu mieszka, ponieważ pierwsze co rzucało się w oczy, to pozostawiony bałagan. Prywatne rzeczy chłopaków były rozwalone na kanapach, stoliku czy podłodze. Na tym ostatnim rozpoznała bluzę Billa, parę płyt z ulubionej kolekcji Toma, a także dwa nieotwarte jeszcze RedBulle.
-Wciąż je pijecie? – wskazała na nie, a Bill zaśmiał się.
-Niektóre rzeczy się nie zmieniają. – dodał i wszedł w głąb apartamentu. – Wybaczcie, skoczę się tylko przebrać w coś suchego. – po czym zniknął za drzwiami jakiegoś pokoju. Wiedziała, że specjalnie zamknął za sobą drzwi i specjalnie będzie się ociągał.
-Siadaj. – Tom przeszedł przez pokój i przerzucił swoją koszulkę z kanapy na fotel. Blondynka usiadła na niej i zrzucając swoje buty na podłogę podkurczyła kolana. – Możemy zamówić pizze. – jego głos był dziwnie nie obecny. Wyraźnie się nad czymś zastanawiał, kiedy zrzucał kolejne rzeczy ze stolika.
-Możemy. – odparła i wstała podchodząc do niego. Spojrzał na nią tym razem pewnie, a ona wyciągnęła opakowania CD z jego ręki i odłożyła na stolik. – O czym myślałeś w windzie?
-O niczym takim. –założył ręce za siebie i rzucił jej zalotny uśmiech. – Właściwie dotyczyło to ciebie, ale powiem ci o tym później.
-Mnie? – odsunęła się od niego o krok, jakby wpadł na pomysł by zbliżyć się do niej, aż za nad to.
-Nigdy nie byłaś dobrą aktorką. Dobrze wiedziałaś, że myślę o tobie. A przynajmniej się tego spodziewałaś. – odparł rzucając się na fotel i splatając ze sobą dłonie zbliżył je do swojej twarzy. Palcami wskazującymi dotknął warg, a z nad swoich rąk spoglądał bystro na blondynkę.
-A powinnam się spodziewać? – spytała siadając naprzeciw niego na sofie.
-Tak. Raczej nigdy nie ukrywałem tego, że przestało mi na tobie zależeć. – powiedział to z taką powagą, że Sarah mogłaby mu uwierzyć, gdyby nie fakt, że parę godzin wcześniej przyłapała go z modelką. Zaśmiała się.
-Twój seks z tą rudą najlepiej pokazywał jak bardzo twoje uczucia do mnie się nie zmieniły.
-To tylko niewinny seks. A przecież nawet do niczego nie doszło. – zniecierpliwił się i zmienił pozycję. Nachylił się bardziej w jej kierunku, ale ona uniosła wzrok ku sufitowi. – Nas przecież nie łączył tylko seks.
-Poczekaj. Nie rozumiem już o czym rozmawiamy. – oznajmiła – O naszej przeszłości? O twoim rozrywkowym życiu po naszym związku? Czy o czym? Bo przyznaję, że już się trochę pogubiłam.
-Rozmawiamy o naszej teraźniejszości i przyszłości. – oznajmił zadowolony jakby tylko czekał na to pytanie.
-Przyszłości? – spytała unosząc brew – Jedyne co widzę w naszej przyszłości to zjedzenie pizzy dzisiaj w nocy, o ile w końcu po nią zadzwonisz.
-Nie, poczekaj Sarah. Zastanawiałem się nad tym i spójrz. A gdybyś tak zdecydowała się na wyjazd z nami w naszą trasę? Daj mi miesiąc. Niech będą chociaż dwa tygodnie. Chcę tylko, żebyś zobaczyła, że jeżeli będziesz jeździć z nami, to możemy być razem. Ty możesz ubierać i przebierać Billa, ja będę z Tobą i każdy będzie zadowolony!
-Tom, otrzeźwiej! Nie jesteśmy już ze sobą. Poza tym, przebierać i ubierać Billa? Oszalałeś? To nie jest to, o czym marzę w moim życiu. Chcę coś osiągnąć i już mi się udaje, a ty myślisz, że mogę to wszystko rzucić w tym momencie, bo znów dostrzegłeś szansę. Proszę cię, nie mówmy już o tym, bo nie przyszłam tu, żeby się kłócić, a ten sam temat przerabialiśmy przed twoim wyjazdem z Hamburga.
Tom zapadł się w fotel zrezygnowany.
-Nie karzę ci zaraz rzucać tego wszystkiego. – oznajmił zmęczonym głosem - To źle, że chcę żebyśmy stworzyli prawdziwy stały związek?
-Ja nie wierzę w związki na odległość. Szczególnie z tobą. Zdradziłbyś mnie po tygodniu.
-Nie jakbyś jechała z nami.
-Przestań! – krzyknęła chcąc zakończyć już tą dyskusję. – Bill! Chodź tu! – odwróciła się od Toma czując coraz większą bezradność.
-Rany ty naprawdę już w nas nie wierzysz. – załamał się chłopak – To, co powiedziałaś przy windzie.
-Co powiedziałam? – zmarszczyła brwi próbując sobie przypomnieć, co takiego powiedziała, że dała mu tym do myślenia.
-Że doszłaś do wniosku, że już nigdy nic między nami nie będzie. – Sarah wbiła oczy w podłogę. Tak naprawdę nigdy się nie zastanawiała nad tym jak to będzie z nimi w przyszłości. Wydawało jej się, że zakończyli już związek w Hamburgu. Nie sądziła, że znów postawi ją przed wyborem: własne życie bez niego, lub bycie z nim bez własnego życia. – W wakacje nie będziesz pracować. Możemy spędzić ze sobą miesiąc. I wtedy zdecydujesz.
-Tom, tu nie chodzi o jeden miesiąc. – powiedziała spokojnie, starając się myśleć racjonalnie – Jakbym mogła być z tobą i nie rezygnować z tego co chcę robić w życiu, to uwierz mi, nie rozstawalibyśmy się.
Ta wypowiedź również go nie usatysfakcjonowana. Czuł, że jest już na przegranej pozycji, miał jeszcze jeden argument, ale w tym momencie wszedł Bill do salonu.
-Zamówiliście tą pizzę? – spytał energicznym głosem udając, że nie słyszał ich rozmowy przez drzwi do swojej sypialni. Patrzyli na siebie w milczeniu, aż Bill nie usiadł obok Sary.
-Nie. Nic jeszcze nie zamawialiśmy. – odparł chłopak patrzący ciągle w niebieskie oczy dziewczyny. – Ale ciągle mnie kochasz. – dodał jakby ciągle byli sami. Bill wstał chcąc odejść i wtedy Sarah na niego spojrzała. Swoją flanelową koszulę zmienił na czerwony t-shirt z żółtym napisem „The icon”, a obcisłe dżinsy na luźne spodnie z dresu. Zdążył zmyć też makijaż z twarzy. Wstał i ruszył w kierunku małej lodówki.
-No to dzwoń po tą pizzę. Tylko weźmy podwójny ser! – krzyknęła blondynka w stronę Billa. Tom przetarł zmęczoną twarz, a później wstał.
-Najlepiej potrójny. – poprawił dziewczynę i w tym samym momencie usłyszeli dzwonek jej telefonu. Przebój zeszłego lata dochodził z jej kremowej torebki, która leżała na końcu kanapy. Sarah szybko wygrzebała komórkę i spojrzała na wyświetlacz. W końcu nacisnęła zieloną słuchawkę.
-Cześć tato! – powiedziała wstając i podchodząc do dużego okna. Tom obserwował jak odsunęła białą firankę i patrzyła nieobecnym wzrokiem na niesamowite widoki centrum Mediolanu. – Wszystko w porządku. – mówiła do telefonu. – Skąd, nie imprezuję, jutro rano idę do pracy. – zaśmiała się z czegoś, co powiedział, a później dodała – Jestem ze znajomymi. Będziemy zaraz zamawiać pizzę. Mogę zadzwonić jutro? – kolejna głucha odpowiedź – Nic się nie martw, nie zmieniłam planów. Przyjadę, przecież obiecywałam. – po dłuższej wypowiedzi pana Rose, blondynka ściągnęła brwi. – Kto taki? – spytała i nagle zastygła w bezruchu. – Pewnie. Ok. Pa. – ku zdziwieniu Toma nie odłożyła telefonu, a dalej trzymała go przy uchu, jakby czekała, aż rozmówca znów się odezwie. Sarah zerknęła ostrożnie na Billa, który przygotował szklanki i wlewał do nich swój ulubiony napój. I nagle zacisnęła wargi, a oczy dziwnie się zaszkliły. – Cześć. – powiedziała, a jej głos zadrgał. Czarnowłosy nadal stał w kuchni, nie przejmując się telefonem, ale starszy z bliźniaków podszedł do dziewczyny i położył rękę na jej ramieniu.
-Wszystko w porządku? – wyszeptał, a ona kiwnęła głową.
-Wróciłaś do domu na stałe? – spytała, a później zrobiła zawiedzioną minę. – Ah. Z Nickiem? I co u niego? Mh. Możesz go pozdrowić. Nie, nie wiedziałam. Zostaniesz w domu chociaż na święta? – Tom domyślił się, kto jest teraz rozmówczynią blondynki i również zerknął na brata, który zmierzał już w ich kierunku.
-Zamówiłem dwie duże pizze. – powiedział kładąc na stoliczku trzy szklanki. – Kto dzwoni?
-Sary tata. – skłamał Tom, nie wiedząc jaką reakcję wywoła u niego prawda. Bill uśmiechnął się, pokazując swoje białe zęby. Opadł na kanapę ze swoim Red Bullem i spojrzał na nich. – Tom, co tak stoisz obok niej? – zaśmiał się, a kiedy ten nie odpowiedział zmarszczył czoło. – Stało się coś?
-Tak, spotkałam starych znajomych i czekamy na pizzę. – powiedziała Sarah wciąż odwrócona tyłem do młodego Kaulitza.
-Nawet na dwie! – krzyknął Bill, a dziewczyna odwróciła się po chwili w jego stronę.
-Tak, to on. Spotkaliśmy się i… Vanessa przestań! Nie możemy normalnie porozmawiać? –Bill drgnął. Szeroki uśmiech zszedł z jego twarzy, a brwi uniosły się do góry.
-Jej tata? Naprawdę Tom? – prychnął po czym wstał i odszedł trochę od nich. Odłożył gwałtownie szklankę z napojem na blat mini baru i pokręcił głową. Sarah w tym momencie pożegnała się z siostrą, która najwidoczniej straciła ochotę na rozmowę.
-Widzę, że twoja droga siostra wreszcie się do ciebie odezwała. – prychnął po raz kolejny Bill, wbijając wzrok w jej twarz, na której malowało się mnóstwo emocji.
-Tak, wróciła do domu na parę tygodni. – odpowiedziała cicho wciąż czując szok, że wreszcie po tak długim okresie czasu usłyszała jej głos. Usiadła na wcześniej zajmowanym już miejscu.
-Miło. – skomentował krótko, po czym zrobił dużego łyka napoju. Wziął głęboki oddech. – Przepraszam. Trochę się zdenerwowałem. To, co? Pewnie teraz wrócisz do Hamburga, żeby się z nią zobaczyć?
Sarah tylko zaprzeczyła ruchem głowy. Patrzyła wciąż w jedno miejsce, aż w końcu poczuła jak Tom siada koło niej i zamyka jej dłoń w swoich, gładząc ją lekko.
-Wszystko w porządku? – w jego tonie była wyczuwalna nuta opiekuńczości.
-Tak, chyba jestem dalej w szoku, że wróciła. Od dawna już nie dawała znaku życia. To nie było w porządku. Teraz po prostu rozmawiała ze mną, jakby nic się nie stało. - Tom objął ją, na co zmarszczyła brwi. – Mógłbyś nie wykorzystywać sytuacji? – spytała, na co Bill parsknął śmiechem
-Wspieram cię! – wykrzyknął Tom, jednak z rozbawieniem w głosie.
-Możesz to robić bez dotykania. – odsunęła się od niego i podrapała po czole. – Zjadłabym już coś. Kiedy będzie pizza? Muszę za niedługo wracać. Może wreszcie się wyśpię.
-Na dworze strasznie leje. Słyszałem też grzmoty, zapowiada się ogromna burza. Nie wolisz zostać tutaj i się przespać? Możesz spać w moim pokoju. Bez dotykania. – Tom cofnął ręce do tyłu, jakby chciał pokazać, że faktycznie nie ma złych intencji, ale Sarah popukała się w czoło.
-Ty? Bez dotykania? Świetny żart. – zaśmiała się.
-Poważnie Sarah, możesz zostać. – dodał Bill, ale ona tylko pokręciła głową.
***
Nastał nowy dzień. Słońce wzbiło się nad horyzont, zasłonięte grubą warstwą obłoków. W powietrzu, wciąż było czuć zapach deszczu, jednak przestało padać. Delikatne promienie słońca właśnie przebiły się przez chmury natrafiając na zasłonięte okno w pokoju hotelowym. Sarah przebudziła się. Zanim jej zmysły zaczęły funkcjonować poczuła lekki ból głowy. Dopiero wtedy próbowała sobie przypomnieć, gdzie się znajduje. Zanim otworzyła oczy wyczuła pod sobą miękki materac i delikatny materiał, którym była okryta. Poduszka na której leżała była miękka i obca. Nie znajdowała się u siebie w mieszkaniu. Nagle na karku poczuła ciepły oddech i wtedy dotarło do niej, że coś ciężkiego spoczywa na jej biodrze. Powoli uchyliła powieki. Znajdowała się w nieznanym jej pokoju z żółto-kremowymi ścianami, ciemnym dywanem i zasłoniętymi oknami. Podniosła się na łokciach i zrzuciła z siebie rękę chłopaka leżącego obok. Nie obudziło go to. Zsunęła z siebie białą pościel i wstała. Stanęła prosto przed lustrem i przeraziła się. Miała na sobie nieznaną jej męską koszulkę. Odwróciła się i zerknęła ponownie na śpiącego Toma. Nagi tors unosił się i opadał w rytm jego oddechu. Sarah rozejrzała się znów poszukując tym razem swoich ubrań. Znalazła je poukładane na komodzie. Porwała je i wyszła do salonu, który pamiętała z wczorajszego wieczoru. Duży zegar na ścianie wskazywał dziesięć po dziewiątej. Dziewczyna zaklęła i zaczęła się przebierać w ekspresowym tempie. W minutę później była gotowa. Wrzuciła koszulkę, w której spała do torebki i wyszła zatrzaskując za sobą drzwi. Dobiegła do wind i zjechała na dół. Wychodząc z hotelu kierowała się w stronę postoju taksówek. Wsiadła do jednej i podała adres swojego mieszkania. Dojazd trwał siedem minut. Kolejnie poprosiła taksówkarza, by na nią poczekał, a ona w tym czasie wbiegła do nowoczesnej kamienicy szukając kluczy od mieszkania. Tam w błyskawicznym tempie umyła zęby, odświeżyła makijaż i przebrała się w dopiero wyprane rzeczy. Wróciła do taksówki i pojechała do pracy. Kiedy dotarli pod budynek miała już czterdziesto minutowe spóźnienie. Miała szczęście nie natknąć się na żadnego ze swoich szefów, kiedy przemierzała korytarze. Akurat dziś wydawały się strasznie długie. Wbiegła do pracowni i omijając stanowiska innych krawcowych stawiła się przed Amelią. Rzuciła kurtkę i torebkę na stolik i spojrzała błagająco na kobietę.
-Przepraszam. – wydyszała trzymając rękę nad biodrem. Ona znów zerknęła najpierw na nią, później na lśniący srebrny zegarek na jej przegubie i uśmiechnęła się.
-Zdarza się. To chyba twoje pierwsze spóźnienie. – powiedziała przeglądając jeszcze raz projekt, którym się właśnie zajmowała. – Możesz tu posprzątać. Potem przynieś mi proszę moleskin i tu masz listę nici. – podała jej kartkę – To do głównego projektu. Model musi mieć coś do przymierzenia, jak już dzisiaj przyjdzie.
-Bill ma dziś przyjść? – spytała zastygając w bezruchu.
-Tak, Dan mówił, że ma przyjść około piętnastej. – odparła, a Sarah odruchowo zerknęła na zegarek. Wzięła głęboki oddech i dopiero teraz poczuła jak ciepło jest w pracowni.
-Już się biorę do pracy. – dodała, a kolejnie ściągnęła z siebie zielony sweter pozostając jedynie w czarnym podkoszulku. Godzinę później odwiedziła ich Miconi, a jeszcze później Dean Caten. Kiedy w końcu zostały same, a nikt z pracowni nie mógł ich podsłuchać Amelia zwróciła się do Sary – Jak minął wieczór? Wydarzyło się coś ciekawego?
Sarah odłożyła na chwilę materiał, który właśnie cięła i spojrzała za okno. Czuła wszystkie mięśnie ciała, zupełnie jakby dopiero co skończyła bardzo intensywny trening.
-Nie do końca pamiętam. – odparła w końcu
-Tak wielka impreza? – zaśmiała się
-Nawet nie jestem w stanie określić. Byliśmy tylko w trójkę i wypiłam tylko trochę. Ale już tak dawno nie piłam alkoholu, że… - nie musiała kończyć. Znów nastała chwila ciszy, którą ponownie przerwała Amelia.
- Spójrz kto przyszedł. – dyskretnie pokiwała głową w stronę wejścia. Rose zerknęła w tamtym kierunku i uśmiechnęła się. W drzwiach stał bardzo przystojny Włoch. Był wysoki, dobrze zbudowany, miał brązowe włosy i cudowne ciemne oczy. Rozmawiał właśnie z Miconi, a kiedy skończyli i kobieta odeszła zaczął rozglądać się po pracowni. Kiedy jego wzrok padł na blondynkę uśmiechnął się serdecznie i ruszył w jej kierunku.
-Idzie tu. – szepnęła cicho Amelia chichocząc, a kiedy zbliżył się na tyle, by mógł ich usłyszeć dodała – Saro, jeśli chcesz iść na tą przerwę obiadową to możesz iść.
Blondynka pokiwała głową z niedowierzaniem i zerknęła w kierunku modela.
-Cześć. – Marco ubrany był w kremowy sweter opinający się seksownie na jego ciele oraz w ciemne dżinsy. W rękach trzymał kurtkę. Stanął przed nią i odsłonił białe zęby. – Nie przepracowujesz się? – spytał i zerknął na Amelię.
-Skąd, wciąż czekam, aż dostaniemy nowe kreacje do uszycia. – zadrwiła, a on uśmiechnął się jeszcze szerzej.
-To może w ramach przeprosin za wczorajszą odwołaną kolację wybierzesz się ze mną na jakiś dobry obiad? Przydałoby ci się parę minut przerwy od tego wszystkiego.
-Tak, właśnie ją wyganiałam. Ja też idę coś zjeść zaraz. Więc spotkajmy się tu za pół godziny, co ty na to Sarah? – Amelia wstała i ściągnęła z siebie sweter.
-Może być. – powiedziała blondynka zwracając się do obydwóch rozmówców.
-To świetnie. – uwielbiała chłopaka za jego humor i nastawienie do życia. Mimo tego, że był modelem i wszystkie dziewczyny się za nim obracały, on był dość skromny i nie miał zbyt wysokiego mniemania o sobie. Ubrała z powrotem sweter i narzuciła na siebie kurtkę. Marco przepuścił ją w drzwiach pracowni, a kiedy wyszli z windy objął ją ramieniem.
***
Jechali samochodem, a on prowadził. Denerwował się na każdym czerwonym świetle i przeklinał każdego, kto jechał zbyt wolno.
-Spokojnie, Sarah nie ucieknie. – zaśmiał się Bill, a Tom wywrócił oczami. Zaparkował samochód na tym samym parkingu co wczoraj, a zaraz obok niego stanął samochód ich ochraniarza. Pośpiesznie doszli do windy, a kiedy dojechała na właściwe piętro przywitał ich Dean Caten.
-Witajcie! Jak minęła noc? – spytał uradowany ich punktualnością.
-Całkiem dobrze, ale chyba nie można powiedzieć, że spokojnie. – zaśmiał się Bill, ale zanim zdążył dodać cokolwiek więcej Tom spytał – Wiesz może, gdzie jest Sarah Rose?
-Przed chwilą sprawdzałem strój dla Billa i z tego co wiem, to ma teraz przerwę obiadową.
-Dzięki. - Tom pokiwał głową.
-Bill mam jeden nowy pomysł, musisz zobaczyć szkice. Będziemy zaraz przymierzać twój strój na koniec pokazu. Moglibyście poczekać sekundę? Poszukam tylko Dana.
-Nie ma sprawy. – powiedział Bill i uśmiechnął się do Toma.
-Już nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć jak wyglądasz. – zadrwił starszy z bliźniaków.
-Z pewnością będę seksowniejszy od ciebie. – odparł przyglądając się zdjęciom z poprzednich kolekcji wywieszonych na ścianach.
-To pobożne życzenie każdego modela. – zaśmiał się – Każdy z nich myśli tylko „chcę być chociaż w połowie tak przystojny jak ten świetny gitarzysta Tom Kaulitz”!
Bill uniósł brwi do góry, spojrzał na niego z wyższością i odparł – Kretyn.
Wtedy drzwi windy się otwarły i na korytarz wyszła poszukiwana Sarah Rose z przystojnym modelem.
-On chyba myślał „chcę mieć chociaż połowę tego co on”. – szepnął Bill, a humor Toma prysnął niczym mydlana bańka. Kiedy jego spojrzenie zetknęło się ze wzrokiem blondynki odwrócił głowę. Usłyszał jak mówi do faceta z którym przyszła, że spotkają się później i już po chwili witała się z Billem.
-Cześć Tom. – kolejnie zwróciła się do niego. W tym momencie na korytarzu pojawili się bracia Caten i poprosili ich by poszli do nich do gabinetu i tam poczekali, aż będzie można zrobić przymiarkę.
-Spotkamy się później. – powiedział Bill do pozostałej dwójki i poszedł do projektantów. Kiedy kroki ucichły, Sarah spojrzała na Toma, ale ten pozostawał obojętny na jej wzrok. Minęła dłuższa chwila zanim odwrócił się do niej i spytał – To był ten Marco? – kiwnęła głową, a wtedy dodał – Jesteście ze sobą?
-Na razie tylko się umawiamy. – odparła stawiając na szczerość.
-Mogłaś powiedzieć mi o tym wczoraj. – brzmiało to bardziej jak niedbałe stwierdzenie jakiejś błahostki niż wyrzut. Najgorsza była ta martwa cisza. Zupełnie jakby w budynku byli tylko oni. Jakby za ścianami nie pracowało ponad pięćdziesiąt osób. Właśnie ta cisza pomogła Tomowi zrozumieć, że nie może jej ciągle psuć życia. Nie może tak po prostu na nią wpadać i robić chaos wokół tego, co zdążyła już poukładać. Będąc z modelem, z którym właśnie przyszła mogła mieć to, co chciała: własne życie i związek. Potrzebowała stałego oparcia, takiego, którego on nie mógłby jej dać.
-Co się wczoraj stało? – spytała nagle, czując rosnące zdenerwowanie w okolicach żołądka.
-Wypiliśmy trochę. Chwyciło cię dosyć mocno, dałem ci moją koszulkę na przebranie i poszłaś spać. Ja posiedziałem jeszcze trochę z Billem, a potem położyłem się koło ciebie. Przepraszam, mogłem tego nie robić. – dziewczyna kiwnęła głową czekając na coś, jednak sama nie miała pojęcia na co. – To powodzenia. – stwierdził nagle wkładając ręce do kieszeni. Na jego twarzy malował się lekki uśmiech, a w oczach pobłyskiwała pustka.
-Dzięki. – szepnęła, a potem przytuliła się do niego.
-Nie. – zaprotestował odsuwając ją od siebie. – Tylko pogorszysz sytuację.
-Proszę. – powiedziała spoglądając na niego wilgotnymi oczami. I wtedy przytuliła go ponownie, a on objął ją ramionami. Pocałował czubek jej głowy, a potem zniżył usta do jej ucha i wyszeptał akcentując wyraźnie każdą sylabę – Kocham cię.
Poczuł jak kiwa głową, a potem odrywa twarz od jego torsu.
– Widzimy się w styczniu, prawda? – spytała, a potem dostrzegła wahanie się – Nie zrobisz tego Billowi, przyjedziesz z nim, prawda?
Tom spojrzał w głąb korytarza.
-Tak, masz rację. Powiedz mu proszę, że czekam w hotelu. – odsunął się. – Zatem do zobaczenia w styczniu. – dodał, a kolejnie ruszył do wind. Drzwi za nim zamknęły się, a Sarah długo jeszcze stała na korytarzu czekając, aż otworzą się ponownie.


Poprzedni wieczór

-Ok. Ja już mam dość. Muszę się położyć. – powiedział Bill, kiedy mu się odbiło. Odłożył pustą szklankę po piwie na stół i chwiejnym krokiem oddalił się w kierunku swojej sypialni.
-To zostaliśmy sami. – powiedziała Sarah pijanym głosem, a Tom zlustrował ją wzrokiem. – Rany, nie upiłam się tak od wakacji. – dodała po chwili i oparła bose stopy o mały stolik stojący przed nią. Siedziała z Kaulitzem na kanapie w ich apartamencie, a przed nimi stało dużo pustych butelek po piwach.
-Jak bardzo jesteś pijana? – spytał nagle kładąc rękę na jej udzie. Zaśmiała się i odepchnęła jego dłoń.
-Nie na tyle. – odparła – Jest mi strasznie gorąco. Możemy otworzyć okno? – wstała i zatoczyła się lekko. Chłopak wstał za nią i przytrzymał ją pod łokciem. Odwrócił ją w swoją stronę i położył dłonie na jej zaróżowionych z alkoholu policzkach. Długimi palcami prawej ręki przejechał po jej żuchwie, a kolejnie przeniósł je na dolną wargę dziewczyny.
-Czy to jest moment, kiedy mnie pocałujesz? – spytała, a on uśmiechnął się delikatnie.
-Jeśli tego chcesz. – odparł zaglądając przez oczy w głąb jej duszy. Zamknęła powieki i nachyliła się w jego stronę czekając na muśnięcie. Pocałował ją również zamykając oczy. Chwycił jej nadgarstki przenosząc je na swój kark, a swoje dłonie ułożył na jej talii. Całowali się dłuższą chwilę, kiedy Tom poczuł, jak dziewczyna traci równowagę. Przytrzymał ją, a ona uśmiechnęła się.
-Tęsknię za Hamburgiem.
-Zawsze możesz tam wrócić. – powiedział siadając na kanapie i ciągnąc ją za sobą na swoje kolana.
-Bez ciebie nie ma sensu. – szepnęła wtulając się w jego tors.
-Dla mnie bez ciebie nic nie ma sensu. – odparł zbliżając do niej twarz i musnął jej wargi. Sarah odsunęła się.
-Myślisz, że kiedyś jeszcze będziemy razem?
-Na pewno. Ciągnie nas do siebie jak magnes. – odparł i zaśmiał się z własnego stwierdzenia.
-Zobacz, potrafisz siedzieć z dziewczyną i nie ciągnąć jej do łóżka.
-Bo jesteś wyjątkowa. Sama twoja obecność działa na mnie jak seks z kilkoma dziewczynami.
-Piękne porównanie. – wstała oburzona – Idę spać. – Kaulitz ruszył za nią i przytrzymując ją w pasie doprowadził do swojej sypialni. Kiedy przebrała się w jego koszulkę i położyła, nachylił się nad nią i złożył pocałunek na jej ustach.
-Pamiętaj zawsze, że cię kocham, co? – spytał cicho, a ona uśmiechnęła się sennie.
-Będę sobie o tym przypominać, za każdym razem, kiedy zobaczę jakieś zdjęcia z tobą i inną panną pod hotelem.
-Inne dziewczyny nic dla mnie nie znaczą. Moje serce kocha tylko ciebie. – wyszeptał i pocałował ją po raz ostatni, a Sarah zasnęła z uśmiechem na ustach.




Ponownie w Hamburgu


22 grudnia 2009


Zimowe słońce świeciło wysoko na niebie, a śnieg pokrywał całe miasto. Większość budynków została przyozdobiona lampkami, na ogródkach można było dostrzec ulepione bałwany, a w powietrzu unosiła się świąteczna atmosfera. Samolot lecący z Mediolanu do Hamburga wylądował dokładnie dwanaście po trzeciej. Przy wyjściu z lotniska stała blondynka ubrana w obcisłe spodnie i ocieplane, wysokie obuwie. Miała na sobie grubą kurtkę, a szyję zakrywał ciepły, brązowy szal. Odsłoniła przegub lewej dłoni i spojrzała na zegarek. Było już za dziesięć czwarta. Robiło się nie tylko coraz ciemniej, ale również zimniej. Wyciągnęła z kieszeni telefon i wybrała numer. Włączyła się skrzynka pocztowa.
-Cześć tato, tu Sarah. Wylądowałam pół godziny temu, a ciebie nie ma, więc jadę taksówką do domu. Spotkamy się na miejscu, nie umiem się doczekać! – rozłączyła się i ciągnąc za sobą małą walizkę poszła w stronę postoju taksówek.
***
-Jak dobrze jest spać do południa i nie musieć później nic robić. – powiedział Tom Kaulitz rozsiadając się w fotelu i przeciągając. Uwielbiał czuć domową atmosferę. Czuł się tu świetnie, mimo że ich mama zdążyła przemalować salon i wymienić komplet wypoczynkowy. Spojrzał na brata, który wcześniej oglądał telewizję, ale zasnął leżąc na kanapie.
-Bill! Wstawaj. Zaraz będzie pyszny, domowy obiad. – wyciągnął nogę i kopnął lekko chłopaka. To poskutkowało.
-Popieprzyło cię? – warknął Bill otwierając oczy i patrząc na niego ze złością. Tom wstał i przeciągnął się ponownie.
-Prześpisz cały dzień. – odparł kierując się w stronę kuchni, gdzie Simone piekła nadziewanego kurczaka.
-Chcę przespać. – mruknął jeszcze Bill, ponownie zamykając oczy i próbując znów usnąć.
-Ale pachnie. – Tom zagwizdał patrząc na zmagania mamy. Oparł się o blat. Spojrzała na niego i uśmiechnęła się. Minęło parę sekund nim się odezwała.
-Tak ciężko mi uwierzyć, że jesteście już dorośli. – westchnęła podziwiając swojego starszego syna.
-Mamo, proszę cię. – jęknął Tom – Nie zaczynaj znowu. – podszedł do okna i dostrzegł, że śniegu w ich ogrodzie znów jest więcej. Było wpół do piątej, więc ciemność otaczała Hamburg z każdej strony. – Idę wsiąść prysznic i zaraz zejdę. – wszedł po schodach do góry i zatrzymał się na ciemnym korytarzu. Spojrzał na drzwi do pokoju Billa.

3 lata wcześniej


Tom Kaulitz spojrzał na drzwi brata. Obiecał sobie, że jeśli zejdzie po kolejną butelkę wina, odbierze mu ją. Zresztą nie mówił mu, że będzie miał gościa. Mruknął coś niezadowalającego, kiedy usłyszał swoje imię z ust blondynki. Nie chciał podsłuchiwać, ale bał się, co takiego dzieje się w pokoju obok.
***
Sarah sięgnęła po kartkę leżącą pod biurkiem Billa i zaśmiała się.
-Co, to? – jej oczy przeczytały kawałek tekstu. Piosenka?
-Tekst. – roześmiał się Bill
-Piszesz beznadziejnie.
-To od Toma.
Bill położył się na łóżku zrzucając chipsy. Trzymał się za brzuch.
-Beznadziejne.
-Ale to o tobie.
-O mnie? – dziewczyna zrobiła się jeszcze bardziej czerwona.
-On mi tak powiedział, ale czekaj, zapytamy go. – Bill roześmiał się i zaczął wołać brata. – Tom! TOM! Tom szybko!
Po chwili drzwi się otworzyły, a w nich stanął zirytowany dredziarz.
-Czemu ta piosenka jest o niej?
Tom poczuł jak złość zaczyna palić go w żołądku. Widziała tekst? Z początku miał ochotę zabić Billa, ale zaraz zobaczył w jakim stanie jest tych dwóch. Jutro nie będzie nic pamiętać.
-Przestańcie już pić. – warknął wchodząc głębiej i zabierając im butelki.
-Ej! Ty możesz się zabawiać z Vanessą, a my nie możemy się napić?! – oburzyła się Sarah stając naprzeciw niego.
-Jesteście totalnie pijani!
-A od kiedy ja cię interesuje?!
-Nie ty mnie interesujesz tylko mój brat. – warknął, a blondynka mimo, iż szumiało jej w głowie, poczuła złość na niego.
-Odwal się! – krzyknęła głośno popychając go. Łzy zalały jej policzka. – Mnie też moja siostra obchodziła, a ty mi ją zabrałeś! Zniszczyłeś wszystko! Mój związek z Nickiem i stosunki z Vaness! Czego jeszcze chcesz?!
Przełknął ślinę. Aż tak bardzo wzięła to do siebie? Przecież Nicka nie kochała, a Vanessa… to tylko przyjaciółka! Ale i tak poczuł się okropnie widząc łzy, które już toczyły się po jej policzkach.
-Ej nie kłóćcie się! Nie widzisz Tom jak się kochamy?! No, idź już i nie przeszkadzaj! – jęknął Bill podchodząc do blondyny i wieszając jej rękę na ramieniu.
-Co jej zrobiłeś?! Płaczesz? – spytał cicho dziewczyny – Nie przejmuj się nim, ja myślę że on za dużo wypił. – przytulił ją, jak małe dziecko.
Tom spojrzał na nich wściekły.
-Chodź. – warknął, po czym mocno złapał ją za nadgarstek. Nie obchodziło go, że ją to bolało. Pociągnął ją za sobą do swojego pokoju.

-Co tak stoisz? – spytał Bill przechodząc zaspany obok niego. Miał na sobie spodnie z dresu i zwykły t-shirt. Tom zamrugał oczami i zerknął na brata. Pokręcił głową i czym prędzej wszedł do swojego pokoju. Od lat nic się tu nie zmieniło. Okno naprzeciw wejścia zasłonięte było brązowymi roletami, które ładnie komponowały się z kremowymi ścianami. Biurko stojące po lewej stronie zaraz obok komody, zawalone było jego najróżniejszymi rzeczami. Podszedł do niego trzema dużymi krokami i z pod rzuconej tam wczoraj koszulki wyciągnął swojego ipoda. Wrócił do łóżka i położył się na niezaścielonym materacu. Założył słuchawki na uszy i odnalazł piosenkę, której szukał. Podrygując nogą w takt „Reden” oddalił się w strefę wspomnień.

Tom poczuł przyspieszony rytm serca. Wziął miedziany klucz z numerem 483 i wrócił do Rose. Razem weszli do eleganckiej windy, nie wiele się odzywając. A właściwie żaden z nich nie powiedział ani słowa. Serce waliło jej jak młot i chyba pierwszy raz w życiu nie chciała się zastanawiać nad tym, co robi. Po prostu postanowiła się oddać chwili, nawet nie myśląc o tym, że mogą być jakieś konsekwencje. Kaulitz podszedł do dębowych drzwi, na których lśnił złoty numer 483 i przepuścił dziewczynę do środka. Sarah rozejrzała się. Prawdziwy luksus. Jasno pomarańczowe ściany, fotele w tym samym odcieniu. Dość duże okna, a za nimi balkon. W głębi pokoju znajdowało się duże łóżko. Bez zastanowienia dziewczyna odwróciła się i zaczęła całować Toma. Zarzuciła mu ręce na szyję i pieściła jego usta. Pchnął ją na uchylone drzwi i podchodząc bliżej zaczął błądzić rękami po jej ciele. Wciąż całując go, ściągnęła buty i zrobiła krok do przodu. Chwyciła dół jego koszulki i po chwili leżała ona na podłodze. Pocałowała jego nagi tors. Powoli zaczęli zmierzać w kierunku łóżka. Zdarł z niej bluzkę. Pozostała w samym biustonoszu.
-Trzeba było wziąć kajdanki. – zaśmiała się cicho oblizując jego ucho. Pchnęła go lekko na łóżko siadając na nim okrakiem. Schyliła do niego twarz i przejechała rękami po jego nagiej klacie drapiąc przy tym pazurami. Oddawał jej się z każdą sekundą. Całowała jego skórę, aż doszła do strefy spodni. Powoli nie spiesząc się, zjechała rękami po jego ciele w dół. Rozpięła guzik dżinsów, a kolejnie rozporek. Usiadła na łóżku i zsunęła z niego spodnie, pozostawiając chłopaka w samych bokserkach. Zsunęła je lekko. Wróciła do góry i nachyliła się nad jego uchem, tak, że czuła jego oddech na swoim karku. Jego dłonie powędrowały na jej biust. Powoli podążył nimi na plecy i zaczął bawić się zapięciem biustonosza. Przygryzła jego ucho, a jej pazury zostawiły ślad na barkach chłopaka. Tom cichutko jęknął.
-Na razie starczy. – powiedział ochrypłym głosem i przewrócił ją na plecy. Uśmiechnęła się z pewną ironią i chwyciła go za kark przyciągając do siebie i całują zachłannie.


Piosenka dobiegła końca. Tom zerwał słuchawki z uszu i zerknął na zegarek. Było za trzy piąta. Wstał odsłaniając okno i spoglądając na dom sąsiadów z naprzeciwka. Westchnął wciąż wspominając pojedyncze sceny z przeszłości i już miał odejść pod prysznic, kiedy dostrzegł coś dziwnego. W pokoju, który bardzo dobrze znał zapaliło się światło. Zmrużył oczy, chociaż z tej odległości i tak nie mógł nic zobaczyć.
-Czyżbyś wróciła na święta? – mruknął cicho i uśmiechnął się do samego siebie. Jednak zaraz przypomniał sobie ich ostatnie pożegnanie i pokręcił głową. Zasłonił okno i wyłączył światło. – Co jeśli przyjechała z tym Marco? – pytał siebie w myślach i odruchowo ściągnął z siebie koszulkę. Poszedł do łazienki, by wziąć orzeźwiający prysznic.
***
Kiedy samochód stanął przy dużej rezydencji śnieg mocno prószył. Blondynka jadąca nim zapłaciła taksówkarzowi i wysiadła na tak dobrze znanej ulicy. Uśmiechnęła się i nabrała do płuc zimnego powietrza. Przymknęła oczy na parę sekund i dopiero wtedy ruszyła naprzód. W pokoju Vanessy świeciło się światło, więc poczuła lekkie ukłucie w brzuchu. –Tylko spokojnie. – pomyślała i pchnęła uchyloną furtkę. Zamykając ją zerknęła na dom naprzeciwko i zmrużyła oczy. Obydwa okna, w które spojrzała były ciemne.
-Kolejne wakacje na Malediwach. – prychnęła cicho i ruszyła w kierunku wejścia. Kiedy doszła do progu drzwi, te otworzyły się i stanęła w nich dziewczyna. Czarne włosy miała upięte w kitkę, a jej twarz zdobił delikatny makijaż. Miała na sobie ładny zielony sweter i opinające dżinsy. Nie widziała jej prawie dwa lata i przez ten czas strasznie się zmieniła. Biust nadal miała duży, jednak ładna talia stała się o wiele bardziej widoczna. Wciąż była od niej wyższa.
-Hej. – powiedziała cicho czując w oczach łzy. I wtedy Vanessa doskoczyła do niej i przytuliła ją mocno. – Tęskniłam. – usłyszała Sarah w swoim uchu głos, którego tak bardzo jej brakowało. Tak bardzo się obawiała, a teraz poczuła, że nie było czego.
-Cześć kochanie. – usłyszała drugi głos swojej mamy. Odsunęła się od czarnowłosej i spojrzała w dal, gdzie stała jej mama. Podeszła do niej zostawiając walizkę w przejściu i uściskała kobietę.- Tata właśnie do mnie dzwonił, że spóźnił się na lotnisko i cię nie znalazł. Przyjechałaś taksówką?
-Tak, zostawiłam mu wiadomość. – odpowiedziała spoglądając na schody po których właśnie schodziło dwoje dzieci. Dziewczynka miała 10 lat i Sarah ledwo ją poznała. Była o wiele wyższa, niż kiedy wyjeżdżała, a blond włosy urosły jej w niesamowitym tempie. Buźkę miała wciąż uroczo dziecięcą, a oczy były duże i miały śliczny, szaro niebieski kolor. Wydawała się być nie śmiała i marszczyła zabawnie nosek najwidoczniej starając sobie coś przypomnieć. -Cześć Natalie. – powiedziała Sarah uśmiechając się, by ośmielić dziewczynkę. Zeszła na dół i podeszła do niej.
-Dzień dobry. – odparła, na co dziewczyna zaśmiała się. Vanessa zawtórowała jej zamykając drzwi i wciągając walizkę Sary do środka. Blondynce chciało się płakać. Tak wiele wspomnień, tak cudownych wspomnień. Prawie zapomniała jak wygląda część jej rodziny.
-Pamiętasz mnie? Jestem Sarah. – powiedziała, na co dziewczyna pokiwała lekko głową.
-Trochę. – mówiła to bardzo nieśmiało. Zaraz za nią stanął chłopak, który miał zmrużone oczy, jakby wcale nie podobała mu się ta sytuacja.
-A ty musisz być Rein. – powiedziała dziewczyna uśmiechając się serdecznie, ale ten tylko kiwnął głową. – Pewnie mnie nie pamiętasz, ale to ja urządzałam twój pokój. – zaśmiała się próbując wywołać uśmiech na jego twarzy, ale nic z tego.
-Rein jest zły, że nie pozwoliliśmy mu dziś nocować u kolegi z klasy. – powiedziała Carla patrząc surowo na syna. – Kochana, bardzo się zmieniłaś. – dodała patrząc z podziwem na jedyną rodzoną córkę.
-Tak, bardzo. – dodała Vanessa podchodząc bliżej. Kobieta spojrzała na czarnowłosą i uśmiechnęła się jeszcze serdeczniej.
-David dziś przychodzi? – spytała spoglądając na dziewczynę, która posłała jej znaczące, jakby karcące spojrzenie.
-Tak, ma być wieczorem. – odparła zrezygnowana.
-David? – spytała Sarah unosząc brwi.
-Pójdę zrobić kolację. – powiedziała mama i oddaliła się w stronę kuchni.
-A co z kucharką? – zawołała jeszcze blondynka, a kobieta odwróciła się.
-Musieliśmy pożegnać się z Margaritą i Bernadrem. Firma taty nie przynosi już takich zysków. – odparła i nie czekając na odpowiedź córki zniknęła za rogiem salonu.
-Więc? David? – spytała Sarah uśmiechając się do Vaness.
-David Glück. – odparła kiwając głową, a na jej twarzy pojawiły się dwa rumieńce.
-Glück? Ten z naszej klasy? – spytała w lekkim szoku dziewczyna.
-Ten sam. – odparła kręcąc głową. Zrobiła dziwną minę, po czym dodała – Jesteśmy ze sobą od wakacji. Spotkaliśmy się jak byłam we Francji i zaczęliśmy się spotykać.
-Nawet nie wiedziałam, że byłaś we Francji. – powiedziała czując zawód. – A potem wróciłaś do Hamburga? – spytała, a gdy kiwnęła głową spojrzała na nią – Więc wróciłaś, żeby z nim być?
-Po części tak. – kiwnęła głową, a Sarah nagle poczuła się bardzo obco.
-Idę wsiąść prysznic i się przebrać. – powiedziała, wzięła swoją walizkę i poszła do góry. Otworzyła drzwi swojego pokoju. W przeciwieństwie do innych pomieszczeń, w których zrobiono remont, u niej w pokoju nic się nie zmieniło. Ściany wciąż miały idealnie błękitny kolor, a na środku wciąż stało to samo duże akwarium. Zamknęła za sobą drzwi, rzuciła kurtkę na fotel i odkładając walizkę obok ogromnego łóżka rzuciła się na nie. Zamknęła oczy i próbowała zrozumieć, dlaczego tak bardzo źle się czuje. Miała nadzieję, że nic się nie zmieni, a mimo to podczas jej nieobecności życie tu, w Hamburgu się toczyło. Jej rodzina żyła, rosła i starzała się, tworzyła stałe związki. Wzięła głęboki oddech czując, że potrzebuje odskoczni. Wstała i wyszła z pokoju. Słyszała jak gra telewizor w pokoju u Natalie, widziała światło świecące się w pokoju Vaness i słyszała jak Rein bawi się w swojej sypialni. Zeszła cicho na dół, a gdy usłyszała swoją mamę robiącą coś w kuchni doszła do drzwi wejściowych. Otworzyła je po cichu i wyszła bez kurtki. Przeszła przez ośnieżony trawnik i stanęła na środku ogrodu spoglądając na padające płatki śniegu. Poczuła, że chce wrócić. Poczuła, że musi wrócić lub cofnąć czas. Nie umiała znaleźć równowagi, między życiem, które prowadziła w Mediolanie, a tym co się działo tutaj podczas jej nieobecności.
-Sarah? – usłyszała nagle i znów poczuła wzruszenie. Pobiegła w stronę garażu i nie potrafiła pohamować łez cisnących jej się do oczu. – Cześć kochanie, co robisz tu sama na tym chłodzie? – spytał Derek Rose obejmując swoją córkę.
-Po prostu tyle się zmieniło. To wszystko nagle mnie tak bardzo przytłoczyło. Nie wiedziałam, że tyle się zmieniło. – szlochała mu w ramię czując nagle ulgę. Mężczyzna zaśmiał się.
-A co, spodziewałaś się, że wszyscy wciąż będziemy piękni i młodzi?
-Sama nie wiem, czemu zapomniałam o tym, że tu też leci czas. I Vaness. Nie wiedziałam nawet, że ma chłopaka. – wyrzuciła odsuwając się od ojca.
-Nie powiedziała ci? – brwi na jego twarzy ściągnęły się.
-Bardzo długo z nią nie rozmawiałam. – powiedziała.
-Chodź do domu, bo się przeziębisz. - odparł i obejmując blondynkę ramieniem poprowadził ją do domu.
***
Stał pod jej domem trzymając na smyczy swojego psa i paląc papierosa. Było już grubo po dziesiątej, były dwa dni przed świętami i było bardzo zimno, więc nie bał się o napady fanek lub reporterów. Światło w jej sypialni raz się świeciło, a zaraz później gasło. Zgasił papierosa i wyciągnął telefon. Robił to co chwilę od dwudziestu minut chcąc zadzwonić, ale za każdym razem rezygnował. Tak samo było tym razem. Schował telefon i wołając za sobą psa wrócił do domu.
***
Siedziała w salonie na sofie obok Natalie, która drzemała już oparta o jej ramię. W pokoju znajdowała się również Vaness ze swoim chłopakiem, jej rodzice, a także rodzice Nicka Amesa, których zaprosił Derek Rose. Wtedy rozległ się dzwonek do drzwi, a Carla spojrzała na Sarę.
-Otworzysz? – spytała uśmiechając się. Blondynka zmarszczyła brwi i kiwnęła głową. Wstała delikatnie, żeby nie obudzić Natalie, a jej główkę ułożyła na oparciu sofy. Podeszła do drzwi i nawet nie spodziewając się kogo za nimi zobaczy, otwarła je. Widząc jego twarz pomyślała, że ten dzień nie może być już bardziej dziwny i uradowała się, że dochodzi północ, a co za tym idzie – wreszcie się skończy. Zrobił się jeszcze bardziej przystojny, a płatki śniegu pobłyskiwały w jego jasnych włosach.
-Cześć. – powiedział uśmiechając się radośnie – Nie wiedziałem, że wróciłaś!
-Nicolas Ames. Nie widziałam cię ze sto lat! – zaśmiała się i poczuła jak chłopak ściska ją na przywitanie. Pachniał wciąż tymi samymi perfumami. Odwzajemniła pełen energii uścisk. – Wchodź. – dodała odsuwając się.
Poszli usiąść do salonu razem z resztą. Przez kolejne pół godziny czuła na sobie wzrok Nicka. Dowiedziała się, że jest teraz wolny i ostatnio często spotykał się z Vanessą i Davidem. Znów poczuła się wypchnięta towarzysko. Tylko ona nie mogła się pochwalić bujnym życiem nocnym.
-A ty masz kogoś tam w Mediolanie? – spytał Nick, a ona pokręciła głową.
-Nie mam na to czasu. – odpowiedziała i udała ziewnięcie. – Przepraszam, ale chyba pójdę się już położyć. Jestem zmęczona podróżą. – dodała, po czym wstała i chciała wziąć na ręce Natalie, ale Nick ją ubiegł.
-Wezmę ją. – z lekkością wziął dziecko na ręce i ruszył na górę przepuszczając Sarę na schodach. – To, co? – spytał, kiedy położył małą do łóżka w jej pokoju, a Sarah zamknęła za nimi drzwi. – Może umówimy się jakoś póki jesteś?
Sarah uśmiechnęła się i kiwnęła głową. – Ale tylko jako znajomi.
-Jasne. – odparł Nick. - To dobrej nocy. Wypocznij. – dodał całując ją w policzek i idąc w kierunku schodów. Sarah pokręciła głową i weszła do swojego pokoju. Zostawiła zgaszone światło i przysiadła zaraz przy oknie. Miała nadzieję, że będzie szczęśliwa kiedy wreszcie wszystkich zobaczy, ale tak się nie stało. Siedziała na parapecie dziesięć minut, zanim zdała sobie sprawę, że patrzy się w jego okno mając nadzieję, że światło w końcu się zapali. Wstała wiedząc, że to bez sensu i poszła wziąć kąpiel. Odprężyła się trochę, a kiedy wyszła owinięta w ręcznik otworzyła drzwi, by sprawdzić czy goście już poszli. Na dole było cicho, a światła były pogaszone. Wtedy drzwi z pokoju Vanessy otworzyły się i wyszła z nich czarnowłosa.
-Hej, będziemy oglądać z Davidem film, chcesz dołączyć? – spytała, a Sarah uniosła jedną brew.
-David zostaje na noc? – spytała, a Vaness podeszła do niej.
-Tak. – odparła najpierw zagryzając wargę, po czym dodała – Słuchaj, wiem że dużo się zmieniło i może to być trochę dziwne, ale jestem naprawdę szczęśliwa. I nadal cię kocham. I przepraszam, że nie dzwoniłam tyle czasu, ale…
-Ja też mogłam zadzwonić. Nic się nie stało. Myślałam, że pogadamy, ale możemy zrobić to jutro. – uśmiechnęła się, a czarnowłosa przytuliła ją.
-Dobrej nocy! – zaświergotała i wróciła do swojej sypialni. Blondynka powlokła się z powrotem i zdała sobie sprawę, że mimo, że jest otoczona bliskimi, czuje się jeszcze bardziej samotna niż w Mediolanie. Tam przynajmniej nie miała czasu, by o tym myśleć. Znów podeszła do okna i znów zerknęła w to samo okno. Serce zabiło jej jak oszalałe i nagle poczuła, że nie jest w stanie myśleć trzeźwo. Na jednym wydechu ubrała świeżą bieliznę, narzuciła na siebie sweter i wciągnęła dżinsy. Nie myśląc o tym, żeby włożyć coś na mokre włosy, wzięła do ręki obuwie i zbiegła na dół nie świecąc światła. Przed samymi drzwiami narzuciła na nogi buty i wyszła z domu. Przebiegła przez ogród, kolejnie przez ulicę i znalazła się po drugiej stronie rozpaczliwie szukając czegoś, co było cząstką jej życia przez cały czas. Przeszła przez furtkę i zadzwoniła do drzwi. W oknie w salonie wciąż się świeciło, więc drzwi otworzyły się dość szybko. Stanął w nich ojczym bliźniaków.
-Dobry wieczór, przepraszam za porę. Jest Tom? – spytała na jednym wydechu, a on zmarszczył brwi. – Nie jestem żadną szaloną fanką. Sarah Rose, mieszkam naprzeciwko, pamięta mnie pan?
-Jasne, że pamiętam. Myślałem, że jesteś w Mediolanie. – uśmiechnął się – Wejdź, Tom jest u siebie. Zaprowadzę cię. – dodał. Sarah weszła do domu, ściągnęła buty i poszła za mężczyzną do góry. On z kolei zapukał do jego sypialni i wtedy blondynka poczuła ogromną ulgę. Wydawało jej się, że do tej pory żyła nie świadoma tego, że może oddychać. Nabrała powietrza do płuc i o mało nie krzyknęła ze szczęścia, które się w niej wzbierało.
-Proszę! – jego głos koił jej wszystkie nerwy.
-Tom, masz gościa. – powiedział ojczym, a zdziwiony chłopak, aż podszedł do nich.
-Gościa? – powtórzył i jego wzrok padł na osobę za mężczyzną. Jego oczy rozszerzyły się, serce zabiło dwa razy szybciej niż zwykle, a usta odsłoniły równe, białe zęby. – Co tu robisz? – spytał wciąż stojąc w progu.
-Zostawię was. – usłyszał nagle swojego ojczyma, a zaraz później oddalające się jego kroki. Patrzył na blondynkę, kiedy przeszły ją dreszcze.
-Skończyłam się kąpać, kiedy zobaczyłam, że świeci się u ciebie w pokoju. I nie mogłam się powstrzymać. – powiedziała cicho czując jak drżą jej kolana i dłonie. Zerknęła na niego i w momencie zrobiło jej się cieplej. Miał na sobie jedynie bokserki.
-Jesteś nienormalna. Mogłaś się przynajmniej ciepło ubrać. – powiedział podchodząc do niej i obejmując ją ramieniem wprowadził ją do swojego pokoju. Zamknął za nimi drzwi, a Sarah zdążyła w tym czasie usiąść na niezaścielonym łóżku. W pokoju świeciła się tylko mała lampka. Usiadł obok dziewczyny i spojrzał na nią.
-Nie myślałam. Po prostu zobaczyłam światło w tym pokoju i jedyne co wiedziałam, to że muszę tu przyjść jak najszybciej. – wyznała patrząc tępo w podłogę. – Boże, jak wiele się zmieniło! – podniosła nagle głos - Vanessa znów mieszka w Hamburgu, na dodatek ma chłopaka już pół roku, a ja o tym nic nie wiedziałam! – zaczęła nerwowo wyginać palce u dłoni spuszczając głowę w dół. Mówiła szybko wylewając z siebie to, czego nie potrafiła znieść. – Natalie zrobiła się taka duża! Ma już 10 lat! A Rein? Nawet mnie nie poznał. Nie ma już Bernarda, ani Margarity, a moja mama zaczęła gotować! A Nick? Wydaje się już taki dorosły, chociaż ciągle patrzy na mnie jakbym była… sama już nie wiem. – załamała się i spojrzała na niego. Patrzył w jej oczy i wydawało jej się, że rozumie. – Na dodatek David został u nas na noc i nie mogłam nawet z Vanessą porozmawiać! Ona się tak strasznie zmieniła. Wiesz, zrobiła się jeszcze ładniejsza i…
-Cii. – Tom położył palec na jej ustach, a kiedy spojrzała na niego zagubiona położył dłoń na jej policzku. – Już o tym nie myśl. – położyła głowę na jego ramieniu i zamknęła oczy. Siedząc tu przy nim czuła się spokojnie. Tom miał rację. Teraz to już było nie ważne. Nie musiała o tym myśleć.
-Nie napisałeś mi, że będziesz w Hamburgu. – wyszeptała, a jego dłoń głaskała teraz jej plecy.
-Obiecałem, że nie będę się wpieprzał w twoje życie. Poza tym myślałem, że przyjedziesz z Marco, żeby poznał rodzinę. – jego ton był dziwnie spokojny.
-Nie jestem z nim. – odparła nie przejmując się tym zbytnio. – Jest fajny, ale jako kumpel, nie chłopak. Poza tym co miałabym z nim robić, jak kocham ciebie, a nie jego.
-Ja tam bym coś wymyślił jakby była ładną dziewczyną. – zaśmiał się cicho Tom
-W to nie wątpię. – nagle jej ton zrobił się surowy, ale mimo to nie odsunęła się od niego. – Tak mi dobrze. – wyszeptała – I tak muszę na razie pracować, a wolę kochać ciebie na odległość, niż oszukiwać pierwszego lepszego przystojniaka, że coś między nami będzie. – poczuła na swoim czole jego ciepłe wargi i uśmiechnęła się. – Poza tym, może jak już skończę pracę w maju i będę miała wracać do Ameryki, może zdecyduję się spędzić z tobą te trzy miesiące wakacji? Albo odłożę studia na jeszcze jeden rok i spędzę go z tobą w trasie? Lub gdziekolwiek będziesz. – Tom odsunął się od niej i spojrzał na nią zdziwiony. – Wiesz, dzisiejszy dzień tak jakoś zmienił moje nastawienie. Czuję się jak obcy z innej planety. Oni wszyscy byli tak bardzo powiązani ze sobą, a ja? Pracuję tam, nie mam z nimi kontaktu i czuję, że ich tracę.
-Będąc ze mną na wyjazdach, nie sprawisz, że wasz kontakt się poprawi. – powiedział spoglądając na nią z powagą w brązowych tęczówkach.
-Wiem. – kiwnęła głową – Ale co jeśli dalej będę studiowała i nasz kontakt też się tak pogorszy?
-Zawsze można go naprawić. Też o tym myślałem i wydaje mi się, że miałaś rację. Przecież musisz mieć własne życie. Jakbyś była ze mną cały czas, nie mogłabyś nic robić. Byłabyś uzależniona od zespołu.
-Czyli zmieniłeś zdanie? – spytała zmartwionym głosem, a jednocześnie starając się uspokoić. – Już nie chcesz, żebym z wami jechała?
-Nie to mam na myśli. – zaprzeczył głową – Po prostu starałem się spojrzeć na sytuację z twojego punktu widzenia.
-Miałam też inny pomysł, ale w takim razie to już chyba nie ważne. –westchnęła, a on spojrzał na nią pytająco. Na jego czole zrobiły się dwie bruzdy. Uśmiechnęła się delikatnie.– Myślałam, żeby pracować tylko do pokazu. – przyznała się- Co z tego, że ciągle tak ciężko pracuję jak nic z tego nie mam? Nie mogę nawet zostać krawcową, a co dopiero projektantką, skoro nie skończyłam studiów. Więc mogę przyspieszyć koniec pracy, a skoro studia mogłabym zacząć dopiero od nowego roku, to od lutego byłabym z tobą.
-Wydaje mi się, że musisz to przemyśleć na spokojnie. – powiedział uśmiechając się – Chociaż taka opcja też mi się bardzo podoba. Od lutego zaczynamy koncerty, więc mielibyśmy swojego tour busa i myślę, że byłoby całkiem przyjemnie. – Tom nachylił się do niej i zbliżył swoje usta do jej. Pocałował ją, z początku delikatnie, a później namiętnie. Oddała pocałunek, ale po chwili odsunęła się od niego i ściągnęła z siebie sweter.
-Co ty robisz? – zaśmiał się patrząc na nią zdziwiony.
-A jak ci się wydaje? – odparła unosząc brwi i uśmiechając się uwodzicielsko. – Spraw, żebym zapomniała na chwilę o moim okropnym dniu. – dodała, a później popchnęła go tak, by się położył, a sama nachyliła się nad nim całując go zachłannie.

Pocałowała go zamykając oczy. Patrzył na nią całując namiętnie i widział jak chowa coś za plecami, ale nie przejął się tym. Delikatnie położył ją na łóżko i rękami zaczął odpinać guziki jej sweterka. Poczuła gorące ciepło, które zdobywała przez jego ciało. Przewróciła go na plecy, tak, że teraz ona wisiała nad nim. Odsunęła jego ręce od swojego brzucha i zaczęła je delikatnie głaskać, wciąż całując chłopaka. W końcu sięgnęła lewą ręką po kajdanki, które położyła obok. Jak najostrożniej umiała założyła mu „łańcuch” najpierw na jedną rękę i spojrzała na niego, czy coś zauważył. Nastawił usta pragnąc wciąż dotykać jej gorących warg. Czuł jak zakłada mu coś na rękę i już wiedział co to było. Pocałował ją jeszcze namiętniej i chwytając drugą część kajdanek zapiął jej rękę. Dopiero wtedy otworzył oczy. Przestała go całować i spojrzała w jego tęczówki, w których błyskały iskierki triumfu.
-Myślałaś, że jesteś taka sprytna? – szepnął wprost w jej twarz.


Namiętny pocałunek przerwał śmiech chłopaka. Sarah odsunęła się od niego zdezorientowana.
-Zrobiłam coś nie tak? – spytała zaskoczona.
-Nie, przepraszam. – odparł głaskając jej policzek. – Zacząłem się zastanawiać czy mam gdzieś te kajdanki, którymi kiedyś chciałaś mnie przypiąć. – w jego głosie było słychać rozbawienie.
-Ha, ha. – pokręciła głową i zeszła z niego. Usiadła na skraju łóżka podkurczając do siebie nogi i patrzyła na niego z wyrzutem.
-Nie obrażaj się zaraz. – wyszeptał podkradając się do blondynki i całując jej szyję.
-Odsuń się. Zepsułeś nastrój, już niczego nie chcę. – zaśmiała się, gdyż pocałunki łaskotały ją. Odepchnęła go lekko. – Czy Bill już będzie spał?
-Chyba nie chcesz teraz do niego iść? – spytał zdziwiony udając oburzenie.
-Zaraz wracam. Czekaj tu! – wyszeptała z rozbawieniem i nachyliła się skradając jeszcze jeden pocałunek. Kolejnie wstała, ubrała sweter i wyszła na korytarz. Przeszła kawałek i zapukała do pokoju obok. Nikt się nie odezwał, ale i tak otworzyła drzwi. Spojrzała na pokój, który bardzo dobrze znała i uśmiechnęła się widząc śpiącego chłopaka przykrytego do pasa kołdrą. Weszła głębiej zamykając za sobą drzwi.



Bill przepuścił ją do swojego pokoju, po czym sam usiadł na łóżku.
-Więc, co takiego chciałaś?
- Chodzimy do jednej klasy, mieszkamy po sąsiedzku, jesteś przystojnym facetem w moim wieku, moglibyśmy się poznać bliżej. – zacytowała jego dzisiejszą wypowiedź i wysypała na ciemny koc słodycze. – Mam chipsy cebulowe, paprykowe, kilka 3-bitów, Bounty, jakieś żelki, czekoladę orzechową i mleczną. Przyniosłam też coca-colę.
Bill wybuchnął śmiechem..
-Chcesz coś do picia?
-No, przecież mamy colę.
-Na dole jest dobre wino. – puścił jej oczko i podszedł do drzwi.
-Ok. – powiedziała łagodnie, a chłopak zszedł na dół, po chwili przynosząc całą butelkę czerwonego wina. I tak się zaczęło. Kieliszek po kieliszku.
***
Sarah zakręciła się na fotelu Kaulitz’a i zaśmiała się. Wszystko co otaczało tą dwójkę wydawało im się bardzo śmieszne.
-Vanessa mnie dzisiaj pocałowała. – zaśmiał się w końcu czarnuch
-No, coś ty? – oczy dziewczyny rozszerzyły się – To dlatego zniknęliście na ostatnią lekcję?
-A nie było nas tam? – chłopak wybuchnął śmiechem. – Wiem co teraz zrobimy! Napijemy się wina! – Bill chwycił otwieracz i zaczął siłować się z kolejną butelką.
-Pewnie. – roześmiała się i podała mu kieliszek. Chłopak zaczął lać do pełna. Nawet nie zauważył, kiedy przelał naczynie i wino rozlało się na podłodze.
-Zdrowie. – zaśmiał się Bill i pociągnął z gwinta. Sarah szybko opróżniła szklankę.
-Wiesz, byłem cholernie zazdrosny, jak oni chodzili po tych wszystkich klubach. – jakby to było zabawne. Śmiech chłopaka rozległ się w całym domu. Blondynka zawtórowała mu.
-Ja też! Wyobrażasz sobie, że podobno między nimi nic nie ma?
-Nie ma, bo mnie dziś pocałowała! – krzyknął głośno i próbował usiąść na łóżku, ale źle wycelował i wylądował na podłodze. Łzy pojawiły się w oczach Rose. Jej twarz była czerwona od śmiechu.


Przykucnęła obok jego łóżka i spojrzała na spokojną twarz. Wyciągnęła rękę i opuszkiem wskazującego palca przejechała po jego policzku. Bill odruchowo podrapał się, ale wciąż spał. Sarah przejechała palcami tym razem po jego nosie, a czarnowłosy zamachnął ręką w powietrzu. Otworzył oczy i w pierwszym momencie się przeraził.
-Co to ma być?! – spytał przerażonym głosem w sekundzie podnosząc się i spoglądając na dziewczynę.
-Cześć. Śniło ci się coś fajnego? – powiedziała cicho uśmiechając się szeroko.
-Sarah? Cholera, co tu robisz?
-Wpadłam w odwiedziny. Nie cieszysz się? – zaśmiała się i usiadła obok niego.
-W środku nocy? Mogłaś poczekać do rana. – przetarł zaspaną twarz i ziewnął.
-Nie bądź taki. – dała mu kuksańca – Mam dzisiaj zły dzień. Potrzebowałam się z wami spotkać.
-Tom ci nie wystarczył? – jęknął Bill zabierając swoją poduszkę i kładąc się obok siedzącej dziewczyny. – Mam do ciebie prośbę, możesz przyjść rano?
-No wiesz! –krzyknęła Sarah oburzona, a jednocześnie szczęśliwa, że Kaulitzowie wciąż zachowują się normalnie.
-Proszę. Idź, prześpij się z Tomem, a rano około pierwszej możesz mnie obudzić.
-Ty chamie! – powiedziała unosząc głos i popychając jego chude ramię. Usłyszała jak zaczyna się śmiać i spogląda na nią z litością.
-Sarah, proszę cię. Nie miałem na myśli seksu! Chodziło mi o to, że możesz u nas zostać, tylko masz poczekać, aż się wyśpię.
-Dobra, dobra rozumiem, mam sobie iść. – powiedziała wstając, a Bill zaśmiał się przez sen.
-No. – dodał jeszcze, po czym znów zaczął zasypiać. Sarah wstała i ponownie wyszła na korytarz. Stanęła tam i spoglądała w ciemność uśmiechając się sama do siebie.
-Bill już spał? – usłyszała za sobą, ale nie odwróciła się.
-Tak. Myślę, że ja już też powinnam pójść. – dodała czując na talii ciepłe dłonie Toma.
-Nie wydaje mi się. – jego twarz była teraz tuż za nią. – A jeśli znów zbuduję nastrój? – wyszeptał wprost do jej ucha.
-Myślę, że to trochę nie rozsądne. Twoi rodzice są w domu. – zaśmiała się równie cicho.
-Możemy skoczyć do hotelu. – zaproponował.
-Proszę cię, nie pokazuj, że znów zależy ci tylko na jednym. – odwróciła się i popchnęła jego ramię. – Chodź mnie odprowadzić.
Chwycił ją za rękę i zeszli na dół. Ten gest bardzo jej się spodobał. Wsunęła swoje buty, a on ubrał swoje.
-Przyszłaś bez kurtki? – spytał unosząc brwi. Na dole nikogo już nie było, więc ojczym także poszedł spać. Sarah wzruszyła ramionami, a on ściągnął z wieszaka swoją bluzę i podał ją blondynce. Wzięła ją do ręki i wsunęła dłonie w długie rękawy. Zapięła się, a kolejnie poczuła jak Tom nakłada jej na głowę kaptur. – Cały czas masz wilgotne włosy. – stwierdził i uśmiechnął się. – Ślicznie ci tak. – dodał i znów uchwycił jej dłoń. – Idziemy? – kiwnęła głową i wyszli przez frontowe drzwi. Przeszli w milczeniu na drugą stronę ulicy, później przez ogródek Rosów, aż w końcu przystanęli pod drzwiami chroniąc się przed padającym śniegiem. Nie czekając, aż dziewczyna się odezwie, Tom ujął jej twarz w dłoniach i pocałował.
-Chyba nigdy nie będę miał tego dość. – powiedział odsuwając się od niej na sekundę. Miała zamknięte oczy i ekscytowała się każdym jego dotykiem. Każde muśnięcie jego ust, każdy dotyk dłoni był dla niej wyjątkowy i inny.
-Chcesz wejść, zostać na noc i rano zjeść ze mną śniadanie? – spytała trzymając ręce na jego barkach i czując w nim oparcie.
-A co na to twoi rodzice? – spytał przesadnie poważnym tonem, mimo, że jego tęczówki błyszczały rozbawieniem.
-Nie wiem. Kiedyś pewnie by się wkurzyli, ale skoro David został?
-Tak na serio. Po, to byłaś u Billa? – spytał nagle, a ona zerknęła na niego czując w sobie dziwne emocje.
-To znaczy?
-Sprawdzałaś czy u niego wszystko w porządku. – stwierdził przenosząc rękę na jej talię, a ona kiwnęła głową.
-Chyba tak. Przez ostatnie lata tak bardzo się od wszystkich oddaliłam, że kiedy w końcu was spotkałam poczułam większą więź z wami niż z Vanessą. A teraz ona ma chłopaka, więc nie jest dłużej sama. A on tak, więc skoro jest moim przyjacielem, to chyba normalne, prawda?
-I bratem twojego ukochanego. – dodał skromnie śmiejąc się, a ona pokręciła głową z dezaprobatą. – Nie, na serio. Nie masz się o co martwić, u niego wszystko gra. – pocałował ją w czoło.
-Bo nawet nie wie, że są tak blisko siebie. – prychnęła cicho, a zimowy wiatr zawiał przyprawiając ją o dreszcze. – Chodź. – pociągnęła go za rękę i uchyliła drzwi wielkiego domu. Weszła do salonu z zamiarem oświecenia światła, ale jego strumienie dochodziły z kuchni. Zamknęła za Tomem drzwi frontowe i ściągnęła buty, a kolejnie rozpięła bluzę. Tom zrobił to samo wciąż wpatrując się w jedyne źródło światła. Wtedy usłyszeli śmiech Vanessy. – Chyba pójdę się przywitać. – stwierdził nagle stojąc niepewnie i spoglądając na blondynkę.
-Jak chcesz. Będę czekać u góry. – powiedziała i ruszyła schodami do swojego pokoju. Korytarze były spowite w ciemnościach, ale Sarah bez problemu trafiła do swojej sypialni. Zamknęła za sobą drzwi i podeszła do okien zaciągając zasłony. Ledwo to zrobiła, a do sypialni wszedł Tom.
-Nie zrobiłem tego. – powiedział ściągając bluzę i zamykając za sobą cicho drzwi.
-Dlaczego? – stanęła przed nim i ściągnęła brwi.
-Zanim tam doszedłem usłyszałem bardzo dziwne odgłosy. – odchrząknął – Stwierdziłem, że nie będę im przeszkadzał. I nie chciałem, żebyś czekała. – złapał ją w talii i przyciągnął do siebie.
Powoli przejechała rękami po jego torsie muskając ciągle usta. Zahaczyła dolną wargą o jego kolczyk, co spotęgowało podniecenie. Ściągnęła koszulkę z dredziarza, dając mu pozwolenie na działanie. Włożył swoje dłonie pod jej t-shirt i gładził jej plecy. Wykonał krok do przodu, kierując się w stronę dużego łóżka Sary. Ich języki złączone już były ze sobą, wykonując śmieszne, a zarazem bardzo namiętne ruchy.
-Mmm…- wydobył się odgłos rozkoszy z jej ust, kiedy Kaulitz dziko zerwał z dziewczyny koszulkę. Odwróciła go i rzuciła na łóżko, a sama usiadła na nim okrakiem. Rozpięła rozporek z jego spodni i schyliła się znów łącząc swoje usta z jego. Dyszał ciężko. W tej chwili nie myślał o niczym. Żył chwilą. Żył tym, co się teraz działo. Przerzucił blondynkę na plecy. Wszystko działo się strasznie szybko. Wstał ściągając spodnie i później pomógł rozebrać dolną część garderoby blondynki. Spojrzał w jej roziskrzone oczy. Z dołu dobiegało ich głośne techno, ale tak naprawdę, najważniejsza dla nich była namiętna atmosfera między nimi. Pokonali barierę dzielącą ich dwa różne światy. Rozpiął jej biustonosz, ona ściągnęła bokserki. Wszystko działo się tak szybko, że oprzytomnieli dopiero, kiedy Tom opadł zmęczony obok blondynki. Obydwoje oddychali ciężko. Przepełnieni ekstazą i namiętnością. Objął ją w pasie i pocałował jej nagie ramię. Dziewczyna z szeroko otwartymi oczami wpatrywała się w pustą przestrzeń.


Złączyli się w namiętnym pocałunku, a jego dłonie błądziły po jej plecach, pośladkach, by wreszcie ściągnąć z dziewczyny sweter. Sarah pociągnęła go w kierunku łóżka. Czuła się przy nim bardzo wyjątkowo. Wreszcie po tylu tygodniach poczuła się spełniona. Zostawiła za sobą pracę, problemy z rodziną i poczuła, że żyje dla siebie. Czerpała z tej nocy radość, uczucie i chęć do życia. Mogli spędzić razem parę dni, by potem znów żyć w rozłące przez miesiąc i wreszcie spotkać się na pokazie. A później? Później mogli liczyć na kolejne spotkania i pamiętać, że się kochają, a ich miłość nie wygaśnie. Bo coś tak wyjątkowego nie może się po prostu skończyć. Dla nich miłość ta była całym światem. Gdyby ona się skończyła – świat również przestałby istnieć.
Tytuł: Kolorowy wiatr powraca!

Autorzy: Katazyna K., Joanna S.
Wszelkie prawa zastrzeżone


Witam wszystkich, którzy tu jeszcze zaglądają, chociaż zaczynam wątpić, że takie osoby się znajdą. Minęły 3 lata, 2 miesiące i 7 dni odkąd blog został zamknięty. W tym czasie wydarzyło się naprawdę wiele, a jeśli chodzi o Tokio Hotel bywały wzloty i upadki. Aż w końcu byłam na koncercie w Łodzi i mam nadzieję, że część z Was również tam była. W każdym razie spotkanie tam Majki, która kiedyś też tylko czytała to, co udało mi się wytworzyć, zainspirowało mnie do napisania czegoś. Właściwie do skończenia tego czegoś. :)) Nie jest to całkiem kontynuacja, ponieważ nie mogłam stworzyć planowanej części bez Princess, ale wszystko jest tą samą historią.
Wątpię, że ktokolwiek to jeszcze przeczyta, ale jeśli kiedyś kogoś najdzie ochota i tu wróci... proszę, zostaw wtedy po sobie ślad. Będę mogła się przekonać, czy warto było odzyskiwać hasło przez ostatni miesiąc. :)


Link do 3-częściowej historii w formacie PDF:
Kolorowy Wiatr


Kocham Was!
Angel
Tytuł: To już koniec baby, skończyło się love story...

Autorzy: Katazyna K., Joanna S.
Wszelkie prawa zastrzeżone


Witam Słońca:*
Postanowiłyśmy...
Nie. Źle zaczęłam.
Ja postanowiłam. I zepsułam wszystko. Klnijcie, bijcie, składajcie skragi - róbcie co chcecie, ale ja nie zmienię decyzji.
To już koniec.
Na tym blogu nie dodam już ani jednej notki.
Wiem, zawiodłam. Przepraszam.
Ale...naprawdę się starałam.
Naprawdę pisałam wiele notek, z których żadna mnie nie satysfakcjonowała i naprawdę zmuszałam się do tego...
Może zrozumiałam, że historie po story-of-tokiohotel były już jednym wielkim plagiatem jednego pomysłu, troche przeriobionym i rozinaczonym na kilka wersji? Nie wiem.
Zdałam sobie sprawę, że wcale nie rozwijam ani swojego stylu, ani wyobraźni...stoje w miejscu. Ciągle kręcimy się wokół jednego tematu - kłótnia, pocałunek, kłótnia, romans tego z tamtą i tamtej z tamtym, kłótnia, zazdrość, pocałunek...W moich notkach wszystko kręciło się wokół jednego.
Brakowało jakiegoś głębszego sensu, przesłania, czy choćby odrobiny fabuły. Próbowałam rozpocząc jeden pomysł, ale zapominałam o nim i ten rozpryskiwał się na kilkaset innych pomysłów, które nie były już tak dobre jak ten jeden.
Poza tym odczuwam coś w rodzaju wstydu, że pisze o Tokio Hotel. Wiem, może głupie, ale z drugiej strony czuje się tandetnie pusta. To co kiedyś mnie i AngeL natchnęło, teraz powoduje, że jedynie mi głupio.
Brakuje w moich notkach sensu i ładu. Brakuje czegoś, z czego kiedyś byłam dumna...Rozumiecie?
Wiem.
Zawiodłam.
Nie rozumiecie.
AngeL też nie rozumie. Też ma pretensje. I krzyczy na mnie i jest zła i w ogóle jest obrażona.
Przykro mi.
Mam dość. Muszę odpocząć.
I stać mnie na coś lepszego...chyba...
Nie wiem, nie dowiem się, jeśli nie spróbuje.
Mimo wszystko chciałam powiedzieć, że czytanie komentarzy było dla mnie zawsze czymś szczegulnym. Dziękuje, że byliście :*
Przepraszam :*

PrinceSs

P.S. Kiedyś zrozumiecie...






...Tęsknię!








Kilka słów od AngeL:

Najpierw odpowiem na pytanie an-dich. A myślisz, że powinnam? Nie, nie będę prowadziła tego bloga sama, ponieważ zaczęłyśmy to pisać razem, pisałyśmy to razem i razem kończymy, choć czuję się cholernie pusta w środku, że to już koniec.
Boże i znów będę ryczeć.!
Jeśli byłaby taka możliwość (choć znając upartość i zawziętość PrinceSs, raczej tak nie będzie), chętnie wróciłabym do pisania Kolorowego Wiatru, bo cóż...tak już jest, że włożyłam w to cząstkę siebie i nic na to nie poradzę, że już mi tego wszystkiego cholernie brakuje.
Jeśli będą jeszcze jakieś pytania, postaramy się na nie odpowiedzieć.
Póki co żegnam i mimo wszystko mam cichutką nadzieję, że jeszcze tu wrócimy (razem.!).

Kocham Was.! ;**
Pozdrawiam.! ;)


AngeL


(aktualizacja z dn. 23 czerwca 2007, 15:56)



Tytuł: Rozdział siedemnasty

Autorzy: Katazyna K., Joanna S.
Wszelkie prawa zastrzeżone


Witam Słońca!:*
Rok sie kończy, wakacje się zbliżają (jeszcze trzy dni do balu, a potem piątek i freee!!!) a tu jak na złość zrobiło się zimno! Nie wiem jak u Was, ale u mnie pada już od 7, słońca brak, a o 30 stopniach można zapomnieć!
No, ale pocieszający jest fakt, że oceny wystawione, zatwierdzone i wszystko gra! Teraz nasza uwaga może skupić się na tak prozaicznej rzeczy jak to, w co ubierzemy się na zakończenie roku (notabene muszę sobie buty kupić:D).
No i, co się wiąrze z zakończeniem roku - WAKACJE! Ha! I nikt nie będzie się mógł wykręcić od komentowania mówiąc: "W szkole nam dużo zadali" *cieszy się jak dziecko* xD
Zanim przejdziemy do dzisiejszego parta, chciałam jeszcze krótko odpisać na komentarz Majki.
Możesz mieć takie wrażenie i może Ci się nie podobać - nic do tego nie mam. Przyczepie się tylko do jednego zdania, bo ono mnie rozwaliło: "Jak zwykle dwie dziewczyny, jedna skupia swoją uwagę na Billu, druga na Tomie." Przepraszam, a mają być chłopcy?:D W sumie do Billa ok, ale do Toma? *joke*
No, a teraz już nic nie gadam - tak, tak, wiem, papla jestem i zaś się rozpisałam - i zapraszam jedynie do czytania i KOMENTOWANIA!
Smacznego:*

*PrinceSs*


Stay together...

[…]
Wciąż zadawała sobie w myślach pytanie – co ona tu robi? Po co przyszła? Czego chciała? Przecież to idiotyzm!
Nagle poczuła jak ciepłe ciało chłopaka w jednej chwili przylega do niej, a gorący oddech roznieca się na jej policzkach.
Serce załomotało, a milion dreszczy przebiegło przez ciało. Uniosła twarz do góry i zauważyła pełne żądzy oczy chłopaka, które wpatrywały się tylko w nienaturalnie czerwone usta dziewczyny...
- Zaopiekuj się mną – Szepnął i zbliżył usta ocierając się nimi o wargi brunetki. Zadrżała, a skurcz żołądka wstrząsnął jej ciałem, które w tym momencie nie mogło się ruszyć. Płonęło jedynie pożądaniem...
- Co? – głos miała zachrypnięty, a gula utkwiła w krtani
- Zaopiekuj się mną – powtórzył i oblizał wargi...
Patrzył na nią z jawnym pożądaniem, z takim błyskiem w brązowych oczach, które kryło w sobie treść jego duszy. Pragnienie muśnięcia różanych warg, zaznania odrobiny czułości, rozniecenia iskierek wokół ich serc, które teraz tak szybko biły.
Czemu nie umiał powstrzymać myśli, które tak natarczywie błądziły wokół jej, wokół ciepłych ust, które lekko rozwarte wydawały się błagać o pocałunek? Czyżby miał ochotę spełnić prośbę?
Nie umiała zatrzymać parującego z niej uczucia ciepła, nie umiała nie patrzeć w jego czerwone usta, które były tak blisko jej. Ciepły oddech rozniecał iskry na jej twarzy, zwiastował coś co będzie najcudowniejszą chwilą w jej życiu, wydawał się być obietnicą, przygodą, która utknęłaby w jej pamięci na zawsze...
***

Kobieta o czekoladowo brązowych oczach i czarnych, prawie granatowych włosach siedziała na krześle koło okna w pewnym dużym, przestronnym domu. Pomalowana na żółto, jaśniejąca w bladych promieniach czerwcowego słońca kuchnia wydawała się jeszcze większa niż była w rzeczywistości. Wirujące pyłki kurzu w oświetleniu wydawały się dodawać jej magicznej aury, jakby ktoś rozsypał iskierki z czarodziejskiej różdżki, która spełnia marzenia...
Czerwona zasłonka przez lekkie podmuchy ciepłego wiatru z uchylonego okna tańczyła do smutnego tanga, muskając skórę kobiety. Wydawała się zachęcać do przyłączenia się do „zabawy”.
Brunetka otarła srebrne krople łez toczące się po opalonych policzkach. Któżby pomyślał, że chwila zapomnienia, najcudowniejszy moment jej życia, ulotne wspomnienie było powodem nagłej zmiany całego jej istnienia?
Zacisnęła z bezsilności pięść na białym teście, na którym były dwie różowe kreski...


***
...Przejechał pieszczotliwie opuszkiem palca po jej policzku, a potem dotknął ciepłych, pulsujących namiętnością ust. Chciał delektować się chwilą jej bliskości długo, nie oddalać się od jej pełnych przerażenia oczu, pragnących go warg...
- Bill – Wychrypiała nagle, a przez jego oczy przeszedł cień prośby, jakby błagał o pozwolenie bycia przy niej raz i na zawsze...
Nie odpowiedział, podniósł niechętnie wzrok z jej ust i spojrzał w czekoladowe oczy...
Dziewczyna ponownie otworzyła usta chcąc coś powiedzieć, chcąc – jak podejrzewał – odepchnąć go, ale tym, razem nie zdążyła. Trącił pieszczotliwie nosem jej usta i zbliżył wargi do jej ucha szeptając ciche „cii”.
-...ale... – Zaczęła, gdy on wywracając oczami spojrzał znowu na nią
- Bądź przez chwilę cicho – jęknął i zbliżył usta ocierając się nimi o usta brunetki...
Poczuła przyjemny dreszcz rozkoszy, gdy to zrobił. Ciepło, które niespodziewanie wybuchło w jej ciele. Jego wilgotne usta wybudzały w niej dziwne uczucie amoku, nie mogła myśleć, zniewalał ją w czułych odmętach swoich ramion. Nie chciała się jednak wyrywać, nie chciała zyskać znowu wolności, sprawności umysłu. Mogła z nim zostać, a świat mógł zatonąć. Tylko ona i on. Dwa serca, dwie dusze, jedno uczucie...
Czując, jak ona w pewnym momencie zupełnie ulega jego woli delikatnie musnął językiem kącik jej ust, dłońmi wolno idąc wzdłuż ud, aż do talii, gdzie zatrzymały się one przyciągając ją bliżej siebie, a potem obydwoje mocniej przylegli do ściany...
Przymknęła powieki niepewnie zakładając ręce na jego ramiona i zaciskając pięść na jego koszulce...
Przemknął językiem ukradkiem między jej rozwartymi ustami i pieszczotliwie zadrapał podniebienie, słysząc jak brunetka wydaje z siebie cichy dźwięk.
Uśmiechnął się w myślach i delikatnie musnął jej wargi, swoimi – palącymi się ustami. Pocałunek oddała prawie natychmiast, a oni spowili się w szybkim tańcu namiętności. Rzucili się na siebie jak wygłodzone wilki, pełne zwierzęcej żądzy. W jego pokoju słychać było tylko szybkie, pomieszane z upojeniem oddechy i szum wiatru, który szalał na zewnątrz. Dłońmi krążył szybko po plecach i pośladkach dziewczyny. Ich języki niczym dwa młode koty zaczęły się drażnić nawzajem, pobudzając do wspólnej zabawy.
Wydawali się być odcięci od tego świata, gdzieś daleko poza sferą zrozumiałą dla kogokolwiek, kto by to obserwował. Żyli w innym wymiarze, gdzie wszystko jest możliwe...
Do rzeczywistości sprowadziło ich znaczące chrząknięcie...Oderwał się od niej i spojrzał w tamtą stronę z chęcią mordu. Coś przewróciło mu się w żołądku. Nie czuł speszenia – nawet odrobiny, jedynie wściekłość, że przerwało się coś, czego tak bardzo pragnął, czego znowu tak łatwo nie dostanie...
Ona w przeciwieństwie do Billa, czuła speszenie, a na jej policzki wypłynął rumieniec. Wciąż Kaulitza dłonie trzymały ją w pasie i to chyba tylko dlatego, jeszcze stąd nie uciekła. Opierała się całym ciężarem ciała o ścianę i oddychała głęboko chcąc uspokoić podniecenie...
- Czego? – Warknął patrząc na ojczyma, Jörg’a
- Kolacja – Powiedział oschle mężczyzna i zmierzył ich spojrzeniem, odwracając się i wychodząc...
Cichy trzask drzwi przedarł ciszę. Bill klnąc pod nosem znowu spojrzał na nią niepewnie...
- Pójdę już – Odpowiedziała szybko odpychając go i idąc ku drzwiom.
Zacisnął zęby...czemu wychodziła?! Czemu nie mogła zostać, czemu nie mogliby zignorować ojczyma Kaulitza i znowu zatopić się w sobie?
Z letargu wyrwał go nagle jej zapach. Potrząsnął niezauważalnie głową i ujrzał, ze stoi znowu tuz przed nim. Staje na palcach i pozostawia wilgotną plamę warg na policzku. Poczuł przyjemne zawirowanie na dnie żołądka
- Smacznej kolacji – rzuciła z lekką ironią i odwracając się wyszła.
Chłopak wpatrywał się jeszcze dłuższą chwilę w zamknięte za nią drzwi...nie znosił, gdy odchodziła...bez niego...
***

Padał silny deszcz uderzający o duże okna zielonego salonu jego domu. Jak to dostojnie brzmiało. Jego dom. Tak, był bogaty, miał dużo pieniędzy, miał piękną żonę, własną firmę i najnowsze modele samochodów.
Czemu więc teraz w jego dłoni była szklanka z bursztynowym napojem whisky? Jedna z droższych, szkocka. Nic nowego, każdy z tych sfer miał taką w domu, na barku. Burżuazyjne głupoty, od których chciał kiedyś uciec, a teraz...teraz jest w samym środku tego koła szaleństwa. Ironia losu. Myślał kiedyś, ze miłość przezwycięży każdą barierę, ale był zwykłym tchórzem. Nie potrafił wziąć na siebie odpowiedzialności skandalu, jaki wybuchłby, gdyby rozwiódł się z żoną i ożenił się z kobietą, którą tak bardzo kocha.
W jego dłoni tkwiła kartka, wymówienie, a złote promienie wydostające się z lampki rozświetlały pomieszczenie. Nikle, tak nikle że tylko przy tym wygodnym fotelu panowała jako taka jasność.
Na białej kartce papieru było powywijane pismo, dokładnie znany mu charakter. Czarny długopis, perfumy, które emanowały z listu i wiły się nozdrzach, rozmazany atrament, po kilku diamentowych kroplach łez brunetki.
Była w ciąży...wyjedzie, zniknie niczym kropla łzy w grubym wełnianym swetrze. Nie będzie jej szukał – wiedział to...co to za ojciec? Co za kochanek? Nie był w stanie wziąć na siebie odpowiedzialności...Złodziej marzeń i dobrego życia. Zabrał jej wszystko co mógł zabrać, pozostawił brzemienną. Czy to się nazywa miłość?!


***
Ciemne niebo usłane milionem gwiazd towarzyszyło jej drodze powrotnej z domu Kaulitzów. Była noc, blask księżyca. Weszła na posiadłość Rosów i otworzyła duże drzwi wchodząc do środka i zsuwając ze stóp japonki. Salon był prawie ciemny, gdyby nie liczyć jasnej lampki. Białe ściany i ogólnie panująca w nim biel dodawała dostojności i oficjalnego wyglądu.
Derek Rose tupał nogą i bębnił opuszkami palców w kolano
- Gdzieś ty się podziewała?! – Zagrzmiał, gdy weszła do domu – Wyszliśmy tylko na chwilę, a Ciebie od razu nie ma
Vanessa Rose skrzywiła się i przystanęła słuchając w milczeniu ciągnącego się kazania. Chociaż słuchając? Nie. Ona nie słuchała. Przebywała we własnym świecie fantazji. Gdzieś, gdzie była z Kaulitzem...
Zastanawiała się co on teraz robi?
Czarnowłosy leżał na kanapie w salonie i udawał, że słucha wykładu ojczyma, że nie powinien pierwszej lepszej dziewczyny wykorzystywać. Jego słowa wlatywały przez jedno ucho a wylatywały przez drugie.
On wciąż myślał, co by było, gdyby Jörg nie wszedł...czy odważyliby się na coś więcej?
Obydwoje pochłonięci w myślach o sobie. Obydwoje marzący tylko i wyłącznie o chwili bliskości...chcieli o sobie zapomnieć, chcieli żyć tak bez problemowo jak żyli wcześniej...gdy siebie nie poznali...
Ale to było nie możliwe. Ona i on – niewolnicy własnych marzeń...



Jesienna przygoda w kinie

Wysoka blondynka siedziała na fotelu w swoim pokoju z daleka obserwując dom naprzeciwko. Tak niedawno spędziła noc z Kaulitz’em, a teraz znów jest z Nickiem...
Co jej odbiło, żeby do niego wrócić?!
A może i dobrze zrobiła...przecież go kochała.
-Sarah! Telefon do ciebie! – usłyszała wołanie lokala. Wstała i zbiegła na dół.
Głowa bolała ją lekko po wczorajszym imprezowaniu z Vaness, ale wiedziała kto dzwonił. Ames. Obiecała mu, że wieczorem się spotkają. Dlatego też wczoraj nie szedł z nimi do klubu...
-Nick. – powiedział Bernardo podając jej słuchawkę.
-Cześć skarbie. – zaśmiała się lekko
-Ubieraj się, zaraz po ciebie podjeżdżam i idziemy do kina. Mam już dwa bilety.
Jego głos był nadzwyczaj szczęśliwy.
-No, no...to na co mnie zabierasz?
-Czyja to kochanka?
-Też wybrałeś film. Masz beznadziejny gust. – zażartowała – O której u mnie będziesz?
-Za pół godziny.
-Lecę się ubierać bo nie zdążę.
-Możesz być rozebrana, mnie to nie przeszkadza.
-Chciałbyś. Pa Nick...
Dziewczyna pobiegła na górę do siebie i szybko zaczęła przebierać w swojej garderobie...
W końcu pół godziny później zeszła na dół ubrana w dżinsową spódniczkę mini, i niebieską bluzkę z małym dekoltem, która za to odkrywała kawałek jej brzucha.
Na to zarzuciła cienką kurtkę, długi szalik i rękawiczki. Włosy rozpuszczone opadały na jej plecy.
-Hej. – pocałowała na przywitanie Nicka, który właśnie wszedł wpuszczony przez Bernarda.
-Ładnie dziś wyglądasz. – puścił dziewczynie oczko, a ona uśmiechnęła się.
-Idziemy?
-Tak...
***
Para trzymająca się za ręce weszła do dość dużego budynku z podświetlonymi reklamami różnych filmów.
-Odbiorę bilety. – chłopak pocałował delikatnie usta blondynki i podszedł do jednego z okienek. Dziewczyna rozejrzała się dookoła z uśmiechem. Zerknęła na Nicka, który właśnie płacił za dwa świstki papierków. Zabrał je i podszedł do niej chwytając w pasie.
-Sala numer 6, rząd 12, miejsce 9 i 10. – przeczytał.
-Yhm... – mruknęła i razem skierowali się pod drzwi sali.
-Wpuszczają już. Super. – mówił, ale ona była myślami gdzieś w obłokach. Wczoraj czuła się tak wspaniale, wolno. Oczywiście miło jest mieć czyjeś oparcie. Nick nie zabraniał jej niczego.
Wczoraj nie nalegał kiedy powiedziała, że idzie sama z Vaness do klubu.
Zajęli miejsca, światła zgasły, a film zaczęto wyświetlać.
Patrzyła co się działo, jednak nie za wiele z tego rozumiała. Fabuła w ogóle nie docierała do jej umysłu.
Sceny przewijające się przed jej oczami, modelka w łóżku z pewnym chłopakiem. Sarah w ogóle nie wiedziała skąd ten facet wziął się w filmie. Poczuła jak ręka Nicka ląduje na jej nodze. Spojrzała na niego i lekko się uśmiechnęła. Nachyliła się całując go namiętnie przez kilka sekund.
-Idę do ubikacji. Zaraz wracam. – szepnęła i wstała opuszczając salę. Przeszła przez ciepło urządzony korytarz i weszła do damskiej ubikacji. Stanęła przy długim blacie ze zlewami i spojrzała w ogromne lustro. Westchnęła cicho i poprawiła włosy. Wyciągnęła błyszczyk malując usta. Odrzuciła blond pukle do tyłu.
-Już się tak nie poprawiaj. I tak jesteś śliczna. – usłyszała za sobą. Nie musiała się odwracać. Wystarczyło, że spojrzała w lustrzane odbicie.
-Co tu robisz? – uśmiechnęła się chowając kosmetyk.
-Postanowiłem sprawdzić co robisz. – puścił jej oczko podchodząc bliżej i stając za nią. Odgarnął jej włosy całując później kark. Jego ręce powędrowały na biodra.
-Mm... – wydobyło się z ust dziewczyny. Przymknęła oczy czując jak jego usta wędrują po jej ciele. Coraz to bardziej zagłębiając się w jej zakrytych zakątkach.
Nie czuła jednak podniecenia, tak jak kiedyś. Teraz to było...zwyczajne?
Nick i seks, po raz kolejny. A jej miłość do niego wciąż stawała się coraz mniejsza.
Ona wciąż była dla niego boginią. Mimo, iż kiedyś całował się z innymi dziewczynami, to jej pragnął. Nie tylko jej duszy, ale także ciała. Była piękna....jego mała dziewczynka.
Podwinął jej spódnicę usadawiając na szaro-srebrnym blacie, gdzie były umywalki. Plecami oparła się o lustro, a oddech stał się cięższy i szybszy.
Jego ręce błądziły po ciele blondynki. I czuł podniecenie mimo, iż przecież uprawiali seks już tyle razy. Wciąż jej pragnął.
W brzuchu wybuchło wspaniałe uczucie pożądania. Rozpiął pasek i rozporek swoich dżinsów. Właściwie ona nic nie zrobiła. Pozwalała mu na pieszczoty i tylko ze względu na to, że był jej chłopakiem, że przecież nic się nie stanie...
Ale przecież nie miała ochoty. Dlaczego się oszukuje? Dlaczego mu pozwala?
Usłyszała głosik sprzeciwu. A jednak...nie powstrzymała go. Kiedy chwilę później wszedł w nią, wreszcie coś ją tknęło.
Coś wybuchło w jej żołądku. Zamknęła oczy i oddychała coraz szybciej. Jedna z jej dłoni spoczęła na jej ramieniu, a druga błądziła gdzieś obok zlewu.
Blondyn przytulił się do niej nie wychodząc z jej wnętrza. Oparł się o jej pierś, a dziewczyna odetchnęła głęboko i głośno.
-Nick. – wyszeptała niespokojnie, a jej ręka zsunęła się i załączyła wodę w białym zlewie. Woda opryskała lustro, a Sarah otworzyła oczy. – Chodźmy już.
Chłopak chwycił jej dłoń i wsunął do buzi jej kciuk oblizując go.
-Jesteś wspaniała. – powiedział.
Dlaczego nie powie jej, że ją kocha, tylko, że jest wspaniała?
Pod jakim względem?
Dlatego, że pozwalała mu ze sobą uprawiać seks, zawsze wtedy, kiedy miał na to ochotę?
-Wystarczy. – mruknęła i sama odsunęła się, sprawiając, że znów stali się dwoma ciałami nie połączonymi ze sobą.
-Pójdziemy do mnie? – szepnął zatrzymując ją, kiedy podciągała stringi z koronki.
-Nick, nie mam ochoty na seks. – odparła. Chłopak chlusnął zimną wodą w swoją twarz, po czym wytarł ją. Podszedł do blondynki i złapał ją w pasie.
-Właśnie go uprawialiśmy. – uśmiechnął się z lekką ironią
-I starczy. Na więcej nie mam ochoty. – mruknęła lekko zła
-Ok. - odparł - Przepraszam.
-Za, co?
-Nie chciałaś tego.
-Nie chciałam. - kiwnęła głową patrząc w jego oczy. Nie wyrażały niczego. Żadnych emocji. Zaspokoił swój głód dzięki niej?
Odwróciła się opuszczając łazienkę. Nick pobiegł za nią... z jednej strony był zadowolony, ale z drugiej coś go niepokoiło... Od kiedy mówiła do niego w ten sposób...?
***
-Co się dzieje? – zapytał Nicolas zaraz po wyjściu z kina. Widział nieobecny wzrok swojej dziewczyny przez resztę seansu. To wina tego, co wydarzyło się w łazience? Czy po prostu miała zły humor?
-A, co ma się dziać? – mruknęła nie spoglądając na niego
-Nie kochasz mnie już czy co? – burknął zatrzymując się i przyciągając do siebie
-Kocham. – na jej twarzy pojawił się uśmiech, a oczy popatrzyły w niebieskie tęczówki. Zbliżyła usta i pocałowała go lekko. – Jestem po prostu zmęczona.
-Mogę wpaść dzisiaj do ciebie? Albo przyjdź do mnie. Chciałbym być dzisiaj blisko ciebie. – przytulił ją, a ona kiwnęła głową.
-Przyjdź do mnie. – powiedziała w końcu. Ruszyli dalej.
-To wpadnijmy do mnie wezmę kilka rzeczy i pójdziemy do ciebie. Ok.?
Dziewczyna kiwnęła głową.
-Ej, kotku,…ale uśmiechnij się. Chyba, że nie chcesz, żebym do ciebie przychodził. – trącił nosem jej policzek
Dziewczyna uśmiechnęła się na chwilę, po czym jej uśmiech zgasł.
Blondyn pocałował Sarę w skroń. Poszli do domu chłopaka, a gdy ten zapakował do plecaka potrzebne rzeczy, ruszyli na ulicę Rosów...
***
Tom Kaulitz siedział w oknie swojego pokoju z kartką papieru rysując graffiti. Mruknął coś niezadowalającego, kiedy mu się nie udało.
Zgniótł papier i spojrzał za okno. Było już prawie ciemno, ale rozpoznał blondynkę wkraczającą wraz z chłopakiem na posiadłość sąsiadów.
Zacisnął pięść i spuścił głowę.
Co mógł zrobić, kiedy byli ze sobą?
Nic...i to tak bolało. Jakim cudem kochały się w nim wszystkie dziewczyny, a ona była taka...niedostępna?!
Zakrył twarz w dłoniach. To dlatego mu tak na niej zależało. Bo ona się w nim nie kochała.
Tylko dlatego...
***
-Idziesz spać? - mruknęła Sarah siadając na łóżku.
Nick zgasił światło i zapalił małą lampkę obok łóżka. Podszedł do niej i przytulił lekko.
-Wiesz, że cię kocham. - szepnął siadając obok. Zapach jej ciała oszałamiał go. Oparła się o niego plecami, a on zaczął przeczesywać jej włosy.
-Wiem. - wyszeptała zamykając oczy. Minęło trochę czasu, zanim ktoś zakłócił im tą wspaniałą ciszę...
***
Bez pukania wstąpił do pokoju Sary. Nie miał pojęcia jakim cudem udało mu się przekonać Bernarda, że sam do niej pójdzie. Musiał im przeszkodzić. Nie pozwoli na to, żeby znów zdobył jej ciało.
Poczuł jak żołądek zaczyna go palić, kiedy zobaczył jak opiera się o niego. Równie dobrze mógł ich zobaczyć śpiących nago w łóżku. Bolałoby tak samo.
Do cholery, dlaczego Ames tak mieszał w ich życiu?
-On mieszał? - prychnęło sumienie - Oni pierwsi byli parą.
Poczuł na sobie wzrok blondyna.
Wbił w niego lodowate tęczówki, które przepełnione były zazdrością.
-Po, co tu przyszedłeś? - zapytał Ames delikatnie kładąc głowę blondynki na poduszkę.
Wstał podchodząc do niego.
-Przyszedłem do Sary.
-Pytam po, co? - warknął stając zaraz przed nim
-Mam do niej sprawę.
-Powiedz jaką.
-Nie musisz wiedzieć. - ton Toma przybrał wrogi ton. Patrzył na niego z chęcią mordu.
-Owszem muszę. Ona jest moją dziewczyną...
-Z litości. - prychnął
Nick zmrużył oczy.
-Idź stąd bo inaczej pożałujesz.
-Grozisz mi?
-Tak.
-To, co? Pobijesz mnie? I tak wiem, że cię nie kocha. Nie widzisz jak męczy się z tobą? Gdyby nie tamten wypadek, byłaby ze mną...
-Nie. - warknął Ames - Nigdy nie będzie twoja.
Tom zaśmiał się ironicznie. Nadal nie wiedział, że już dawno była jego.
-Zakład? - dźwignął jedną brew do góry i uśmiechnął się cwaniacko. Ames wyciągnął rękę, a Tom kontynuował - Prześpię się z nią, a wtedy zostawisz ją w spokoju...
Nick przełknął ślinę. Nie...jego Sarah tego nie zrobi.
-Jeśli ty przegrasz, już więcej się do niej nie odezwiesz, zostawisz w spokoju i przestaniesz prześladować.
Tom kiwnął głową i uścisnął jego dłoń.
-Masz na to miesiąc. – dodał Nick
-Uda mi się szybciej. – zadrwił
-Ok. Dwa tygodnie…i jeszcze jedno…Sarah nigdy nie dowie się o tym zakładzie…
-Oczywiście…
Kaulitz spojrzał na blondynkę...nie przeżyje tego, jeśli przegra zakład... Nie będzie mógł ignorować Sary Rose...



P.S. Wyszło słońce *_* <- dop. bujającej w obłokach PrinceSs ^_^
Tytuł: Rozdział szesnasty

Autorzy: Katazyna K., Joanna S.
Wszelkie prawa zastrzeżone


Witam.!
Chciałam bardzo, ale to bardzo przeprosić, że tak długo nie pojawiła się nowa notka. Muszę się przyznać. Leniwa byłam.
Nie mam nic do powiedzenia, jedynie tyle, że dziękuję tym, którzy się wysilili i skomentowali notkę.! ;* (36 komentarzy, bywało więcej.)
Dziękuję bardzo jeszcze raz i zapraszam do czytania.

AngeL




Dinner

W sobotni poranek blask jasnych promieni mdłego słońca wkradał się przez dużą szybę okna Państwa Rose. W wielkiej rezydencji, przestronnej i gustownie zrobionej wszyscy domownicy pochłonięci byli w błogim stanie sennego lenistwa. Zbliżała się ósma.
Chociaż...wszyscy? Nie do końca.
Margarita i Bernardo już o godzinie szóstej byli na nogach i w pełnej gotowości mogli spełniać zachcianki bogatej rodziny...
***
Świetliste promienie złotej kuli wkradały się do pokrytego zielenią pokoju pewnej brunetki, która wygodnie rozłożona w swoim łóżku spowita była w odmętach marzeń...
Ale...czy aby na pewno? Na pewno marzeń? A może sennych koszmarów?
Zapewne jej sen nie pasował do słonecznej, wrześniowej pogody, która zagnieździła się na ulicach Hamburga.
Ciemny park, a wkoło roznosiła się biała tapeta zaśnieżonego trawnika. Puste drzewa, spojrzenie księżyca i gwiazd. Hulający w koło wiatr i puste uliczki i ławki...
Tylko na środku widziała dziewczynę, której czarne, potargane włosy opadały na napuchnięty lekko policzek, a łzy błyszczały i rozmywały czarny tusz do rzęs.
- Nie rób mi tego – szepnęła brunetka dotykając ciała leżącego przed nią chłopaka – słyszysz? Proszę – przejechała drżącym palcem po jego policzku
Wśród kałuży krwi leżała znajoma postać. Leżał czarnowłosy chłopak...
***
Pisnęła i usiadła na łóżku opierając się tyłem głowy o zimną, zieloną ścianę. Jej serce biło szybko, a wrześniowe słońce oślepiało. Przymknęła powieki i podniosła dłonie masując opuszkami palców skronie. Głowa już od samego rana bolała ją niemiłosiernie, a w dodatku dno jej żołądka rozdzierał dziwny paraliż, porównywalny jedynie do okropnego strachu...ale przed kim? A może przed czym?
Westchnęła cicho i podniosła powieki po omacku szukając dłonią róży na szafce nocnej i zakładając ją na szyję.
Wygramoliła się spod ciepłej kołdry i podążyła do łazienki, zerkając na zegarek – zbliżała się jedenasta.
Poranne czynności wzbogaciła dłuższym siedzeniem w łazience, które spowodowane było starannym manikiurem, który polegał na pomalowaniu paznokci u stóp i rąk. Westchnęła cicho i wyszła do garderoby. W jej głowie ciągle rozgrywała się scena snu...kim był ten chłopak? Tak dobrze go znała, ale nie mogła go sobie skojarzyć. Jego twarz przykrywał mrok parku. A ta brunetka? Czemu wyobraźnia tak usilnie mówiła jej, ze to była...ona?
Wygrzebała z garderoby białą, długą i dość szeroką spódnicę wykonaną głównie z koronek i haftu, przewiewną i zgrabną – o ile można to powiedzieć o spódnicy – oraz błękitną koszulkę z białym obramowaniem bez pleców, z głębokim dekoltem w serek.
Westchnęła i wsadziła do białej torebki komórkę i kilka przydatnych rzeczy malując sobie oczy, a potem przeciągając po różanych wargach błyszczykiem.
Obiad u Amesów...
Zbiegła na dół, a spódnica powiewała za nią delikatnie, dodając jakiegoś uroku. Weszła do kuchni i zerknęła na jedzącą śniadanie Sarę i skrzywiła się
- Co zjesz? – Uśmiechnęła się Margarita, a ta tylko pokręciła głową
- Idę na obiad do Amesów, mówiłam Ci – skrzywiła się, a blondynka siedząca przy stole zachłysnęła się. Brunetka poklepała ją po plecach i zerknęła na termometr.
Mimo „ranka” (czyt. Godziny 13) – przynajmniej jak dla Panny Rose – było już 26 stopni.
Dziwne, zwłaszcza w środku września.
Wyszła z kuchni i wkładając na stopy srebrne japonki z diamencikami wyszła z domu krzycząc tylko „Będę jak wrócę!” i trzaskając drzwiami.
***
Odłożyła na brudny po posiłku – biały – talerz srebrny widelec i uśmiechnęła się ciepło do Pani tego domu – Laury.
Chwyciła w dłonie kieliszek z nieporysowanego, idealnie wyszlifowanego szkła i upiła łyk czerwonego wina. Napiętą ciszę dałoby się kroić nożem, a Czarnowłosa dziewczyna marzyła tylko o tym, aby wyrwać się z posępnego domu. Widziała współczujący wzrok Nicka, który w błękitnej koszuli kończył swój posiłek.
W końcu delikatny dźwięk odkładanego widelca przez gospodarza domu wyrwał ją z letargu i zwrócił uwagę. Uniosła czekoladowe spojrzenie i przyjrzała się Czarnowłosemu mężczyźnie, który zaprosił ją na posiłek.
- Vennes, może porozmawiamy na świeżym powietrzu – Zagadał mężczyzna, a ta kiwnęła głową i wstała tak samo jak on.
Sebastain Ames chwycił w dłoń kieliszek z winem. Ona zrobiła to samo i wyszła przez uchylone drzwi balkonowe do dużego ogrodu, kierując się w stronę altanki, która zrobiona była z jasnego drewna tuż koło małego oczka, otoczonego średniej wielkości płotkiem. Oparła się o barierkę i upiła łyk czerwonego napoju, a to samo zrobił Pan Ames patrząc na zielonkawą tafle wody.
- Skąd masz tą różę? – Zapytał ciekawskim głosem, a brunetki jedna dłoń powędrowała do dekoltu, aby przysłonić opuszkami palca „skarb”.
Nie odpowiedziała. Nie spojrzała nawet na niego, a Sebastian zaklął w myślach i ujrzawszy, ze ona nie ma zamiaru rozmawiać na ten temat
- Pana żona zachowuje się trochę...oschle – zauważyła bystrze brunetka chcąc przerwać ciszę, bynajmniej nie niezręczną
- W naszym małżeństwie – zaczął mężczyzna – nie układa się najlepiej...widzisz, miłość to uczucie, które pojawia się w nas nagle i niespodziewanie, którego nie można przewidzieć. Czasem wydaje Ci się, że to co czujesz do kogoś jest tym jednym uczuciem, a potem pojawia się ktoś, kto przewraca Twój świat do góry nogami...nie kocham Laury, ale za duże pieniądze byśmy stracili na rozwodzie – Uśmiechnął się pod nosem i patrzył nieprzytomnym wzrokiem na ciepłe, wrześniowe słońce
- Po co mi Pan to mówi?
"- Chciałem tylko Ci uświadomić...że gdy kogoś pokochasz - spojrzał w czekoladowe oczy Vaness i uśmiechnął się do swoich wspomnień - to trzymaj miłość tak długo jak możesz i nie puszczaj, bo to jedyna rzecz w życiu, która rozjaśni nawet najbardziej pochmurny dzień...póki istnieje ktoś, dla kogo jesteś całym światem, póki masz kogoś kto jest dla Ciebie wszystkim, życie nie będzie Ci straszne - Upił łyk czerwonego wina i ominął lekko oszołomioną dziewczynę wchodząc po schodach do swojego domu...
***
Siedziała u siebie w pokoju, a słońce chyliło się ku zachodowi. Wciąż ubrana tak samo jak kilka godzin wcześniej upijała łyk wody i myślała nad słowami wypowiedzianymi, przecież przez obcą osobę. Obcą, a jednocześnie kogoś, kogo wydawało jej się, że zna od zawsze. Jego słowa bębniły jej uszach...

"...Gdy kogoś pokochasz to trzymaj miłość tak długo jak możesz i nie puszczaj, bo to jedyna rzecz w życiu, która rozjaśni nawet najbardziej pochmurny dzień..."

Z amoku wyrwał ją trzask drzwi na dole i jakieś krzyki. Czyżby Sarah?
Wstała i chcąc wyrwać się ze swoich myśli wyszła na korytarz i zbiegła po schodach
-Sarah! - krzyknęła widząc siostrę i łzy na jej policzkach - Co się stało?
-Nick jest w szpitalu. - rzekła, a Vaness uniosła ze zdziwieniem brwi i z niedowierzaniem przytuliła siostrę.
Jak to możliwe! Przecież jeszcze kilka godzin temu jadła z nim obiad!
-Wszystko będzie dobrze - Szepnęła
-Chodź Sarah - odezwał się Derek, a dziewczyna wstała i kiwnęła głową. Wyszli razem pozostawiając brunetkę samej sobie.
Carla zagryzła dolną wargę
- Jadę do Laury, potrzebuje teraz na pewno kogoś - powiedziała "
powiedziała i chwyciła torebkę wołając za mężem, aby w razie czego przyjechał do domu Państwa Ames
- Wrócę późno – rzekła i trzasnęła drzwiami, a Panna Rose uniosła brwi.
W ciągu trzech sekund dom prawie całkiem opustoszał. Niepewnie oparła się o barierkę schodów i prychnęła.
Nie wiedziała czemu, ale strach o Nicka nie był silny.
Pieprzona egoistka – mruknęła w myślach – jak zwykle myślisz tylko o sobie i swoich problemach.
Zirytowana faktem zupełnej – aż przeszywającej - obojętności założyła japonki i wyszła trzaskając drzwiami.
Przywitał ją chłodny podmuch jesiennego wiatru, jakby zupełnie zniknęła popołudniowa, gorąca pogoda. Wyszła z ogrodu i spojrzała w poirytowaniem na kilkanaście dziewczyn robiących sobie zdjęcia przed domem Państwa Kaulitz. Prychnęła ironicznie i zacisnęła wargi.
Wiedziała, na co ma ochotę...
Wiedziała, że się nie powstrzyma...
Przecisnęła się przez tłum i otworzyła bramę przechodząc na posiadłość.
- A Ty gdzie? Chyba nie myślisz, że ich zastaniesz i że Cię wpuszczą? – Usłyszała ironiczne prychnięcia rozjuszonych, zakochanych w Kaulitzach fanek.
Zignorowała je i zadzwoniła do domu. Kilka sekund później drzwi otworzyły się, ale nie pojawił się nikt, kto by je otworzył.
Niepewnie weszła do domu. Wraz z przekroczeniem progu poczuła zapach gorąca domowego ogniska, który tak bardzo przypadł jej do gustu, gdy ostatni raz tu była.
Drzwi się zamknęły, a za nią pojawiła się postać Czarnowłosego Kaulitza, patrząca na nią z błyskiem, politowaniem i pożądaniem.
Lustrował ją od stóp do głów, od końcówki włosów po czubki palców. Zagryzł dolną wargę...podobała mu się. Zwłaszcza w tej trochę prześwitującej spódnicy, w bluzce z głębokim dekoltem
- Nie patrz tak na mnie – mruknęła, a on zaśmiał się ironicznie
- Napijesz się czegoś? – wszedł głębiej do domu i skierował się do kuchni, a ona zrobiła to samo.
- Napiję – mruknęła i weszła do jasnej, przestronnej kuchni – soku – dodała, a chłopak kiwnął głową i nalał jej do szklanki pomarańczowego napoju, podając
- Co Cie do mnie sprowadza? – Skierował się do salonu i rozsiadł na białej sofie, a ona obok niego – bo nie wierzę, że przyszłaś bezinteresownie – dodał z ironią
- Nick miał wypadek – odpowiedziała, a on uniósł brwi
- No i? – Prychnął ironicznie odwracając wzrok...
- No i mnie to nic nie obchodzi – mruknęła. Sama nie wiedziała, czemu mu to mówi. Idiotyczny powód, dla którego chciała go zobaczyć, ujrzeć błysk w brązowych oczach i szelmowski uśmiech.
- mhm – mruknął i obserwował jak odkłada pustą szklankę na niską ławę – nie rozumiem – dodał po chwili
- Nic nowego – pokręciła głową – Nick miał wypadek, a ja się tym nie przejmuje – dodała, a on uniósł brwi – jestem nienormalna
- Może po prostu on nic dla Ciebie nie znaczy – powiedział błyskotliwie
- Bystry jesteś – burknęła odwracając wzrok – Wszyscy wylecieli z domu jak z procy jak się dowiedzieli, a ja...
- A Ty wolałaś zobaczyć się ze mną – powiedział i uśmiechnął się ironicznie
- Nieprawda! – Oburzyła się, a serce uderzyło jej kilkakrotnie szybciej. Czyżby chłopak trafił w samo sedno?
W jakie sedno – prychnęła w myślach – głupoty gada!
- Nie? – Uśmiechnął się szelmowsko – To co tu robisz?
- Odwiedzam chorego psychicznie sąsiada – Zaironizowała – W końcu potrzebuje większej opieki niż Nick – dodała sarkastycznie, a on uniósł brwi z litością
- Chcesz się mną zaopiekować? – Wstał i skierował się na górę, a ona wstała i ruszyła za nim...przecież nie zostanie tam sama.
- Tego nie powiedziałam – stwierdziła wchodząc za nim do jego pokoju. Zamknął drzwi, gdy przekroczyła próg i dyskretnie schował lornetkę do szuflady, gdy ona patrzyła na niektóre nagrody ustawione na półce.
Odwróciła się do Billa i oparła szelmowsko o ścianę wpatrując się w kąt pokoju.
Wciąż zadawała sobie w myślach pytanie – co ona tu robi? Po co przyszła? Czego chciała? Przecież to idiotyzm!
Nagle poczuła jak ciepłe ciało chłopaka w jednej chwili przylega do niej, a gorący oddech roznieca się na jej policzkach.
Serce załomotało, a milion dreszczy przebiegło przez ciało. Uniosła twarz do góry i zauważyła pełne żądzy oczy chłopaka, które wpatrywały się tylko w nienaturalnie czerwone usta dziewczyny...
- Zaopiekuj się mną – Szepnął i zbliżył usta ocierając się nimi o wargi brunetki. Zadrżała, a skurcz żołądka wstrząsnął jej ciałem, które w tym momencie nie mogło się ruszyć. Płonęło jedynie pożądaniem...
- Co? – głos miała zachrypnięty, a gula utkwiła w krtani
- Zaopiekuj się mną – powtórzył i oblizał wargi...




Rezygnuję. On nie jest moim chłopakiem!

-Sarah dalej! Musisz to dzisiaj zrobić! – krzyczała wysoka kobieta przyglądająca się z boku pewnej blondynce na Sali gimnastycznej.
Nastolatka popatrzyła na nią, czując jak nerwy biorą górę. Głowa zaczęła ją już boleć, bała się, że zaraz się rozpłacze.
-Rose, albo to zrobisz, albo wylatujesz! To nie jest takie trudne!
Owa blondynka spojrzała na nią z wyrzutem. Nie, nie potrafiła zrobić tego głupiego salta.
-Nie…nie dam rady. – powiedziała
-Jak nie zrobisz… - powtarzała po raz 7 w ciągu godziny treningu, ale tym razem dziewczyna jej przerwała.
-Sama odchodzę. – warknęła, po czym zostawiła kobietę w lekkim szoku, opuszczając salę gimnastyczną szkoły…
Udała się do szatni patrząc nerwowo na zegarek. To nie fair, że musiała zostać ponad dwie godziny dłużej od innych dziewczyn i na dodatek nic się nie poprawiło. Od miesiąca ćwiczy to samo i nie posunęła się, ani o krok.
Zrzuciła z siebie niebieską koszulkę i przebrała się w beżowy, obcisły top. Naciągnęła na siebie dżinsy i chwyciła za swoją torbę, uprzednio wrzucając tam swój strój.
Energicznie trzasnęła drzwiami i zbiegła po schodach. W szkole nikogo już nie było. Wyszła na dwór i rozejrzała się. Powiedziała, że w domu będzie około 17, bo pójdzie jeszcze do Nicka do szpitala, a tu…było już grubo po 18, na dworze robiło się ciemno, a ona wyszła dopiero ze szkoły…
-Koniec z tym. – mruknęła do siebie i przeszła mroczną uliczką parku, wściekła i zła niczym osa, wracając do domu…
Poczuła wibracje telefonu. Wyciągnęła go z kieszeni i spojrzała na wyświetlacz…
-Słucham. – zapytała z zerem entuzjazmu w głosie.
-Cześć kochanie. – powiedział z drugiej strony Nick.
-Cześć. – burknęła
-Stało się coś?
-Nie. Nie mam ochoty teraz rozmawiać…
-Miałaś przyjść…
-Nie mogę. Opowiem ci wszystko jutro…
-Ale…
-Nick, nie mam ochoty z nikim teraz rozmawiać. Pa. – mruknęła rozłączając się i wrzucając telefon do torby.
Przyspieszyła kroku, kiedy poczuła nagle jak włosy na karku się jeżą, a serce uderza o wiele szybciej.
-A może jednak ze mną porozmawiasz? – usłyszała szept w swoim uchu.
Odwróciła się gwałtownie czując podniecenie w brzuchu. Cała złość z powodu dzisiejszego dnia zniknęła. Topiła się w jego brązowych tęczówkach…
-Co tu robisz? – zapytała czując przyjemne ciepło rozpływające się po ciele.
-Uciekam przed fankami. – puścił jej oczko – A ty wracasz do domu?
-Tak.
-Mogę się przyłączyć? – zapytał zaciskając w kieszeni pięść.
Kiwnęła niechętnie głową, mimo, iż w środku aż wrzała…
Dlaczego tak bardzo reagowała na Toma Kaulitz’a?! Przecież miała Nicka!
-Wolałabym iść sama… - powiedziała nie wiedząc co robi.
-A ja wolę iść w czyimś towarzystwie. – wyszczerzył zęby – Zresztą, co ci zależy…idziemy w tą samą stronę…
-Jak chcesz. – mruknęła i razem ruszyli w stronę ich ulicy, w ciszy i spokoju.
-Mów coś. – odezwał się nagle dredziarz, na co dziewczyna uniosła brwi.
-Co mam mówić?
-Cokolwiek…
-Mówiłam, że nie mam ochoty na rozmowy.
Chłopak przewrócił oczami i zbliżył się nieco do dziewczyny. Rzuciła mu ukradkowe spojrzenie, czując jak serce zaczyna bić szybciej. Miała jednak nadzieję, że on nic nie zauważył. Szła dalej, a on przeszywał ją swoim wzrokiem.
W końcu bez zastanowienia chwycił ją za rękę i stanął przyciągając do siebie.
-Wiem, że chcesz mnie pocałować…po prostu to zrób. – powiedział przysuwając się jeszcze bliżej, tak, że ich nosy zderzyły się ze sobą.
Przez chwilę poczuła pewną pokusę, która kazała jej musnąć jego wargi, ale w porę się powstrzymała…
-Tom…proszę, zostaw mnie… - szepnęła zaciskając zęby, czując jego zapach.
-Już nie Kaulitz? – odrzekł zjadliwie
-Odwal się. – warknęła odpychając go i odwróciła się na pięcie szybko ruszając kierunku domu. Chciała się tam znaleźć jak najprędzej…
Tom patrzył jak jej postać oddala się.
Co zrobił?
Kopnął w ławkę, która stała obok i spojrzał na nią tęsknie.
Kucnął przy ławce i oparł się rękami o siedzenie. Zacisnął zęby. Ona była już Nicka i chyba tak miało pozostać.
Ale on tak tego nie zostawi.
Wstał i biegiem ruszył za dziewczyną.
-Sarah, poczekaj! – krzyknął
-Zostaw mnie, Kaulitz. – warknęła blondynka nie zwalniając. Dziewczyna wyszła na ulicę przechodząc na drugą stronę.
-Ale poczekaj! – krzyknął, kiedy stanął w środku drogi, a trąbiący samochód przejechał szybko obok. Wbiegł na chodnik i złapał ją za rękę przyciągając do siebie.
Jedną ręką chwycił ją w talii, a drugą pogłaskał jej policzek, odsuwając kosmyk za ucho. Rose uchyliła usta jakby chciała coś powiedzieć, ale Tom położył na jej wargach palec.
-Cii…chcę Cię pocałować. – powiedział jakby to była błaha drobnostka. Blondynka poczuła miłe ukłucie w żołądku, a jej oczy zapłonęły.
-Ale… - zaczęła dziewczyna, ale on znów jej przerwał.
-Cii…
-Nie…
-Bądź przez chwileczkę cicho. – mruknął, po czym zbliżył do niej twarz. Już mięli się pocałować, kiedy usłyszał głos z prawej strony:
-Ekhm…witaj siostrzyczko i przyszły szwagrze. – zaśmiała się czarnowłosa dziewczyna
Sarah odsunęła się od dredziarza i popatrzyła na niego zła. Lekko czerwona przymknęła oczy.
-Właśnie wracałam do domu. – burknęła, a dziewczyna spojrzała na nich zadowolona.
-Możemy wracać w trójkę, ja też wracam. – uśmiechnęła się szatańsko
Tom mlasnął i wziął Sarę za rękę.
Dziewczyna zmarszczyła brwi i spojrzała na niego.
-Co ty do diabła wyprawiasz? – zapytała
-Sarah! Nic nie mówiłaś, że ze sobą chodzicie! – naskoczyła na blondynkę Vanessa
-Że co?! – krzyknęła Rose i spojrzała na nią oszołomiona.
-No…Tom! Gratuluję! – uśmiechnęła się czarnowłosa i rzuciła na siostrę przytulając ją.
-Ale…ej! Wcale ze sobą…
-Miałem nadzieję, że Ci powiedziała. – przerwał jej Tom.
-Kaulitz, ty…
Podczas kiedy Vanessa patrzyła na nią, dredziarz przysunął się do niej i namiętnie pocałował jej usta…
Nie wypowiedziała ni słowa więcej…
Sarah poczuła przyspieszony rytm serca. Ciepło rozlewało się po jej ciele.
Tom przycisnął ją bliżej siebie, żeby mu nie uciekła, ale nie udało mu się to na długo…
Poczuł jak nagle gwałtownie odsuwa się i go odpycha.
-Dlaczego wygadujesz takie głupoty?! Nie jesteśmy razem! Moim chłopakiem jest Nick!
Vanessa wyraźnie zaniemówiła, a Tom patrzył na nią z pewnym żalem w oczach.
Sarah zerwała się i pobiegła do domu…
***
Leżał na łóżku i wpatrywał się w sufit.
-Tom idziesz czy nie?! – wyrwał go z zamyśleń głos Billa.
Spojrzał na zegarek. Pora było wreszcie zejść na dół i udać się do szkoły. Nie miał na to ochoty, ale w końcu zwlókł się z materaca…
Kiedy zszedł na dół przywitał go śmiech brata.
-Nareszcie jesteś. – wybuchnął kolejną falą śmiechu.
-Co się stało? – burknął – Nie jestem w nastroju.
-Pewnie się przeziębiłeś. Chodzić po mieście tylko w podkoszulku to okropieństwo. Rozumiem, że jest może i ciepło, ale żeby wyjść na ulicę bez butów. – zaczął się śmiać nie umiejąc się powstrzymać. W ręce miał gazetę. Na okładce było ogromne zdjęcie Toma na ulicy w samych bokserkach i białej koszulce. Obejmował mocno Sarę trzymając ją w talii.
-Zabiję… - warknął rzucając wściekły gazetę na stół. Bill tupnął nogą ze śmiechu i odsunął krzesło, żeby na nim usiąść.
-Zamknij się. – spojrzała na brata.
-Ale to jest śmieszne! – zaśmiał się
-Nie jest… - warknął, po czym spojrzał za okno. Czy Sarah już to widziała?
-Przeczytaj artykuł. – Bill dusił się ze śmiechu.
-Nie mam ochoty. – mruknął, po czym zarzucił plecak na ramię. – Idziesz?
-Idę. – kiwnął głową czarnowłosy i wstał z krzesła, wciąż zanosząc się śmiechem…


Tytuł: Rozdział piętnasty

Autorzy: Katazyna K., Joanna S.
Wszelkie prawa zastrzeżone


Witam Słoneczka!
Ale się za Wami stęskniłam! Bardzo przepraszam, że tak długo nie było notki, ale nie było mnie w mieście i nie miałam dostępu do neta! Byłam na wycieczce w Karpaczu (muszę przyznać, że to była najlepsza wycieczka!!!!) a potem miałam mnustwo obowiązków. Co prawda one się nie skończyły, ale znalazłam momencik dla Was Słońca:*
Strasznie dziękuję za wszystkie komentarze. Bardzo miło się je czyta!
Chciałam tylko powiedzieć, że zmieniłam "wizytówkę" która pojawia się przy wchodzeniu na bloga - jeśli ktoś ciekawy może przeczytać.
A teraz już nie przedłużam i życze smacznego:*


...Tęsknię!

*PrinceSs*


Vaness! Forgive me…and help me...

Przez prawie puste korony drzew przenikały jasne promienie wrześniowego słońca. Cienie brzóz ustawionych po obydwu stronach wąskiej uliczki rzucały nieprzyjemny chłód, gdy ktoś przechodził tamtędy.
Zawiał zimny wiatr, a brunetka, krocząca chodnikiem, wsadziła ręce w kieszenie czarnej bluzy.
- Że ona zawsze musi mieć trening po szkole – klęła pod nosem kierując się w stronę posesji, wracając ze szkoły.
Ciągle ziewała, a powodem tego była bezsenność. Nieprawdopodobne. Ona i niemoc snu. A jednak. Nie zmrużyła oka w nocy, ciągle przytulała twarz do poduszki i wdychała zapach chłopaka, który tam pozostawił. Woń kokosowego szamponu, przyjemnie drażniący nozdrza zapach słodkich perfum, jego ciała…
Kto by pomyślał, że myślała tak zawzięcie o Billu Kaulitz…
Poczuła jak czyjaś dłoń oplata jej nadgarstek zatrzymując i odwracając w swoją stronę. Tuż przed jej nosem wyrósł jasnowłosy chłopak o niebieskich oczach…
- Czego? – Syknęła niemiło wyrywając dłoń z jego ręki
- Przepraszam – odpowiedział – wczoraj mnie poniosło – mówił szybko, jakby to nie był powód, dla którego zatrzymał brunetkę.
Prychnęła
- Coś jeszcze? – Zapytała ironicznie i tak dobrze wiedząc, że jeszcze…
- Pomóż mi odzyskać Sarę – spojrzał na nią błagalnie, a ona zaśmiała się z politowaniem
- Po tym, co mi wczoraj powiedziałeś?
***
Wracał ze szkoły sam. Tom poszedł z Georgiem i Gustavem do studia, musieli ustalić coś związanego z muzyką, do czego zapewne nie był im potrzebny rozkojarzony i wściekły Bill.
Od samego rana chodził, jakby go coś ugryzło. Nikt nie wiedział, ze w głowie pałętały mu się wczorajsze, wieczorne sceny…jej bliskość. Z jednej strony był zły, bo nie miał pojęcia, czemu to zrobił, czemu w ogóle do niej przyszedł i dał się ponieść pieprzonym emocjom, a z drugiej irytował się, że nie pozwoliła mu na nic więcej.
I tak źle i tak nie dobrze.
W dodatku Tom też chodził dziwnie z głową w chmurach.
Serce uderzyło mu mocniej, a coś zapaliło się na dnie żołądka, gdy zobaczył jak czarnowłosa Vaness rozmawia z Nickiem. Czemu poczuł nagle takie zirytowanie?
***
- Vaness…byłem zły…zrozum…ja ją kocham – dodał szeptem, a dziewczyna zagryzła dolną wargę.
Coś nie pozwalało jej się na niego gniewać. Dziwne coś, co czuła, gdy patrzyła na niego, na pełne dezaprobaty oczy…wzbudzał litość? W tej chwili to nawet nie było to
- Zobaczę, co się da zrobić – pokręciła głową i wtedy serce zabiło jej szybciej, gdy zobaczyła Czarne włosy chłopaka, kroczącego za Amesem.
Przełknęła ślinę i zacisnęła dłonie w kieszeni
- Witam towarzystwo wzajemnej adoracji – zaironizował Bill Kaulitz zatrzymując się przed nimi
- Kaulitz, znowu Ty?! Do cholery, czy Ty tą biedną Vaness śledzisz?! – Oburzył się blondyn patrząc na niego z wściekłością, a Bill zacisnął zęby. Pogodzili się?! Wybaczyła mu to, co powiedział jej na korytarzu? Po tym jak ośmieszył ją przed połową szkoły?! Usłyszał w głowie głos sprzeciwu…on – Bill Kaulitz – nigdy nie powiedział Rose tak okropnych rzeczy, a to jego ona tak bardzo nienawidzi! A Nickowi wybacza mimo iż zachowuje się jak podły dupek.
- Nie śledzę, wracam ze szkoły – warknął – Rose, nie wiedziałem, że jesteś taka naiwna – dodał patrząc na dziewczynę pełnymi złości oczami
- Niby, o co ci chodzi? – Oburzyła się brunetka
- Z tego, co pamiętam to nazwał Cię prostytutką, a ty tak po prostu mu wybaczasz?!
- Każdy może popełniać błędy, Kaulitz! – Syknął Ames – Ty, transwestyto, też owe popełniasz – dodał ironicznie, patrząc w wściekłe oczy Czarnowłosego. Zacisnął pięści
- Na pewno mniej od Ciebie męska dziwko – Odgryzł się Czarnowłosy czując napływającą mu do głowy krew
- Lesbijka - syknął
- Słucham?! – Oburzył się chłopak i w jednym momencie rzuciłby się na Amesa, gdyby nie interwencja Rose, która momentalnie stanęła między nimi twarzą do młodszego Kaulitza chwytając go za przedramienia i powstrzymując od rzucenia się na blondyna
- Vaness nie wtrącaj się – Rzucił Nick i chciał odsunąć brunetkę, łapiąc w pasie, ale to wywołało tylko większą złość w Czarnowłosym. Jak śmiał jej dotykać?! Tylko on mógł!
- Świetnie zabijcie się! – Prychnęła i wyrwała z „objęć” blondyna, odpychając przy okazji Czarnowłosego stanęła z boku. Już Ames miał uderzyć Billa, gdy koło nich zatrzymał się czarny samochód z przyciemnianymi szybami, a z niego wyszedł mężczyzna.
- Co tu się dzieje?! – Krzyknął.
Był to czarnowłosy pan w średnim wieku ubrany w garnitur, ze srogimi, brązowymi oczami. Pan Sebastian Ames był uczciwym – lub trochę mniej uczciwym, bo to zależało od sytuacji - biznesmenem, który posiadał firmę opon, która weszła podczas ostatniego, sobotniego bankietu w spółkę z Derekiem Rose.
Spojrzał na brunetkę i na chwilę ich spojrzenia się skrzyżowały. Znał ten wzrok. Znał te czekoladowe, głębokie oczy, które skrywały w sobie tyle sekretów…
Swój srogi wzrok przeniósł na Billa i Nicka
- Pytam, co wy wyrabiacie?! – Dodał groźniej – Nick, do samochodu, w tej chwili! – Zagrzmiał, a potem spojrzał na Pannę Rose – Mam nadzieję, ze mój syn Ci się nie narzucał – dodał groźniej spoglądając w stronę młodego Ames’a
- Nie, skądże – uśmiechnęła się brunetka
- W ramach rekompensaty za ten nieprzyjemny widok tych…chuliganów – spojrzał zimnym wzrokiem na Kaulitza – zapraszam Cię w sobotę do nas na obiad – uśmiechnął się.
Vanessa uniosła brwi i zerknęła na Nicka, który wpatrywał się w ojca z niedowierzaniem. Zająkała się, a potem skinęła głową
- To…do soboty, o 14 – podał jej dłoń, a potem schylił się muskając jej skórę i kolejny raz zerkając na srebrną różę wiszącą na łańcuszku…- Nick, wracamy – dodał władczo, ale blondyn zaprotestował.
- Odprowadzę Vaness
- Nie ma mowy – odezwał się młodszy Kaulitz po raz pierwszy od dłuższej chwili, czując, jak ssie go coś na dnie żołądka. Nie pozwoli, aby owa brunetka spędziła choćby minutę dłużej w towarzystwie Ames’a! – Ja ją odprowadzę – dodał i zanim ktokolwiek zdążył zaprotestować złapał ją za nadgarstek i pociągną w stronę domu.
Przez chwilę szli w milczeniu. Vaness wsłuchiwała się w pełne dezaprobaty prychnięcia młodszego Kaulitza i jego mamrotanie pod nosem
- Mógłbyś przestać?! – Odezwała się w końcu zatrzymując się przed „Pałacykiem”
- Nie! Jak on w ogóle śmiał…
- Oj, przestań histeryzować! Gorzej niż baba, Kaulitz! Może on miał rację?! – Warknęła chłodno i pozostawiając oniemiałego chłopaka na środku ulicy weszła na posiadłość trzaskając furtką.
***
Tego wieczoru siedział wściekły w swoim pokoju na parapecie i patrzył na bezchmurne, czarne niebo, które swymi gwiazdami przykuwało uwagę wielu osób. Co chwilę wściekle prychał, mamrotał pod nosem przekleństwa…nie mógł przestać myśleć, że przyznała rację Amesowi. Doprowadzało go to do szału i nie mógł skupić się na niczym, zwłaszcza na durnej fizyce, za którą powinien się wziąć.
Zdeterminowany chwycił w dłonie lornetkę i przystawił do oczu wpatrując się w jej pokój. Widział ją chodzącą w samej bieliźnie, a serce zabiło mu szybciej, gorąco oblało całe ciało.
Miał dziwną pokusę znaleźć się teraz koło niej, dotknąć ciała, musnąć ciepłe usta…cholera, wiedział, że mu nie pozwoli…
Zobaczył jak stoi tyłem do okna, a jej dłonie idą wolno po plecach ku zapięciu od biustonosza. Jak odpina się wolno, zsuwa z ramion dziewczyny i upada na podłogę.
Coś uderzyło mu do głowy, a obłęd zabłysnął w jego oczach…
- Odwróć się kotku – szepnął pod nosem, nie zdając sobie sprawy, ze jego wyobraźnia działa teraz na wysokich obrotach, a palce zaciskając się na lornetce.
Serce mu zabiło jeszcze szybciej, gdy dziewczyna drgnęła i się lekko poruszyła…
- Odwróć się – szepnął trochę głośniej, a palce mu zbielały od ucisku…
Brunetka wzięła do dłoni pidżamę leżącą na łóżku i zarzuciła na siebie. Miał widok jak niebieski materiał zasłania jej plecy.
Zaklął soczyście pod nosem odrywając lornetkę od oczu i rzucając na łóżko. Oparł ciepłą twarz o szybę zamykając oczy i zaciskając zęby…nawet nie zdawał sobie sprawy, że na policzkach ma dwa czerwone wypieki…
Nie wiedział też, że dziewczyna, która tak bardzo w tej chwili go sprowokowała odwróciła się i podeszła do okna zaglądając w głąb jego pokoju.
Vaness Rose uśmiechnęła się pod nosem widząc chłopaka siedzącego na parapecie i opierającego się szelmowsko o szybę, a serce zabiło jej szybciej. Zagryzła dolną wargę i chuchnęła ciepło na szybę rysując nieświadomie palcem serduszko.
Odwróciła się i położyła do łóżka.
Chłopak westchnął i podniósł powieki zsuwając się z parapetu i biorąc do dłoni ponownie czarną lornetkę i spoglądając na szybę. Teraz światło ledwie tliło się w jej pokoju, a na szybie była mała, zamglona plamka z wyrytym sercem…*[1]
Poczuł przyjemny ścisk na dnie żołądka…

__________
* [1] – „[...] Chłopak westchnął i podniósł powieki zsuwając się z parapetu i biorąc do dłoni ponownie czarną lornetkę i spoglądając na szybę. Teraz światło ledwie tliło się w jej pokoju, a na szybie była mała, zamglona plamka z wyrytym sercem [...]” -> Wiem, ze czegoś takiego najprawdopodobniej nie byłoby widać, ale to się wytnie ;)
* - Ta i następna notka Vaness jest lekko zacofana i Nick jest jeszcze przed wypadkiem.



I love you

Słońce wstało nad pewnym niemieckim miastem budząc do życia mieszkańców Hamburga. Jego jasne promienie przedarły się przez lśniącą szybę okna i zaczęły tańczyć po bladej twarzy dziewczyny. Blondynka zakręciła nosem i uchyliła lekko powieki. Rozejrzała się. Siedziała przy biurku…dokładnie pamiętała co się wczoraj stało. Wróciła ze szpitala przed pierwszą, i usiadła na krześle opierając się o blat…tak zasnęła…
Zerknęła na zegarek, czując ucisk w brzuchu. Dochodziła siódma. Wstała i poszła do łazienki. Nachyliła się nad zlewem i obmyła twarz zimną wodą. Wytarła ją w ręcznik po czym spojrzała w lustro…wyglądała okropnie…
Zaczęła się przygotowywać do wyjścia do szpitala.
***
Zeszła po cichu na dół nie chcąc nikogo budzić, ale tak jak się spodziewała, Bernard wyszedł właśnie z kuchni i uśmiechnął się do niej.
-Cześć. – powiedziała blondynka z miną zbitego psa
-Co z Nickiem? – zapytał od razu mężczyzna
-Właśnie do niego idę. – odpowiedziała
-Zjedz coś jeszcze zanim wyjdziesz.
-Nie. – zaprzeczyła głową – I tak nic nie przełknę.
-Sarah, tak nie można.
-Nic mi się nie stanie jak raz nie zjem śniadania. – powiedziała – Idę, Na razie. – dodała, po czym odwróciła się i przeszła przez duże drzwi wychodząc na zalany wrześniowym słońcem ogród…
***
Patrzył pustym wzrokiem na krajobraz za oknem, sam nie mogąc uwierzyć, że nie może spać. Ciągle o niej myślał…o tym, że teraz znów będzie z Nickiem. Raz nawet wpadła mu do głowy głupia myśl…że się w niej zakochał. Ale to przecież absurd. Nie możliwe…
On nie mógłby się zakochać w dziewczynie, która nic do niego nie czuje?
A, więc to tylko przelotna miłość…
Chciał, żeby minęła szybko i nie wracała…
Nagle dostrzegł jak wychodzi z domu…zerwał się na równe nogi i jeszcze raz dokładnie zanalizował czy to na pewno jego złotowłosa piękność…tak, to na 100% była ona. Pognał na dół…
Otworzył drzwi wejściowe i wyszedł na ulicę nie przejmując się, że jest tylko w bokserkach i dłuższej koszulce. Bez butów stanął obok furtki, w tym samym momencie, kiedy Sarah przystanęła na chodniku. Spojrzała na niego, a on poczuł przyspieszony rytm serca.
-Cześć. – powiedział pierwszy, a ona kiwnęła głową odwracając się.
-Cholera. – przeszło mu przez myśl, że w ogóle nie zainteresowała się nim…przebiegł bez zastanowienia przez ulicę…na razie i tak nikt go nie widział, chociaż nawet nie pomyślał o tym, że jest w takim stroju.
-Sarah, poczekaj! – powiedział podbiegając do niej. Szła dalej, ale spojrzała mu w oczy. – Gdzie idziesz?
-Do szpitala. – odrzekła skręcając w uliczkę na prawo. Sama nie wiedziała dlaczego, tak bardzo nie chciała z nim rozmawiać…
Może czuła się winna po tym co z nim zrobiła?
Wyrzuty sumienia, choć wtedy była wolna?
Mimo, to, wiedziała, że powie o tym Nickowi, jak już będzie z nim lepiej…chciała grać z nim fair…
-Jak on się czuje? – zapytał z niechęcią w głosie
-Wczoraj…o mało co nie stracił życia…ale żyje.
-Szkoda. – wyrwało mu się, a ona uniosła brwi.
-Słucham? – oburzyła się Rose zatrzymując gwałtownie. Tom stanął obok niej i mrużąc oczy odpowiedział:
-Dobrze słyszysz. Gdyby nie on, dawno byłabyś moja.
Zbliżył się do oszołomionej dziewczyny kładąc rękę na jej talii i przyciągając do siebie.
-Chyba się nie myłeś. – mruknęła spoglądając na niego od góry do dołu. – Zresztą chyba nie zdążyłeś, bo sądząc po stroju to dopiero wstałeś.
Poczuł jak robi mu się gorąco, ale nie dał tego po sobie poznać. Zbliżył się do niej jeszcze bardziej.
-Nie mogłem spać, bo myślałem o tobie. – szepnął, a ona położyła rękę na jego klatce piersiowej czując jak szybko bije mu serce. Spojrzała na jego twarz, która z każdą sekundą zaczęła się zbliżać w jej stronę…
Chciała go odepchnąć, mimo, iż usta błagały o choć sekundę jego dotyku…
Jego powieki zaczęły bardzo powoli opadać, ale dziewczyna oprzytomniała i zatrzymała go prawą dłonią, która spoczywała na jego torsie.
-Nie. – rzekła stanowczo – Nick to mój chłopak.
-Ty go wcale nie kochasz. – odpowiedział zrozpaczonym głosem ponownie zbliżając do niej twarz.
-Nie wiesz co czuję… - odparła, po czym wyrwała się z jego uścisku i ruszyła w stronę przystanku autobusowego, skąd miała dojechać do szpitala…
***
Wjechała do góry windą i skierowała się do sali, w której miał leżeć. Spojrzała na korytarz…nigdy nie chciałaby tu się znaleźć…
Przeszła przez drzwi na których wisiała tabliczka z numerkiem: 304. Pokój był bardzo ładny jak na szpitalne sale. Okna pozasłaniane były niebieskimi roletami, a pod jedną ścianą była biała półka, która w tej chwili była wolna. Na przeciw było łóżko, a obok szafeczka z świeżymi kwiatami. Z drugiej strony łóżka były dwa czarne fotele. Jeden z nich zajmowała Laura – matka Nicka, rozmawiając z synem.
Sarah zrobiła krok do przodu patrząc na chłopaka, który zwrócił się w jej stronę.
-Cześć. – powiedziała cicho
-Jedź mamo do domu. – zwrócił się Nick do matki
Laura wstała i uśmiechnęła się do blondynki.
-Pa. – nachyliła się nad synem całując go w policzek, po czym wyszła mówiąc jeszcze Sarze „do widzenia”.
Spojrzenie Nicka i blondynki się spotkały.
-Cieszę się, że przyszłaś…po tym co ci zrobiłem… - powiedział cicho
-Jak się czujesz? – zapytała stojąc dalej obok drzwi. Nagle poczuła chęć zerwania z tym wszystkim…chętnie posłałaby teraz Nicka do diabłów i wróciła do…
-No, gdzie byś chciała wrócić? – skarciła siebie w myślach. Poczuła jak robi jej się gorąco…chciałaby jeszcze raz spędzić noc z Kaulitz’em…a jeśli naprawdę o niej myślał?
-Nie, nie…przestań o tym myśleć. – podeszła do niego i usiadła na brzegu łóżka. Pomyślała o tym co się wczoraj zdarzyło…nie, nie mogłaby tak po prostu zostawić Nicka…wczoraj prawie go straciła…wiedziała, że teraz nie może tak go po prostu odrzucić…wiedziała, że ją potrzebuje…
Gorąca łza popłynęła po jej policzku…
-Bałam się, że cię stracę. – chwyciła go za rękę, a chłopak podniósł się. Otarł łzę kciukiem i przytulił do siebie…
-Kocham cię Sarah… - szepnął cicho do ucha blondynki.
Spojrzała na niego. Czy czuła to samo?
Dlaczego była tak niepewna?
-Nick, ja…ja Ciebie też kocham…
Chciała mu powiedzieć, ale bała się, że ją odrzuci…bała się, że uzna ją za dziwkę i powie, że nie chce jej znać…
Objęła go jeszcze raz wtulając głowę w jego ramię, a dłońmi chwytając go za kark…
***
Siedział u siebie w pokoju przeklinając godzinę, w której ją poznał…ostatnio wszystko kręciło się wokół niej…nie było godziny w której by o niej nie pomyślał…
Miał jej twarz przed oczami podczas nagrywania płyty w studiu…czuł przyjemną woń jej perfum, zawsze kiedy zakręciła się blisko niego podczas przerwy lub lekcji w szkole…
Przed snem zawsze spoglądał na jej dom, mając nadzieję, że ujrzy ją w którymś oknie, a kiedy przechodził tamtędy zawsze bacznie obserwował drzwi, czy czasami nie wyjdzie i nie przywita się z nim…
Cały czas myślał o tamtej nocy w hotelu…tak bardzo mu się to wtedy podobało…chciałby to powtórzyć, ale wiedział, że mu nie pozwoli…zaznaczyła to już następnego ranka zostawiając liścik…
Zawładnęła nim…zawładnęła jego myślami…
Naprawdę kochała Nicka?
-Stop. – mruknął nagle zamykając oczy – Przestań, do cholery o niej myśleć.
Wstał z parapetu i podszedł do łóżka patrząc na komórkę…
Dochodziła piętnasta, a ona dalej nie wracała…chyba, że wróciła, kiedy był na obiedzie…albo kiedy spędził pół godziny w łazience…
-Znowu! – krzyknął głośniej i otworzył bezsensownie szufladę szafki nocnej.
Poczuł ucisk w żołądku…jej czerwone stringi…obok leżały kajdanki, dzięki którym kiedyś wylądowali razem pod prysznicem…
Patrzył na te rzeczy przez chwilę, po czym zatrzasnął z hukiem szufladę ocierając twarz rękami.
Wstał i udał się na dół, chcąc się czymś zająć…jednak Simone powiedziała mu tylko, żeby wyszedł z kuchni, bo robi ciasto, a w salonie był „za głośno” dla Jörga, który oglądał jakiś film. Wrócił na górę wchodząc do Billa…jego jak zwykle nie było…
A szkoda, bo miał ochotę z kimś porozmawiać…komuś się zwierzyć…na niego zawsze mógł liczyć, ale teraz go nie było…
Rozejrzał się dookoła po jego sypialni i westchnął przenosząc wzrok za okno…
Tym razem nie patrzył na dom państwa Rosów…teraz patrzył na ulicę, po której szła piękna blondynka…
Niczym oszalały zbiegł pędem na dół i otworzył drzwi, ignorując wołania rodziców…
-Sarah! – krzyknął z ogródka, a owa dziewczyna stanęła przy furtce naprzeciw i odwróciła się…
-Zostaw mnie Kaulitz w spokoju. – mruknęła i chciała przejść przez bramę na swoją posiadłość, jednak chłopak już stał obok niej i chwycił ją za rękę.
-Musimy porozmawiać. – rzekł patrząc na nią błagalnym wzrokiem
-Nic nie musimy. – warknęła odsuwając się.
-Ale Sarah…ty…to znaczy ja…a raczej my…
-Jakie MY Kaulitz?! – krzyknęła, a on spojrzał na nią – Nie ma „my”! Chodzę z Nickiem i nie pozwolę ci tego zepsuć!
-Sama to zepsułaś idąc ze mną do łóżka! – oburzył się chłopak, orientując się, że wypowiedział kilka słów za dużo…otrzymał od dziewczyny mocny policzek…
-Widać nie wiedziałam w co się pakuję…seks bez zobowiązań, Kaulitz…nikt, powtarzam NIKT się nie dowie. – warknęła i odwróciła się, kiedy usłyszała jego odpowiedź i ironiczny głos:
-A jak mi się przez przypadek wymsknie przy Nicku?
Odwróciła się z takim samym ironicznym uśmieszkiem.
-To może być z tobą źle. – zagroziła – Zawsze mogę powiedzieć mediom, że wykorzystałeś mnie – biedną fankę. – zironizowała i zostawiając chłopaka ruszyła do domu czując na niego dziwną złość…


Tytuł: Rozdział czternasty

Autorzy: Katazyna K., Joanna S.
Wszelkie prawa zastrzeżone


Co tu powiedzieć? Nie mam weny na gadanie, chyba wolę już dodać notkę ;] Więc życzę smacznego i jeszcze dziękuję za wszystkie komentarze ;*
A właśnie...to było dość dawno, ale dla mnie szokiem był komentarz:

-+- ::
Wkurza mnie, że wszystko w tej histori dzieje się wokół Sary, a natki PrinceSs są tylko dodatkiem do opowiadania. np. pokój 463 czy ileś tam, pewnie gdy oni się rozstaną (Sara z Tomem) On nazwie tą płyte ze względu na nią. Angel "przywłaszcza" sobie całe opowiadanie. Dlatego będe czytać tylko notki Vaness

A, więc skoro uważasz, że przywłaszczam sobie to opowiadanie, to nie musisz czytać moich części, mam to w dupie. Ale kurwa mać! Nie gadaj głupot że przywłaszczam sobie to opowiadanie! Nie wiesz co się dzieje "za kulisami". Wiele notek, które piszę, mają drobne pomysły PrinceSs, a i w jej notkach jest kilka moich pomysłów. Współpracujemy ze sobą, nie rywalizujemy. A i tak uważam, że Jej notki są o wiele lepsze, więc za przeproszeniem odpieprz się ode mnie i jeśli nie chcesz to nie czytaj moich części.

Muzyka z bloga zniknęła jak widać. Denerwowała mnie, dlatego usunęłam. Jeśli jednak chcecie ją z powrotem głosujcie w sondzie na Tak, lub Nie ;)

Pozdrawiam ;*

AngeL



I want to massage

[...]
Uśmiechnął się niegrzecznie, po czym bez uprzedzenia ściągnął koszulkę
- Co Ty robisz?! – Oburzyła się brunetka czując dziwną adrenalinę uderzającą jej do głowy
- Chcę masaż – zaśmiał się i rzucił koszulkę na fotel – przez ciebie mnie bolą plecy, więc to chyba oczywiste, że ty mi go zrobisz – dodał widząc oniemiałą minę Vaness
- Oczywiste?! Kaulitz! – Założyła ręce na pierś czując przyjemne ssanie na dnie żołądka – Oczywiste, że nie – dodała – a teraz się ubieraj! – Zaczęła tupać nogą.
Jej oczy zmieniły się w pięciozłotówki, gdy rozpiął pasek i rzucił go na podłogę
- KAULITZ! – Podeszła do niego i chwyciła jego spodnie jakby się bała, że zaraz zsunął mu się z bioder – W tej chwili masz się ubrać! – Wykrzyknęła czując jak robi jej się gorąco od jego bliskości, od pewnych siebie, pełnych politowania tęczówek
- Będę się rozbierał dopóki mi nie zrobisz masażu – odpowiedział zaczepnie – a potem będę tu siedział dopóki go nie zrobisz – zbliżył twarz do jej ucha i gorącym, pełnym rozbawienia oddechem, otulił jej szyję
- Nie zgadzam się! – Odwróciła się na pięcie i ignorując jego dżinsy, które obniżyły się znacznie, gdy je puściła, stanęła do niego tyłem zaplatając ręce na pierś
- Nie? To spójrz – Odchyliła trochę głowę i kątem oka zobaczyła jak rozpina guzik swoich dżinsów
- NIE! Nie chcę do końca życia mieć wstrętu – warknęła – kładź się – dodała z chytrym uśmieszkiem.
Czyżby widziała pełne pożądania oczy Kaulitza? Chce jej? To dostanie…
Nie wierze, że o tym pomyślałaś – szepnęło sumienie
Ja też nie – mruknęła w myślach i obserwowała jak Bill kładzie się na brzuchu na jej łóżku.
Usiadła okrakiem na jego pośladkach i przejechała delikatnie paznokciem po jego kręgosłupie, wywołując w chłopaku dziwne dreszcze.
Zacisnął zęby czując wybuchające podniecenie na dnie brzucha. Serce uderzało strasznie szybko, biło głośno, swoją intymną melodię.
Czuła dziwne gorąco, które rozpierało jej ciało, ale ignorowała je. Stanowczo odmawiała swoim mrowiącym wargom chwili rozkoszy.
Delikatnie, opuszkiem palca odgarnęła jego czarne włosy z karku, a on uniósł ramiona, jakby zabraniając jej dotykać tamtego miejsca
- plecy – mruknął zachrypniętym głosem – nie szyje
- Jak chcesz – jej głos wydawał się być tak zimny, ociekający jadem, że nie wierzył, że, gdy go dotykała czuł w tym taką rozkosz.
Zaczęła delikatnie, łaskocząc go kokieteryjnie jeździć po jego plecach palcami, nachyliła się i potrąciła czule jego łopatkę nosem…
Buzowała mu krew w żyłach. Czuł dziwne uniesienie. Prowokowała go, dobrze wiedząc, że on teraz nic nie zrobi, bo leży przyciśnięty do łóżka, odwrócony do niej tyłem. Mógł tylko zacisnąć dłonie na poduszce…
- Do cholery, miałaś mi zrobić masaż, a nie doprowadzać mnie do obłędu – warknął unosząc głowę. Irytowało go, że nie mógł oddać pieszczot…
- Doprowadzam Cię do obłędu? – Uniosła ironicznie brwi pytając niewinnie, jakby nic nie robiła, jakby była małą dziewczynką, która przecież „chciała dobrze”.
Nie odpowiedział tylko ponownie położył twarz, wtulając ją w poduszkę.
Poczuł jak teraz normalnie dłońmi masuje ma ramiona, ugniata plecy, powoli odpręża każdy najmniejszy nerw, kołysze każdy zmysł.
Wpatrywała się w jego czarne pióra, dotykała ciepłych pleców z nikłym uśmieszkiem, pieściła zmysły chłopaka. Sama odnajdywała w tym przyjemność. Bliskość jego, zapach, który wkradał jej się do nozdrzy…
Poczuł jak jej palec – mimo, iż prosił, aby go nie dotykała tutaj, bo, zwłaszcza jej, dotyk, w tym miejscu doprowadzał go do obłędu – przemyka ukradkiem po jego karku. Pieszczotliwie zatacza małe kółeczka. Każdy mięsień napiął się, ale po chwili rozluźnione miejsce poddało się całkowicie jej palcom…
- Skończyłam – szepnęła w końcu
- Myślę, ze jeszcze nie – Odpowiedział zaczepnie…podobało mu się…nawet bardzo – masz może jakiś olejek eteryczny? – Obrócił głowę i spojrzał na nią przez ramię, unosząc się na łokciach
- Mam, ale dość, starczy masażu – Wystawiła mu język
- Naprawdę, chcesz mnie zobaczyć nagiego – Szepnął prowokacyjnie, a ona fuknęła i wstała z niego
- Czekaj tu – syknęła, a on uśmiechnął się pod nosem.
Kilka sekund później usiadła ponownie na jego pośladkach, okarkiem i rozlała na plecy intensywnie pachnący wanilią olejek.
Poczuł jak jej palce sprawienie zaczynają, delikatnie roznosić po jego plecach substancje, jak ona delikatnie pieściła dłońmi jego plecy, tym razem poprzez tylko masaż…
Nachyliła się i szepnęła mu cicho do ucha
- Poczekaj aż wsiąknie – Po czym wstała z niego i ruszyła do pokoju „nauki” siadając przy komputerze.
Kaulitz przymknął powieki.
Woń jej dłoni oraz wanilia zaczęły intensywnie pałętać się po jego umyśle, zaglądać w każdy zakamarek głowy, szeptać usypiającą melodię…
***
Spojrzała na zegarek. Dochodziła północ, a ona wstała z krzesła i weszła do swojego pokoju. Uśmiechnęła się pod nosem widząc drzemiącego Billa na swoim łóżku. Olejek wsiąknął już w jego plecy. Kucnęła i z delikatnym uśmiechem pieszczotliwie dotknęła jego policzka.
Otworzył oczy…a ona energicznie cofnęła rękę…
- Coś chciałaś? – Zapytał prowokacyjnie – śpię – dodał i odwrócił się na drugi bok
- SŁUCHAM?! – Oburzyła się – co robisz? Bo nie dosłyszałam – założyła ręce na pierś i zacisnęła zęby
- Śpię, cicho – odpowiedział bezczelnie
- WYNOCHA Z MOJEGO POKOJU, KAULITZ! – Oburzyła się, a on machnął ręką - Ubieraj się i precz! Jak wrócę ma cię tu nie być! – dodała groźniej i chwytając ręcznik poszła do łazienki.
Wyszła z niej dwadzieścia minut później. Bill za dokładnie patrzył na zegarek, aby nie wiedzieć ile w niej siedziała. Jego usta lekko się rozwarły, gdy zobaczył, w co jest ubrana. Miała na sobie koronkowe bokserki i również koronkową bluzkę do kompletu na ramiączkach w kolorze czerwieni. Zawiesiła ręcznik na kaloryfer i podeszła do łóżka zakładając ręce na pierś
- Co ty tu jeszcze robisz?! – Warknęła, a on jak gdyby nigdy nic stanął na jej łóżku zsuwając ze swoich bioder spodnie i rzucając je w głąb pokoju – i co ty wyprawiasz?! – Oburzyła się, a on odpowiedział jej gestem. Złapał ją za rękę i pociągnął na łóżko, tak, że obydwoje upadli na pościel. Wylądowała kilka centymetrów nad nim. Kilka małych centymetrów, które były pełne żądzy. Chciał być bliżej, jeszcze bliżej, dotykać jej całego ciała. Wreszcie miał taką możliwość? A może to tylko złudna pewność siebie?
- Kotku, wiem, że mnie pragniesz – szepnął cicho do jej ucha zagryzając je delikatnie. Cicho mruknęła
- Skąd ta pewność siebie? – Odpowiedziała kilka sekund później trącając nosem jego wrzące, pulsujące wargi
- Może stąd, że kotki lubią pieszczoty?
- Uważaj, bo umieją też podrapać – powiedziała kokieteryjnie i tym razem czubkiem nosa potrąciła jego powiekę, która zamknęła się automatycznie – poza tym – dodała szeptem – nie drażnij lwicy
- Lwica tylko czeka, aż się ją porwie do nieba – otworzył oczy i musnął wargami jej szyję…
Uśmiechnęła się chytrze w myślach…
Była ciekawa…cholernie ciekawa, do czego jest się w stanie posunąć. Poza tym…nie chciała odmawiać sobie rozkoszy jego dotyku, czułości, pieszczot, zwłaszcza, jeśli byłyby niegroźne…przecież i tak nie miałaby szansy zakochać się w nim…
Widząc ją zamyśloną wykorzystał sytuacje przerzucając ją pod siebie, tak, że on teraz leżał na niej. Uśmiechnął się z satysfakcją i musnął wargami jej dekolt, przysparzając o milion dreszczy brunetkę. Przyjemne mrowienie w tym miejscu, gdzie jej dotknął. Swoimi dłońmi przytwierdził jej nadgarstki do łóżka i delikatnie muskał coraz niżej, coraz bardziej po dekolcie.
Poczuła miłe gorąco rozpływające się po jej żyłach. Jego ciepłe, miękkie usta, które zadowalały każdy najdrobniejszy mięsień. Odchyliła głowę do tyłu, pozwalając mu na więcej…
Trzymał jej nadgarstki, mimo iż miał wielką ochotę rękami dotykać jej ciała. Bał się…diabelnie się bał, że zaraz go odepchnie. Korzystał z chwili, czuł rosnącą na dnie brzucha ekstazę.
Nosem delikatnie strącił czerwone ramiączko z jej ramienia, a potem to samo zrobił z drugim, całując już przy krańcu tiszeru jej ciało.
Zacisnęła dłonie, które Kaulitz trzymał, czuła, wybuchające fajerwerki, pieścił już prawie jej biust swoimi delikatnymi ustami, językiem z kolczykiem, który drapał ją kokieteryjnie…
Zębami dotknął czerwonego materiału i delikatnie chciał zsunąć go troszkę niżej…
Nie Kaulitz, na tak dużo Ci nie pozwolę – przez jej głowę przemknął, wśród fali euforii, zdrowy rozsądek.
Ugięła kolano i kopnęła go nie mocno w krocze, przy okazji czując jak bardzo na niego działa…
Zdezorjętowany odsunął od niej twarz i zamglonym spojrzeniem wpatrywał się w ironiczne spojrzenie brunetki. Nieświadomie złagodził uścisk jej nadgarstków, co dziewczyna wykorzystała przewracając go na plecy i siadając okrakiem na nim. Kolanami przytwierdziła jego dłonie do łóżka…
Uśmiechnęła się z politowaniem. Widziała ekstazę w jego oczach, czuła jego szybki oddech, przyspieszone bicie serca…
Jej puls szalał, a krew w żyłach buzowała. Siedziała chwilę wpatrując się w jego ciało, starając się opanować targające nią emocje i złagodzić drżenie głosu…
Schyliła się i dotknęła ciepłymi, nieswojo czerwonymi ustami jego ucha. Przymknął powieki
- Pociągam Cię? – Bardziej stwierdziła niż zapytała.
Uśmiechnęła się ironicznie odsuwając się od jego twarzy. Podniósł powieki i patrzył na nią z żądzą…
Przejechała paznokciem po jego mostku, a potem schylając się obrysowała czubkiem języka jego sutek przygryzając go na końcu…
Gdyby mógł zacisnąłby pięści i przewrócił ją pod siebie…zadał jej tyle przyjemności, aby odwdzięczyć się za ten ulotny moment…
Teraz tylko mruknął cicho z rozkoszy wbijając paznokcie w jej kolana…
Uniosła twarz i spojrzała mu w oczy. Serce biło gwałtownie w klatce piersiowej, uderzało strasznie szybko, a każdy mięsień miała napięty…
- Kotku, ja nie jestem taka łatwa jak ci się wydaje…trochę się postaraj jak chcesz mnie wziąć do nieba – szepnęła i wstała z niego pozostawiając z szaleńczym biciem serca, pulsującymi wargami i pełnymi podniecenia oczami…wyszła do łazienki…
***
Siedziała na podłodze i opierała się o zimne, miodowe kafelki w łazience. Powieki miała zamknięte a pięści ściśnięte. Czuła jak w jej organizmie ciągle pulsuje namiętność, ciągle wrze obłęd, po tamtej chwili sprzed kilku minut. Po chwili uniesienia. Chciała…cholera, chciała, aby zabrał ją do tego „nieba”. Pragnęła go jak nikogo innego. Ciepło, jakim ją obdarował niedawno, czułość, delikatność i jednocześnie dzikość była dla niej czymś nowym. Dłońmi unosił ją do gwiazd, językiem pieścił najmniejszy zmysł, głosem i pewnością siebie doprowadzał do stanu otępienia…przyjemnego uniesienia…
Wstała nagle i gwałtownie i spojrzała do lustra. Widziała wypieki na swoich policzkach, roziskrzone oczy, zsunięte ramiączka z jej ramion, obniżony dekolt bluzki…widziała nienaturalnie czerwone usta, pulsujące wargi…
Spojrzała na pralkę, na której leżała róża, którą zdjęła pod prysznic. Otworzyła i spojrzała na zdjęcie kobiety…
- Mamo…proszę pomóż…co mam zrobić? – Usłyszała jak za zamkniętą okiennicą nagle zerwał się gwałtowny wiatr, szumiący tajemniczo, szurający liśćmi… - wiem, co ty zrobiłaś…uciekłaś… -
Szepnęła i zamknęła różę, a cichy trzask wypełnił pomieszczenie. Wiatr przestał wiać, a zza chmur wyszedł księżyc…
Wyszła z pokoju i zaświeciła światło. Widziała rozkopaną pościel, ale jego już nie było. Zniknęły ubrania, pozostał tylko jego zapach, pogniecione prześcieradło i mała karteczka na poduszce. Uśmiechnęła się mimowolnie i podeszła biorąc ją w drżące palce, czytając napis

„I tak będziesz moja…prędzej czy później będziesz błagała, abym wziął Cię do nieba…”

- Niedoczekanie Kaulitz – szepnęła miażdżąc w dłoni karteczkę – Nigdy mnie tam nie zabierzesz…





Wypadek

Długowłosa blondynka zeszła po eleganckich schodach i spojrzała z uśmiechem na swoją siostrę, która siedziała przed telewizorem i – jak zwykle – zajadała się czekoladą.
-Vaness idziesz ze mną na miasto? – spojrzała zniecierpliwiona na srebrny zegarek.
Czarnowłosa dalej wpatrywała się w ekran, ale raczej nie kontaktowała.
-Vanessa! – krzyknęła Sarah
-Cco mówiłaś? – zapytała patrząc na nią.
-Cholera, nic. – warknęła i jeszcze raz zerknęła na zegarek. Za piętnaście minut zamykają sklep, a ona musiała kupić zmywacz do paznokci. Szybko narzuciła na siebie lekką kurtkę i wyszła z domu.
Zamknęła furtkę, odwróciła się i krzyknęła wpadając na wysokiego chłopaka…
Brązowe tęczówki patrzyły na nią z pewnym pożądaniem.
-Wybierasz się gdzieś? – zapytał Tom uśmiechając się szelmowsko
-Tak, i wyobraź sobie, że się śpieszę. – mruknęła ponownie zerkając na zegarek. – Byłoby dobrze, gdybyś mnie przepuścił. – dodała
-Ale mogę iść z tobą?
-Nie. – warknęła i popychając jego rękę minęła go idąc w kierunku miasta.
-A coś ty dzisiaj taka zła? – zaśmiał się idąc za nią
-Mam zły dzień. – mruknęła
-No, to może czegoś potrzebujesz? – wyszczerzył zęby.
-Tak, zmywaczu do paznokci i jeśli go nie dostanę, bo spóźnię się przez ciebie, to dostaniesz w zęby. – powiedziała nie zatrzymując się.
-Kotku…
-Nie jestem twoim kotkiem. – burknęła
-Ale, kochanie…
-Kaulitz czy ty nie przesadzasz?! – zatrzymała się gwałtownie, a on uniósł brwi.
-Coś, ty. Niby dlaczego? – na jego twarz wpłynął ironiczny uśmieszek.
-Jeśli chodzi ci o tamtą noc, to…
-Byłaś trzeźwa…
-Wiem, że byłam! Ale od razu ustaliliśmy, że to było tak…na luzie, bez zobowiązania…bez miłości…rozumiesz, czy to za ciężkie dla twojego mózgu?
-Okej, okej…dzięki za wspaniałą bieliznę. – zaśmiał się chcąc uwiesić rękę na jej ramieniu, ale ona się wycofała.
-Zaczynam żałować, że ci ją dałam…
Tom uśmiechnął się lekko, kiedy nagle zauważył dość sporą grupkę ludzi, którzy zebrali się wokół czegoś na środku ulicy. Zmarszczył brwi i razem z Sarą zaczęli przepychać się do środka…
-Co się stało? – usłyszała pytanie jakiejś kobiety.
-Wypadek. Kierowca był chyba pijany…potrącił młodego chłopaka… - zdawał relację mężczyzna w starszym wieku. Sarah przepchnęła się przez tłum starszych pań, które zszokowane patrzyły na ledwo przytomnego chłopaka.
Poczuła jak serce zaczyna bić dwa razy szybciej…oczy zaszkliły się, a blondynka podbiegła do chłopaka leżącego na ziemi.
-Nie podchodzić do niego teraz! – zatrzymał ją jakiś mężczyzna. – Karetka już jedzie.
-Puść mnie! – krzyknęła odpychając go i zbliżając się do Nicka. Koszulka była zakrwawiona, a na skroni miał straszną ranę. Dziewczyna złapała go za rękę.
-Nick… - szepnęła, a on otworzył oczy. – Boże, dlaczego… - pogłaskała go po policzku, czując jak łzy wypływają z jej oczu…
-Sarah… - powiedział cicho - …to ty?
-Cii…nie mów nic…to ja… - ścisnęła bardziej jego rękę.
-To już koniec…ja umrę…
-Nie umrzesz, Nick…wyjdziesz z tego…
-Nie, Sarah…to koniec…wybacz mi…ja cię naprawdę kochałem…nie chciałem…
-Cii…nie mów nic. – dotknęła palcem jego ust. Łzy kapały z jej podbródka. – Wyjdziesz z tego…
-Nie…to koniec Sarah…powiedz mi tylko, że mi wybaczasz… - powiedział z rozpaczą
-Nick, nie mów tak…wyzdrowiejesz!
-Kocham cię Sarah…kochałem…pamiętaj o tym, jak już mnie nie będzie…
-Przestań! – krzyknęła, kiedy zamknął oczy. – Ja też cię kocham…Nick nie rób mi tego! – ścisnęła jego rękę, a chłopak ponownie uchylił oczy.
-Coś ty powiedziała? – uśmiechnął się lekko wyczerpany.
-Kocham cię…
-Pocałuj mnie…proszę…ostatni raz… - powiedział cicho
-Nick, wyjdziesz z tego…
-Proszę. – szepnął, a blondynka zbliżyła do niego usta i musnęła jego wargi. Zamknęła oczy…
Dlaczego nie mogła się od niego uwolnić?
Dlaczego tak bardzo jej go brakowało?
Dlaczego ją zranił…?
Odsunęła się od niego, kiedy usłyszała głos nadjeżdżającej karetki…
-Zróbcie miejsce! – krzyknął jakiś męski głos, a po chwili lekarz kucnął z drugiej strony chłopaka.
Przybiegli też pielęgniarze z noszami…przenieśli chłopaka na nie i zabrali do samochodu. Sarah wstała, a lekarz zwrócił się do niej:
-Pani jest krewną?
-Jestem jego dziewczyną. – odparła, a mężczyzna kiwnął głową.
-Do jakiego szpitala go wywieziecie? – zapytała szybko, zanim zamknął drzwi.
-Do 4…
Kiwnęła głową i patrzyła jak karetka odjeżdża…
***
Poczuł niemiły ucisk w żołądku, kiedy upadła obok Nicka…kiedy chwyciła jego dłoń…wyszedł do pierwszego rzędu i spojrzał na nią z żalem. Nie obchodziło go to, że Nick miał wypadek.
-Kocham cię Sarah…kochałem…pamiętaj o tym, jak już mnie nie będzie… - usłyszał głos chłopaka i gniew i złość wybuchnęła w jego sercu. Gdyby ją kochał nie zdradziłby jej.
-Przestań! – krzyknęła dziewczyna, kiedy zamknął oczy. – Ja też cię kocham…Nick nie rób mi tego!
Kocha go? Zabolały go jej słowa, i to bardzo…ścisnął pięść i wyszedł z tłumu ruszając do domu.
Nie chciał mieć już z nią nic wspólnego…chciał zapomnieć…o niej…o tym co przeżyli…o tym co do niej czuł…
***
Dobiegła do domu i wpadła do środka, zatrzaskując drzwi.
-No, wreszcie! Gdzieś…Sarah, co się stało?! – krzyknęła matka dziewczyny patrząc na jej zakrwawione ręce.
-Nick miał wypadek. – powiedziała ze łzami – Pojedziemy do niego, prawda? Zawieziecie mnie…
-Saruś, ale co się stało?
-Mamo, zawołaj tatę! Muszę do niego jechać!
-Spokojnie…Derek! – krzyknęła Carla sadzając zapłakaną córkę na fotelu. Ojciec wyszedł z gabinetu z lekkim zdziwieniem na twarzy, a na schody zbiegła Vanessa.
-Sarah! – krzyknęła widząc siostrę – Co się stało?
-Nick jest w szpitalu. – powiedziała z płaczem, a brunetka przytuliła ją.
-Wszystko będzie dobrze.
-Chodź Sarah. – odezwał się Derek, a dziewczyna wstała i kiwnęła głową.
Wyszli razem i wsiedli do czarnego BWM. Pan Rose ruszył szybko i po chwili już jechali w stronę najbliższego szpitala…
***
Blondynka wyszła z samochodu, a za nią pan Derek.
-Tato, zostań. – powiedziała zatrzymując się i patrząc na twarz mężczyzny. – Wrócę taksówką.
-Nie. Jak będziesz chciała wracać…to zadzwoń do mnie. – pocałował córkę w czoło i oparł się o drzwi, patrząc jak blondynka przechodzi przez szklane wrota szpitala…
Szła białym korytarzem, stukając obcasami o niebieską podłogę. Podeszła do pielęgniarki na recepcji.
-Przepraszam…szukam Nicka Ames’a. Nicolasa…przywieźli go karetką…
-Tak, a pani jest…?
-Jestem jego dziewczyną. – powiedziała zrozpaczonym głosem
-Ma operację w sali numer 244, na trzecim piętrze.
-Dziękuję. – powiedziała i ruszyła szybko w stronę windy. Nacisnęła guzik i już po chwili drzwi się rozsunęły i weszła do środka, a za nią jakiś pielęgniarz. Sarah czekała w napięciu, aż winda stanie na piętrze, którym chciała wysiąść. W końcu zatrzymali się. Blondynka stanęła na korytarzu i rozglądnęła się. Ruszyła w prawo szukając Sali 244…
W końcu nim zobaczyła odpowiednie drzwi, ujrzała rodziców Nicka.
-Co z nim? – zapytała patrząc na nich z nadzieją.
Pani Ames uniosła wzrok, na jej policzkach błyszczały łzy.
Sebastian zaprzeczył głową.
-Jest na sali, nie można wchodzić.
Sarah kiwnęła głową, kiedy nagle drzwi się rozwarły i na korytarz wyszli lekarze.
Spojrzał na rodziców i odchrząknął:
-Nicolas to silny chłopak…wyjdzie z tego.
-Ale co z nim? – odezwała się Sarah
Doktor uśmiechnął się lekko.
-Jest w ciężkim stanie, stracił dużo krwi, podejrzewaliśmy też wstrząs mózgu, ale nie było tak źle…jak już mówiłem Nicolas to silny chłopak. Wyjdzie z tego cały i zdrowy.
Sarah kiwnęła głową.
-Przewieźliśmy go do pokoju nr 304. To piąte piętro, ale drugie skrzydło. Dostaniecie się tam, tymi schodami. – wskazał na drzwi, na końcu korytarza, na których były namalowane schody. – A teraz idę do innych pacjentów. Do zobaczenia. – powiedział, a później oddalił się wzywając windę…


Tytuł: Rozdział trzynasty

Autorzy: Katazyna K., Joanna S.
Wszelkie prawa zastrzeżone


"...To był maj,
Pachniała Saska Kępa,
Szalonym, zielonym bzem.

To był maj,
Gotowa była ta sukienka,
I noc stawała się dniem..."

Ekhem...tak. Przepraszam. Wiem, wiem, fałszuję, ale nie da się nie śpiewać. Ach, wreszcie maj stał się majem! U mnie gorąco, słoneczko świeci, boSsko!
Ale wracając na Ziemię.
Chciałam powiedzieć, że zapowiedzi nie będzie *udaje, że nie słyszy jęków zawodu* xD
Poza tym dotarliśmy do 13 rodziału! Czy pechowy? Mam nadzieję, że nie i że się Wam spodoba ;-)
Dzięki za wszystkie komentarze i mam nadzieję, że w następnych notkach będzie ich coraz więcej!
Co jeszcze mogłabym Wam powiedzieć, Słoneczka?
Chyba to tyle!
A więc...
Smacznego!:*

*PrinceSs*


...Oh my love, please don’t cry…*[1]

Przez rozdartą deszczem uliczkę kroczyły dwie dziewczyny, na oko zupełnie się różniące. Nikt, przy zdrowych zmysłach nie powiedziałby, że są siostrami, a że w tym samym wieku? Uznaliby tego kogoś za wariata i zamknęli w zakładzie dla obłąkanych. Dziewczyny skrywały swoją małą tajemnice…
- Witam Panny Rose – odezwał się zza nich wesoły głos Toma, który zaraz, wraz z bratem doszedł do dziewczyn obejmując je w szyi
- Kto Ci powiedział, że Panny – syknęła Sarah zrzucając z siebie jego rękę, a zaraz to samo zrobiła Vaness.
- Przepraszam najmocniej, że Cię uraziłem Rose – Zaironizował dredziarz, a Vaness prychnęła. Wcale nie chciała iść z nimi do szkoły! Zwłaszcza po tym, jak wczorajszego popołudnia pocałowała Kaulitza! Tylko ona może mieć takie durne pomysły, aby całować wroga!
Tom spojrzał na brunetkę i na nie odzywającego się, patrzącego w zupełnie inną stronę brata
- Melon, a Ty, co? Złożyłaś z moim braciszkiem pakt milczenia? – Zaśmiał się, a Vaness prychnęła jak rozjuszona kotka.
Młodszy Kaulitz spojrzał na brata czując palącą się irytację na dnie żołądka…
- Bardzo delikatnie Ci powiem, odpieprz się – syknęła po chwili brunetka i miała przyspieszyć koku, gdy usłyszała odpowiedź Toma
- Nie bulwersuj się tak Mała – Bill spojrzał na niego z ukosa unosząc brew ku górze i ściskając dłonie w kieszeni
Od kiedy ona jest dla Ciebie „Mała”?! – Szepnął w myślach zirytowany sam nie wiedział, czym.
Vaness również spojrzała zdziwiona na starszego Kaulitza
- Jeśli jeszcze raz nazwiesz mnie „Mała” to wybije Ci zęby – syknęła
- Zapamiętam…Mała – uśmiechnął się prowokacyjnie, a brunetka popchnęła go zirytowana na drzewo przyśpieszając i skręcając w stronę szkoły
- Wariatka! – Krzyknął za nią Tom, a na twarz młodszego z bliźniaków wypłynął tryumfalny uśmieszek…
***
Czarnowłosa dziewczyna pokonywała samotnie korytarz kierując się w stronę klasy od geografii, a jej myśli błądziły swobodnie, wokół tylko jej znanych tematów. Powtarzały się w jej myślach zjawiska antagonistyczne na lekcję, przypominały się różne terminy. Właśnie powtarzała sobie regułkę dotyczącą biocenozy, gdy poczuła jak czyjeś palce oplatają ją w nadgarstku, zatrzymują i odwracają w swoją stronę.
- Czego? – Mruknęła spoglądając w stalowe oczy Nicka Ames’a
- Jak mogłaś jej powiedzieć?! – Warknął, a brunetka poczuła ścisk w żołądku. Widziała palący się ogień wściekłości w jego oczach
- Niby, co? – Zdziwiła się, udając, ze nie wie, o co mu chodzi
- Że się z Tobą całowałem!
- A nie całowałeś? – Uniosła ironicznie brwi i wyrwała mu nadgarstek z ręki
- No całowałem… - zaczął kulawo, ale ujrzał jej pełen politowania wzrok. Wkoło zebrała się już grupka ludzi, która przypatrywała się im z zaciekawieniem. Nie często można było zobaczyć Nicka Amesa kłócącego się z Vaness Rose, zwykle uchodzili za dość dobrych kumpli.
Wśród uczniów znalazło się też dwóch bliźniaków i jedne brązowe oczy, które pałały nienawiścią, gdy patrzył na Nickolasa…
- Ale – Kontynuował nagle o wiele pewniejszy siebie – to chyba było normalne. Z każdym się liżesz, jesteś szkolną prostytutką, więc nie wiem, o co ci chodzi – wysyczał, przez zęby, a Vaness momentalnie kryształowe łzy błysnęły w oczach. Nigdy nie spodziewała się, że usłyszy od niego coś takiego, że będzie śmiał to powiedzieć, wykrzyczeć na cały korytarz, przy wszystkich, że odważy się ją tak poniżyć. Zacisnęła pięści ze złości…
Młodszy Kulisz uniósł brwi i spojrzał w jej czekoladowe oczy. Mógłby przysiąc, ze widzi krople diamentów błyszczące w jej tęczówkach. Nie wiedział, czemu nagle niekontrolowana złość wybuchnęła na dnie jego żołądka…jak śmiał to do niej powiedzieć?! Mało tego. Niewzruszony jej błyszczącym wzrokiem kontynuował
- Nie możesz mieć pretensji Rose, że natura Cię tak obdarzyła, widać, zaplanowała, ze w przyszłości będziesz dziwką…nie martw się, to dobrze płatna praca…- Jego wywód przerwał głos Czarnowłosego chłopaka. Wydawało się, że mówi od niechcenia, jak gdyby nigdy nic, jakby nie wiele go obchodziło, że brunetka za chwile się rozpłacze. Mimo wszystko jego głos ociekał jadem, wyczuwalnym jadem, trafiającym w sam środek…Tylko w sobie ukrywał chęć mordu, jaką pałał do blondyna
- Jeśli ją nazywasz dziwką, Ames – zaczął – to ciekawe kim jesteś Ty? Z tego, co wiem, to nie ma panienki w tej szkole, której byś nie zaliczył? – Uśmiechnął się ironicznie.
W tej chwili była mu wdzięczna. Czuła na sobie jego ciepły wzrok, pełen błysków, iskrzący. Zaciskała zęby, modliła się w duchu, aby nie zauważył, że błyszczą łzy w jej oczach.
- Nie wtrącaj się, Kaulitz – Warknął blondyn spoglądając na Czarnowłosego z nieukrywaną nienawiścią
- Prawda boli, nie? – Zaśmiał się ironicznie – a teraz przepraszam, że przerwę Wam tą pasjonującą rozmowę, ale mam sprawę, do Rose – chwycił ją za nadgarstek i wyciągnął oniemiałą dziewczynę z tłumu wpychając w najbliższy, pusty korytarz.
Oparła się o ścianę i odwróciła twarz od Kaulitza, który stał naprzeciwko niej wpatrując się czułym wzrokiem. Nie potrafiła znieść tej litości, gdy na nią patrzył…a może to nie była litość? Ale co to mogłoby być? Był jej wrogiem, a jednak…pomógł jej, wyciągnął ją stamtąd, zanim cała szkoła zobaczyła łzę, która właśnie w tym momencie powoli popłynęła po jej policzku.
Zagryzł dolną wargę i podszedł bliżej, delikatnie, opuszkiem palca ocierając krople. Gładząc jej delikatny policzek, czując przyjemną rozkosz rozpływającą się po ciele. Nozdrza wypełnił mu przyjemny zapach limonki i dojrzałej cytryny w świetle gorącego słońca. Nie chciała na niego spojrzeć, czuł, że jej każdy mięsień był napięty, że była speszona, tym, że jej pomógł, że widzi, jak płacze.
- Przestań – wyszeptała przez zęby, a głos jej zadrżał. Nie mogła przyzwyczaić się do tego ciepła, jakim ją obdarzał, nie potrafiła powstrzymać kolejnej łzy płynącej po policzku. Łzy, której się tak wstydziła…przecież te diamentowe krople są oznaką słabości, a ona nie chciała, aby jej wróg uważał ją za słabą.
Poczuła jak delikatnie dotyka jej nadgarstka, przyciąga do siebie, a jej ciało niczym bezwładna lalka przytula się do jego torsu. Objął ją mocno, przyciągając do siebie, a ona twarz przytuliła do jego ciała zaciskając oczy. Walczyła ze sobą. Walczyła, czy go odepchnąć, czy pozwolić się sobie opanować w jego ciepłych ramionach, które zapewniały jej nagłe bezpieczeństwo.
Otulał jej szyję ciepłym oddechem, czuł jak kilka łez wsiąka w jego koszulkę, jak ona pełna ufności zatopiła się w odmętach jego bliskości. Delektował się przyjemnym ciepłem, które emanowało z jej ciała, rozkoszował momentem jej bliskości, jakby bojąc się, że następny raz nie zdarzy się szybko…
Chłonął jej zapach, a dłonią pieszczotliwie pogładził ją po głowie, przeczesując włosy palcami, od nasady, do miejsca, gdzie związywała je gumka, a później biorąc ją między palce, zsuwając ją z czarnych pukli dziewczyny, wplątując palce w gąszcz włosów.
Odepchnij go – szeptał cicho głosik w jej głowie – odepchnij, przecież nie potrzebujesz litości – kilka sekund później, przejechała dłońmi delikatnie po brzuchu chłopaka, dojeżdżając do klatki piersiowej. Zacisnęła dłonie na jego koszulce…nie chciała tracić szybkiego bicia serca, które tak radośnie przyjmowało jego bliskość
Odepchnij – szepnął głosik – odepchnij do cholery! – Krzyknął nie znosząc sprzeciwu, a ona popchnęła chłopaka i wyprostowała się dumnie. Oszołomiony Czarnowłosy uderzył plecami o ścianę
- Zwariowałaś? – Warknął odsuwając się od zimnego, żółto białego muru
- Nie zwariowałam Kaulitz, nie musiałeś mi pomagać – warknęła ocierając wierzchem dłoni oczy – sama bym sobie poradziła – prychnął pogardliwie. Przecież chciał dobrze!
- Oczywiście, ze byś sobie poradziła – Zaironizował
- Nie udawaj takiego troskliwego, dobrze?! – Syknęła ironicznie – Sam drwisz na ten sam temat – dodała i dumnie odwróciła się odchodząc, odprowadzona jedynie tęsknym, pełnym pożądania spojrzeniem brązowych, tlących się płomieniem tęczówek…
***
- Derek! – Usłyszał Pan Rose tego samego, poniedziałkowego popołudnia, gdy wychodził w firmy na obiad, w swoim zwykłym, szarym garniturze i rozczochranymi włosami
- O Sebastian – uśmiechnął się zatrzymując – coś się stało?
- Idziesz na obiad? – Uśmiechnął się mężczyzna, a Pan Rose kiwnął głową – Można się przyłączyć?
- Ależ oczywiście, będzie mi bardzo miło. Na dole jest świetna restauracja, podają tam wyśmienity schab.
***
- Do diabła! – Krzyknął Czarnowłosy chłopak potykając się na futerale od gitary Georga – Kto to tu położył?! – Wrzasnął i rzucił się na skórzaną kanapę.
- Mógłbyś się przestać drzeć?! Co Cię dzisiaj ugryzło?! – Oburzył się Gustav siedzący koło niego i popijający Red Bula.
Cała czwórka znajdowała się w studiu i usiłowała nagrać kolejny utwór na nową płytę. Usiłowała, ale to im nie wychodziło. Wściekłość młodszego bliźniaka, rozchodziła się na każdego, do tego stopnia, że każdy na siebie warczał. Georg wkurzał się na Toma, gdy ten wszedł w złym momencie, starszy Kaulitz krzyczał na Gustava, gdy on uderzył pałeczkami o jeden raz za dużo, Schäfer złościł się na Billa za to, że mylił się w tekście, a Czarnowłosy miał pretensje do Listinga, bo ten zapomniał, który utwór teraz mieli próbować.
- Istny dom wariatów – wymruczał Jost, producent Tokio Hotel, który siedział na szarym, obrotowym krześle – jesteście jak wściekłe wilki, wrzućcie na luz – dodał i wstał wyciągając się – to kto chce pizze? – Zapytał wyciągając z kieszeni komórkę
- Nikt – Syknął Bill, a zirytowany Tom, ze jego brat tak skutecznie popsuł każdemu humor mruknął ironicznie
- Wiesz, Bill musi uważać na linię, odkąd został modelem – Wystawił język czerwonemu bratu, który ironicznie prychając podniósł się z kanapy i wyszedł trzaskając drzwiami
- Brawo Tom, teraz to już nic nie nagramy – Skrzywił się Georg otwierając butelkę coli.
***
- A jak tam w domu? – Zagadał Derek skubiąc liść sałaty i popijając wodą
- Nienajlepiej, z Laurą jest coraz gorzej, nasz związek był pomyłką i to już dawno Ci mówiłem – stwierdził Sebastian siedzący naprzeciwko wspólnika i jedzący właśnie z nim obiad.
Znajdowali się w przytulnej knajpce zrobionej gustownie z mnóstwem zielonych paprotek. Usiedli jak to zwykle miał w zwyczaju Pan Rose, w kącie i niedaleko szyby, aby móc obserwować przechodniów, albo gołębie.
- A co u Ciebie? Jak mi przedstawiałeś córki na bankiecie, to Vaness bardzo różni się od Sary…one są w tym samym wieku?
- Vaness jest adoptowana – odpowiedział Derek wycierając usta biała serwetką – wzięliśmy ją, gdy miała sześć lat…ma swoje humorki, ale to dobra dziewczyna
- Ale – Sebastian przełkną ślinę i odłożył widelec, nagle stracił apetyt – starsza jest od Sary? Młodsza?
- Nie. W 1989 się urodziła…właściwie ja o jej przeszłości nic nie wiem…nie chciała powiedzieć, albo ona także nie wie – Wzruszył ramionami Pan Rose – ma swój świat i swoje kredki – dodał ze śmiechem
- Tak…zapewne – zagryzł wargę Sebastian…
***
Szedł wściekły uliczką i kopał błękitny kamień, ręce trzymając bezczelnie w kieszeni. Zaciskał ze złości zęby i pięcie w kieszeni. Czemu nikt nie mógłby, chociaż po części starać się go zrozumieć? Przyczepili się, ze ma zły humor…
- Skoro widzą, że mam to, po co się czepiają! – Krzyknął wściekły na pustą uliczkę i kopnął kamień do kałuży. Czemu był taki zirytowany? Może, dlatego, że plecy go do tej pory bolały, jak go odepchnęła od siebie i uderzył o mur?
Zirytowany był jeszcze tym, że tak go potraktowała! Przecież jej pomógł…a w dodatku tęsknił za dotykiem jej dłoni, ust, ciała…
Przestań! – Krzyknął w myślach i kopnął kolejny kamyk. Uśmiechnął się pod nosem, gdyż wpadł mu do głowy pewien pomysł…
***
Siedziała przy biurku i wpatrywała się w ekran komputera mrucząc pod nosem przekleństwa
- Głupi serwer! – Krzyknęła w końcu i opadła plecami opierając się. Westchnęła i zacisnęła zęby kolejny raz wspominając łzy, jakie dzisiaj zobaczył Kaulitz.
Było jej strasznie głupio z tego powodu, ale nie mogła cofnąć czasu i to ją irytowało.
Usłyszała jak ktoś wchodzi do jej sypialni trzaskając drzwiami
- Bernardo! Puka się – Warknęła dziewczyna – a gdybym była goła?! – Dodała – Poza tym… - W drzwiach pojawiła się postać młodszego Kaulitza, który założył ręce na pierś - …nie trzaskaj drzwiami – dokończyła szeptem
- Gdybyś była goła, to chętnie bym na to popatrzył – uśmiechnął się ironicznie – a może nawet coś więcej – Dodał i zagryzł dolną wargę.
- Nie warz się tak myśleć, Kaulitz! Jasne – Wykrzyknęła dziko wstając i wchodząc do pokoju, w którym, było łóżko. Bill wszedł za nią
- Plecy mnie bolą…przez Ciebie – Powiedział i uśmiechnął się ironicznie
- To nie moja wina – Syknęła – trzeba było się na mnie nie rzucać!
- Nie rzuciłem się! Tylko Cie przytuliłem! I to jest Twoja wina, bo ty mnie popchnęłaś na ścianę – Wystawił jej język i uśmiechnął się niegrzecznie, po czym bez uprzedzenia ściągnął koszulkę
- Co Ty robisz?!

_________
* [1] – Good Charlotte -> “Bloody valentine”



Seks bez zobowiązań

Leżał na łóżku wciąż czując smak jej ust…jak bardzo żałował, że to się skończyło…pragnął więcej…
Kusiła go każdym swoim ruchem…każdym dotykiem…
Wstał i podszedł patrząc na sąsiedni dom. Zmrużył oczy i wyciągnął telefon. Przez chwilę zastanawiał się, ale w końcu wszedł w sms-y…
***
Przewróciła się na materacu i znów pochłonęła ją kolejna strona książki…
Fascynujący moment, przerwał jej odgłos przychodzącego sms-a. Mruknęła niezadowolona i sięgnęła po telefon.
Spotkajmy się. Dziś o 20 w parku niedaleko Twojego domu.
Zmarszczyła brwi. Podobno mieszkał daleko…
Jednak była ciekawa…chciała się z nim spotkać, szczególnie, że ostatnio coraz bardziej zaczynała go lubić…
Odpisała: Ok. i spojrzała na zegarek. Była 18. Wstała i ruszyła do łazienki by się przyszykować…
***
Stanęła w dużej garderobie i rozglądnęła się dookoła. Zaczęła przeglądać swoje ubrania…
-Koniecznie muszę iść na zakupy. – mruknęła chowając kolejną bluzkę. – Za ostra. – spojrzała na niebieski t-shirt i znów poszła dalej. W końcu spojrzała na pomarańczową koszulkę z dużym dekoltem. – Nie. – powiedziała niezadowolona i ze strachem stwierdziła, że już 19. Pogoda na dworze zaczynała się powoli psuć, a wieczory nie były już tak ciepłe jak letnie noce. W końcu zdecydowała się na brązowe długie spodnie, białą koszulkę z krótkim rękawem i trójkątnym dekoltem, oraz jasne buty na wysokim obcasie. Szybko pognała do łazienki by zrobić sobie fryzurę i makijaż. Chwyciła do ręki zielony cień do powiek i pomalowała oczy. Usta musnęła lekko pomarańczowym błyszczykiem, a kolejnie chwyciła grzebień. Skrzywiła się na widok swoich włosów i szybko włączyła do kontaktu lokówkę. W czasie, kiedy się nagrzewała, wyszła znów do garderoby szukając dla siebie odpowiedniej torebki. Chwyciła swoją ulubioną, z krótkim ramieniem i wrzuciła do niej telefon i portfel. Wróciła do łazienki by skończyć swoją fryzurę…
Szła szybko w stronę parku zerkając nerwowo na srebrny zegarek, który lśnił na lewej przegubie jej dłoni.
Była już spóźniona o kilka minut. Weszła do parku i rozejrzała się. Jak na razie widziała tylko spacerujące pary…
***
Rozejrzał się wśród ludzi, ale nigdzie nie dostrzegł jej blond pukli. Usiadł na ławce czekając z bijącym szybciej sercem…co jej powie? Że wiedział, że jest jego sąsiadką? Że okłamywał ją…?
Ale przecież może udawać, że nie wiedział…chociaż to byłoby ciężkie…
Zerknął na zegarek i mlasnął cicho. Było już pięć po ósmej. Spóźniała się…
A może wcale nie zamierzała przyjść?
I nagle ją dostrzegł…
Ale czy to na pewno była ona?
Lśniące, złote loki opadały na jej ramiona, a usta błyszczały się w blasku słońca. Ruszył w jej kierunku…przez wysokie buty była prawie tego samego wzrostu. Rozglądała się dookoła wyraźnie kogoś szukając.
-Cześć ślicznotko. – zaśmiał się patrząc na jej twarz.
Spojrzała na niego obojętnie i kiwnęła głową.
Miała nadzieję, że sobie pójdzie…nie chciała go tu…
-Co tak samotnie stoisz? – zapytał podchodząc bardzo blisko niej.
-Spadaj stąd Kaulitz, nie mam czasu na pogawędki z tobą.
-A niby dlaczego? – uniósł brwi
-Czekam na kogoś.
-Oh…to ja chętnie poczekam z tobą. – uśmiechnął się figlarnie, a blondynka prychnęła i usiadła na ławce. Chłopak wygodnie rozsiadł się obok niej. – Na kogo, jeśli można wiedzieć?
-Nie można. – odparła chłodno
-Dlaczego tak zimno? – zapytał z pretensją – Rano było przyjemnie.
-No, właśnie. Było, Kaulitz. Czas przeszły.
Tom zbliżył usta do jej ucha…
-Ale może być znów… - wyszeptał
-Ale nie musi. – powiedziała – Nie mam teraz na to ochoty.
Założyła nogę na nogę i spojrzała w dal. Czy aby na pewno chciała, żeby przychodził teraz nieznajomy?
-A może jednak? – zapytał kładąc rękę na jej udzie.
Zacisnęła zęby i ściągnęła jego dłoń odrzucając w bok.
-Po pierwsze: nie mam teraz ochoty, po drugie: wolę w nocy, a po trzecie: nie z tobą.
Spojrzał na nią z pewnym pożądaniem…
-Ja mogę sprawić, że ochota ci przyjdzie, a noc nie musi być potrzebna…wieczorem też jest przyjemnie. Poza tym ja jestem całkiem dobry.
-Nie za bardzo mnie to interesuje. – odparła i nie odzywała się już przez kolejne piętnaście minut…
***
Siedział wystukując nogą spokojną melodię. Spojrzał na zegarek…20:24.
Uśmiechnął się i z ironią szepnął jej do ucha:
-Chyba cię olał.
Sarah zacisnęła zęby.
-Spieprzaj. To na pewno przez ciebie. – warknęła wstając
-Przeze mnie?! Niby dlaczego?
-Bo ze mną siedziałeś! – warknęła i chciała odejść, ale poczuła jak łapie ją za rękę.
-Chyba nie zamierzasz wracać do domu?
-Owszem, zamierzam. – odparła – A teraz proszę mnie puścić, póki jestem miła.
-Daj spokój…zapraszam cię do kawiarenki na rogu…
-Żeby nas napadło stado twoich fanek? Nie, dziękuję bardzo. – powiedziała ironicznie
-Daj spokój. – machnął ręką
-Nie. Wiesz, co to znaczy?
-Mhm…ale…
-Co znowu?
Zbliżył się do niej, tak bardzo, że stykali się ciałami. Położył dłoń na jej plecach, w razie gdyby chciała uciec.
Przejechał wargami po jej ustach, wywołując fale podniecenia w jej brzuchu. Dotknął jej ust, ale nie pocałował jej. Przejechał językiem po dolnej wardze i odsunął się. Poczuła deszcz podniecenia.
-Mam ogromną ochotę na zabawę… - wypalił cicho wprost do jej ucha – Z tobą. – dodał po chwili i spojrzał w jej zielone tęczówki, oczekując odpowiedzi.
-Seks bez zobowiązań? – mruknęła cicho kładąc dłoń na jego torsie.
-Mhm… - mruknął cicho muskając delikatnie jej policzek.
-Po prostu zabawa?
-I rozkosz…
Zagryzła wargę. Patrzyli sobie prosto w oczy. Pragnęła tego i bardzo chciała…to nie były potrzeby seksualne…on ją naprawdę pociągał…mimo, iż nienawidziła go z całej duszy…
-Ok…ale… - powiedziała patrząc na jego twarz - …u mnie są rodzice…Vanessa…Bernardo…nie da rady…u ciebie też…
-Hotel. - powiedział i spojrzał na nią. Oczy blondynki zabłysnęły. Kiwnęła głową, a dredziarz wziął ją za rękę i ruszyli w stronę najbardziej eleganckiego hotelu w całym Hamburgu…
-Załatwię pokój. – powiedział i ruszył w stronę recepcji. Sarah stała niedaleko i przypatrywała mu się.
Robiła dobrze?
Na pewno nie…
Ale kto powiedział, że była grzeczną dziewczynką?
Tom poczuł przyspieszony rytm serca. Wziął klucz z numerem 483 i wrócił do Rose.
Razem weszli do eleganckiej windy, nie wiele się odzywając.
A właściwie żaden z nich nie powiedział ani słowa…
Serce waliło jej jak młot i chyba pierwszy raz w życiu nie chciała się zastanawiać nad tym, co robi. Po prostu postanowiła się oddać chwili, nawet nie myśląc o tym, że mogą być jakieś konsekwencje.
Kaulitz podszedł do drzwi z lśniącym numerkiem 483 i przepuścił dziewczynę do środka.
Sarah rozejrzała się…prawdziwy luksus.
Jasno pomarańczowe ściany, fotele w tym samym odcieniu. Dość duże okna, a za nimi balkon.
W głębi pokoju znajdowało się duże łóżko. Bez zastanowienia dziewczyna odwróciła się i zaczęła całować Toma. Zarzuciła mu ręce na szyję i pieściła jego usta. Pchnął ją na uchylone drzwi i podchodząc bliżej zaczął błądzić rękami po jej ciele. Wciąż całując go, ściągnęła buty i zrobiła krok do przodu. Chwyciła dół jego koszulki i po chwili leżała ona na podłodze. Pocałowała jego nagi tors. Powoli zaczęli zmierzać w kierunku łóżka. Zdarł z niej bluzkę. Pozostała w samym biustonoszu.
-Trzeba było wsiąść kajdanki. – zaśmiała się cicho oblizując jego ucho.
Pchnęła go lekko na łóżko siadając na nim okrakiem. Schyliła do niego twarz i przejechała rękami po jego nagiej klacie drapiąc przy tym pazurami. Lubił takie dzikie kotki.
Oddawał jej się z każdą sekundą…
Całowała jego skórę, aż doszła do strefy spodni. Powoli nie spiesząc się, zjechała rękami po jego ciele w dół. Rozpięła guzik dżinsów, a po chwili rozporek. Usiadła na łóżku i zsunęła z niego spodnie, pozostawiając chłopaka w samych bokserkach. Zsunęła je lekko. Wróciła do góry i nachyliła się nad jego uchem, tak, że czuła jego oddech na swoim karku. Jego dłonie powędrowały na jej biust. Powoli podążył nimi na plecy i zaczął bawić się zapięciem biustonosza. Przygryzła jego ucho, a jej pazury zostawiły ślad na barkach chłopaka. Tom cichutko jęknął.
-Na razie starczy. – powiedział ochrypłym głosem i przewrócił ją na plecy. Uśmiechnęła się z pewną ironią i chwyciła go za kark przyciągając do siebie i całują zachłannie. Pół minuty później ich języki złączyły się w namiętnym tańcu. Pragnął się na nią rzucić…była tak gorąca…nie chciał być delikatny…to miała być niezła jazda…
Ściągnął jej spodnie i błądząc rękami po całym ciele rzucał spojrzenie na czerwone stringi, które miała na sobie.
-No, nie krępuj się tak. – zaśmiała się podnosząc i chwytając czarne bokserki z obu stron. Pociągnęła je w dół i spojrzała prosto w jego twarz. Położyła się na łóżku i spojrzała na niego kusząco.
-Podobno już to robiliśmy. – powiedziała z pewną kpiną w głosie
Uśmiechnął się i zbliżył do niej twarz muskając jej wargi.
-Nie zrobiłbym tego, wiedząc, że jesteś pijana. – wyszeptał
-Tak też myślałam. – odpowiedziała z uśmiechem i chwyciła jego ręce, zjeżdżając nimi, aż po strefę stringów. – Teraz nie jestem pijana. – szepnęła, a chłopak wrócił rękami do góry odpinając biustonosz. Odrzucił go i spojrzał na jej piersi. Na twarz wpłynął mały uśmieszek.
-Jesteś bardziej zboczony, niż myślałam. – powiedziała z pewną nutką rozbawienia. Przewróciła go na plecy i położyła się na nim. Ściągnęła stringi, przytrzymując jego twarz ustami, od wścibskiego spojrzenia. Uniosła bieliznę i rzuciła ją gdzieś na fotel. Chwycił jej biodra i przyciągnął ją do siebie, tak, że przylgnęli ciałami. Poczuła jego „skarb”, a prądy przebiegły przez jej ciało. Położył ręce na jej pośladkach i spojrzał w jej oczy. Przejechał językiem po jej szyi i wpił się w jej skórę pozostawiając zaczerwieniony ślad. Dłońmi zaczął powoli masować jej piersi, a ona wbiła pazury w jego plecy. Przymknęła oczy pojękując cichutko.
Oderwał się od niej, a ona zagryzła jego wargę, czując jak przerzuca ją pod siebie. Opuszkiem palca obrysował krąg wokół jej sutka, a później polizał go i spojrzał na jej twarz uśmiechając się lekko. Z zamkniętymi oczami oddawała się tej chwili…było jej tak dobrze..
Pocałował jej nagą pierś i powoli zaczął schodzić jeszcze niżej…
Ostatecznie polizał jej udo i wrócił do góry oblizując jej dolną wargę…
-W dżinsach mam gumkę… - powiedział chcąc wstać.
-Nie trzeba. Biorę pigułki. – odparła
Tom spojrzał na nią zadowolony.
-Nie będzie bolało. – powiedział przymykając oczy i ocierając policzkiem o jej twarz.
-Wcale się nie boję. – odparła, a on spojrzał na nią z litością i ironią, po czym delikatnie wsunął się w jej wnętrze…
***
Kiedy się obudziła, była naga, wtulona w jego tors. Przetarła oczy, czując jego zapach na całym swoim ciele. Musiała przyznać, że jej się to podobało. Odsunęła się nieco i spojrzała za okno. Nie było jeszcze całkiem jasno. Wstała i pozbierała swoje rzeczy. W torebce znalazła komórkę…dwa nieodebrane połączenia od ojca. Zegarek wskazywał piątą rano. Ziewnęła i ubrała biustonosz. Kolejnie wzięła do ręki czerwone stringi i uśmiechnęła się lekko. Zerknęła na Kaulitz’a, który wciąż smacznie spał. Ubrała szybko spodnie i bluzkę, po czym wygrzebała z torebki białą karteczkę i długopis.
Na pamiątkę. Zapamiętaj to kotku, bo więcej się nie powtórzy.
Napisała, po czym ustawiła ją na szafce nocnej z jego strony, obok kładąc swoją bieliznę. Podeszła do lustra przeczesując palcami włosy. Wyciągnęła błyszczyk i musnęła usta. Spojrzała ostatni raz na śpiącego Kaulitz’a, po czym wyszła zamykając za sobą drzwi…


Tytuł: Rozdział dwunasty

Autorzy: Katazyna K., Joanna S.
Wszelkie prawa zastrzeżone


Witam.
Ponad pięćdziesiąt komentarzy. Dziękuję, to dużo. Ale jedno mnie denerwuje. Prosiliście o szablon z bohaterkami, bo nie potraficie sobie ich wyobrazić. Ja pisząc coraz to nowe części opowiadania, NIGDY, powtarzam NIGDY nie wyobrażam sobie twarzy dziewczyny. Mam lekki zarys niczym szkic, ale nigdy nie mam dokładnych obrazów w swojej głowie. Moje wyobrażenie różni się od zdjęć na szablonie, ale nie będę szukała bardziej szczegółowych dziewczyn. To również jest dla mnie zarys postaci, której losy opisuję. Tak samo było na wszystkich innych blogach! Opisuję to, co widzę w swojej wyobraźni, a tego nie ma na żadnych zdjęciach, więc przestańcie się czepiać o te szczegóły. Jeśli chodzi o mnie, zmienię ten szablon, bo denerwuje mnie takie coś jak "bo to jest ta aktorka", "wyobrażałam ją sobie inaczej". Skoro wyobrażałaś, to po co prosiliście o zdjęcia? Jak już mówiłam, dla mnie też są to TYLKO I WYŁĄCZNIE ZARYSY BOHATEREK!
A teraz zapraszam na kolejną część notki.
Pozdrawiam.

AngeL




I’m not your fan!

Mężczyzna w średnim wieku siedział na szarym fotelu w wielkiej posiadłości na przedmieściach Hamburga. W pomieszczeniu było bardzo ciemno, a ściany koloru ciemnej zieleni, dodawały melancholijnego wyglądu. Rękę trzymał ułożoną na drewnianym stoliku, na którym ustawiona była lampka, która jako jedyna oświetlała pomieszczenie. W dłoni miał szklankę do połowy napełnioną bursztynowym napojem. Whisky. Rzucona na kanapę marynarka była pognieciona, a rozpiętych kilka guzików w koszuli i poluzowany krawat odbierał uroku biznesmenowi.
Po schodach zeszła kobieta o nieskazitelnych blond puklach i szarych, stalowych oczach
- Będziesz siedział, czy idziesz spać? – Odezwała się w końcu, a mężczyzna ją zignorował. Od dawna w ich małżeństwie się nie układało. Kłótnie, ironie, tylko z pozoru idealne małżeństwo
- Zaraz – mruknął niezrozumiale, a kobieta prychnęła i odwróciła się zamiatając białym szlafrokiem podłogę. Weszła na górę.
Czarnowłosy mężczyzna upił łyk alkoholu i oparł głowę o oparcie zamykając oczy i delektując się rozbiegającym się po jego ciele cieple.

Kobieta w wieku dwudziestu kilku lat przeczesała czarne jak smoła włosy i uśmiechnęła się do odbicia lustrzanego. Była mulatką o głębokich, czekoladowych oczach i dużym biuście. Pokojówką, która sprzątała dom pewnego mężczyzny. Kto by pomyślał, że tak skończy – jak sprzątaczka w JEGO domu…
Zagryzła dolną wargę, pełnych, różanych ust i przeczesała włosy palcami.
Drzwi od jej pokoju otworzyły się, a do środka wkroczył mężczyzna w jej wieku. Miał czarne włosy i ładne oczy, a uśmiech zawsze gościł na jego twarzy…a przynajmniej zawsze, gdy go widziała.
Gwałtownie wstała i spojrzała na pełne pożądania oczy mężczyzny…


***
Delikatne promienie bladego, wrześniowego słońca wkradały się przez niezasłonięte żaluzję w pokoju pewnej brunetki. Nietypowe dla niej było siedzenie o godzinie siódmej na parapecie okna i wpatrywanie się w ulicę, chuchanie na zimną szybę, o którą opierała głowę. Westchnęła i podniosła dłoń dotykając swoich ust. Rozmyślała o tym wszystkim, co wydarzyło się w ciągu ostatniego miesiąca. Spotkanie Kaulitza, muśnięcie jego ust, chwila rozkoszy, jaką jej zadał. Irytowało ją to. Miała wrażenie, że dał jej swego rodzaju narkotyk, a teraz podtruwał, nie dając następnej jego porcji. Podawał truciznę w każdym ironicznym słowie, spojrzeniu, geście.
Oderwała dłoń od ust i dotknęła róży, która wisiała na jej szyi, otworzyła i spojrzała na uśmiechającą się do niej kobietę…
- Gdybyś była ze mną – szepnęła i przymknęła powieki, czując jak po nieprzespanej nocy oddala się do innego świata…
***


- Wyglądasz... – Zaczął szeptem mężczyzna lustrując opinającą jej ciało koszulkę nocną w kolorze błękitu -…pięknie – dodał i zamknął za sobą drzwi wchodząc głębiej.
Brunetka badała go wzrokiem wpatrywała się w niego, a serce uderzało przyjemnie szybko, jak to zwykle miało miejsce koło niego. Był odskocznią od codziennych problemów, był portem jej myśli, przyjacielem…
Za kogo ją uważał, kim dla niego była? Kimś, kogo tak bardzo kochał, kogo spotkał za późno. Miał żonę, ale nie potrafił kochać tamtej. Nie umiał patrzeć na nią z pożądaniem, błyskiem w brązowych oczach.
Dotknął delikatnie bioder kobiety zbliżając ciepłe wargi do jej ust
- Nie mogę… - Zaczęła, ale przyłożył jej palec do ust…
- Życie jest za krótkie, aby czegoś sobie odmawiać, zwłaszcza, jeśli jest to rozkosz – szepnął i musnął jej wilgotne usta…


***
Stał pod swoim domem, a koło niego stał Tom i w gronie fanek podpisywał autografy, pozował do zdjęć, pozwalał muskać się ustami w policzek przez dziewczyny, które widział pierwszy raz w życiu, a które tak dobrze znały każdy element jego życia. Wpatrywał się w różne brunetki, w różne czarne oczy, ale każde podświadomie porównywał do zupełnie innych tęczówek. Tych, które jeszcze wczorajszego wieczoru patrzyły na niego z ciepłem…
Ujrzał ją wychodzącą z naprzeciwka. Była dopiero, 10 więc zdziwił się, że o tej porze jest na nogach, ale jednak. Ich spojrzenia na chwilę się spotkały, przez ciała przebiegły dreszcze, a myśli zaszumiały. Prychnęła i odwróciła wzrok kierując się w swoją stronę. Podążył za nią tęsknym spojrzeniem
- Bill, mogę prosić o autograf? – Wyrwał go z letargu głos jakiejś rudej
- Jasne – uśmiechnął się sztucznie i powrócił do podpisywania plakatów…
***

…Oddawali się zapomnieniu, czułym szeptom Aniołów, miłości. Byli tylko oni, tylko oni się liczyli i bicie ich serc, które tak utęsknienie czekały na moment, gdy będą mogły zabić razem, w jednym rytmie, tylko dla siebie…
- Kocham Cię – wyszeptał jej do ucha i zsunął z ramion błękitne ramiączka koszulki nocnej.
Uśmiechnęła się pod nosem i rozpięła mu guziki białej koszuli zsuwając z jego torsu…


***
Kroczyła ku księgarni w myślach powtarzając sobie, co miała kupić. Klej, wycinankę, brystol.
No, czego znowu – pomyślała zgorzkniale, gdy kolejny wzrok jakiegoś przechodnia wpatrywał się w nią z oniemieniem. Czuła się jakby była na wystawie. Kroczące ulicą dziewczyny lustrowały ją uważnie wzrokiem, nie pozwalały poczuć się swobodnie
Mam dość! – Krzyknęła sobie w końcu w myślach i weszła do księgarni podchodząc do stoisk z gazetami – Założę się, że to znowu wina Kaulitza!
Wzięła pierwsza lepsza gazetę, Yam, który wyszedł wczorajszego dnia. Zaklęła widząc na okładce obrazek jej i Kaulitza. Płacąc kobiecie wyszła ze sklepu zapominając zupełnie o wycinance, kleju i brystolu.
***

…Położył ją na łóżko i delikatnymi pocałunkami obdarowywał szyję, usta, rozkoszował się chwilą nieprzerwanej miłości…
Zsunął z niej całkowicie koszulkę, czując jak brunetka odpina mu pasek…


***
Zacisnęła zęby siedząc na murku i czytając artykuł

„Bill Kaulitz (17) zdążył się już zaklimatyzować w Hamburgu. Przyłapaliśmy go, spotykającego się z Vaness Rose (17), córką Dereka Rose, który prowadzi największą sieć salonów BMW na świecie. Na pytanie, kim jest dla niego brunetka odpowiada, że fanka i zaraz później prosi dziewczynę o pocałunek, którego nie dostaje. Czyżby Kauliutz nie zasługiwał na usta córki najsłynniejszego biznesmena Niemiec?”

- Czyżby nie zasługiwał?! – Prychnęła cicho – oczywiście, że nie zasługuje – i zanim zorientowała się, co robi chwyciła gazetę i ruszyła w stronę posiadłości Kaulitzów…
***
Siedział wraz z Tomem przed telewizorem i znudzonym wzrokiem wpatrywał się w MTV. Zdecydowanie ten dzień zaczynał go irytować. Nie dość, że spotkało go stado fanek, Gustav i Georg stwierdzili, ze w niedziele nie mają zamiaru iść do studia, to jeszcze jego myśli natarczywie błądziły wśród Czarnowłosej Vaness.
Usłyszał dzwonek do drzwi i wkurzając się, że Tom nawet nie spojrzał w tamtą stronę, zdjął nogi ze stołu i wstał ruszając, aby otworzyć.
Przed nim stała Czarnowłosa dziewczyna, która patrzyła na niego pełnym politowania wzrokiem
- Ee – wydukał chłopak zdziwiony jej wizytą – wejdziesz?
- Nie – powiedziała i podała mu gazetę – czytałeś? – Spojrzał na okładkę i pokręcił głową – to czytaj – oparła się o framugę i pokazała mu artykuł. Zdziwiony przeleciał szybko tekst wzrokiem, a potem podniósł go na dziewczynę
- I? – Odpowiedź dostał prawie natychmiast, gdy usta dziewczyny musnęły jego.
Poczuła przyjemne dreszcze obiegające jej ciało, a nagła euforia wybuchła na dnie jej żołądka. Nie wiedziała, czemu to zrobiła, nie planowała tego…
Po jednym muśnięciu chciała się odsunąć, ale nie pozwolił jej na to. Chwycił ją mocno w pasie przyciągając i oddając pocałunek, zadając rozkosz pulsującym wargom. Natłok uczuć rozrywał mu
pierś, wszystkie tłumione emocje, pożądanie, wybuchło, całując jej usta coraz mocniej, szybciej, goręcej, chcąc zapamiętać najdrobniejszy płatek jej warg. Zapamiętać na zawsze smak różanych powideł. Jakby bał się, ze ta chwila się już nie powtórzy, jakby wydawało mu się, że to jest ostatni raz…
Czuła jak jego serce uderza tak samo szybko jak jej, czuła jak dłonie mocno ją do siebie przyciągając, bojąc się, że zniknie nagle, niespodziewanie. Usta zatraciły się w rozkoszy, języki spłonęły razem w jednym tańcu, zadając przyjemność, kusząc się nawzajem, goniąc w żądzy. Dzikim obłędzie.
Nie zwalniał całował coraz zachłanniej, niczym zmącone podczas szturmu bałwany fal roztrzaskują się o falochrony, jak rozkołysana woda. Wydawało im się, że wszystkie promienie światła skierowane są tylko na nich, że zaraz wychuchaną z gorąca, żądzy siebie nawzajem. Taniec ich warg był dziki, niczym nieoswojone zwierze, pełne strachu, muszące zaufać drugiej osobie. To nie była miłość. To były niewypowiedziane słowa, podniecenie, buzujące w żyłach. Dwie dusze, dwa charaktery, dwa serca, które teraz spowiły się w jednym. Wydawało się, że zapomnieli słów, że przyśpieszone oddechy wystarczyły, że one wiedziały, co się dzieje…rozum nie musi…wystarczy serce…
Położyła dłonie na jego klatce piersiowej.
Czuł zbliżający się koniec rozkoszy, a nie chciał tego. Oparł ją o ścianę mocniej przywierając do jej ciała, z nadzieją – nikłą nadzieją – że to przedłuży chwilę uniesienia. W głębi siebie wiedział, że to nie pomoże, że ona zaraz go odepchnie, że pocałunek będzie wspominał w odmętach czarnej nocy, marząc, że się powtórzy.
To, czego nie chciał, stało się rzeczywistością. Delikatnie odepchnęła jego ciepłe wargi
- Jeszcze nie – szepnął, owiewając jej policzki gorącym, pełnym żądzy oddechem…
Miał nadzieję, ze zaraz poczuje się znowu jak w raju. Zbliżyła ciepłe usta do jego ucha. Czuła skurcze na dnie żołądka, mrowienie gorących ust. Ale powstrzymywała żądze, trzymała ją na smyczy. Hamowała podniecenie…
- Nie zasługujesz na moje usta, więc zapamiętaj ten pocałunek, bo był ostatnim, jakim Cię obdarowałam – Sprowadziła go do rzeczywistości, zapaliła dziki ogień na dnie brzucha – Nigdy nie będę Twoją fanką, Kaulitz – dodała i ostatni raz ciepłym językiem przejechała po jego szyi. Zadrżał, wywołała w nim mieszane uczucia. Chęć rzucenia się na nią, ale jednocześnie złość. Odepchnęła go bardziej od siebie i wyszła, pozostawiając go z czerwonymi ustami i obłędem w oczach…
***
Mężczyzna siedzący w ciemnym salonie otworzył oczy i dopił bursztynowego napoju. Wstał z fotela i ruszył ku sypialni.
Tyle wspomnień, tyle rozkoszy, jedyna, srebrna róża…



P.S. Chyba się wypaliłam…



Kajdanki

Blondynka z uśmiechem przeszła przez korytarz szukając swojej siostry.
-Gdzie ona znów zniknęła? – mruknęła cicho i rozejrzała się poprawiając czarną torbę na ramieniu. Nagle spostrzegła sporą grupkę ludzi zgromadzoną między dwojgiem ludzi…podeszła do nich…
Próbowała się przepchać przez tłum, kiedy usłyszała głos Nicka…
- Ale to chyba było normalne. Z każdym się liżesz, jesteś szkolną prostytutką, więc nie wiem, o co ci chodzi
Sarze udało się wreszcie przepchać do pierwszego rzędu.
Zauważyła w oczach siostry błyski łez.
- Nie możesz mieć pretensji Rose, że natura Cię tak obdarzyła, widać, zaplanowała, ze w przyszłości będziesz dziwką…nie martw się, to dobrze płatna praca. – odparł ironicznie Nicolas, a Sarah poczuła, że z chęcią mu zaraz przyłoży. Już się miała odezwać, kiedy usłyszała czyjś inny głos…
- Jeśli ją nazywasz dziwką, Ames to ciekawe kim jesteś Ty? Z tego, co wiem, to nie ma panienki w tej szkole, której byś nie zaliczył? – uśmiechnął się ironicznie Bill Kaulitz.
Na twarz Sary wpłynął mały uśmieszek.
- Nie wtrącaj się, Kaulitz – warknął blondyn spoglądając na czarnowłosego.
- Prawda boli, nie? – Zaśmiał się ironicznie – A teraz przepraszam, że przerwę wam tą pasjonującą rozmowę, ale mam sprawę, do Rose – chwycił ją za nadgarstek i wyciągnął oniemiałą dziewczynę z tłumu wpychając w najbliższy, pusty korytarz. Sarah podeszła do Nicolasa i stanęła z nim twarzą w twarz.
-Jesteś dupkiem. – spoliczkowała go i splunęła mu pod nogi, po czym spojrzała z chłodem w zielonych tęczówkach. Odwróciła się i zrobiła krok kiedy usłyszała jego głos:
-Jesteś taką samą dziwką jak twoja siostra! Nikt cię już nie będzie chciał Rose! – krzyknął
Odwróciła się i spojrzała mu prosto w oczy.
-Wolę być sama, niż z tobą. – wysyczała przez zęby, kiedy poczuła jak ktoś staje za nią i obejmuje ją w talii…
-Ale nie będzie sama… - usłyszała znajomy głos niedaleko ucha i odwróciła się by upewnić się, że to na pewno on…
-Zastanów się kogo bronisz, Kaulitz…chyba nie chcesz powiedzieć, że chciałbyś być z taką suką? Ale to twój wybór…mam nadzieję, że wiesz już jaka jest szybka i do łóżka poszła ze mną już kiedy miała 15 lat? – odparł ironicznie. Sarah spojrzała na niego z odrazą. Jak mógł to powiedzieć?! Przy wszystkich…
Wyrwała się Tomowi z objęć po raz kolejny spoliczkowała Nicka i ruszyła w stronę wyjścia…nie obchodziło ją, że znów ucieknie z lekcji…wyszła stamtąd i skierowała swoje kroki w stronę domu…
Nie bała się go…nie była jego wierną dziewczynką, która pozwalała się poniżać przy wszystkich…
Była już w parku, kiedy usłyszała za sobą czyjeś kroki.
Nie miała ochoty się odwracać, nawet kiedy usłyszała jak woła jej imię…
-Sarah! – w końcu ją dogonił.
-Zostaw mnie, Kaulitz. – powiedziała ocierając gorzkie łzy z policzek.
-Ale, Sarah…pogadajmy…
-Czy ty nie rozumiesz jak się do ciebie mówi po ludzku, Kaulitz? – warknęła stając nagle.
-Dlaczego koniecznie chcesz wszystko załatwiać sama? Chciałem ci pomóc!
-Nie potrzebuję twojej pomocy do cholery! I wielkie dzięki! Gdybyś się nie wtrącił… - spojrzała na niego ze speszeniem i odwróciła się.
-To, co? – zapytał z ironicznym uśmiechem na twarzy.
-Spadaj. – warknęła i znów ruszyła przed siebie.
Chwycił ją za rękę i przyciągnął do siebie.
-Myślisz, że wszyscy uważali cię za świętą dziewicę? – zapytał unosząc z rozbawieniem brwi.
Zacisnęła zęby i próbowała się wyrwać, ale trzymał ją za mocno.
-Zostaw mnie Kaulitz i spieprzaj. – warknęła, ale on tylko jeszcze bardziej się uśmiechnął.
-Chodź, pokażę ci coś. – powiedział puszczając jej rękę i wyprzedzając. Nie czekał na nią, ale był pewny, że za nim pójdzie…
Dlaczego?
Była ciekawa…
***
-Nie wchodzę tam. – warknęła stając przed progiem jego domu.
Tom uśmiechnął się pobłażliwie i otworzył kluczem drzwi.
-Panie przodem. – zaśmiał się i stanął obok robiąc jej przejście. Prychnęła i weszła do środka. Stanęła rozglądając się, a Tom tymczasem ściągnął adidasy i rzucił klucze na małą komodę.
Po chwili zniknął za zakrętem.
-Napijesz się czegoś? – krzyknął z pokoju obok
-Nie, dzięki. – mruknęła – Pokaż co miałeś pokazać i zmywam się stąd.
Usłyszała jak jego kroki są coraz bliżej. Wszedł znów do holu.
-No to rozbieraj się i chodź na górę. – powiedział trzymając w ręce dwa piwa.
-Słucham? – uniosła brwi – Chyba oszalałeś. – prychnęła
-Ty zawsze masz takie zboczone myśli? Chodziło mi o buty…
Sarah poczerwieniała i prychnęła cicho. Ściągnęła swoje obuwie i spojrzała na chłopaka, który kiwnął głową na schody. Przewróciła oczami i powoli weszła do góry…
-Tu. – powiedział otwierając drzwi do dużego, choć o wiele mniejszego niż ona ma, pokoju. Rozejrzała się wchodząc. Ściany miały kolor ostrej pomarańczy, a podłoga wyłożona była panelami. Na nich był na środku prostokątny dywan. Było widać, że do urządzenia pokoju włożona była damska ręka.
-Nie bój się, tu nie ma pająków. – powiedział widząc, iż dalej stoi w przejściu.
-Obawiam się, że jest coś gorszego. – odparła kładąc torbę na fotelu, na którym leżały już jakieś dżinsy i zielona koszulka.
Otworzył piwo i zerknął na nią pytająco.
-Jesteś ty. – powiedziała kusząco i usiadła na jego łóżku patrząc uwodzicielsko.
Uśmiechnął się figlarnie i odłożył piwo na szafkę, po czym opadł zaraz obok niej. Ułożył głowę wygodnie na jej kolanach.
Sięgnęła po piwo i oparła się plecami o ścianę.
-Nie myśl, że ci na cokolwiek pozwolę. – powiedziała jasno upijając trochę z butelki.
-A ja myślę, że już pozwoliłaś… - zaśmiał się, a ona spojrzała na niego unosząc brwi. – Zapomniałaś już tamtą noc po imprezie?
Skwasiła się, ale uniosła dumnie głowę i napiła się po raz kolejny.
-Wtedy byłam pijana.
-Uważaj, bo zaraz znów będziesz. – powiedział patrząc prosto w jej oczy. – Zaraz wrócę. – dodał, po czym wyszedł z pokoju. Uniosła brwi i wstała.
-Nie uda ci się mnie upić. – prychnęła w myślach i podeszła do okna uchylając je. Wylała na trawę prawie całą zawartość i z powrotem podeszła do łóżka.
Nagle jej uwagę przykuły leżące pod łóżkiem kajdanki…
Kucnęła podnosząc je i uśmiechając się szatańsko…
Usiadła z powrotem na łóżku, kajdanki chowając za sobą, w tym samym momencie, kiedy Tom wszedł do pokoju z kolejnymi dwoma butelkami piwa.
Położył je na podłodze obok łóżka i znów opadł na jej kolana.
Sarah uśmiechnęła się słodko i zamrugała kilka razy oczami, po czym znów przyłożyła do warg piwo upijając łyczek.
Kusił go każdy jej ruch…humor na pewno poprawił jej się po jednym piwie…nie chciał jej do końca upijać…
„15 lat” – błądziła ciągle myśl po jego głowie i nie mógł się powstrzymać od złości na Nicka, że to on był pierwszy…że on jako pierwszy mógł zaznać złączenia się z nią w jedno ciało…
Uniósł się i usiadł obok niej, po czym delikatnie odsunął butelkę z jej ust. Spojrzała na niego zaskoczona, ale zanim zdążyła coś powiedzieć poczuła jego kolczyk ocierający się o jej wargę.
Wiedziała, że w końcu będzie chciał się do niej zbliżyć, ale nie po pierwszym piwie…
Pocałowała go zamykając oczy. Patrzył na nią całując namiętnie…widział jak chowa coś za plecami, ale nie przejął się tym…delikatnie położył ją na łóżko i rękami zaczął odpinać guziki jej sweterka…
Poczuła gorące ciepło, które zdobywała przez jego ciało. Przewróciła go na plecy, tak, że teraz ona wisiała nad nim. Odsunęła jego ręce od swojego brzucha i zaczęła je delikatnie głaskać, wciąż całując chłopaka…
W końcu sięgnęła lewą ręką po kajdanki, które położyła obok.
Jak najostrożniej umiała założyła mu „łańcuch” najpierw na jedną rękę i spojrzała na niego, czy coś zauważył. Nastawił usta pragnąc wciąż dotykać jej gorących warg…
Czuł jak zakłada mu coś na rękę i już wiedział co to było…uśmiechnął się szatańsko…nie uda jej się wykonać swojego planu…
Pocałował ją namiętnie i chwytając drugą część kajdanek zapiął jej rękę. Przestała go całować i spojrzała w jego tęczówki, w których błyskały się iskierki triumfu.
-Myślałaś, że jesteś taka sprytna? – szepnął wprost na jej twarz. Zmrużyła oczy…a była tak blisko…
-Owszem, jestem. – prychnęła i wstała, kiedy nagle poczuła silny ból w nadgarstku. Opadła z powrotem na łóżko, zaraz obok chłopaka. Byli przypięci do siebie... – Kaulitz, ty debilu! – fuknęła
-Słucham? – wyszczerzył się
-Masz mnie w tej chwili rozpiąć! Nie mam zamiaru…
-To ty nas spięłaś. – powiedział patrząc w jej tęczówki i nachylając się nad jej twarzą.
-Ale musisz mieć kluczyki! – krzyknęła, mimo, iż w pewnym momencie ta bliskość zaczęła jej się podobać.
-Obawiam się, że one zginęły podczas przeprowadzki. – westchnął udając zmartwionego
-Ale…ty sobie żarty stroisz?!
-Nie. – odrzekł poważnie, mimo, iż dobrze wiedział, że kluczyki są w jego portfelu. – Ale wiesz, co mam ochotę?
-Kaulitz, rozepnij mnie i to w tej chwili! – krzyknęła, na co Tom uniósł brwi i przewrócił ją tak, że leżał na niej.
Prawą ręką zaczął rozpinać dalej jej sweter.
-Debilu co ty robisz?! Nie molestuj mnie! – zaczęła go bić po rękach
-Chciałaś, żebym cię rozpiął. – powiedział wyszczerzając zęby
-Jesteś bezczelny! Masz rozkuć te kajdanki!
-Mówiłem ci już, że nie mam kluczyka. – powiedział – A poza tym teraz czuję, że powinienem iść pod prysznic. – powiedział chwytając blondynkę w talii i pomagając jej wstać. Później ruszył w stronę łazienki…
-Ej! Kaulitz, ty ciemna maso! W tej chwili masz mnie rozkuć i nawet się nie warz mnie wciągnąć do łazienki! Nie uda ci się!
-Nie musiałem cię wciągać. – zaśmiał się – Sama weszłaś. – dodał, po czym zamknął drzwi.
-Nie! Kaulitz, do cholery, szukaj tych kluczyków! – krzyknęła zrozpaczona. Po cholerę za nim w ogóle tu przylazła?!
Uśmiechnął się, po czym odkręcił pod prysznicem wodę. Jedną ręką rozpiął rozporek swoich spodni, a one zsunęły się na podłogę.
Sarah odwróciła się gwałtownie zasłaniając oczy.
-Nie warz się rozbierać! Nie warz się przy mnie kąpać! – zaprotestowała
-Jakbym śmiał… - poczuła jak obejmuje ją w pasie. Niezauważalnie rozpiął w tyle jej spódnicę. - …iść bez ciebie. – dodał po czym musnął jej szyję odsuwając się. Tom niezdarnie ściągnął koszulkę, która wylądowała na ich przywiązanych rękach.
Dziewczyna odwróciła się i spojrzała na niego, kiedy nagle poczuła jak spódnica zaczyna jej się zsuwać z bioder. Szybko ją złapała, i podciągnęła do góry. W napadzie złości na dredziarza popchnęła go pod prysznic, znów zapominając o kajdankach…
Chłopak uderzył plecami o ścianę, a ona wpadła na niego.
Ich usta dzieliły zaledwie trzy centymetry, a nosy prawie się ze sobą stykały.
Spojrzał w zielone oczy z błyskiem pożądania. Serce biło jak oszalałe, mimo, iż nie wiedziała dlaczego…
Wiedziała, że nikt nie kazał jej tu przychodzić, ale on doprowadził do tego, że są teraz pod tym cholernym prysznicem…
Czyżby?
W końcu to ona wyciągnęła te przeklęte kajdanki…
Nie zdążyła o niczym innym pomyśleć, gdyż Tom pocałował ją namiętnie w sam środek malinowych ust.
Wydawało jej się, że pała do niego taką nienawiścią, że odepchnięcie go nie sprawi jej kłopotu, ale nie potrafiła…
Wolną dłonią wzięła z małej półeczki, która zalana była teraz wodą, mydło. Niezauważalnie zaczęła pocierać nim okolice nadgarstka i już po chwili spokojnie mogła wyciągnąć rękę z zatrzasku.
Odsunęła Toma, który jedną dłonią trzymał ją za pośladek.
Przysunęła się blisko jego ucha, a on poczuł niedosyt…jego usta wciąż były niezaspokojone…wciąż błagały o więcej…
Przejechała językiem po wewnętrznej stronie ucha, kiedy usłyszała cichy pomruk chłopaka.
Ugryzła go lekko, a on poczuł falę przyjemności.
Spojrzała na jego twarz, w jego oczy…błagał o jeszcze chwilę przyjemności…
-Było miło… - powiedziała z triumfem na twarzy, po czym wyszła z pod prysznica i spojrzała na ręcznik. – Pozwolisz, że pożyczę?
Tom patrzył na nią w osłupieniu, a blondynka uśmiechnęła się, owinęła czerwonym ręcznikiem i zeszła na dół. Chwyciła adidasy, wzięła do ręki torbę z książkami i wyszła udając się szybko na swoją posiadłość…


Tytuł: Rozdział jedenasty

Autorzy: Katazyna K., Joanna S.
Wszelkie prawa zastrzeżone


Witam Słoneczka!:*
Jak tam u Was? Wiem, wiem, że notki daawno nie było, ale to z przyczyny tej co zwykle - dobra powinna mieć trochę więcej godzin!
Dzisiaj jednak pogoda robiąc mi niespodziankę (wichury i ciągle padający deszcz na zmianę ze słońcem) sprawiła, że mogę wreszcie dodać nową notkę!
Więc - ponieważ dzisiaj przemawianie mi nie idzie - to życzę tylko smacznego!
Buziaki:*

*PrinceSs*


You look like Angel...

Stał w rogu pomieszczenia i przeczesywał towarzystwo wzrokiem. W dłoni trzymał kieliszek z szampanem. Upił łyka i prychnął w myślach. No, kto by pomyślał, że sam będzie jej szukał wzrokiem?
Była sobota, wieczór bankietu, a on ubrany w czarne dżinsy i czarno białą kurtkę zerknął na zegarek. Do cholery, był tu już godzinę i nie mógł jej znaleźć.
Zobaczył! W końcu, a jego serce załomotało przyjemnie i szybko. Jego wargi lekko się rozwarły…
Stała w czekoladowej sukni, całej wykonanej z lśniącego materiału do łydek. Suknia odkrywała delikatnie kuszący dekolt dziewczyny i pięknie opalone plecy, a włosy opadały jej zalotnie na ramiona. Na szyi dostrzegł róże, do której zaglądał w nocy. Spod ciemnego makijażu spoglądały w głąb pomieszczenia czekoladowe oczy. W dłoni trzymała kieliszek z szampanem. Nie mógł nie podejść…Stanął z tyłu niej, a do jego nozdrzy wkradła się przyjemna woń cytrusów. Oczarowany zapachem zbliżył wargi do jej ucha
- Wyglądasz jak Anioł – wyszeptał cicho.
Dziewczyna odwróciła się gwałtownie i o mało nie zderzyła nosem z Czarnowłosym. Po raz pierwszy widział ją z rozpuszczonymi włosami, które sięgały jej za łopatki. Po raz pierwszy poczuł przyjemną ich woń, owoców egoztycznych.
- A Ty jak zwykle musisz mnie straszyć – Zmrużyła oczy brunetka ignorując przypominające jej o swoim istnieniu serce.
- Taka moja natura – uśmiechnął się delikatnie i zerknął na pokryte gwiazdami niebo i księżyc, który wkradał się przez otwarte okno balkonowe – Widzę, że się nudzisz – uśmiechnął się opierając o ścianę – ja też, więc może ponudzimy się razem? Przejdziemy się? – Wskazał podbródkiem na ogród
- Nie wiem czy chce mi się z Tobą spacerować – Skrzywiła się
- A co masz lepszego do roboty, na tym nudnym bankiecie? – Uniósł brwi
- Wszystko lepsze – Zaironizowała – Ale niech ci będzie – dodała zagryzając dolną wargę i zastanawiając się, czemu się zgodziła. Uśmiechnął się lekko i wraz z brunetką wyszedł na balkon, aby po długich, szerokich schodach zejść na trawę.
Idąc po marmurowej posadzce, słyszał odgłos jej butów, muzykę klasyczną, którą grała orkiestra w salonie. Szli w milczeniu, a gwiazdy rzucały im ukradkowe spojrzenia. Wśród porozrzucanych na trawniku liści, wśród jeszcze zazielenionych drzew, czując zapach trawy, słysząc spokojną melodię…
- Słuchałaś płyty? – Odezwał się przerywając ciszę…nie uważał, że była pełna niezręczności. Przepełniała ją jakaś magiczna siła, która błyszczała wśród nich, która wskrzeszała ich serca do szybkiego bicia.
Przytaknęła kiwnięciem głowy. Nie umiała na niego spojrzeć, bała się zanurzyć znowu w ciepłym zbiorniku jego oczu, pełnym iskier, delikatnym, czułym, przepełnionych żądzą spojrzeniu.
- I? Nadal uważasz, że kicz? – Spojrzał na jej profil. Czemu nie spoglądała na niego, czemu nawet go nie widziała? Tak bardzo chciał znów zgubić się w labiryncie jej oczu, poczuć osaczenie przez nią, zamknąć się z nią w klatce namiętności…
Nie odpowiadała. Nienawidziła przyznawać się do błędów. Nie chciała mu mówić, że wpadła jej do ucha piosenka „Rette mich”, że urzekło ją „Wenn nich’ mehr geht”, że zakochała się w „Thema #1”.
- Powiedzmy – zaczęła cicho – Powiedzmy, że mniejszy kicz niż myślałam…może nawet fajne…i może nawet ma coś w sobie – Chłopak uśmiechnął się z satysfakcją – Ale to nie zmienia faktu, że Cię nienawidzę Kaulitz – Syknęła i zatrzymała się grożąc mu palcem
- Oczywiście – uśmiechnął się pewny siebie – do wiosny daleko – dodał, a ona prychnęła.
Zimny wiatr otulił jej nagie ramiona, wzbudził nieprzyjemny dreszcz, zupełnie inny od tego, jaki wskrzeszał w niej młodszy Kaulitz.
Zauważył to i bez słowa zdjął skórzaną kurtkę podając jej. Został w czarnej koszulce z czaszką…
- Nie wezmę tego od Ciebie, dobrze wiesz – Syknęła – choćbym miała zamarznąć
- Uchyl pieprzoną dumę, zakładaj – Jego głos nie dopuszczał do siebie sprzeciwu, poczuła się jakoś dziwnie bezpieczna, jakby to zdecydowanie miało ją wybawić od największych problemów, uratować. Nie wierzyła, że bierze od niego kurtkę i zakłada na siebie. Przyjemne ciepło rozpłynęło się po jej ciele, a jego zapach zaczął wić się niczym wąż w jej nozdrzach, zaczął uzależniać jak narkotyk…
- Wracajmy – powiedziała, zdziwiona, że była tak zachrypnięta.
Kiwnął głową i ruszyli w stronę domu…
***
Pan Ames stał koło Dereka i rozmawiał z nim na temat interesów, gdy Pan Rose ujrzał brunetkę wchodzącą do domu, a obok niej kroczącego Billa. Skinął na córkę, przywołując gestem do siebie, a ona kilka sekund później podeszła
- To jest Vanessa – przedstawił dziewczynę Derek – moja druga córka – uśmiechnął się, a Pan Ames podał rękę brunetce. Nachylił się i musnął wargami wierzch jej dłoni, przy okazji lustrując dekolt dziewczyny. Wzrok przykuła mu róża. Srebrna róża…
- Kogo to kurtka, kochanie? – Zdziwił się Pan Rose
- Kolegi – odpowiedziała – na spacerze było mi zimno, pozwólcie, że pójdę mu ją oddać – Uśmiechnęła się sztucznie i skłoniła…
Zdecydowanie nienawidziła, gdy Derek przedstawiał ją tak oficjalnie, a potem jego partner w rozmowach całował ją w rękę…ohyda.
- Trzymaj – powiedziała zsuwając z ramion kurtkę bruneta i podając mu ją. Przez jej ciało przeszedł zimny dreszcz, miała dziwną ochotę znowu poczuć jego bliskość, albo, chociaż woń jego kurtki.
- A dziękuje?
- Nie ma, za co – wystawiła mu język i odwróciła się na pięcie odchodząc…



Rum

Księżyc na niebie błyszczał się rzucając lekką poświatę na dwoję nastolatków, którzy szli środkiem drogi.
-Hej, ho! Na umrzyka skrzyni i butelka rumu… - śpiewała dziewczyna kołysząc się lekko. Z wielkim uśmiechem na ustach i butelką rumu w ręce szła obok wysokiego chłopaka. Przerwała swój śpiew robiąc łyka.
-Hej, ho! Resztę czart uczyni…I butelka rumu… - chłopak czknął, a blondynka zatrzymała się podchodząc do niego.
-Przepowiednia zła jest, że ho, ho! – zaśpiewała mu prosto w twarz, tak, że jej oddech ogarnął jego policzki.
-Kto go spotka marny jego los… - zaśmiał się
-Ale my się nie martwimy, rum jeszcze jest! – Sarah uniosła butelkę do góry i stuknęła nią w szkło, które chłopak trzymał w ręce. – Za wolność! – krzyknęła po czym wypiła kolejne kilka łyków.
-Za szczęście! – Tom powtórzył czyn dziewczyny i znów ruszył dalej. Rose zrobiła krok w jego stronę, kołysząc się i prawie upadając. Kaulitz złapał ją w porę, ale ona się wyrwała. Złapała suknię, która zaczynała ją już drażnić. Zrobiła znów kilka kroków i po raz kolejny zaczęli śpiewać tą samą piosenkę. Było już grubo po północy, a oni powoli dochodzili do ich ulicy.
Nagle usłyszeli jak jakiś samochód w tyle trąbi. Tom odwrócił się i pokazał mu środkowy palec.
-Hej, ho! – krzyknął, kiedy samochód zjechał na drugi pas wyprzedzając ich. – Przepowiednia zła jest, że ho, ho! – śpiewał – Kto go spotka, marny jego los…ale my się nie martwimy…
-Rum się skończył. – jęknęła blondynka
Tom spojrzał na nią i zerknął na swoją butelkę…ostatni łyk…
Dziewczyna postawiła flaszkę na krawężniku.
-Masz coś jeszcze? – zapytała smutnym głosem, a Kaulitz kiwnął głową i podał jej szklane naczynie…
Wzięła to co jej podał i przyłożyła do ust, kiedy oślepiło ją białe światło…
Z samochodu wyszedł wysoki mężczyzna, spojrzał na nich i podszedł blisko…
***
-Ja nie jestem pijana! – krzyknęła oburzona Sarah, kiedy policjant chciał ją posadzić w radiowozie, a ona się broniła.
-Skoro nie wiesz jak się nazywasz to pojedziesz z nami. – powiedział zniecierpliwiony. Tom siedział już na tylnim siedzeniu i zachwycał się kratami, które dzieliły przód od tyłu samochodu.
Blondynka zrobiła naburmuszoną minę, gdyż samochód ruszył…
***
-No, puśćcie mnie! – warknął Tom, kiedy trzymając go otwierali jedną z cel. Wepchnęli go tam, a zaraz potem Sarę. Policjant zatrzasnął kłódkę.
-Zadzwonię do waszych rodziców, żeby przyjechali… - popatrzył na nich.
-No, przecież sami byśmy doszli… - jęknęła dziewczyna, a policjant pokiwał głową i wyszedł z korytarza. Pozostałe cele były puste…
-No, to pięknie… - jęknął Tom czując jak zaczyna go boleć głowa…chyba zaczynał trzeźwieć…nie wypił tak dużo jak Rose…ona wypiła dwie butelki rumu…on tylko jedną…
-Ratunku! Tu nie ma rumu! – krzyknęła zrozpaczona dziewczyna – Przynieście mi rumu…
Do korytarza wszedł główny oficer posterunku.
-Wasi rodzice już jadą. – powiedział mężczyzna
-Przyniósł pan rum? – zapytała z nadzieją dziewczyna podchodząc do kratek.
-Wychodźcie. – odrzekł, udając, że nie słyszy dziewczyny. – Matthew! – krzyknął do jakiegoś policjanta. Miał może około 25 lat.
-Co jest szefie?
-Ja wychodzę, po tą dwójkę zaraz przyjadą rodzice. Nic nie musisz robić, tylko po prostu ich wypuścić. Teraz masz ich pilnować. Oni będą za jakieś 15 minut.
Sarah i Tom usiedli na ławeczce niczym małe dzieci zagubione, czekające na ratunek.
-Nie ma sprawy. – powiedział owy Matthew, a oficer wyszedł.
Sarah spojrzała na drzwi i czknęła.
-Panie policjancie… - wstała podchodząc do chłopaka. – Czy…ma pan troszkę…choćby troszeczkę…choćby odrobinę rumu…? – zapytała siadając na jego biurku. Biała kiecka zajęła prawie cały blat.
Matthew uniósł brwi i uśmiechnął się lekko. Też nabrał chęci by się troszkę napić…
Wstał i otworzył szafkę, w której były stare zakurzone książki. Za nimi znajdowała się butelka whiskey, koniak, oraz upragnione picie blondynki – rum.
Sarah uśmiechnęła się podchodząc do niego. Chciała wsiąść od niego flaszkę, ale cofnął rękę.
-Nie wiem czy możesz. – zerknął na Toma, który przysypiał na ławce
-No, proszę. – zrobiła słodkie oczy, które i tak już się błyszczały od ilości spożytego alkoholu.
-No, nie wiem…
-Daj spokój. – musnęła jego policzek i wzięła butelkę. Matthew schował resztę alkoholu i podszedł do blondyny, która już pochłaniała rum…
-Ej, ale zostaw mi trochę. – powiedział próbując jej wsiąść butelkę. – Dobra, dobra…starczy! Cholera. – zaklął. Wiedział, że nie powinien jej nic dawać.
Nie zdążył jej jednak odebrać, gdyż usłyszał jak pod posterunek podjeżdża samochód. Szybko chwycił dłoń dziewczyny i wyrwał jej butelkę chowając pod biurko.
Sarah westchnęła cicho i wróciła na ławkę.
Po chwili drzwi na komisariat się otworzyły i do środka weszła Simone wraz z mężem.
-Tom… - jęknęła widząc chłopaka. Później jej wzrok padł na dziewczynę obok. – No, pięknie…to teraz już wiemy gdzie zniknęłaś na cały bankiet. – mruknęła i spojrzała na policjanta. – Dobry wieczór.
-Dobry wieczór. – odpowiedział, ale w tym samym momencie do pomieszczenia zawitał jeszcze jeden mężczyzna…Derek Rose…
***
Jechali samochodem w ciszy…jej blond pukle opadały na ramiona, a zielone oczy były lekko przymknięte. Zrobiła się senna.
Nie orientowała się za bardzo co się dzieje…
I tak, też srebrne BMW podjechało na podjazd wielkiego domu…
-Jest? – zapytała zmartwiona Carla patrząc na męża, który wszedł właśnie do salonu.
-Tak. – odpowiedział wprowadzając córkę.
-Boże Sarah, ja się tak martwiłam… - kobieta podeszła do dziewczyny przytulając ją.
-Masz dla mnie rum? – czknęła dziewczyna
-Co? – Carla odsunęła się od niej patrząc zmartwiona.
-Cały czas gada o jakimś rumie. – powiedział zły Derek. – Porozmawiam z nią jutro, jak wytrzeźwieje. Teraz i tak nie jest w stanie na rozmowę.
Vanessa zaśmiała się cicho siedząc na skórzanym fotelu.
-Ja się nią zajmę. – powiedziała i biorąc siostrę za rękę zaczęła wprowadzać po schodach…
-Kochanie…rumu…hej, ho! Hej, ho! Na umrzyka skrzyni… - zaczęła śpiewać wymachując rękami. Vanessa zaśmiała się, a ona popatrzyła na nią dziwnie… - I butelka rumu…hej, ho! Resztę czart uczyni…
Blondynka znów czknęła.
-Przepowiednia zła jest, że ho, ho!
-Co ty w ogóle śpiewasz? – spytała brunetka
-Kto go spotka marny jego los…ale…musisz mi dać rum bo inaczej nie zaśpiewam…
-Może lepiej nie śpiewaj. – zachichotała i wprowadziła ją do pokoju. – Jak ta plama z sukienki się nie spierze to pójdzie…idzie do wyrzucenia. Coś ty robiła, że ona jest na dole cała podarta?
-Hej, ho…hej ho!
-Ty…hej ho! Idź już spać. – powiedziała wciskając jej piżamę do ręki i wskazując łazienkę…
***
-Co ty sobie myślałaś?! Dlaczego zerwałaś z Nickiem?! – krzyczał pan Rose w swoim gabinecie dzień później.
-Tato…nie krzycz, proszę. – odpowiedziała córka
-Nie mam zamiaru nie krzyczeć! Trzeba się było nie upijać!
-Usprawiedliwi mnie to, że Nick mnie zdradzał?
-Pytaliśmy go! Zaprzeczył!
-Kłamie! Dobierał się do Vanessy! – podniosła głos
-Więc zawołamy tu Vanessę. Bernardo! – wydarł się
-Ciszej, na miłość Boską. – jęknęła
-Bernardo!
Po chwili kamerdyner wszedł do gabinetu.
-Zawołaj tu Vanessę.
Bernardo kiwnął głową i już po chwili go nie było.
-Idę się napić wody. – powiedziała blondynka wstając. Strasznie ją suszyło…musiała się czegoś napić…
-Zostajesz! – zarządził ojciec, akurat kiedy drzwi gabinetu ponownie się otworzyły.
-Co się stało Bernardo?
-Vanessy nie ma. – rzekł
-Dobrze…Sarah…przełożymy tą rozmowę do czasu, kiedy twoja siostra wróci.
-Ale…nie wierzysz mi? Po co miałabym kłamać? Choćbyś miał mnie zmusić, i choćbyś miał mnie siłą zaciągnąć na ołtarz ja za niego nie wyjdę!
-Dobrze, już dobrze…wierzę ci…- powiedział i przytulił córkę. – Tylko więcej mi się tak nie spijaj…
Sarah zaśmiała się cicho, a później popatrzyła w oczy ojca…uśmiechał się…to w nim lubiła…


Tytuł: Rozdział dziesiąty

Autorzy: Katazyna K., Joanna S.
Wszelkie prawa zastrzeżone


Witam :* Dziękuję za okrągłą 50 ;) Jesteście świetni, choć mieliście na to ponad tydzień ;) W każdym razie już dziś notka. Jakoś miałam lenia i mało czasu, żeby dodać wcześniej, choć ten czas to by się pewnie znalazł xD
Dziś notka Vanessy trochę krótka, ale Sary ma ponad 5 stron worda! Więc ni narzekać ^^
A teraz kończe, jakoś nie mam ochoty paplać ;)
Buziaki! :*
Pa:*

AngeL




This dress is beautiful…

Siedziała na niemieckim i wpatrywała się w plecy Czarnowłosego chłopaka, który siedział przed nią i grał w kółko i krzyżyk z bratem. Zagryzała dolną wargę i wspominała swój poranek. Została obudzona – o dziwo – przez Carlę, która nie była w pracowni. To była pierwsza dziwna rzecz, jaka ją spotkała już o godzinie 7. Zaraz później dowiedziała się, że Pani Rose postanowiła wyręczyć przeziębioną Margaritę i przyrządziła śniadanie, a kiedy wyszła z pokoju Vaness na swojej poduszce zobaczyła płytę „Schrei so laut du kannst” a na niej karteczkę z bazgrołami Billa. Ubrała się, pomalowała, związała włosy, i biorąc torbę zeszła na dół. Przy stole w jadalni siedział również Derek, nie czytając gazety z nowinkami z giełdy – jak to miał w zwyczaju, tylko z delikatnym uśmieszkiem popijający czarną kawę. Zaraz później jak grom z jasnego nieba spadły na nią dwie złe wiadomości. Po południu musi iść z Sarą i Carlą na zakupy po sukienkę, na bankiet, który ma się odbyć w sobotę z okazji zaręczyn Nicka Ames i jej siostry.
- Rose! Odpowiesz mi na to pytanie, do cholery, czy nie?! – Zagrzmiała nauczycielka wyrywając Vaness z letargu. Zamrugała energicznie. Cała klasa na nią patrzyła, a odwrócony Bill patrzył w jej oczy z wyraźnym rozbawieniem i zaciekawieniem
- Oczywiście…mogłaby Pani powtórzyć? – Uśmiechnęła się słodko i sztucznie brunetka
- Mogłabym – warknęła psorka – Powtarzamy czas przeszły, więc pytam Cię, kiedy używa się czasownika posiłkowego „sein” – Czarnowłosa spojrzała na młodszego Kaulitza…do diabła, maglował z nią to przez dwie godziny! Musi coś pamiętać…
- Używa się wyrażając ruch, kierunek, przy czasownikach wyrażających zmianę stanu i przy czasownikach sein, werden, i bleiben – Wydukała nie zdając sobie nawet sprawy, że powiedziała wszystko dobrze. Bill uśmiechnął się z satysfakcją i puścił jej oczko, a nauczycielki oczy przybrały wielkość pięciozłotówek
- Wstawię Ci dwójkę jak powiesz mi, jakim przedrostkiem musi zaczynać się czasownik, aby nie dodawać do niego „ge” – Zagryzła dolną wargę i ponownie zerknęła w brązowe tęczówki Billa
- be-, ent-, er-, ver-, zer-, ge-, miss-, emp- - wyrecytowała, a nauczycielka pokręciła głową z niedowierzaniem. Podeszła do dziennika i niebieskim długopisem nakreśliła dwójkę spoglądając na dumnego i zadowolonego z siebie czarnowłosego.
Brunetka wytrzeszczyła oczy. Ten dzień jest za dziwny! A przecież nie była środa…
- Chyba jesteś cudotwórcą…mam nadzieję, ze pomożesz jej się przygotować na jutrzejszy sprawdzian z gramatyki – dodała chłodniej i wróciła do prowadzenia lekcji…
Vaness jęknęła…szczęście za długo się do niej uśmiechało…nie dość, ze tego popołudnia miała odbębnić kupowanie sukienki to jeszcze jutrzejszy sprawdzian…
Mimo wszystko czarne myśli nie zawładnęły jej umysłem…dostała dwójkę…po raz pierwszy od 4 klasy dostała z niemieckiego dwa!
***
- Kaulitz! – Krzyknęła wychodząc z sali języka niemieckiego. Czarnowłosy wraz z bratem kierował się ku sali od historii. Zatrzymał się i odwrócił, a Tom uciął w połowie zdania i również się odwrócił.
Bill zobaczył błyszczące oczy brunetki, która z delikatnym uśmiechem do niego podeszła. Nie wierzył własnym oczom, widział euforie w jej wzroku.
Była szczęśliwa, oceną. Cholera, jak nigdy. Zanim zorjętowała się, co robi podeszła do chłopaka i kładąc mu ręce na ramiona i stanęła na palcach i musnęła delikatnie jego policzek. Spojrzała w jego zamglone oczy i szeptając „Dzięki” oddaliła się od niego.
Miał wrażenie, że wylała miód na całą jego klatkę piersiową. Czuł szybko bijące serce, dziki wybuch na dnie żołądka. Wystarczyło, że musnęła wargami jego skórę, aby poczuł to przyjemne zawirowanie w głowie. Podniósł oniemiały rękę i dotknął miejsca, w którym jej wargi zetknęły się z jego policzkiem.
Z oszołomienia wyrwał go głos brata i ręka, którą machał mu tuż przed nosem
- Halo! Ziemia, do Billa! Wylądowaliśmy na naszej planecie, proszę o odbiór! – Zaśmiał się widząc, rozmarzony wzrok bliźniaka i żartobliwie uderzył go w głowę, odwracając się i idąc w stronę klasy
- Naprawdę śmieszne – mruknął młodszy Kaulitz podbiegając do Toma i oddając mu uderzenie…
***
Zbliżała się 17, gdy brunetka siedząca przy stole w jadalni kończyła obiad. Siedząca naprzeciwko niej Sarah popijała wodę, mrucząc pod nosem przekleństwa
- Jak ty się wyrażasz, Młoda Damo? – Zagrzmiał głos Carli, wchodzącej do pomieszczenia
- A jak ty byś się wyrażała, będąc zostawioną po lekcjach z największym idiotom?! – Wysyczała i wzdrygnęła się na jego myśl
- Bez wulgaryzmów – odpowiedziała – Za 10 minut idziemy do sklepów – powiedziała kobieta…
***
- Zdecydowanie odmawiam udziału w tej parodii Argentyńskich zaślubin – Oświadczył uroczyście Tom Kaulitz wchodząc na niską ławę, w salonie, gdzie siedziała Simone i ojczym, a Bill opierał się o fotel
- Tom! Złaź z tej ławy, w tej chwili – Oburzyła się Pani Kaulitz – Poza tym nie ładnie odmawiać, nasi sąsiedzi nas zaprosili, to nie kulturalnie…
- I co z tego – Prychnął Bill
- To, że poznałam Carlę na jakimś wernisażu. Bardzo miła kobieta, która dzisiejszego ranka mnie zaprosiła, jako, sąsiadkę oraz jako malarkę, w związku z tym moglibyście się poświęcić, chociaż raz – odpowiedziała kobieta – a teraz się ubierajcie, idziemy na zakupy
- To akurat lubię – mruknął Bill – pod warunkiem, ze nie będziesz mi kazała wybierać sobie sukienki – dodał, a mąż Pani Kaulitz, zaśmiał się z miny żony
- Posiedzicie wtedy z McDonaldzie
- Och, świetny plan, abyśmy zostali napadnięci przez stado dzikich, wygłodniałych bestii o nazwie „fanki” – Zaironizował Tom, a Simone zagryzła wargę i się zaróżowiła
- Więc jesteście skazani na wybieranie ze mną sukienki, a potem będziecie mogli pójść gdzieś po swoje zakupy – odpowiedziała zdecydowanie kobieta, ignorując trzy westchnięcia jej mężczyzn…
***
- Sarah, ty będziesz mieć białą suknię – rozporządziła Carla stojąc na środku drogiego butiku w samym centrum Hamburga. Na wieszakach, długie, balowe suknie zwisały do ziemi o różnych kolorach, wyglądzie…
- A jak ja nie chcę? – Tupnęła blondynka
- To oznaka niewinność – Vanessa zakaszlała, aby ukryć rozbawienie i podeszła do sukni. Mijały minuty, które zmieniły się w godzinę, podczas której trzy ekspedientki obsługiwały kapryśne dziewczyny
- Nie ma jakiejś o odcieniu czekolady? – Zapytała w końcu brunetka oglądając, kolejną różową sukienkę
- Mamy, zaraz pokażę – odrzekła sprzedawczyni i zniknęła w magazynie…
***
Bill jękną drugą godzinę siedząc na sofie w damskim butiku i oglądając kolejną błękitną sukienkę matki. Rozejrzał się znudzony po pomieszczeniu, a jego serce zabiło mocniej, gdy ujrzał znajomą brunetkę
- Zaraz wrócę – Szepnął do ojczyma i wstał podchodząc do niej od tyłu.
Z magazynu wyszła kobieta niosąc w rękach czekoladową suknię, w folii.
- Wydaje się ładna – Szepnął jej do ucha, a dziewczyna podskoczyła i odwróciła się gwałtownie
- Zwariowałeś?! Jak możesz mnie tak straszyć?! – Syknęła – W ogóle…co Ty tu robisz?! – Dodała oburzona
- Postanowiłem umilić sobie czas, moja matka wybiera kieckę na sobotni bankiet u Was…
- Nie – Odsunęła się i skrzyżowała palce tuż przed nim – błagam! Nie mów, że będziesz tam ty!
- Będę…Piękna – powiedział i nieświadomie oblizał wargi. Kusiła go. Miała za bardzo rozpiętą koszulkę, bo przed chwilą wyszła z przymierzalni, a dżinsy miały rozpięty rozporek…
Kiedy zdążyłeś to zobaczyć?! – Oburzył się głos w jego głowie…
- Piękna? – Uniosła brwi
- Czy to nie ty napisałaś na kartce „Mówili na nią Piękna nananaj…”? – Uniósł brwi z rozbawieniem widząc rumieniec na jej twarzy. Jego wzrok samoczynnie kierował się na jej dekolt
Przestań, przestań – myślał gorączkowo powstrzymując natarczywe tęczówki...
- Może i ja – burknęła – co Cię to obchodzi? - dodała, a chłopak pokręcił głową z dezaprobatą
- O 20, Piękna pouczymy się do tego sprawdzianu… – Uśmiechnął się i chciał dodać coś jeszcze, ale przerwało mu znaczące chrząknięcie sprzedawczyni
- Przymierza Pani tą suknie, czy szukać innej? – Brunetka kiwnęła głową do Billa, co miało wyrażać, że może przyjść, a potem odwróciła się do sprzedawczyni i uśmiechnęła się
- Przymierzam – wzięła od niej ubranie i weszła do przymierzalni. Młodszy Kaulitz spojrzał jak znika za czerwoną kurtyną i westchnął…Odwrócił się i wrócił na skórzaną sofę rzucając się i mrucząc matce, że wygląda olśniewająco. Co z tego, ze myślami był wraz z brunetką w przymierzalni?




Hero

Sarah Rose podeszła do klasy nauczycielki biologii i już miała zapukać kiedy usłyszała za sobą głos…
-A już myślałem, że nie przyjdziesz.
Odwróciła się i spojrzała surowo na Kaulitz’a.
-Zrób mi przysługę i nie odzywaj się do mnie. – powiedziała przez zaciśnięte zęby.
-Nie mógłbym ci tego zrobić.
-Czego znowu? – warknęła – Proszę tylko, o to, żebyś był cicho i się do mnie nie odzywał.
-Wiem, że pragniesz słuchać tego co mówię, więc nie zrobię ci tego i nie będę cicho… - uśmiechnął się do niej ironicznie
-Ogh…Zamknij się. – dziewczyna zapukała do drzwi klasy i otworzyła je. Biologiczka siedziała za biurkiem, a na widok pary uczniów uśmiechnęła się
-Zamknąć to się mogą drzwi. – syknął do jej ucha
-Dobrze, że przyszliście. – oznajmiła nauczycielka – Znalazłam już dla was zajęcie.
Sarah przewróciła oczami, czego kobieta nie zauważyła.
-Posprzątacie klasę. – uśmiechnęła się
-Słucham?! – krzyknęli równocześnie patrząc na siebie z nienawiścią.
-A od czego są sprzątaczki? – fuknęła Sarah
-Nie bądź, bezczelna, Rose. – powiedziała surowo Biologiczka. – Pójdziecie do pań sprzątaczek, weźmiecie miotły, ścierki, wymienicie kredę, zetrzecie tablicę i podlejecie kwiatki. – uśmiechnęła się kobieta
-Ale… - zaczęła blondynka, ale ona jej przerwała.
-Jestem dzisiaj do 15:30 w szkole. Myślę że do się wyrobicie? Macie półtorej godziny. – powiedziała po czym z wielkim uśmiechem na twarzy wyszła z klasy.
-Wielkie dzięki Kaulitz. – warknęła blondynka patrząc na dredziarza
-Ja wiem kotku, że tamta noc ci się podobała, ale dużo było w tym twojej zasługi. Nie musisz mi dziękować. – powiedział ironicznie
-Spoliczkowałam cię raz i zrobię to drugi raz! – ostrzegła go
-A ja bym wolał, żebyś przespała się ze mną jeszcze raz. – podszedł do niej bardzo blisko.
-Jak śmiesz?! – krzyknęła ponownie chcąc mu przywalić, ale chwycił jej nadgarstek.
Poczuł ciepło rozlewające się po całym ciele, niczym rozpuszczająca się trucizna.
Kochał te iskrzące błyski w jej oczach…kochał to jak patrzyła na niego pełna nienawiści…bo przecież on też ją nienawidził…
-Najwidoczniej… - uśmiechnął się kpiąco. – W łóżku już to przerabialiśmy…klasowy parapet byłby ciekawym przeżyciem…
-Puść mnie! Nie życzę sobie, żebyś mnie dotykał!
Zacisnął jeszcze mocniej palce na jej nadgarstku. Zbliżył twarz. Błyski nienawiści zamieniły się w ciekawość…nie miała pojęcia co on zamierzał zrobić…cokolwiek by to było, wiedziała, że nie potrafiłaby mu przerwać…
-Nadal mi nie wierzysz, że Nick cię zdradza? – zapytał z głupim uśmiechem
Prychnęła cicho, mimo, iż czuła jak na policzka wkradają się dwa szkarłatne rumieńce.
Już wiedziała, że mówił wtedy prawdę…tylko…zaraz, zaraz…on mówił, że widział go z Alice!
Ponownie wybuchnęła…
Zdradza ją z kim popadnie?!
O, nie…nie będzie się tak z nim bawiła…musiała to wyjaśnić…
Wyrwała rękę i odwróciła się.
-Niby z kim miałby mnie zdradzać? – prychnęła biorąc konewkę i zaczynając podlewać kwiatki.
-Jak to z kim? – zaśmiał się –Alice na pierwszym miejscu…
-Wymyśl coś lepszego. To już mówiłeś.
-Na twojej imprezie obmacywał Joann…
-Był pijany. – koniecznie szukała dla niego usprawiedliwienia.
-Patricie zabrał do siebie do domu…
-Na pewno dawała mu z czegoś korki…
-Koniecznie go chcesz obronić.
-Nie! Po prostu to co mówisz, jest absurdalne i bez sensu!
-Super…mogę wymieniać dalej…z jedną widziałem go w szatni…to chyba była ta twoja koleżanka cheerleadarka, Katie. Przed szkołą lizał się z Annie, a raz przyłapałem jak dobierał się pod bluzkę Anett, z jego klasy. Innym razem znów prawie zabrał do łóżka…
-Przestań! – krzyknęła nagle. Nie potrafiła tego znieść. Upokarzał ją…koniecznie chciał to zrobić…
Jej zielone oczy zaszkliły się łzami…
Tom zagryzł wargę. Nagle zrobiło mu się jej żal…
-Ty wiesz, że on cię zdradza…jesteś naiwna…myślisz, że cię kocha?
-Kocha! – krzyknęła czując gorącą łzę spływającą po jej policzku. – A ja kocham jego!
-Dlaczego z nim nie zerwiesz? – podszedł do niej i rękawem bluzy otarł kroplę na jej policzku.
Spojrzała na niego…dlaczego jej to robił? Dlaczego mówił to w tak okrutny sposób?
Przecież nie chciała z nim zrywać…
Ale może tak byłoby lepie…
Nauczyłaby się żyć bez Nicka, póki nie będzie za późno…?
I nagle przyszło jej do głowy coś innego…
-Zaręczyny… - szepnęła cicho patrząc w oczy dredziarza.
-Powiedz im wszystkim, że nie chcesz z nim być…
-Nie mogę. – odpowiedziała cicho
-Dlaczego?
-Nie chcę zawieść rodziców…
-I dlatego masz zepsuć całe swoje życie?
Ból zmieszał się z zielenią jej tęczówek…
-Nie mogę tego zrobić…
-Sama powinnaś zadecydować o swojej przyszłości… - powiedział wciąż trzymając jej policzka.
Kolejna łza spłynęła wolno po jej skórze, wtapiając się w bluzę chłopaka.
-Nie mogę… - zaprzeczyła głową i omijając go wyszła…
Ruszyła w kierunku domu. Dzisiaj miała wybrać z matką i Vanessą suknię na sobotni bankiet…
***
Stała przed lustrem w białej sukni. Włosy miała pofalowane i spuszczone na ramiona.
-Goście już się schodzą. – oznajmiła Carla wchodząc do pokoju córki.
Dziewczyna kiwnęła głową. Nie podobała jej się ta sukienka…biała…też wymyślili…przecież nie była jeszcze panną młodą!
Zła wyszła na korytarz, a szpilki, które miała na nogach stukały cichutko o podłogę.
-Idę jeszcze do Vanessy. Muszę z nią porozmawiać. – powiedziała do matki.
-Vanessa jest już na dole. – uśmiechnęła się Carla – Wyglądasz pięknie. – powiedziała kładąc dłoń na policzku dziewczyny.
-Dzięki. – powiedziała i już miała zejść na dół, kiedy znów pojawiła się ta niepewność. – Muszę porozmawiać z Vanessą, zanim zejdę na dół.
Serce biło jej jak oszalałe, a w głowie wirowało tysiąc myśli.
-Daj spokój, ona już czeka na ciebie na dole. Możecie porozmawiać później. Chodź już…
-Mamo…ja wcale tego nie chcę… - wreszcie wydusiła to z siebie.
Wreszcie przełamała strach.
-Słucham? – Carla spojrzała na swoją córkę- Jak to?
-Nick mnie zdradza…
-To trema. Gadasz głupoty. Chodź…zobaczysz, że wszystko będzie dobrze…
-Mamo…
-Chodź Sarah…
Blondynka jęknęła w duchu…jak miała im przekazać, że wcale nie chce być już z Nickiem? Że wczoraj nie poszła z nim do szkoły? Że chce o nim zapomnieć…że miłość wygasa…?
-Więc zejdę pierwsza. – powiedziała kobieta i zeszła na dół. Sarah policzyła do trzech i również zaczęła powoli schodzić. Biała sukienka sięgająca jej kostek opadała ze schodu na schód. W końcu stanęła na ziemi. Zobaczyła Nicka, który uśmiechnięty stał obok jej ojca i pana Amesa…
Ona nie mogła się uśmiechnąć, kiedy w sercu czuła żal i smutek. Nie mogła dopuścić do tych zaręczyn…jak Nicolas mógł się tak uśmiechać?!
Bezczelny…
Nie dobrze jej się robiło kiedy pomyślała sobie, że całował się z tymi wszystkimi dziewczynami…
Nagle przestało ją obchodzić to, iż jeszcze niedawno tak go kochała…
W tym momencie nienawidziła go z całej duszy…
Podszedł do niej i chciał chwycić za rękę, ale go odrzuciła…
Potrzebowała oparcia…potrzebowała Vanessy…
Rozejrzała się po sali i wreszcie ujrzała brunetkę. Miała czarną sukienkę do kostek, która była wspaniale dopasowana do jej ciała. Buty na obcasach i mocny, mroczny makijaż pasował jej.
-Sarah… - usłyszała głos Nicka, ale zignorowała go. Ruszyła w kierunku Vanessy…
-Vanessa musimy porozmawiać. – powiedziała zdesperowana.
-Uśmiechnij się, wszyscy się na nas patrzą. – powiedziała z lekką kpiną w głosie.
-Proszę… - powiedziała czując, że naprawdę tego potrzebuje…
Brunetka spojrzała na nią i kiwnęła głową.
-O co chodzi?
-Ja…nie chcę tego…ten wieczór…ten bankiet…to wszystko w ogóle nie powinno się dziać…
***
Sarah Rose podeszła do swojego ojca zaciskając pięści.
-Tato…musimy porozmawiać. – powiedziała poważnie dziewczyna
Mężczyzna uśmiechnął się do przyszłego „teścia” córki.
-O, co chodzi? – zapytał Derek
-Ja…chciałabym porozmawiać z tobą na osobności.
-Oh, przestań i mów śmiało. – uśmiechnął się Ames
Nagle dziewczyna poczuła jak czyjeś ręce oplatają ją w talii.
Odsunęła się i zdjęła ręce blondyna z siebie.
-Nie dotykaj mnie. – mruknęła.
-Słucham? – Nick zmarszczył brwi. Także dwaj mężczyźni spojrzeli na nią zaskoczeni.
-Ja…nie chcę wychodzić za mąż…nie za niego. – powiedziała jednym tchem i odwróciła się idąc w kierunku wyjścia…
Nagle poczuła jak Nick łapie ją za rękę.
-Dlaczego mi to robisz? – zapytał z żalem w oczach. Blondynka poczuła jak do oczu napływają jej łzy.
Podeszła blisko niego, a ich twarze dzieliła niebezpieczna odległość.
-Dlaczego ty mi to zrobiłeś? – szepnęła
-Co ja ci zrobiłem?
Był zrozpaczony. Tak, bardzo ją kochał.
-Alice, Katie, Anett, Annie, Joann, Patricia…mam wymieniać dalej? – czuła kryształową łzę, która toczyła się po jej policzku.
-To było…takie głupie…przepraszam…ja cię naprawdę kocham…
-Dlaczego to zrobiłeś Vaness…?
-Przepraszam. Wybacz mi. – powiedział cicho
-Nie Nick…nie będę żyła z takim kłamcą jak ty…
Blondynka odwróciła się i chwytając suknię wyszła z domu. Szła po brukowanej drodze, a łzy kapały z jej policzek…
Nie miała ochoty chodzić po ogrodzie…nie chciało jej się zostawać w domu i zamykać u siebie…
Ruszyła przed siebie. Pokonywała krok za krokiem…
Wyszła z ogrodu i spojrzała na ulicę.
W końcu zrezygnowana ruszyła w prawą stronę…
***
Widział jak wychodzi…
Cieszył się, że wreszcie to zrobiła…
Że wreszcie wygarnęła mu całą prawdę…
Że wreszcie była wolna…
Odłożył kieliszek szampana na tacę przechodzącego kelnera i wyszedł za nią…
Widział jak idzie przez chodnik, a obok niej zatrzymuje się samochód…
-Cześć maleńka…podwieźć cię? Może się zabawimy? – zapytali jacyś chłopacy. Z samochodu wychodziła głośna muzyka…
-Spieprzaj. – warknęła jednak blondynka i prychając ruszyła dalej.
Tom uśmiechnął się pod nosem…już się bał, że wsiądzie do środka…
Czuł przyspieszony rytm serca…ale dlaczego tak mu na niej zależało?!
Nie rozumiał czemu chciał być blisko niej…tak blisko jak jeszcze przy żadnej dziewczynie…
Chciał ją ochronić przed złem tego świata…przed innymi chłopakami, którzy mięliby ją skrzywdzić…jak Nick…
Przyspieszył kroku i dogonił ją…
Nie usłyszała go. Złapał ją za rękę, a ona zdezorientowana odwróciła się.
Jej oczy zabłysnęły na jego widok.
-Sarah… - zaczął cicho, ale nagle odebrało mu mowę. Łzy błyszczące na jej policzkach…smutne oczy…usta, które mokre były od kryształowych diamentów to wszystko w niej wydało mu się tak piękne…idealne…
Uniósł lekko rękę i kciukiem otarł łzy z jej policzka.
Potrzebowała czyjeś bliskości…potrzebowała kogoś, kto jej teraz pomoże…nawet jeśli miała być to osoba, której nienawidzi…Tom Kaulitz…
Bez zastanowienia się co robi, przysunęła się do niego wtulając w jego ramiona. Położył dłonie na jej plecach głaszcząc delikatnie.
Poczuła jak serce uderza coraz szybciej…jego zapach wdarł się do jej nozdrzy…był inny niż Nicka…delikatniejszy…podobał jej się bardziej…
-Chyba nie zamierzasz płakać, co mała? – uśmiechnął się delikatnie dźwigając jej podbródek.
Spojrzała na niego niepewnie, na co on poszerzył swój uśmiech.
-Nawet nie warto po takim kimś…wiesz, co? Powinnaś to nawet jakoś uczcić…ja już nawet wiem jak to można zrobić. – uniósł brew uśmiechając się szatańsko…
Spojrzała na niego również się uśmiechając.
-O…uśmiechnięta mi się bardziej podobasz. – powiedział i dłonią otarł łzy z jej policzek. Zaśmiała się cicho.
Jej skóra była taka ciepła i delikatna…
Nabrał wielkiej ochoty by pocałować jej różane usta, ale w porę się powstrzymał.
-Chodź… - chwycił ją pewnie za rękę i powoli ruszyli przez drogę.
-Gdzie idziemy? – zapytała w końcu przerywając ciszę.
-Rozerwać się trochę. – spojrzał na nią tajemniczo
-Czyli gdzie?
-No, dobra…do klubu.
-Żartujesz? – zaśmiała się. Nie miała nawet ochoty ironizować. W tym momencie nie było osoby, której nienawidziłaby bardziej od Nicka…
Zresztą wiedziała co ją czeka po powrocie do domu…rozmowa z ojcem…
Więc nie chciała wracać…pragnęła zapomnieć o Nicku…
-Nie, pójdziemy się zabawić. – odpowiedział Kaulitz dalej idąc w stronę klubu.
-Ale popatrz jak jestem ubrana! – powiedziała ze śmiechem podążając za chłopakiem
-I co z tego? W tym klubie zabawisz się nawet w stroju kąpielowym.
W końcu doszli do ruchliwej ulicy prawie w samym centrum Hamburga.
Wiele osób wchodziło do środka budynku, który obwieszony był różnymi kolorowymi lampkami.
-Wchodzimy? – zaśmiał się chłopak, a dziewczyna popatrzyła na niego. Iskierki szaleństwa błyszczały się w jego oczach. Kiwnęła głową mając na twarzy wielki uśmiech, a chłopak chwycił ją za rękę i pociągnął w głąb klubu.
Przeszli przez bramki, a głośna muzyka doszła do ich uszu. Niektórzy rzucali Sarze dziwne spojrzenie…jej kiecka za pewne nie była w stylu tego wieczoru…
Postanowiła się tym nie przejmować i korzystać z tego wieczora…
-Idziemy? – spojrzała na Toma i wskazała głową na parkiet.
-Tak od razu? – zaśmiał się. Był w znakomitym humorze…
-No, a na co mamy czekać? – krzyknęła głośno i pociągnęła chłopaka w tłum…
Jej sukienka na pewno rzucała się w oczy…zajmowała najwięcej miejsca na parkiecie…ale był przy niej Tom, który świetnie się poruszał w rytm muzyki…a ona razem z nim…
Jej ruchy…kuszące…położył ręce na jej talii i zbliżył się do niej…
Odwróciła się gwałtownie, a później wybuchnęła gwałtownym śmiechem…
Tom stanął na jej sukience, a przy jej obrocie nie złapał równowagi i wylądował na ziemi…
(Wczuwając się w klimat, teraz wszyscy włączamy Hero - Enrique Iglesias xD – dop. AngeL)
Podała mu rękę pomagając wstać…
-Przepraszam. – powiedział i spojrzał w jej zielone oczy. Uśmiechała się…
-Nie ma sprawy. – odpowiedziała kiedy usłyszała wolne dźwięki starej, lecz bardzo znanej piosenki…
Spojrzała na niego…

Czy zatańczyłabyś?
Gdybym poprosił Cię o to?
Pobiegłabyś
I nigdy nie spojrzała wstecz?
Zapłakałabyś
Widząc mnie we łzach?
I czy ocaliłabyś mą duszę tej nocy…?
*[1]

Przybliżył się…bardzo blisko niej...
Pożądał jej…teraz to zauważył…
Jej usta…pragnął skraść choć jeden pocałunek…

Czy zadrżałabyś
Gdybym dotknął twych ust?
Czy śmiałabyś się?
o proszę, powiedz mi to
Czy teraz mogłabyś umrzeć
Dla tego jedynego, którego kochasz?
Weź mnie w ramiona tej nocy…


Zbliżył do niej niepewnie usta…jak zareaguje?
Odepchnie go?
To byłby dla niego cios…
Tak bardzo chciał dotknąć jej rozpalonych warg…
Słowa piosenki idealnie pasowały do tej sytuacji…
Musnął jej wargi po raz pierwszy…

Mogę być twoim bohaterem, kochanie
Mogę zacałować Cię na śmierć
Będę przy tobie na zawsze
Możesz zabrać mi nawet oddech


Poczuła szybkie bicie serca, gdy dotknął delikatnie jej warg…
Pocałował ją…czy w ten sposób chciał jej pomóc zapomnieć o Nicku?
Choćby nawet, był to dobry sposób…
W końcu i tak nie mogła się w nim zakochać…był jej wrogiem…
Ale przez jeden wieczór chciała o tym nie myśleć…
Chciała się zabawić…
Chciała zrobić coś szalonego…
Coś, czego nie będzie żałować…
Oddała namiętny pocałunek kładąc ręce na jego barkach…

Czy przysięgłabyś
Że będziesz zawsze moją?
A może skłamałabyś?
Mogłabyś uciec i skryć się?
Czy aż tak ugrzęzłem?
Czy straciłem rozum?
Nie dbam o to...
Tej nocy jesteś tu…


Odsunął się od niej z wielkim uśmiechem. Jej oczy błyszczały się szczęściem…
Wiedział, że to tylko jeden wieczór…
I, że jutro wszystko wróci do normy…
Zbliżył do niej twarz i oparli się o siebie czołami.
Widząc jej uśmiech zaczął cicho śpiewać, tak, żeby tylko ona słyszała…
-Mogę być twoim bohaterem, kochanie… - Radość wybuchła w jego sercu. - Mogę zacałować Cię na śmierć, będę przy tobie na zawsze, możesz zabrać mi nawet oddech…
Zaśmiała się cicho i zaczęła go namiętnie całować w usta…zabierała mu oddech…
Przesunął dłonie nieco niżej, przyciskając ją do siebie mocno.
Chciał ją zacałować na śmierć…
W końcu chciał przy niej być…i ratować z wszelkich niebezpieczeństw…chciał być jej bohaterem…

_________________
*1- Enrique Iglesias – Hero


Tytuł: Rozdział dziewiąty

Autorzy: Katazyna K., Joanna S.
Wszelkie prawa zastrzeżone


Aloha Słońca:*
No to zaczął się długi weekend, który u mnie trwa już właściwie od środy ;) Nie wiem jak u Was, ale ja mam wolne od poniedziałku do piątku - tzn. nieoficjalnie mam wolne, bo oficjalnie karzą iść do szkoły - ale klasy 3, po testach postanowiły zrobić sobie majówkę (pomińmy, ze ta majówka trwa już od 25 kwietnia).
Pytaliście, jak mi poszły testy. Pisałam o tym już w Uwadze, ale niektórzy mogli nie przeczytać więc powiem, że bardzo dobrze! Z humanistycznego oczywiście lepiej napisałam, ale z matmy też jest good. Dziękuję wszystkim, którzy trzymali za mnie kciuki, i którzy pytali na gadu gadu jak mi poszło! To było naprawdę miłe:*
Jak wiadomo po majówce zaczynają się matury. Z tego, co wiem to są czytelnicy, którzy je zdają, więc właśnie tym chciałam życzyć jej zdania, powodzenia w tym trudnym egzaminie! Trzymam za Was wszystkich mocno kciuki:*
Zapewne moja następna notka (czyli moja następna długaśna przedmowa) ukarze się dopiero po majówce (Moglibyście chociaż udawać, że się nie cieszycie;)), tak więc już teraz życzę Wam udanego wypoczynku, świetnej pogody, cudownej zabawy - tylko żebyście potem coś pamiętali po tej majówce! I nie popełnijcie żadnych głupot (i w tym momencie PrinceSs upodabnia się do starej baby;))!
A teraz już przejdźmy do notki: Oto ona (dop. myloga: Aplauz).
Smacznego:*

PrinceSs^^


...Tęsknię!


…Sleep calmly, Beauty…

Pomiędzy ciemnymi chmurami przebłyskiwały błyskawice. Blask rozdzieranego na niebiesko nieba wywoływał strach wśród wielu ludzi kroczących ulicą. Dzieci na deskorolkach przejeżdżały szybko koło niej, a gdzieś z daleka ciszę przedarł piorun. Jeszcze nie padało, mimo iż zerwał się gwałtowny wiatr targający jej czarnymi kosmykami włosów, tymi, które uciekły spod luźnego koka. W koło dało się czuć zapach burzy, specyficzną woń trawy i wiatru, niesionej ulewy.
Na szarym krawężniku siedziała czarnowłosa dziewczyna, której zamknięte powieki wskazywały, iż rozkoszuje się tańczącymi liśćmi z drzew, które wirując gwałtownie opadały na ziemię.
Uwielbiała burzę i nikt, ani nic nie mogłoby wyciągnąć ją z serca żywiołu. Wtedy czuła się wolna. Tylko ona, wiatr, deszcz, muzyka rozbijających się kropli o ulicę.
Za jej plecami wznosiła się wspaniała rezydencja, najśliczniejszy dom w całym Hamburgu, zamek. Wydawało się, iż wcale w nim nie mieszkała. Pobrudzone trawą bojówki i czarny tiszert, rozsiadła się na krawężniku, w ręce trzymając notes, a za uchem długopis. Wzięła głęboki oddech, a płuca wypełnił jej zapach minionego lata. Czuła się jakby leciała wśród chmur, z wiatrem wplecionym w warkocze, cały świat leżał jej u stóp…nie było zmartwień….nie było poczucia winy…nie było wspomnień…tylko ona…grzmoty…błyskawice…burza…
***
Siedział na parapecie okna i obserwował ludzi uciekających przed pierwszymi, diamentowymi kroplami lecącymi z nieba, rozbijającymi się o czystą szybę jego pokoju. Widział ją, siedzącą na krawężniku, z kartkami papieru w ręce, z długopisem za uchem, z wystawioną twarzą do chmur. Jakby chłonęła skraplającego się Anioła, wydawała się przebywać w innym świecie, gdzie latała wśród ciemnych labiryntów. Podobało mu się obserwowanie jej, jak z zaciętością stawia czoła uderzającym o jej ciało kroplom, roztrzaskującym się diamentom na skórze.
Deszcz przybierał na sile, a wiatr coraz bardziej targał jej włosami. Wyrwał spod jej dłoni kartki i rozrzucał dokoła. Nie reagowała. Zanurzona była w swoim świecie…
- Co ja się z Tobą mam, Rose – Mruknął Czarnowłosy i zdeterminowany, że się o nią martwi zeskoczył z parapetu…
***
- Nie zimno ci? – Usłyszała czyjś głos, który wyrwał ją z letargu, natłoku myśli, jej świata…
- A co Cię to obchodzi? – Fuknęła brunetka i odwróciła twarz od Czarnowłosego, jasno dając do zrozumienia, że nie chce z nim rozmawiać
- Przyjdź tu z dobrymi chęciami, to Cię zbesztają – przewrócił oczami Bill i usiadł koło niej badając delikatnie, ponownie wystawioną do nieba twarz.
- Będziesz tak siedział ze mną? – Zapytała się spoglądając na niego i odgarniając czarny, już mokry kosmyk za ucho
- Będę – Uśmiechnął się szelmowsko.
Prychnęła i odwróciła twarz patrząc na mokry chodnik. Nie podobało jej się, ze usiadł koło niej, że wtargnął do jej świata iluzji. Nigdy z nikim nie siedziała na burzy, nigdy z nikim nie mokła, mimo iż tak wiele osób, chciało się dowiedzieć, czemu tak kocha ulewę, burze, czemu moknie. Nikt tego nie rozumiał, nikogo nie dopuściła do jej sekretów, jej myśli, nikt nie poznał tajemnicy deszczu. Tego, co tak uwielbiała w lecących z nieba diamentach. Ale on natarczywie siedział w koło niej, łapał na otwartą dłoń krople, uśmiechał się delikatnie, gdy rozbijały się one o ciepłe usta.
- Kaulitz, pada! – Już bardziej dać mu do zrozumienia nie mogła, że nie chce z nim siedzieć. Zniewalał ją obecnością tutaj. Zwykle wolna wśród podmuchów wiatru, wśród błyskawic i grzmotów, teraz poczuła się jakby ograniczył jej swobodę, dodając ściany jej wolnym myślom…pozostawił jednak drzwi. Otwarte drzwi, za którymi były jego ciepłe ramiona, gdzie znowu czułaby się wolna, gdzie wzbiłaby się w przestworza jak gołąb…
- Więc chodź do domu – odpowiedział – nie zostawię cię tutaj
- Od kiedy jesteś taki troskliwy – Skrzywiła się
Właśnie! – Krzyknął głos w jego głowie – Od kiedy?!
- Od zawsze – Wzruszył ramionami – jak tam po imprezie? Była draka?
- Kazali nam sprzątać – skrzywiła się – ale przynajmniej jest jedna rzecz, dobra
- Jaka? – Spojrzała na niego z satysfakcją, a jednocześnie speszeniem
- Nie masz mnie, czym szantażować – Uśmiechnęła się wrednie, a chłopak uniósł brwi w geście zapytania – powiedziałam jej prawdę
- Sarze? – Wziął mokry kamyczek i podrzucił lekceważąco; kiwnęła głową – Jak zareagowała?
- Lepiej niż myślałam – Uśmiechnęła się delikatnie, a Kaulitzowi serce uderzyło mocniej, gdy zobaczył, jak jej różane wargi wykrzywiają się w uśmieszek tylko dla niego. Dla Billa Kaulitz. Nie było tu nikogo innego…Bo przecież była wariatką, ale nie na tyle, aby uśmiechać się do deszczu…Odwzajemnił uśmiech i odwrócił głowę spoglądając na potoczek, który płynął bokiem ulicy do studzienek, zbierając po drodze śmieci, oczyszczając brudną uliczkę.
- „…Ich muss durch den Monsun - hinter die Welt
Ans Ende der Zeit - bis kein Regen mehr fällt
Gegen den Sturm am - Abgrund entlang
Und wenn ich nicht mehr kann, denk' ich daran
Irgendwann laufen wir zusammen
Weil uns einfach nichts mehr halten kann
Durch den Monsun…”
- Zanucił cicho chłopak patrząc na moknące nogawki swoich spodni
- Wiesz, że nie znoszę Waszych piosenek – Skrzywiła się
- Słyszałaś jakąś? – Przeniósł na nią swój wzrok i chłodno spojrzał w głębie jej czekoladowych oczu
- Przed chwilę ten Wasz Monsun – Wystawiła mu język
- A coś innego? – Zagryzła dolną wargę. Zawsze przełączała, gdy widziała ich w TV, zawsze zmieniała stację, gdy słyszała w radiu. Po prostu nie znosiła, gdy ktoś wymieniał ich nazwę.
Pokręciła głowę, a chłopak przewrócił oczami
- Więc nie możesz oceniać – Wzruszył ramionami, a kolejny piorun rozdarł ciszę
- Przepraszam najmocniej, jeśli uraziłam wielce szanownego Pana Kaulitz, ale to nie moja wina, że Wasz zespół wydaje mi się nędznym kiczem – zdenerwowała się brunetka wstając – poza tym nie wiem, po co tutaj przyszedłeś i mącisz ciszę, którą miałam zamiar celebrować w samotności! Ja na deszczu siedzę zawsze sama Kaulitz, przyjmij to do wiadomości! – Wykrzyknęła i odwracając się na pięcie weszła na teren posiadłości.
Zostawiła go kompletnie oszołomionego, z mętlikiem w głowie. Co jej zrobił, że tak na niego napadła? Nawet nie wiedział, czemu tak zabolało gdzieś wewnątrz niego.
Westchnął i spojrzał na prawie całkiem rozmokniętą kartkę papieru, jaka wysunęła się z jej dłoni, która leżała na chodniku i była moczona przez deszcz.
Spojrzał na pochyłe pismo dziewczyny. Zdania wyryte czarnym długopisem:

„Ilu chłopców miała i czy była do wzięcia…?
Ilu kochała i trzymała w objęciach…?
Złośliwi mówili na nią niewinna…
Mówili na nią niewinna nananaj…
Mówili na nią piękna nananaj…
Śpij spokojnie piękna nananaj…”
*[1]

***
Zapukał do drzwi Państwa Rose, a brat stojący u jego boku rozmasowywał sobie skronie i tupał nogą. Byli całkiem przemoczeni, a przecież przychodzili z naprzeciwka. Niestety, przebicie się przez tłum fanek, który tak nagle się zrobił przed ich domem było istnym utrapienie.
Czarnowłosy westchnął i wcisnął jeszcze raz dzwonek
- Bernardo, do cholery, ruszaj się – Mruczał zupełnie nieświadomy, że zaraz otworzy mu nie, kto inny jak pewna brunetka.
Drzwi się otworzyły i stanęła w nich Vanessa.
- Czego tu? – Przewróciła oczami i wpuściła ich do środka
- A może być zaproponowała ciepłą herbatkę, a nie tak się darła – Skrzywił się dredziarz wchodząc i zdejmując mokrą bluzę – Gdzie mogę to dać?
- Wywieś na balkon – zaironizowała spoglądając na kałuże, jaka ściekła z Kaulitzów
- Zabawne – Skrzywił się Tom i rzucił to na krzesło w kuchni, do której weszli.
Brunetka wstawiła wodę do czajnika i włożyła do trzech kubków torebkę herbaty malinowej, sama zastanawiając się, po co to robi, zamiast ich wygonić.
Wsunęła się na ladę czekając aż woda się zaparzy, natomiast bliźniacy usiedli przy stole chuchając w dłonie
- Dowiem się, czemu zaszczyciliście mnie swoją obecnością? – Odezwała się w końcu brunetka i zeskoczyła z lady zalewając gorącą wodą herbatę i wyjmując torebeczki zużytej herbaty i wrzucając je do kosza.
- Słodzicie?
- Dwie łyżeczki – Odpowiedział Czarnowłosy, a dziewczyna westchnęła i mrucząc pod nosem słowa, przypominające „nie dość, że herbatę marnują to jeszcze cukier…jakby w domu nie mogli wypić”, wsypała dwie łyżeczki cukru i pomieszała, podając im na stół. Usiadła znowu na ladzie, biorąc w ręce swój kubek i wpatrując się w nich
- Więc? Czego chcecie? – Nie uzyskała odpowiedzi, gdyż do kuchni weszła Sarah
- Oo, ładnie pachnie – powiedziała wąchając aromat z kubka Vaness – ja też chcę
- Cześć – usłyszała głos Kaulitzów. Zignorowała ich
- Zrób sobie - Wystawiła jej język brunetka, a Sarah skrzywiła się, ale przystąpiła do robienia sobie herbaty
- Powiedzieliśmy cześć! – Oburzył się Tom – nie odpowiesz?
- Najwidoczniej nie odpowie, ale mam nadzieje, ze wy mi w końcu powiecie, po co przyszliście! – Syknęła brunetka odkładając kubek.
- Mam coś dla Ciebie – Wyszczerzył się Czarnowłosy, a Sarah zakrztusiła się herbatą, którą piła. Vanessa spojrzała na niego zdziwiona
- Zwariowałeś? – Powiedziała tylko
- Nie – chłopak wstał i wsadził dłoń do wewnętrznej kieszeni bluzy, a potem wyjął „prezent” – Trzymaj – podał brunetce, a ta uniosła brwi i wzięła od niego kwadratowe opakowanie. Spojrzała na okładkę i skrzywiła się
- Po co mi Wasza reedycja?! – Oburzyła się
- Żebyś posłuchała i stwierdziła, czy Ci się podoba czy też nie – Odpowiedział Tom – a nie oceniasz nas nie słuchając – Wystawił jej język
- Jeśli myślicie, że tego posłucham to się mylicie! – Warknęła
- Posłuchasz! – Oburzył się Bill – Obiecaj!
- W życiu – prychnęła i poszła na górę, zostawiając CD na ladzie…
***
Weszła do swojego pokoju i prychając ironicznie spojrzała na zegarek. Zbliżała się 23, a jutro z rana do szkoły. Kaulitzowie wepchali jej się do domu, tylko po to, aby dać jej jakąś głupią płytę, której i tak nie miała zamiaru słuchać.
Prychnęła i zaczęła pakować na jutro książki do torby.
Niemiecki, historia, wf, biologia, angielski, geografia.
Westchnęła i poszła do łazienki się przebrać, aby kilka minut później rzucić się na łóżko i zamknąć oczy. Odpłynęła w krainę snów kołysana, przez stukające krople deszczu…
***
- Długo będziecie tu jeszcze siedzieć? – Warknęła po 20 minutowej ciszy Sarah siedząc naprzeciwko Toma i koło Billa popijając herbatę.
- Aż skończymy – odpowiedział jej Tom, a Bill odłożył żółty kubek i wstał biorąc płytę
- Zaraz wrócę – powiedział i wyszedł z kuchni idąc na górę…
***
Uchylił drzwi, a w środku zawirowało delikatne światło lampy z przedpokoju, wpuszczone przez drzwi. Wkoło ciemności, spowiły pokój. Zamrugał kilka razy, aż jego oczy przyzwyczaiły się do ciemności i wszedł głębiej nie zamykając drzwi i pozostawiając smugę, mdłego, żółtego światła, które padało na jej szafkę nocną. Podszedł koło niej i kucnął spoglądając na jej twarz. Zamknięte powieki i lekko rozchylone wargi, wydawały się być niemą zachętą do pocałunku…
Potrząsnął głową i spojrzał na szafkę nocną. W bladym świetle dostrzegł srebrny łańcuszek z różą. Zagryzł dolną wargę i wziął go do ręki, otwierając. W środku zobaczył czarno białe zdjęcie, trochę niewyraźne i niezbyt widoczne w ciemności. Skojarzył fotografię z kobietą, którą miała w ramce. Czarne włosy i oczy, delikatny uśmieszek, który skojarzył mu się z Vaness. Taki sam miała ona, gdy po południu się delikatnie do niego uśmiechnęła. Kim była dla niej ta kobieta? Wydawała się kimś ważnym dla dziewczyny…
Z letargu wyrwało go chrapnięcie brunetki. Odłożył łańcuszek i spojrzał na jej twarz.
Skojarzyła mu się z Aniołem, trochę ubrudzonym sadzą z pieca, nie niewinnym - grzesznym, pociągającym, tajemniczym, ale jednocześnie delikatnym jak satynowa tkanina uciekająca między palcami, gdy chce się ją wziąć do rąk. Spojrzał na jej pełne usta i przypomniał sobie pocałunek. Przyjemne w dotyku, miękkie wargi o smaku różanych powideł, których chciał zasmakować jeszcze raz…
O czym ty myślisz?! Przestań – Krzyknął głos w jego głowie, a on zamrugał energicznie.
Przypomniała mu się kartka, która wypadła jej z rąk na deszczu. Słowa, które napisała, które rozmokły się przez diamentowe krople.
Wyciągnął z kieszeni pomięty kawałek papieru i czarnego markera. Zagryzł dolną wargę i napisał niechlujnym pismem
„…Śpij spokojnie piękna nananaj…”
Położył karteczkę na Reedycji albumu Schrei i położył to na poduszce, tuż koło jej głowy. Nie mógł się powstrzymać, przed pieszczotliwym przeczesaniem jej włosów, rozsypanych na poduszce.
Wstał i wyszedł pozostawiając ją z lekkim uśmieszkiem pod nosem…zapewne śniły jej się pewne brązowe tęczówki…

___________
* [1] – HappySad -> „Piękna” (Polepione fragmenty)



„Pieprzyć to ja się potrafię tylko w nocy i tylko z tobą”


Sarah weszła do kuchni z telefonem w ręce. Uśmiechnęła się czując aromat malinowej herbaty…
-Oo, ładnie pachnie – powiedziała podchodząc do Vanessy i wąchając parę z jej kubka. – Ja też chcę
-Cześć – usłyszała głos Kaulitz’ów. Zignorowała ich. Nie miała najmniejszej ochoty na rozmowę z nimi, a już szczególnie z Tomem.
-Zrób sobie -wystawiła jej język brunetka, a Sarah skrzywiła się, ale przystąpiła do robienia sobie herbaty. Wyciągnęła swój ulubiony kubek i postawiła wodę.
-Powiedzieliśmy cześć! – Oburzył się Tom – Nie odpowiesz?
Zero reakcji. Nie chciało jej się nawet odwracać.
-Najwidoczniej nie odpowie, ale mam nadzieje, ze wy mi w końcu powiecie, po co przyszliście! – Syknęła Vanessa. Blondynka zalała herbatę wodą i trzymając kubek w ręce oparła się pośladkami o blat kuchenny.
-Mam coś dla Ciebie – odpowiedział czarnowłosy, a Sarah zakrztusiła się herbatą, która piła. Vanessa spojrzała na niego zdziwiona. Blondynka wstrzymywała śmiech.
-Zwariowałeś? – Vanessa spojrzała na niego z uniesionymi brwiami.
-Nie – chłopak wstał i wsadził dłoń do wewnętrznej kieszeni bluzy, a potem wyjął „prezent” – Trzymaj – podał brunetce, a ta wzięła od niego kwadratowe opakowanie. Spojrzała na okładkę i skrzywiła się
-Po co mi Wasza reedycja?! – Oburzyła się
-Żebyś posłuchała i stwierdziła, czy Ci się podoba czy też nie – Odpowiedział Tom – a nie oceniasz nas nie słuchając – Wystawił jej język
-Jeśli myślicie, że tego posłucham to się mylicie! – Warknęła
-Posłuchasz! – Oburzył się Bill – Obiecaj!
-W życiu – prychnęła i poszła na górę.
-No jasne! Zostawiaj mnie z tymi debilami. – mruknęła pod nosem
-Wypraszam sobie! – odezwał się Tom, a dziewczyna odwróciła się do nich tyłem wyciągając z szafki ciasteczka.
-Możesz sobie dużo wypraszać. – mówiła do siebie pod nosem.
-Można trochę głośniej? – prychnął dredziarz
-Nie, nie można. – warknęła pierwszy raz odzywając się wprost do niego.
Uśmiechnął się drwiąco.
-W nocy nie byłaś taka zła.
Dziewczyna przełknęła ślinę.
Bill uniósł brwi.
-Można ciasteczko? – zapytał patrząc na opakowanie, które dziewczyna trzymała w rękach.
-Jak sobie kupisz. – odpowiedziała ironicznie.
-Ale jesteś miła. – odpowiedział
Sarah przewróciła oczami i podała pudełko. Czarnowłosy wziął lukrowane ciastko, na co Tom również się uśmiechnął i sięgnął po jedno.
Sarah szybko cofnęła rękę i wróciła z ciasteczkami na blat.
-Długo będziecie tu jeszcze siedzieć? - zapytała
-Aż skończymy – odpowiedział jej Tom, a Bill odłożył żółty kubek i wstał biorąc płytę
-Zaraz wrócę – powiedział i wyszedł z kuchni idąc na górę.
-Pięknie. – warknęła i odwróciła się do dredziarza plecami. Wyciągnęła z szuflady duży nóż i przyciągnęła do siebie świeże ciasto z owocami. Specjalność Margarity, która wróciła po południu.
Sarah zaczęła je kroić na równe kawałki.
Uśmiechnął się pod nosem i wstał po cichu z krzesła. Woń perfum wkradła się potajemnie do jego nozdrzy wywołując rozkosz.
Złapał ją w talii i zbliżył twarz do jej szyi. Odgarnął włosy z karku i pocałował delikatnie.
Poczuła przyjemny skurcz w żołądku, kiedy dotknął jej skóry.
Ciepło rozpłynęło się po całym ciele, a w miejscu, w którym musnął ją ustami, czuła mrowienie.
Kolejne zetknięcie jego warg z jej szyją…
-Przestań. – powiedziała cicho
Brak reakcji z jego strony.
Słyszał to, co mówiła dziewczyna, ale nie chciał przestać.
Dotykając ją czuł wspaniałą rozkosz, której z każdym muśnięciem było coraz więcej.
-Kaulitz… - powiedziała trochę głośniej
-Wczoraj ci to nie przeszkadzało. – odparł zgorzkniale – Wręcz przeciwnie…chciałaś więcej.
-Nie pamiętam co było wczoraj i nie chcę sobie przypomnieć. – warknęła
-Szkoda, bo było naprawdę cudownie.
-Skończysz z tym wreszcie?! – odwróciła się do niego i prawie zderzyła z jego twarzą.
-Ja… - szepnął cicho zbliżając usta
-Kaulitz, odsuń się ode mnie wreszcie…mam chłopaka. I wynoś się z mojego domu. – warknęła odpychając go i wychodząc z kuchni.
Weszła na korytarz i zetknęła się z Billem.
-Litości, Sarah! – krzyknął
Blondynka spojrzała na niego chłodno.
-Czego? – warknęła
-Coś ty zrobiła Tomowi?! Po co ci ten nóż? – wskazał na ostrze, które dziewczyna trzymała w ręce.
Blondynka zaśmiała się.
-Ten dupek, którego nazywasz swoim bratem właśnie wykrwawia się na śmierć w kuchni. – powiedziała z sarkazmem, po czym dodała – Możesz zabrać jego ciało, a później wynocha.
-Słyszałem… - powiedział dredowaty wyłaniając się z kuchni
-Miałeś słyszeć. – warknęła i udała się do swojego pokoju w celu przygotowania się do jutra do szkoły…
***
-Cześć Sarah. – powiedział Nick stojąc pod furtką Rosów.
-Cześć. – odpowiedziała blondynka wychodząc ze swojej posiadłości.
Jej mina wskazywała, iż humor jej nie dopisuje i nie należy się z nią drażnić…ale czy na pewno?
Chłopak schylił się by musnąć jej usta, ale dziewczyna odepchnęła go lekko.
-Nie mam ochoty. – wyjaśniła
-Idziemy? – zapytał chcąc ją objąć.
-Powiedziałam ci, że nie mam ochoty. – mruknęła, a blondyn zrobił zniecierpliwioną minę.
Nagle drzwi z sąsiedniego domu również się otworzyły i z ogrodu wyszedł nie kto inny jak Tom Kaulitz mrucząc coś pod nosem.
Sarah przewróciła oczami modląc się, żeby ich nie zauważył.
Jednak on był pechem, który ją prześladował…
Pomyślał, że to okazja…chciał ją trochę podenerwować…
Podszedł do nich stając blisko blondynki…
-Cześć wam. – uśmiechnął się głupkowato
Sarah uniosła brwi i odwróciła głowę.
-Cześć. – kiwnął głową Nick. Nie miał ochoty, żeby iść razem z Kaulitz’em do szkoły…szczególnie, że zamierzał porozmawiać z Sarą na temat decyzji ich rodziców…
-Czego? – warknęła dziewczyna
-Stwierdziłem, że skoro Bill się tak guzdrze, że nawet nie można z nim wyjść normalnie do szkoły, żeby się nie spóźnić, to pójdę sobie z wami. Zawsze raźniej w większym towarzystwie.
-To budź swoją siostrzyczkę wcześniej. – warknęła Sarah
-Nie pozwalasz sobie za dużo? – prychnął
-Nie wdawałabym się z takim debilem jak ty w rozmowę, ale jak już zacząłeś…
-Stanowczo przeginasz. – ostrzegł
-Tam idzie… - zaczął Nick, ale przerwała mu Sarah
-Ty przegiąłeś podchodząc do mnie.
-Do mnie?! – prychnął w myślach Nicolas.
-Tam… - znów zaczął, ale tym razem Tom odpowiedział dziewczynie…
-Taka już moja natura. Nie lubię chodzić sam.
Dziewczyna prychnęła.
-Nie będę słuchał waszych kłótni. – warknął blondyn i ruszył do przodu, gdzie szedł jego kumpel z drużyny – Fabi.
-Widzisz co zrobiłeś? – krzyknęła chcąc go dogonić, jednak poczuła jak Tom łapie ją za rękę.
-Daj spokój.
Sarah stanęła. Byli już na końcu parku i stąd było już widać szkołę.
-Wszystko potrafisz spieprzyć! Wszystko!
-Pieprzyć to ja się potrafię tylko w nocy i tylko z tobą. – odparł ironicznie
Spłonęła rumieńcem zaciskając przy tym pięści.
-Byłam pijana! – krzyknęła ruszając szybkim krokiem w stronę szkoły. Przebiegła przez ulicę i weszła do środka budynku. Jednak szybko poczuła jak dredziarz ją dogania i łapie za rękę.
-Ty to jednak najlepiej wiesz, czego mi potrzeba… - zbliżył się do niej od tyłu szepcząc do jej ucha słowa, które wywołały ucisk w żołądku.
-Jesteś bezczelny! – odwróciła się policzkując chłopaka. – Dobrze wiesz jak to było!
Tom momentalnie złapał się za policzek, na którym wciąż czuł odbitą dłoń dziewczyny.
-Co to ma znaczyć panno Rose? – usłyszała gniewny głos nauczycielki. Odwróciła się.
-Ja…on… - odpowiedziała robiąc zdenerwowaną minę. Co miała powiedzieć?! Że się z nim przespała nieświadomie i teraz on jej to wypomina?!
-Takie już są dziewczyny. – uśmiechnął się Tom, a nauczycielka popatrzyła na niego oburzona.
-To nie ujdzie wam płazem…jesteście złym przykładem dla innych uczniów! Po lekcjach przyjdźcie do klasy biologicznej… - powiedziała, a później odeszła.
-Świetnie Kaulitz! – krzyknęła Sarah – Będę miała jakąś karę! Z tobą na dodatek!
-Nawet nie wiesz jak się cieszę… - uśmiechnął się drwiąco, a blondynka zrobiła głupią minę i popędziła pod swoją klasę…



P.S. Przypominam! PrinceSs pisze Vaness, a AngeL pisze Sare. Proszę, nie mylcie nas już!
Buziaki, do następnej notki:*
Tytuł: Rozdział ósmy

Autorzy: Katazyna K., Joanna S.
Wszelkie prawa zastrzeżone


Salut! ;*

Tym razem nie musieliście długo czekać na nową notkę ;)
Dzisiaj PrinceSs (tak jak niektórzy z Was) jesteście jush po części humanistycznej. Ahh...trzymałam kciuki, serio! ^^
W każdym razie jutro tesh będę trzymać, a tym czasem dzisiaj notka dla niektórych - tak dla relaksu xD A później wracać i kuć wzory! xD
Dzięki za 41 komentarzy ;)
No i do Karoli: Było 60 komentarzy, ale w tym około 20 tych samych, a my tego nienawidzimy, więc usunęłam je :P
Dlatego nie warto się męczyć i pisać dużo komentarzy o tej samej treści, bo i tak ich wkrótce może nie być ;)
A teraz buziaki ;*

CiaO!

AngeL



I want you and your lips…I want your body…

Ciemna noc za oknami dużego domu Państwa Rose rozprzestrzeniła się dokoła, a wiatr kołyszący gałęziami drzew kołysał wiele niemowlaków do snu.
W „Zamku” było inaczej. Głośna, żywa muzyka, przelewający się alkohol i blask lamp, które dziewczyny specjalnie przytargały od znajomych ojca. Balony poprzyczepiane do poręczy schodów i mnóstwo chipsów, paluszków…
Stał właśnie pod ścianą, w ręce trzymając red bula i obserwując jedną z sióstr Rose. Brunetka rzuciła wściekłe spojrzenie adoratorowi i fuknęła. Obserwował ze śmiechem jak próbuje go od siebie odepchnąć, zniechęcić, a on usilnie próbuje poprosić ją do tańca. Zauważył, jak dłoń chłopaka natarczywie dotyka jej talii. Sam nie wiedział, czemu, nagle zapragnął pomóc jej w pozbyciu się adoratora.
Zanim się zorientował odłożył napój na stolik i kroczył w jej stronę, słysząc wolne nuty piosenki. Wyciągnął dłoń ignorując proszącego w tym momencie do tańca chłopaka i spojrzał w jej oczy. Wydawała się zdziwiona, że on tutaj jest i że ma czelność prosić ją do tańca
Świetnie, z deszczu po rynnę – pomyślała zgorzkniale, ale podała dłoń Czarnowłosemu wychodząc na parkiet i zarzucając mu ręce na kark.
Uśmiechnął się do swoich myśli i objął ją w pasie, bez skrępowania przyciągając bardzo blisko siebie. Położyła głowę na jego ramieniu, a on bez zażenowania zsunął dłonie na jej pośladki.

„… Ja mam to uczucie dla Ciebie
Czy Ty czujesz wciąż to samo?
Od pierwszego razu, gdy na Ciebie spojrzałam
Odczuwam radość zamieszkania
I widzę niebo w Twoich oczach
W Twoich oczach…”


Wirowali wolno w takt bicia ich serc...Dziwnie szybkiego bicia, niespokojnego niczym morze podczas sztormu. Czuła jak ciepłym oddechem otulał jej szyję, wydawał się być kołysanką dla krzyczącego w sprzeciwie rozumu.
Czemu jest tak blisko, odepchnij go, niech się nie spoufala! – Krzyczał głos w jej głowie, ale zdawał się być coraz bardziej odległy. Przedostawał się poprzez coraz grubszą mgłę.
On poruszał delikatnie dłońmi na jej pośladkach, rozniecał ciepło i przyjemne mrowienie jej ciała. Jego zapach wkradał się do jej nozdrzy, kręcił się pomiędzy pnączami zapachowymi, uwodził powoli, subtelnie, wprowadzał w dzikie zauroczenie, wybudzał żądze.

„...Tęsknie za Twoim śmiechem
Tęsknie za Twoim uśmiechem
Tęsknie za wszystkim o Tobie
Każda sekunda jest jak minuta
Każda minuta jest jak dzień
Kiedy jesteś daleko…”


Była tak blisko niego, znajdowała się tuż obok, ale jednocześnie była tak odległa zasięgowi jego rąk, warg. Pragnął poczuć na ustach znowu delikatność jej skóry…nie…nie tylko skóry. Jej całej. Każdego, najdrobniejszego elementu, każdej cząstki. Chciał upajać się zapachem cytrusów, poznać woń jej namiętności, poczuć grającą ekstazę, spleść języki w intymnym tańcu, pozwolić wirować ich cieniom na ścianie, do tylko im znanej melodii…
Nie rozumiał pożądania, jakie w nim wrzało, nie rozumiał, czemu jego ciało tak bardzo chce być koło niej, czemu krew się w nim kotłowała, a jego klatkę piersiową oblewało gorąco…nie chciał zrozumieć, było mu wszystko jedno, byle ona była blisko…

„…Śnieg jest coraz chłodniejszy i życzę sobie abyś był tutaj
Walka miłości i strachu, i życzę sobie abyś był tutaj
Ja mam to uczucie dla Ciebie
Od pierwszego razu odkąd na Ciebie spojrzałam…”


- Wiesz – szepnął do jej ucha, wybudzając motyle na dnie jej żołądka – jest coś, czego cholernie pragnę od chwili, gdy Cię tylko ujrzałem
- Zabić mnie? – Zapytała ze śmiechem i zagryzła delikatnie dolną wargę. Jego ciało, szept, wszystko było takie magiczne, było czymś, czego jeszcze nie przeżyła, mimo iż tańczyła z wieloma…
- Nie, popatrz mi w oczy, to Ci powiem – podniosła głowę do góry i zanurzyła się w jego brązowych oczach, błyszczących tej nocy jak gwiazdy na niebie, lub blask księżyca w bezchmurny wieczór, którego mdła poświata odbija się w czystej czarnej toni jeziora
- Jest to coś, czego pragnę najbardziej na świecie, za co mnie zabijesz – Zawahał się, ale kontynuował, nie umiał powstrzymać słów, które bardzo cicho wypływały z jego krtani - Twoje usta wzbudzają we mnie pożądanie, pragnę ich zaznać, jak nigdy niczego nie pragnąłem – szeptał, a jego głos odbijał się od ścian i wracał echem do jej uszu. Nie umiała wydusić z siebie słowa, a serce biło jej szybko…jeszcze nigdy tak nie pragnęła pocałunku Billa Kaulitza. Jeszcze nigdy, jej usta nie zapaliły się dziwnym płomieniem…nigdy nikogo i niczego tak nie pragnęła
Podniósł dłoń i opuszkiem palca przejechał po gorących, pełnych ustach brunetki, a potem pogładził pieszczotliwie jej policzek
- Nienawidzę Cię – kontynuował…te słowa, nie zrobiły na niej wrażenia…przecież ona jego też nienawidziła – ale pożądam…bezsensu, nieprawdaż? Ale pragnę Cię, a ty jesteś za blisko, abym mógł utrzymać żądze i podniecenie na smyczy. Nie powinnaś mieć mi tego za złe, bo sama mnie prowokujesz, tym spojrzeniem, obiecującym przygodę, tym uśmiechem, ironicznym i złośliwym, mówiącym „co to nie ja”, zapachem świeżych cytrusów…rozpalasz we mnie zbyt wielką namiętność, a teraz Twój oddech zbyt łaskocze moje usta, abym mógł się Tobie oprzeć – szepnął oblizując wargi i zanim dziewczyna zdążyła zareagować, czerwonymi, pełnymi euforii ustami, złożył delikatny pocałunek na wilgotnych wargach brunetki

„… Życzę sobie abyś był tutaj
Ja och mój człowiek raju
Życzę sobie abyś był tutaj
(życzę sobie abyś był tutaj)…”


W jej żołądku wybuchła ekstaza, dziwny stan, którego nie umiała i nie chciała wyjaśniać. Jego pełne, ciepłe wargi, rozbudziły w niej dziwną przyjemność, coś, czego nigdy nie przeżyła. Jak delikatne muśnięcie ciepłego, letniego wiatru, pełen niewinności pocałunek. Przymknęła powieki, oddając delikatnie pieszczotę. Pełna onieśmielenia musnęła ustami jego gorące wargi.
Zadrżał, gdy to zrobiła, poczuł jak obłęd wybucha w jego żołądku. Chciał więcej, chciał jej całej, ale nie…musiał się powstrzymać…tylko dla niej opanować zwierzęcy instynkt. Między jej rozchylonymi wargami przemknął ukradkiem jego język, kokieteryjnie przejechał po jej podniebieniu drapiąc czule kolczykiem, zadawał rozkosz nie tylko jej, ale i sobie.
Stali, nie poruszali się już w takt piosenki, wśród wirujących par na parkiecie, które nie zwracały na nich najmniejszej uwagi pochłaniali się w namiętnościach. Oplótł ją mocno w talii, przyciągnął do siebie, jakby się bał, ze mu ucieknie, że rozpłynie się niczym sen w mroźny, zimowy poranek.
Opuszkami palców pieściła mu kark, zahaczała paznokciem o gorącą skórę, doprowadzała do szaleństwa…

„…Życzę sobie abyś był tutaj
Nie wiesz, że śnieg jest coraz chłodniejszy?
I ja tęsknie do Ciebie jak piekło
I czuję niebo
Życzę sobie abyś był tutaj”
*[1]

Poczuł jak woń alkoholu wypełnia mu nozdrza, a ktoś wpadł na niego popychając go jeszcze bliżej Vaness. Zapewne któryś z upitych już futbolistów.
Przez kilka sekund był mu nawet wdzięczny, bo znalazł się jeszcze bliżej Anioła, ale poczuł, że coś jest nie tak…
O mało ich nie przewrócił pewien blondyn o stalowych oczach. Nick wyglądał paskudnie, dobrze to wiedziała, mimo iż oczy miała zamknięte. Rozpoznała jego wodę kolońską.
Nagle fala otrzeźwienia wybuchła w jej głowie. Ona właśnie stoi i całuje się z Billem Kaulitz!
Odepchnęła go zdecydowanie od siebie…
Poczuł naglą falę rozczarowania…na wargach wciąż czuł niedosyt…
- Baranie, co Ty wyprawiasz?! – Krzyknęła, zdziwiona, że w ogóle może mówić, po tym jak jej wepchnął język do ust. Czuła speszenie…w końcu sama też tego chciała…
- Ja wyprawiam? Raczej się nie opierałaś – zaironizował – ale przynajmniej była jakaś zabawa, na tej nudnej imprezie – dodał zirytowany faktem, że mu nie pozwoliła na więcej
- Nudnej imprezie?! Nikt Cię tu nie zapraszał! Jak śmiesz przychodzić i jeszcze wpychać mi język do ust! Ohyda! – Wytarła teatralnie wargi i wytarła rękę o spodnie. Czuła wściekłość do samej siebie…jak mogła mu pozwolić?!
- Vice versa – warknął
- Wcześniej mówiłeś coś innego –
Burknęła
- Naiwna, myślisz, że wszystko, co mówię, jest prawdą? – Prychnął i odwrócił się na pięcie odchodząc…wciąż usta go paliły…wciąż drżały, wciąż były przepełnione gorącem…
Zacisnęła rozpalone wargi i chwyciła najbliższą puszkę piwa, otwierając ją i opróżniając za pomocą kilku łyków…
Rzucił się na fotel i przymknął powieki przypominając sobie jej miłe w dotyku usta. Zacisnął pięści i zęby czując niepokorną ochotę jeszcze raz ich zaznać…
***
- Rose – usłyszała czyjś cichy głos w uchu – Rose, do cholery! – Krzyknął głośniej chłopak, a brunetka, burknęła niewyraźne przekleństwo i przetarła oczy otwierając je.
Delikatne promienie słońca wkradały się przez duże okna salonu i tańczyły na dywanie. Wszędzie porozrzucane były puszki po piwie, wódce, a na podłodze, fotelach, schodach i stołach spali upici imprezowicze. Cheelederki, futboliści, kilka osób „bez przydziału”, ale ci z bogatymi rodzicami.
Vanessa spojrzała na „kata”, który wybudził ją ze snu, przed 12.
- Co Ty robisz w moim domu Kaulitz?! – Oburzyła się i spojrzała na Czarnowłosego
- Zasnąłem na fotelu, masz większy problem, na sekretarkę nagrała się Twoja matka – powiedział, a brunetka już miała otworzyć usta, aby powiedzieć, że nie ma matki, ale powstrzymała się – powiedziała, że wracają za dwie godziny i ma nadzieję, że nie darowałyście sobie szkoły, bo jeśli tak, to marny Wasz los – powiedział, a dziewczyna jęknęła i ponownie jej głowa opadła na małą poduszkę.
- Świetnie…dzisiaj jest poniedziałek…zupełnie zapomniałam – mruknęła – przecież my tego nie posprzątamy w dwie godziny – dodała i wyciągnęła się.
- Posprzątamy? O nie, nawet nie patrz tak na mnie, nie mam zamiaru Ci pomagać
- Kaulitz! Nie dość, że wpraszasz się na imprezę, to jeszcze nie chcesz pomóc sprzątać! Popatrz na nich! Czy wyglądają na takich, co byliby w stanie cokolwiek posprzątać – Oburzyła się i wskazała podbródkiem na współtowarzyszy zabawy
- Nie, ale to nie zmienia faktu, że nie mam zamiaru ci pomagać – wzruszył ramionami
- Owszem masz! – Podniosła się i stanęła naprzeciw niego naciągając czarną bluzkę, aby zasłoniła brzuch
- Zdecydowanie nie
- Zdecydowanie wiem, że masz ochotę mi pomóc!
- Ja lepiej wiem, na co mam ochotę!
- Ja lepiej! Masz mi pomóc i kropka – tupnęła nogą i schyliła się biorąc z podłogi puszkę po piwie.
- Kłamiesz, prawda? – Usłyszeli zdeterminowany głos Sary, która złapała Toma za rękaw i odwróciła. Obydwoje spojrzeli na nich
- Dlaczego miałbym kłamać? – Zaśmiał się ironicznie dredziarz – Nie moja wina, że twój chłopak ci nie wystarcza i potrzebujesz prawdziwego faceta. Miło było, ale się skończyło – Podsumował i ruszył w stronę dużych drzwi - Jeszcze coś – Tom odwrócił się i spojrzał na dziewczynę. – Ta noc była naprawdę namiętna – Powiedział, po czym wyszedł.
Vaness zdziwiona wymieniła spojrzenia z Czarnowłosym. Podeszła do siostry i chrząknęła. Sarah się odwróciła
- O jakiej nocy on mówił?
- Nie ważne – Warknęła i wróciła do swojego pokoju.
- Dzięki, ze zostawiasz mnie z nim i z całym tym syfem – mruknęła pod nosem brunetka i westchnęła rzucając się na kanapę - W dupie to mam, nie sprzątam – Podsumowała, a Bill spojrzał na nią z politowaniem i pokręcił głową z dezaprobatą
- Do jutra – mruknął i wyszedł…
__________
* [1] – Nightwish, Blackmore’s night -> „Wish you were here”




„Prezent” na urodziny

-Jak mogłyście? – krzyknął rozgniewany Derek Rose patrząc na swoje córki.
-Możesz tak nie krzyczeć? – jęknęła blondynka patrząc na niego
Mężczyzna uderzył pięścią w blat biurka.
-Dość! Wy to posprzątacie i wy doprowadzicie dom do porządku!
-Ale… - zaczęła brunetka
-Żadne „ale”! Możesz już iść zacząć Vanessa, a ja jeszcze muszę z Sarą porozmawiać.
-Nie będę sama sprzątała! – oburzyła się dziewczyna
-To wyjdź i poczekaj z nią w salonie. Sarah usiądź.
Blondynka przewróciła oczami i opadła na krzesło.
-Nie może tego posprzątać…
-Nie!
-Ale, tato! – jęknęła dziewczyna
-Nie będę tak z tobą rozmawiał. Mam dla ciebie wspaniałą nowinę, ale dowiesz się dopiero jak posprzątasz…
-Jasne, jasne. – mruknęła nadąsana Sarah i wyszła patrząc na siostrę. – Mamy posprzątać.
-Co ci powiedział?
-Jeszcze nic. Powie jak posprzątamy.
Czarnowłosa kiwnęła głową.
-To zabieramy się do pracy. – powiedziała naburmuszona i westchnęła cicho…
***
-Sarah… - usłyszała blondynka leżąca na łóżku w swoim pokoju. Wciąż myślała o tej nocy…czy to co mówił Kaulitz, było prawdą? Czy znowu zdradziła z nim Nicka? Ale przecież, teraz nieświadomie…nie chciała tego.
Odwróciła głowę i ujrzała swoją matkę stojącą w drzwiach. – Zejdź na dół, chcemy z tobą porozmawiać.
Jej ton był nadzwyczajnie opiekuńczy, co zdarzało się bardzo rzadko.
Rose kiwnęła głową i wstała. Zeszła za matką do gabinetu ojca.
-O co chodzi? Jestem zmęczona.
-Po takiej nocy, to się nie dziwię. – odparła przepuszczając ją w drzwiach.
-Usiądź Sarah. – powiedział ojciec poważnym tonem, a dziewczyna usiadła naprzeciw niego. Usłyszała jak matka zamyka drzwi, a zaraz później podchodzi do ojca i staje obok.
-No, więc o co chodzi? – Sarah poczuła się trochę niezręcznie. Pierwszy raz była przy tego typu rozmowie.
-Jesteś już dorosła, i… - zaczął ojciec, ale Sarah mu przerwała.
-Vanessa jest ode mnie młodsza o dwa tygodnie.
-Nie przerywaj. Razem z matką… - tu chwycił swoją żonę za rękę. - …postanowiliśmy już, że…
-Może ujmijmy to inaczej. – przerwała mu znów Carla – Kochasz Nicka, prawda?
Sarah kiwnęła głową, na co rodzice uśmiechnęli się promiennie.
-To wspaniale, bo widzisz…ojciec wszedł z panem Ames w spółkę i razem uzgodnili, że dobrze byłoby to przypieczętować połączeniem rodzin…
W głowie Sary coś zawirowało, w uszach zaszumiało.
-Chyba się przesłyszałam. – powiedziała nagle
-Chyba raczej nie. W dniu swoich urodzin wyjdziesz za Nicolasa Ames’a. – odrzekł Derek
-Ale…
-Córeczko co to za problem, skoro go kochasz?
-Kocham, ale nie zamierzam wychodzić tak wcześnie za mąż! – krzyknęła oburzona
-Sarah! Nie utrudniaj nam pracy. – powiedziała Carla
-Mamo! Ale…nie chcę tak wcześnie zostawać mężatką!
-Daj spokój. Rozpoczęliśmy już plany waszego domu. – uśmiechnął się Derek
-Jakiego domu?! Jaki ślub?! – otarła twarz ręką i wstała. – Nie będzie żadnego domu! Żadnego wesela! Mam inne plany na swoją przyszłość. – krzyknęła i wyszła trzaskając drzwiami.
W głowie jej się nie mieściło, że w przyszłym roku ma wyjść za Nicka! Owszem, kochała go i cieszyła się z tego, ale nie tak prędko…
Zamknęła drzwi swojego pokoju i rzuciła się na łóżko.
Nie było jej jednak zostać samej.
Do pokoju weszła jej siostra.
-O co chodziło? – zapytała siadając na łóżku.
-Oni chcą mnie wydać za Nicka! – krzyknęła
-Myślałam, że go kochasz.
-Następna! – przewróciła oczami blondynka uderzając ręką o kolano. – Kocham! Ale nie chcę wychodzić tak wcześnie za mąż!
-Oj, gdyby kazali ci wyjść za jakiegoś obcego, to mogłabyś rozpaczać, ale Nick! Przecież kochacie się… - brunetka spuściła wzrok
-Nie rozumiesz… - mruknęła – Ja nie chcę wychodzić tak wcześnie za mąż!
Vanessa przytuliła siostrę.
-Wiesz jak przez ten rok może się wiele zmienić? – powiedziała
W głębi duszy czuła, że powinna jej powiedzieć o zdradzie chłopaka, ale bała się…cholernie się bała, że ją za to znienawidzi…
-Wyjdź…chcę zostać sama. – powiedziała blondynka, a Vanessa wyszła…
Wzięła telefon i napisała zaczęła pisać sms-a do Toma…
***
Stał przed lodówką i właśnie wyciągał puszkę coli, kiedy poczuł wibrację telefonu. Wyciągnął puszkę, a zaraz potem telefon i spojrzał na ekranik.
Wziął łyka coli, kiedy Bill stanął obok niego szukając czegoś na kuchennej ladzie.
Zaczął czytać sms-a, i po chwili cała cola, którą miał w buzi wylądowała na twarzy czarnowłosego.
-Ej! – krzyknął Bill
-Że co?! – Tom ponownie odczytał sms-a. Nie wierzył w jego treść…
-Co się stało? – zapytał młodszy Kaulitz wycierając się szmatką i krzywiąc przy tym.
-Sarah wychodzi za mąż.
Bill wytrzeszczył oczy.
-Że jak? Sarah Rose, nasza sąsiadka?
-Z żadną inną nie piszę. – warknął.
-Ale…jak to?
-Nie wiem, ale zaraz się dowiem…
***
Odpisała na kolejnego sms-a. Tom był powiernikiem jej sekretów. Tylko szkoda, że nazywał się tak jak ten debil – Kaulitz. Zwierzyła mu się z dręczących ją problemów, z tego co podobno wydarzyło się w nocy i z tego co powiedzieli jej rodzice.
Pogoda znacznie się popsuła. Z nieba spadały krople deszczu, a chmury pozasłaniały gwiazdy.
Nagle drzwi do pokoju blondyny otworzyły się.
-Sarah musimy porozmawiać.
Dziewczyna spojrzała na wejście. Vanessa patrzyła na nią bystrymi oczami.
Kiwnęła powoli głową, a brunetka podeszła do niej.
Usiadła na łóżku.
-O co chodzi? – zapytała
-Nick cię zdradza… - zaczęła
-Słucham?! – spojrzała na nią z niedowierzaniem
-Ze mną… - dokończyła szeptem, a po policzku stoczył się kryształowy diament.
Sarah poczuła jak usta robią się suche. Nie wierzyła w to, co się dzieje, w to co Vanessa jej mówi.
-Żartujesz, prawda?
Brunetka pokręciła głową.
-To on do mnie przyszedł...pierwszy raz...odepchnęłam go, a potem chciał więcej...ale zawsze go odpychałam...
Sarah wstała i spojrzała na nią.
-O Boże… - szepnęła zakrywając policzka dłońmi, ocierając przy tym łzy.
-Ja...ja nie chciałam Sarah...przepraszam...
Blondynka zaczęła płakać.
-Dlaczego… - zakryła oczy. Nie chciało jej się wierzyć w to co mówiła Vanessa. A więc i Kaulitz miał rację…
-Nick to podła świnia. – odpowiedziała czarnowłosa
-Dlaczego mi wcześniej o tym nie powiedziałaś? – zaczęła płakać. Usiadła na ziemi obok łóżka. Zacisnęła pięści na pościeli i położyła na niej głowę.
-Bo byś mnie zabiła…bałam się…
-Vaness…co ja mam robić? – zaszlochała, a czarnowłosa niepewnie usiadła obok niej i przytuliła.
-Jebnąć go i wysłać na księżyc.
Sarah spojrzała na nią z zapłakanymi oczami.
-Nie…ja też go zdradziłam…on mi wybaczył…
Czarnula zagryzła wargę, a Sarah spojrzała na nią błyszczącymi oczami…
-To ja go jebnę i wyślę na księżyc…
-Dlaczego akurat z tobą…? – zapytała zdesperowana dziewczyna.
Vaness spojrzała na swój biust i skrzywiła się.
-Zrobię sobie operacje plastyczną.
Sarah odwróciła się i otarła łzy.
-Jesteś głupia…wybaczę mu…pogadam z nim…powiem, że daję mu jeszcze jedną szansę…
Nagle pomyślała o tej nocy…nie…Nick nie musi wiedzieć…
-Dziękuję, że mi powiedziałaś… - Sara spojrzała na swoją siostrę…czy nadal mogła jej ufać…?


Tytuł: Rozdział siódmy

Autorzy: Katazyna K., Joanna S.
Wszelkie prawa zastrzeżone


Witam Słońca kochane!:*

Przepraszamy bardzo, że notki nie było tak długo. Jedynym moim usprawiedliwieniem są testy klas 3 gimnazjum, które pisze we wtorek i środe! Bardzo chce się dostać do najlepszego Liceum i to jeszcze nie w moim mieście i dlatego brak czasu - bo ciągle nauka. Ale w rano w sobote postanowiłam odpocząć dzięki czmeu zawdzięczacie nową notkę :)

Smacznego:*

*PrinceSs*


...Go on…kiss me! I know, you want...

[...]
- Nie Twoja sprawa, co mam na okładkach, przepisuj – Syknęła. Nie puścił zeszytu tylko pociągnął w swoją stronę, przy okazji przyciągając brunetkę.
Znalazła się blisko niego. Do jego nozdrzy wkradł się świeży zapach mandarynek, pomarańczy i cytryny, spowitych w jakimś cudownym tańcu prowokacji. Była tak blisko, jej usta były tak blisko, tak cholernie kusiły, czuł mrowienie swoich warg. Uporczywe mrowienie, upominające się o…o co? O zaznanie bliskości jej ciała?
Patrzył na jej usta jak zahipnotyzowany. Czuła się skrępowana, ale jednocześnie dziwne ciepło ogarnęło jej żołądek. Gorąc bijący z jego ust ją omamił, przypomniało jej się jak musnął jej policzek. Były takie…miękkie, gładkie, przyjemne w dotyku…
- Oo, Panna Rose przyniosła nam lekcje – Usłyszeli uradowany głos z góry. Gwałtownie się od siebie odsunęli i spojrzeli na schody, z których schodził dredziarz…
Zacisnął zęby…nie mógł zejść kilka minut później?!
***
- Nieee, jak mogłaś mu oddać pilot – wymruczała brunetkę odsuwając się jak najdalej od Czarnowłosego chłopaka – Ja nie chcę się męczyć i oglądać TO…za jakie grzechy?!
- Nie oddałam mu – oburzyła się blondynka
- Ja Ci powiem, za jakie – Szepnął jej do ucha młodszy Kaulitz przysuwając się.
Leżeli właśnie w specjalnie przygotowanym pokoju do oglądania filmów. Było to ich takie małe, prywatne kino.
Vanessa spojrzała w brązowe oczy Billa. Był tak cholernie blisko niej, że czuła jego ciepły oddech na swoim nosie, patrzył z ironią i zagryzioną dolną wargą. Znowu poczuła te perfumy, które zawróciły jej w głowie.
Gdzieś w tle słyszała ich DVD. Odwróciła twarz od Kaulitza i spojrzała na ekran krzywiąc się
- Jesteście narcyzami – powiedziała oburzona – jak można siebie chcieć oglądać w TV
- Widać można – zaironizował Tom biorąc kolejny kawałek pizzy.
Vaness fuknęła i oparła podbródek o materac.
Zerknął na brata i Sarę. Właśnie się przekomarzali…nie…nie mógł odpuścić takiej okazji.
Kładąc się na brzuchu bardzo blisko niej zbliżył ciepłe usta do jej ucha. Czuł przyjemny niedosyt w wargach, drżały one delikatnie z dla niego niezrozumiałego powodu.
- Myślałaś czasami, co by było, gdyby? – Szepnął cicho, a jego gorący oddech rozniecił iskierki na jej uchu. Czuła fajerwerki eksplodujące na dnie jej brzucha, wykluwające się motyle zaczęły przedzierać się przez gąszcz jej żołądka
- Myślałam, co by było, gdybyś się tu nie przeprowadził – warknęła – miałabym święty spokój – dodała. Chłopak przez chwilę nic nie mówił. W głowie rozgrywał walkę, czy objąć ją w pasie, czy sobie darować…
Darować! – Krzyknął głos w jego głowie – zdecydowanie darować!
- A gdyby dzisiaj nie zszedł Tom rano, ze schodów? – Jego wargi otarły się o jej ucho, a ona myślała, że wybuchnie. Przez przypadek przecież dotknął jej skóry, która teraz płonęła jak jeszcze nigdy.
Przyjemne ciepło rozpływało się po jego ustach. Chciał więcej…
- Zapewne – odchrząknęła, bo zaschło jej w gardle – zapewne, byś został z podbitym okiem – Syknęła ironicznie
- A zanim bym został? Po spekulujmy trochę – Szepnął cicho. Wciąż trzymał żądzę na wodzy, wciąż pilnował, aby zbyt jej nie pragnąć, wciąż kontrolował szybkie bicie swojego serca
Uspokój się, ty masz ją w sobie rozkochać, nie na odwrót! – Krzyknął głos w jego głowie…ale…przecież nie było szansy, aby on się zakochał W NIEJ! Żadnej…może nikła…bardzo nikła…ale jednak…istniała…
Wyrzuć to z głowy, do cholery! Żadna!
- Nic nie będziemy spekulować! Koniec kropka…
- Przypuszczam – zignorował to, co powiedziała i mówił tak cicho, że, gdyby nie wysiliła się, w ogóle by go nie słyszała – że pozwoliłabyś mi na coś, na co w ostatnich czasach pozwalasz Nickowi – Przeniósł ciepły wzrok z jej ucha na kark, który był odsłonięty, bo dziewczyna miała włosy związane w koka. Tylko srebrny łańcuszek odbijał się w świetle telewizora. Zbliżył usta do jej karku
- Skąd ta pewność siebie? – Zapytała z kpiną
- Może stąd – zironizował i trącił pieszczotliwie czubkiem nosa jej szyję.
Poczuła jak jej serce uderza szybciej, a ciało nagle zostało sparaliżowane. Przyjemny skurcz na dnie żołądka, wybił ją z chłodnego toku myślenia. Jego gorący oddech pieszczący jej skórę na szyi, jego delikatna dłoń, która przekradła się w tajemnicy po jej plecach, jego pełen prowokacji wzrok, w którym grała satysfakcja. Widział, że mógłby w tej chwili zrobić wszystko…
- Tomie Kaulitz, w tej chwili masz zabrać rękę z mojego tyłka! – Krzyknęła oburzona Sarah, a Vaness nagle otrzeźwiała. Spojrzała wściekle na Billa i zanim ten zdążył się zorjętować uderzyła go w policzek
- Uprzedzałam, ze nie wolno Ci mnie dotykać! – Krzyknęła i wstała otrzepując spodnie.
Bill złapał się za uderzone miejsce. Poruszał szczęką i spojrzał w oczy Vaness.
W jego tęczówkach igrała satysfakcja
- Ale przez chwilę tego chciałaś, mówię Ci, że będziesz moja Rose – odpowiedział na głos i uśmiechnął się z politowaniem. Zacisnęła zęby
- W Twoich snach, Kaulitz! Nigdy naprawdę – burknęła i odeszła zakładając buty i wychodząc z pokoju.
***
Sobotnie popołudnie było nadzwyczaj pogodne, a zwłaszcza godzina, 17 podczas której pewna brunetka przechadzała się wzdłuż stoiska w supermarkecie. Właśnie stała wśród półek z czekoladą i zagryzała dolną wargę wpatrując się w milke o smaku mlecznym i tą z drobnymi orzeszkami. Zamruczała pod nosem i chwyciła mleczną wsadzając do koszyka…
***
Przechadzał się między półkami i mruczał pod nosem przekleństwa. Znajdź trochę wolnego czasu, aby wyjść na spacer, to napadnie na ciebie stado rozwrzeszczanych fanek. Dobrze, że zdążył wejść do tego supermarketu, zanim one go nie zgniotły, lub zanim nie odpadłaby mu ręka od podpisywania autografów. Stanowczo chciałby, aby chociaż na tydzień trochę ucichło o zespole i, aby wreszcie mógł swobodnie wyjść z domu.
Westchnął i wyciągnął z kieszeni drobne – skoro już tu jest to kupi sobie Red Bula. Właśnie miał podejść do lodówki, gdy w pomiędzy regałami ujrzał znajomą postać. Uśmiechnął się pod nosem i ruszył w jej stronę…
***
- Rose, uważaj, bo niedługo Twój brzuch będzie większy od biustu, o ile to w ogóle możliwe – Usłyszała bezczelny głos tuż za plecami. Zacisnęła zęby i poczuła jak jej wnętrzności wykonują akrobację
- Czy Ty mnie śledzisz?! – Oburzyła się odwracając i spoglądając na Bill’a. Jego oczy świeciły, odbijały się w nich lampy, które znajdowały się za Vaness.
- Nie mam niczego ciekawszego do roboty, tylko obserwować jak wybierasz czekoladę – Zaironizował – może jest melonowa? – Dodał, a ona ścisnęła pięść w kieszeni czarnych bojówek.
- Kaulitz…może pójdziesz do działu z cieniami do powiek, kupisz sobie różowy i zejdziesz mi z drogi do cholery, bo nie chcę na Ciebie patrzeć! – Warknęła
- Ja w przeciwieństwie do ciebie nie używam różu
- A myślałam, że kobiety w Twoim wieku używają – uśmiechnęła się z satysfakcją widząc, jak jego oczy zabłysły złością
- Możliwe, że kobiety tak, ale ja nie jestem płci żeńskiej…u Ciebie trudno tego nie zauważyć – spojrzał z politowaniem na jej piersi i zacisnął pięści w kieszeni, aby powstrzymać pożądanie.
- Kaulitz, mógłbyś mnie nie oglądać w intymnych miejscach? – Warknęła. Już otwierał usta, aby coś odpowiedzieć, kiedy oślepił ich blask fleszy.
Bill zacisnął zęby. Czy wszędzie muszą być paparazzi? Gdziekolwiek się nie pojawi, muszą być i robić zupełnie wyjęte z kontekstu zdjęcia?
Już wie, co jutro będzie na pierwszych stronach gazet „Wokalista Tokio Hotel wdał się w romans”….Wprost idealnie. Zaczął intensywnie myśleć jak z tego wybrnąć. Od wczorajszego zamieszania, jakie wybuchło po tym, jak wychodzili z klubu, wprost nie dawali im spokoju, a i pod domem znowu zrobiło się zamieszanie i pełno fanek.
- Bill, co to za dziewczyna? – Wyrwał go z letargu głos kobiety. Westchnął i zerknął na zupełnie oszołomioną tymi błyskami Vaness. Widział strach w jej oczach, przed tymi hienami
- Fanka, nazywa się Vanessa Rose – powiedział i objął zdziwioną dziewczynę ramieniem.
Nie protestowała. Była zdziwiona, a w głowie jej migało. Przed oczami wirowały plamki i nie miała pojęcia, co ma począć, powiedzieć, chociaż wiedziała, że powinna go odepchnąć. Sprzeciwić się. Ale czuła się bezpieczna w jego ramionach. Nie wiedziała, czemu pozwoliła mu powiedzieć tak wierutną bzdurę, ale nie obchodziło jej to. Otoczył ją niewidzialną osłonką bezpieczeństwa, ukajał paniczny lęk przed dziennikarzami i ciągle nowymi błyskami fleszy.
- Możemy prosić do zdjęcia? – Uśmiechnęła się reporterka
- Oczywiście – powiedział z uśmiechem, po czym szepnął cicho, do Rose, ale nie na tyle, aby kobieta nie usłyszała – No dalej, pocałuj mnie, wiem, że tego chcesz – Zaśmiał się ironicznie ignorując pragnienie, jakie się w nim zapaliło…może naprawdę poczuje jej usta na swoim policzku?
Otoczka bezpieczeństwa runęła, pozostawił lęk, czuła jak jej policzki robią się czerwone
- Jaka nieśmiała – zaśmiał się z politowaniem, a potem błysnęły ostatnie flesze i dziennikarka odeszła, wraz z fotografem.
Puścił ją i zerknął z sarkazmem na jej wciąż czerwone policzki, na oszołomienie, na zdziwione oczy, które z sekundy na sekundę przybierały odcień wściekłości.
- Jak śmiałeś to powiedzieć?! – Krzyknęła
- Chodzi Ci o to z pocałunkiem, czy że jesteś fanką? – Mruknął ze znudzeniem
- Jedno i drugie! Nie byłam, nie jestem i nie będę Twoją fanką! Nie chciałam, nie chcę i nie będę chciała Cię pocałować!
- Nigdy nie mów nigdy – Uśmiechną się szelmowsko i puścił jej bezczelne oczko, odwrócił się na pięcie i odszedł, pozostawiając ją z chęcią mordu...
- Jeszcze coś – usłyszała jego głos. Wrócił…
- Czego? – Nie odpowiedział, tylko wyciągnął z jej koszyka czekoladę i podszedł do kasy płacąc za nią.
Vaness wytrzeszczyła oczy i prychnęła
- To było moje! – Krzyknęła i ruszyła do Kaulitza, aby zabrać mu czekoladę.
Co z tego, ze na półce było tak dużo innych…ona chciała tą, która wcześniej leżała w jej koszyku….była uparta jak osioł, wiedziała to, ale to Kaulitz mógł sobie wziąć z półki
- I jest – odpowiedział i chwycił jej nadgarstek wyciągając ze sklepu.
Jego palce dotknęły jej skóry, a ona zadrżała. Było coś uspakajającego w jego dotyku, coś, co sprawiało, że miała ochotę zatopić się w nim cała…
- Proszę – podał jej czekoladę – byłem Ci dłużny – dodał, a ona uniosła brwi ze zdziwieniem – smacznego, kochanie – Zaironizował i wsuwając milkę do jej rąk odszedł…
***
- Panienko – zwrócił się Bernardo wchodząc do pokoju Vaness – Pani Panienkę woła – uśmiechnął się ciepło – prosi do salonu
- Idę – uśmiechnęła się brunetka i zbiegła po schodach rzucając się na białą sofę, koło Sary. Naprzeciw nich stała Carla. Była ona dobieraną matką Vanessy – zresztą tak samo jak Derek – ale do niej zwracała się po imieniu. Czemu? Teraz nie jest czas, aby to wyjaśniać…
- Coś się stało? – Zapytała brunetka patrząc na kobietę o blond włosach, upiętych w koka
- Tak, jutro rano jedziemy z ojcem do USA….Derek w interesach, a ja może złapię trochę weny – skrzywiła się kobieta – dawno nic mi nie wychodzi
- Głupoty gadasz, śliczne masz obrazy – Uśmiechnęła się pocieszająco Sarah.
Carla Rose była znakomitą malarką i od rana do nocy przesiadywała w pracowni malując obrazy.
- W każdym razie – kontynuowała – chciałam Was o tym poinformować, bo będziecie musiały sobie radzić same – powiedziała, a Vaness uniosła brwi
- A Bernardo i Margarita?
- Bernardo, jeszcze miesiąc temu prosił o wolne w tym terminie, jedzie na ślub, a Margarita do chorej siostry, mam nadzieję, ze jesteście na tyle odpowiedzialne, że wszystko będzie grzecznie i nie rozniesiecie domu, prawda?
- Ależ oczywiście – Uśmiechnęła się Sarah bezczelnie
- W jak najlepszym – Dodała Vaness i wymieniła porozumiewawczy uśmiech z siostrą…



Skutki przedawkowania alkoholu

-Vanessa do cholery przestaniesz jeść tą czekoladę i pomożesz mi? – mruknęła blondynka patrząc na swoją siostrę.
-Ale w czym mam ci pomóc? Przecież wszystko już jest gotowe… - odparła brunetka
-Nie dam rady przesunąć tej kanapy!
-Dobra, dobra, już idę…
***
Całował jej szyję z namiętnością, podczas kiedy ona miała zarzucone ręce na jego kark. W jej dłoni tkwiła butelka z niedokończonym piwem. Oddawała się tej przyjemności całkowicie nieprzytomna. Wypiła już na tyle dużo, by stracić kontrole nad tym, co robiła. Jednak była pewna, że Nick jej nic nie zrobi…bo niby co mógłby jej zrobić?
W końcu był jej chłopakiem…
-Chodź. – powiedział w końcu i chwytając ją za rękę pociągnął w stronę jej pokoju…
***
-Spójrz…u Rosów jest jakaś impreza. I nas nie zaprosiły! – oburzył się Tom Kaulitz wchodząc do pokoju brata. Bill zerknął przez okno. Rzeczywiście…muzyka była głośna, jednak nie na tyle, by naprawdę zakłócać spokój.
-Nie można tego ominąć. – odpowiedział bliźniak
-Yhm…tylko… - dredziarz spojrzał przez okno – Matka. Ona nas nie puści. Wczoraj my już chyba przesadzili.
-Nie musi wiedzieć. – Bill po raz ostatni spojrzał na „zamek”, po czym uśmiechnął się szatańsko do brata…
***
Sarah przytrzymała Nicka za rękę stając na korytarzu.
-Nie chce… - mruknęła nie orientując się nawet gdzie jest – Chcę spać…
Blondyn przysunął ją do ściany i chwycił ją za udo. Pod wpływem alkoholu zaczął ściągać z niej bluzkę.
-Niee… - jęknęła cichutko – Nie mam ochoty…
Nicolas się tym nie przejmował…całował ją dalej, nie mogąc się oprzeć…
***
Tom wyszczerzył zęby do jakiejś blondynki z równoległej klasy.
-Zaraz wracam. – powiedział i ruszył w poszukiwaniu łazienki. Jednak za nim do niej dotarł ujrzał pannę Rose w objęciach Nicolasa. Chłopak prowadził ją na górę…ciekawość zawrzała w nim…
Ruszył za parą…
Kolejną scenę widział jak całowali się na korytarzu. Usłyszał wyraźny sprzeciw dziewczyny, ale Nick wyraźnie się tym nie przejmował.
-Ej! – zaoponował – Ona nie chce.
Chłopak popatrzył na niego.
-Zjeżdżaj. – warknął i dalej całował dziewczynę
-Nie masz prawa. – powiedział podchodząc. Sarah rzuciła mu nieprzytomne spojrzenie.
-Mam do niej większe prawa niż ty…nie wtrącaj się. –warknął patrząc na dredziarza.
-Przepraszam, jeśli mogę się wtrącić…największe prawa ma do mnie Orlando Bloom. – powiedziała Sarah stając o własnych siłach na nogach i kiwając ręką w której trzymała piwo.
Tom uniósł brwi.
-Nie powinnaś już pić. – chciał jej zabrać piwo, ale odezwał się Nick.
-Zjeżdżaj jak nie chcesz żebym ci przywalił.
Kaulitz popatrzył na niego. Na pewno nie był trzeźwy. Przyszedł tu, żeby się pobawić, a nie, żeby pilnować Sary.
Już miał zawrócić, kiedy usłyszał jej głos…
-Nie chcę…nie teraz Brad, jestem śpiąca… - mruknęła dziewczyna, a Tom bez zastanowienia odwrócił się i przywalił Nickowi w twarz.
-Zostaw ją. – warknął, a blondyn spojrzał na niego wściekły i chciał uderzyć go pięścią, ale nie trafił, gdyż Tom się odsunął.
Nick uderzył ręką o ścianę, a Kaulitz szybko chwycił dziewczynę za rękę i ruszył do przodu. Usłyszał jak blondyn ląduje na ziemi, a później stara się wstać.
-Sarah pomóż mi…gdzie jest twój pokój? – zapytał blondynki
-Mm…w niebie. – powiedziała z pełnym uśmiechem
-Proszę cię. – mruknął widząc jak Nicolas podnosi się z podłogi.
-Chcę spać. – powiedziała blondynka i sama weszła w pierwsze białe drzwi. Tom wszedł za nią i zamknął drzwi przekręcając klucz.
-Impreza! –krzyknęła Sarah upadając nagle na ziemię i śmiejąc się głośno.
-Cii… - Kaulitz odwrócił się i dopiero teraz ujrzał uroki tego pokoju. Ściany były błękitne, teraz spowite w ciemnościach. Na panelach rozłożony był bialutki dywanik z misia, a na wprost drzwi dwa duże okna. W ogromnym łóżku mogły się spokojnie wyspać trzy osoby.
Na środku stało wielkie, podświetlane akwarium, w którym rybki pływały naokoło brązowo-złotego zamku.
Na drugą część pokoju nie patrzył. Spojrzał na blondynkę, która usiadła na łóżku wciąż popijając piwo.
-Zabalowałaś… - powiedział i podszedł do niej. Nie wiedział, dlaczego to robi…może było mu jej żal…, ale przecież było tyle innych pijanych dziewczyn…
-Położę ją tylko spać i wyjdę! – krzyknął w myślach i wziął dziewczynie butelkę i postawił ją na stoliku nocnym.
-Nie dobrze mi. – mruknęła
-To normalne. – odpowiedział i ściągnął buty dziewczyny.
-Wiesz, co? Chciałabym być mewą.
Tom zmarszczył brwi. Sarah uśmiechnęła się marzycielsko, kiedy chłopak pomógł jej ściągnąć dżinsy. Blondynka padła na łóżko.
-Idź spać. – odpowiedział przykrywając ją kołdrą.
-Nie zasnę sama. Jestem samotną księżniczką, która potrzebuje swojego księcia, żeby mogła zasnąć. Położysz się ze mną? – spojrzała na niego, tak, że nie mógł odmówić.
-Ok, ale tylko na chwilę. – powiedział wchodząc do łóżka.
-Ściągnij buty. – zagroziła palcem patrząc na białe adidasy chłopaka
Tom przewrócił oczami i po chwili jego obuwie leżało na ziemi.
-Dziękuję. – powiedziała cicho i kiedy on oparł niepewnie głową na poduszce, ona wtuliła się w jego tors. – Jesteś kochany wiesz? I nawet przystojny…zupełnie jak…hm…Colin Farell…
-Śpij… - powiedział
-Ale… - zaczęła znowu i pocałowała go w policzek – jesteś lepszy od Nicka.
Tom uśmiechnął się lekko i pogłaskał dziewczynę po włosach…do nozdrzy wdarł się znajomy zapach alkoholu…
***
Otworzyła oczy i podniosła lekko głowę, która bolała niemiłosiernie. Jasne włosy leciały na jej twarz zasłaniając prawe oko.
Rozejrzała się dookoła i jęknęła.
-Nienawidzę mieć kaca. - mruknęła
Z wczorajszego wieczoru nic nie pamiętała. Zegarek wskazywał dwunastą w południe. Pokój wypełniała woń alkoholu. Dziewczyna opadła głową i nagle zorientowała się, że nie jest sama…
Ręka Kaulitz’a trzymała jej udo, a ona sama trzymała lewą dłonią jego rękę.
-Cholera! - powiedziała cofając się. Poczochrała włosy patrząc na niego z ukosa. Szturchnęła go w ramię. Tom otworzył oczy.
-Co jest? – zapytał
-Co ty tu robisz?
Tom rozejrzał się i uśmiechnął drwiąco.
-Nie pamiętasz?
-Czego mam nie pamiętać?! – warknęła głośno, a jej wzrok padł na rozwalone łóżko.
Tom uniósł brwi.
-No, chyba nie powiesz mi, że nie pamiętasz tej namiętnej nocy? – zaśmiał się, a ręką dotknął jej udo masując je.
-Nie dotykaj mnie. – zagroziła wstając. – Co się stało w nocy? Do cholery, dlaczego ty jesteś w moim pokoju i w moim łóżku?!
Dredziarz zaśmiał się wstając i podchodząc do niej blisko.
-Było tak romantycznie…namiętnie. – wyszeptał do jej ucha
-Wykorzystałeś mnie! Ty draniu! – krzyknęła rzucając się na niego z pięściami. Chwycił ją za nadgarstki przyciągając do siebie.
-Sama chciałaś, ja cię do niczego nie zmuszałem.
-Ale byłam pijana!
-Ja cię do niczego nie zmuszałem. – zagwizdał cicho i podszedł do łóżka siadając na nim i ubierając buty.
-Ale…ale… - nie umiała nic powiedzieć. – Ja to zrobiłam nie świadomie! Jesteś gnojkiem!
-Też cię lubię. – uśmiechnął się ironicznie
-Kaulitz jesteś podłą świnią! Jak mogłeś mi to zrobić?!
-Myślałem, że jak się ma kaca, to boli głowa. – zironizował chłodno
-Pozwę cię o gwałt!
Tom wstał momentalnie i podszedł do niej zbliżając twarz.
-Nie przeginaj, nie zgwałciłem cię. Sama tego chciałaś.
Drażnił się z nią, a to coraz bardziej zaczynało mu się podobać.
-Tego chciałam?! Ja mam chłopaka!
Nie potrafiła sobie tego wyobrazić, że przespała się z Tomem Kaulitz’em!
-Wspaniale. – dredziarz wyszedł ruszając korytarzem w kierunku wyjścia. Sarah mimo wszystko ruszyła za nim. Dopadła go na schodach, zauważając, iż połowę ludzi, którzy brali udział w imprezie, śpi teraz na kanapach i podłodze.
Nie przejęła się nimi, nie przejęła się siostrą, która właśnie rozmawiała z Billem, na końcu pomieszczenia.
-Kłamiesz, prawda? – zapytała wprost ciągnąc go za rękaw i odwracając. Spojrzała w brązowe tęczówki, w których błyskały się iskierki rozbawienia.
-Dlaczego miałbym kłamać? – zaśmiał się ironicznie – Nie moja wina, że twój chłopak ci nie wystarcza i potrzebujesz prawdziwego faceta. Miło było, ale się skończyło. – podsumował i ruszył w stronę dużych drzwi.
Blondynka czuła przyspieszony rytm serca.
Z Nickiem było jej wystarczająco dobrze…
-Jeszcze coś. – Tom odwrócił się i spojrzał na dziewczynę. – Ta noc była naprawdę namiętna. – powiedział po czym wyszedł. Sarah usłyszała chrząknięcie w tyle.
-O, jakiej nocy on mówił? – zapytała Vanessa
-Nie ważne. – warknęła i wróciła do swojego pokoju. Padła na łóżko i nałożyła na głowę poduszkę. Znów chciała zasnąć…


Tytuł: Rozdział szósty

Autorzy: Katazyna K., Joanna S.
Wszelkie prawa zastrzeżone


Aloha ;)
Jak tam po świętach? ;> U mnie okroopnie. Nażarłam się jush do świąt Bożego Narodzenia A przede mną jeszcze tyle urodzin, i komunia w maju. Strach pomyśleć :D
Bardzo chciałam podziękować Adze, która podała nam bloga, na którym były plagiaty z naszych blogów. Jeszcze raz wielkie dzięki :* Blog został już usunięty.
Wielkie dzięki tesh wielu osobom, które napracowały się i zostawiły pod ostatnią notką obszerne relacje z koncertu :)
Widzę, że było udanie, choć może nie samo czekanie przed występem ;)
A teraz zapraszam na notki :* Buziaki! :)

AngeL




You’ll my…I know it...

Wyszedł ze studia i przeciągnął się wchodząc do czarnego vanu zaraz za Gustavem i Georgiem.
- Czy Tom zawsze musi przepadać jak kamień w wodę? – Mruknął zdesperowany Czarnowłosy i otworzył puszkę Red Bula
- Najwidoczniej ma to we krwi…co robimy wieczorem? – Zapytał Georg.
Dochodziła 17, a w środku września, o tej porze nie była najjaśniej. Słońce jeszcze świeciło, ale było coraz niżej. Był dość ciepły dzień – być może ostatni taki w tym roku…
- Ja odbębniam korki z Rose, aby mieć to z głowy w tym tygodniu – wzruszył ramionami Bill
- Bierzesz u niej korki?! – Prawie krzyknął Gustav
- Daje! Uczę ją niemieckiego, a jest z tego naprawdę cienka…no nie ważne. W szkole się z nią umówiłem na 18…pewnie wcześniej niż o 21 stamtąd nie wyjdę…niestety – Mruknęła popijając Red Bula
- Czemu niestety? Ładna jest? – Zaśmiał się Georg. Bill zagryzł dolną wargę. Czy ładna? Nie umiał tego określić…coś go do niej ciągnęło, ale co to było to nie wiedział. Może to, że trzymała go tak daleko od siebie? A może aksamitna jej skóra…uśmiechnął się na wspomnienie muśnięcia jej policzka…
- Mówią na nią Melon, sam oceń, czy takie lubisz – Zaśmiał się Czarnowłosy, a samochód stanął pod hotelem, a Gustav i Georg wysiedli.
***
Westchnął i podziękował Bernardowi za przyniesie mu już trzeciej herbaty. Ciągle powtarzał z blondynką Czas Przeszły, ciągle jej powtarzał to samo, a ona ciągle jak nic nie rozumiała, tak nie zrozumiała. W dodatku dostała kolejną szóstkę za nieoddanie referatu.
- Dobra – mruknął Kaulitz i przeciągnął się kładąc się na brzuchu, na podłodze – wiem, że ty się nie możesz tak położyć ze względu na naturę – Zaironizował – ale chodź bliżej – Vaness zacisnęła zęby i podsunęła się bliżej chłopaka, opierając plecami o łóżko. Nie odezwała się odkąd przyszedł. Wzruszała ramionami, patrzyła chłodno. Nie, nie wybaczyła mu, że wczoraj odważył się musnąć jej policzek. Że do tej pory, gdy o tym myśli, to przypominają jej się jego miękkie wargi, tak przyjemnie ciepłe.
- Jeszcze raz. Jakim przedrostkiem musi zaczynać się czasownik, aby nie dodawać do niego „ge”. Podpowiem Ci, że są czasownikami nierozdzielnie złożonymi – brunetka wzięła kartkę papieru i napisała. Westchnął i spojrzał na kartkę
To będzie trudniejsze, niż myślałem – przeszło mu przez myśl.
„be-, ent-, er-, ver-, zer-, ge-, miss-, emp-”
- Brawo – Mruknął i przewrócił się na plecy – Masz zamiar się do mnie nie odzywać do końca życia? – Kiwnęła głową
- Świetnie, a wiesz, że utrudnia mi pracę? – Znowu kiwnęła głową – Że mnie to cholernie wkurza? – Kiwnięcie – POWIEDZ COŚ! – Zaprzeczyła ruchem głowy – Złożyłaś przysięgę milczenia?! Jak się nie odezwiesz to znaczy, że mnie kochasz, śnię Ci się po nocach i jestem Twoim marzeniem – Powiedział patrząc uważnie w jej oczy
- Ty chyba zwariowałeś?! – Oburzyła się – Nigdy! Wolę umrzeć, niż się w Tobie zakochać – Warknęła, a on uniósł brwi. Czyżby to była zachęta do podbicia jej serca?
- Czyli jak Cię w sobie rozkocham to się zabijesz?
- Tak się tylko mówi idioto…zresztą…nigdy Ci się to nie uda! – Warknęła i prychnęła
- Do wiosny, będziesz mnie kochała – Odpowiedział pewny siebie – Obiecuje Ci to – dodał i uśmiechnął się cwanie
- Niedoczekanie Twoje – Powiedziała głośniej niż zamierzała. Czuła w żołądku pustkę. Wielką, głęboką czarną dziurę. Pozostawał jeden procent możliwości, że mu się uda…
Wcale nie! Nie uda! – Krzyknął głos w jej głowie…
Nie jesteś nazbyt pewny siebie? – Szepnął głos w jego głowie. Nie, nie był. Chciał, aby się w nim zakochała. Podbije jej serce, na złość jej samej, aby utrzeć nosa tej złośnicy. Przecież sam nie mógłby się w niej zakochać, więc co mu szkodzi spróbować ją poderwać?
- Zobaczymy – Przeciągnął się i wstał – A ta propozycja ze spędzeniem nocy, jeśli nie powiem Sarze, to dalej aktualna? – Uśmiechnął się perfidnie
- Jestem dla Ciebie za droga Kaulitz – Syknęła
– JESZCZE jesteś…nie długo to potrawa kotku…Spadam, koniec na dzisiaj…dobranoc…śpij słodko…kochanie…i śnij o mnie – Powiedział i uśmiechnął się szelmowsko, wychodząc i unikając lecącego w jego stronę wazonu.
Zacisnęła pięści
- Marzysz Kaulitz jeśli myślisz, ze Ci się uda…nie zdobędziesz mojego serca…nie ty…
***
Otworzyła drzwi do sypialni siostry i weszła w głąb wpatrując się w leżącą na łóżku zapłakaną Sarę. Twarz miała schowaną w poduszkę, a jej ciało unosiło się i opadało od szlochu
- Saruś, kochanie, co jest? – Zapytała ciepło brunetka siadając na skraju jej łóżka i dotykając włosów
- Kaulitz – szepnęła – pocałował mnie i…i Nick to zobaczył i ze mną zerwał – Wyszlochała
- Ci…Saruś, kotku, wiesz, że jutro się pogodzicie – Przytuliła siostrę…
***
Gorąca woda parowała w miodowej łazience. Lustro było pokryte białym osadem, a jeśli ktoś by tu wszedł to zapewne mógłby się zgubić.
Właśnie brała prysznic i szykowała się do snu. Jutro piątek, ostatni, najlepszy dzień w całym tygodniu.
Zakręciła kurek z gorącą wodą i wyszła spod prysznica. Pomieszczenie nie było bardzo duże. Pokryte miodowo brązowymi kafelkami. W rogu stał półokrągły prysznic, a koło niego wanna z hydromasarzem. Umywalka, toaleta, duże lustro i półka na kosmetyki.
Wentylator wywiewał wilgotne, gorące powietrze. Przetarła ręką lustro i przyjrzała się swojemu ciała. Nienawidziła swojego odbicia. Nie znosiła swojego biustu…
Westchnęła i przeczesała palcami mokre kosmyki włosów, które przykleiły się do jej szyi.
Owinęła się białym ręcznikiem i wyszła z pomieszczenia, wchodząc do pokoju…
***
Zadzwonił do drzwi domu Państwa Rose i zagryzł dolną wargę czekając, aż otworzy mu kamerdyner
- Witaj Bernardo – Uśmiechnął się blondyn
- Panicz Nick – Uśmiechnął się lekko – Sarah prosiła, aby nikogo, do niej nie wpuszczać – powiedział lekko zmartwionym głosem mężczyzna
- Ja nie do niej….Jest może Vanessa?
***
- Cholera! – Krzyknął Czarnowłosy chłopak przewracając wszystkie książki w swojej torbie – TOM! – Krzyknął na dredziarza i wszedł do jego pokoju – nie widziałeś mojego zeszytu od niemieckiego?! Chcę odrobić tą głupią pracę dla tej wiedźmy – mruknął
- Nie widziałem i sam się właśnie próbuje za to wziąć – skrzywił się starszy Kaulitz – Ja nie chcę chodzić do tej głupiej budy
- Pocieszyć Cię? Ja też nie – Warknął i oparł się o ścianę…wiedział, gdzie zostawił zeszyt…
***
Stała naprzeciwko drzwi i zagryzała dolną wargę zastanawiając się, gdzie wsadziła pidżamę. Wciąż była owinięta białym ręcznikiem, a czarne włosy opadały na dekolt, przyklejając się do niego i szyi. Zroszone ramiona, pokryte były delikatnymi kroplami wody.
Wtem drzwi się otworzyły. Uniosła nagły wzrok, a przed nią stał blondyn. Wszedł głębiej i zamknął za sobą drzwi. Czuła gorące rumieńce wypływające na jej policzki. Jego oczy patrzyły na nią tak zachłannie, z takim pożądaniem. Mimo iż były koloru chłodnego niebieskiego, były takie gorące. Zbliżył się do niej wbijając śmiałe spojrzenie w jej tęczówki. Położył dłonie na talii dziewczyny, a wilgotny ręcznik ochłodził jego dłonie.
- Sarah… - Szepnęła Vaness widząc zbliżające się wargi chłopaka
- Nie jestem już z nią…teraz chcę być z Tobą – Otwierała usta, aby się sprzeciwić, aby ogłosić, ze nie zdradzi siostry po raz kolejny. Nie mogła, nie udało się.
Jego dłonie z talii przeniosły się na pośladki, a wargi musnęły usta…
Poczuła tylko obrzydzenie do samej siebie…musiała do odepchnąć…
Nie zdążyła. Drzwi się otworzyły, a do środka wszedł Czarnowłosy...
- Przepraszam, ze przeszkadzam, ale zapomniałem zeszytu – Powiedział ironicznie. Nie czuł speszenia. Raczej, coś, co wybuchło mu w żołądku. Czego nie mógł konkretnie nazwać, co go strasznie zirytowało.
Odepchnęła od siebie blondyna i wymierzyła mu siarczysty policzek
- wyjdź Ames! WYNOCHA! – Krzyknęła i wskazała palcem drzwi.
- Widzimy się w szkole – Odpowiedział i ostatni raz zlustrował ją wzrokiem. Odwrócił się i spojrzał spod byka na Czarnowłosego, który schylił się i wziął swój zeszyt.
Drzwi za Nickiem zamknęły się z trzaskiem.
Zagryzł dolną wargę. Wyglądała tak…pociągająco. Ciało okryte tylko białym ręcznikiem. Mógł to widzieć przecież dwa dni temu z okna, ale to nie to, co z takiego bliska. Kilku metrów. Musiał zmniejszyć odległość…musiał.
Czuła się speszona, patrzył na nią z żądzą i ironią, jakiej jeszcze w jego oczach nie widziała. Bała się w tej chwili, że zaraz rzuci się na nią…a może bała się tego, ze chętnie by to przyjęła?
Podszedł do niej, wpatrując się dokładnie w każdy element odsłoniętego tak bardzo jej ciała. Stanął tak blisko, ze miała wrażenie, że jego wargi zaraz dotknął jej, że się połączą w namiętności…
Ale on ominął jej usta, przyjęła to…cholera…przyjęła to z rozczarowaniem. Jego wargi znalazły się blisko jej lewego ucha, a prawa ręka chłopaka objęła ją w pasie dotykając mokrego ręcznika na jej pośladkach. Przyjemna wilgoć, ochładzała rozgrzaną skórę.
- Niegrzeczną jesteś dziewczynką – Szepnął jej do ucha, a gorący oddech wskrzesił w niej przyjemne zawirowanie. Ciepło jego ciała, gdy jej dotykał dawał jej dziwną przyjemność. Nie chciała, aby odchodził.
On jednak ignorując skurcz żołądka i mrowienie w wargach odsunął się i odwrócił ruszając do drzwi. W ręce miał swój zeszyt.
- Kaulitz – Usłyszał jej zachrypnięty głos.
Zatrzymał się i spojrzał na nią przez ramię. Odchrząknęła
- Jeśli jeszcze raz odważysz się mnie dotknąć to wybije Ci zęby – Syknęła o wiele chłodniej.
Nienawidziła go…z wzajemnością…
***
- Nie, ja mam tego serdecznie dość – Oburzył się Czarnowłosy chłopak, który siedząc wraz z bratem w pokoju dredziarza próbował coś wydukać i napisać referat – Mam w poważaniu, to całe wypracowanie – dodał i chwyciwszy swój zeszyt rzucił nim o ziemię
- Ja też, mam zdecydowanie ciekawsze rzeczy na głowie niż siedzenie i wymyślanie dla niej odpowiedzi na pytanie mieć czy kochać…wariatka. A nie da się tego pogodzić?! – Przyłączył się do narzekania starszy Kaulitz, a Bill zagryzł wargi.
- Georg i Gustav pytali, co robimy wieczorem, bierzemy ich i idziemy do klubu? – Zapytał Czarnowłosy, a Tom uśmiechnął się
- Dobrze kombinujesz…a jutrzejsza szkoła…chyba sobie zrobimy wolne – Uśmiechnął się i wziął telefon wykręcając numer Georga…
***

Dragi, alkohol i sex – typowe rockowe życie, którego zachciało się zespołowi Tokio Hotel?

Wczorajszej nocy z 15 na 16 września zespół Tokio Hotel odwiedził jeden z najlepszych klubów z Hamburgów – „Phönix” *[1], w którym spędzili całą noc.
Cała czwórka świetnie bawiła się z kilkoma fankami (zdjęcia poniżej – dopisek redakcji).
Gustav Schäfer (18) i Georg Listing (18) opuścili klub koło godziny 3, natomiast wokalista zespołu – Bill Kaulitz (17) i gitarzysta - Tom Kaulitz (17) wyszli z klubu w towarzystwie dwóch dziewczyn. Obydwoje byli pijani i o mało nie wdali się w bójkę z dwoma chuliganami. Gdyby nie interweniowała ochrona zapewne doszłoby do rękoczynów.
Czyżby zespół Tokio Hotel pragnął zaznać rockowego życia? Alkohol już jest i dziewczyny też…w przyszłości Dragi?”


***
- Moja głowa – Mruknął pod nosem Czarnowłosy chłopak leżący w samych bokserkach na swoim łóżku. Przez zasłonięte żaluzje wkradały się delikatne promienie słońca, a na pobliskim zegarze była godzina trzynasta. Ciche tykanie dudniło mu w głowie, którą rozdzierał ból.
Wyciągnął rękę i odszukał na podłodze butelkę wody i za jednym zamachem opróżnił pół. W gardle mu zaschło…nienawidził mieć kaca.
Podniósł się i wszedł szybko do łazienki, było mu niedobrze…
***
- Bill Kaulitz – Sprawdzała obecności wychowawczyni podczas lekcji wychowawczej. Była to spokojna kobieta o stalowych oczach. Miała jasne włosy, które zawsze opadały na szczupłe ramiona i była w wieku 50. Nazywała się Janette Hool i prawie każdy ją lubił
- Nie ma – Powiedziała jakaś dziewczyna, a Vaness oderwała wzrok od kartki, na której rysowała gwiazdki i przejrzała klasę wzrokiem. Faktycznie. Nawet nie zauważyła, że Kaulitzów nie ma
- A jego brat? – Zaciekawiła się kobieta, a dziewczyna pokręciła głową – to kiepsko, bo mam dla nich kartkę, którą musi podpisać ich matka – powiedziała wychowawczyni zagryzając dolną wargę – kto im zaniesie?
- Niech Rose zaniosą – odpowiedział jakiś chłopak – mają najbliżej
- A wypchaj się – wzdrygnęła się blondynka – ja mam trening
- Więc Melon – wzruszył ramionami
- A ja nie mam zamiaru ich widzieć – Oburzyła się Vanessa
- Panno Rose – przywołała ją wychowawczyni gestem ręki – zanieś to Kaulitzom i daj im lekcje – uśmiechnęła się i podała jej kopertę. Rose zacisnęła zęby…
Czemu zawsze ona?!
***
Wyszedł z łazienki ocierając ręką usta i czochrając się po włosach wyszedł z pokoju wlokąc się na dół, mając nadzieję, że nie zastanie matki. Fakt, nie zastał. Przechodząc koło pokoju Toma usłyszał jeszcze jego chrapanie. Krzywiąc się od smaku, jaki miał w ustach i od bólu głowy wszedł do kuchni wyciągając z lodówki wodę mineralną i z szafki tabletki
Przydałoby się, aby wymyślili coś na kaca…może tabletki o nazwie „Specjalnie dla Billa” – Przeszło mu przez myśl i wrzucił Aspirynę do szklanki z wodą.
Zacisnął zęby, gdy bolącą głowę rozdarł dźwięk dzwonka do drzwi.
Kogo niesie w środku nocy – Warknął do siebie i poszedł otworzyć ignorując fakt, że ma na sobie tylko bieliznę.
***
Po skończonej lekcji mrucząc pod nosem przekleństwa ruszyła w stronę domu, po drodze wstępując do kiosku i kupując gazetę. Była wściekła, że musiała iść do Kaulitzów i postanowiła, że kiedy oni będą przepisywali zeszyt ona zacznie czytać tego szmatławca. Jej uwagę przykuł jednak nagłówek

„Dragi, alkohol i sex – typowe rockowe życie, którego zachciało się zespołowi Tokio Hotel?”

Nie mogła się powstrzymać, aby nie przeczytać artykułu…
***
Otworzył drzwi i nagle poczuł gorąco w klatce piersiowej, a jego ciało nagle zachciało przykryć się jakimiś ciuchami. Dziewczyna opierająca się o framugę drzwi patrzyła na niego z lekką ironią i politowaniem. Czuł jak jej wzrok na dłużej zatrzymuje się na gwieździe, jaką sobie wytatuował, a potem spogląda bezczelnie wprost w jego oczy. Zacisnął zęby i odsunął się wpuszczając ją do środka
- Czego? – Zapytał niezbyt miło
- Może grzeczniej? – Zaironizowała – nie przyszłam z własnej woli, wychowawczyni kazała dać Wam lekcje i masz to przekazać matce – odpowiedziała i podała mu kopertę, wchodząc za Czarnowłosym do kuchni – A tak na marginesie to jak tam po nocnej balandze w klubie? – Sarkazm wypłynął z jej gardła. Wypił aspirynę i spojrzał na nią
- Skąd wiesz, że byliśmy w klubie?
- Każdy o tym wie – Rzuciła gazetę na ladę, a on westchnął i przeleciał ją wzrokiem
- Każdy ma prawo czasem zaszaleć
- Och, oczywiście – Zaśmiała się z politowaniem, a chłopak zacisnął zęby. Ten głos przysparzał go o ciarki i dreszcze, to spojrzenie sprawiało, że tak cholernie chciał…chciał…czego? Dotyku?
Nie wiedziała, czemu jej wzrok tak natarczywie śledził każdy jego ruch, nie umiała go oderwać od jego, chciała oglądać te brązowe, głębokie oczy, chciała, by podszedł do niej, blisko…bardzo blisko…tak by poczuła znowu tą przyjemną woń, która by zahipnotyzowała…
- Zostaw mi te zeszyty, nie chce mi się teraz przepisywać – mruknął i opadł na krzesło
- Nie umyłeś się Kaulitz – prychnęła ironicznie i wyjęła zeszyty rzucając na stół – przepisuj, czekam, masz 20 minut – zerknęła na zegarek…tak, dwadzieścia minut…to maksymum, aby nie zwariowała w jego towarzystwie…
- Mogłabyś odliczanie zacząć, jak zacznie działać aspiryna? – Jęknął i biorąc zeszyty ruszył do salonu rzucając się na beżową sofę i włączając telewizor
- KAULITZ! – Oburzyła się siadając obok niego – przepisuj!
- Nie chce mi się – mruknął i wziął pierwszy lepszy zeszyt z niebieskiej okładce – Ciekawe, co piszesz na tyłach – uśmiechnął się wrednie – „Kocham Cię Nick”? – Rzucił z sarkazmem, zerkając na ostatnią stronę, na której naszkicowane były różne bzdety - Ale ślicznie – Zakpił, a dziewczyna prychnęła i chwyciła w rękę końcówkę zeszytu chcąc mu wyrwać
- Nie Twoja sprawa, co mam na okładkach, przepisuj – Syknęła. Nie puścił zeszytu tylko pociągnął w swoją stronę, przy okazji przyciągając brunetkę.
Znalazła się blisko niego. Do jego nozdrzy wkradł się świeży zapach mandarynek, pomarańczy i cytryny, spowitych w jakimś cudownym tańcu prowokacji. Była tak blisko, jej usta były tak blisko, tak cholernie kusiły, czuł mrowienie swoich warg. Uporczywe mrowienie, upominające się o…o co? O zaznanie bliskości jej ciała?
Patrzył na jej usta jak zahipnotyzowany. Czuła się skrępowana, ale jednocześnie dziwne ciepło ogarnęło jej żołądek. Gorąc bijący z jego ust ją omamił, przypomniało jej się jak musnął jej policzek. Były takie…miękkie, gładkie, przyjemne w dotyku…

_________
* [1] – Phönix -> Feniks





Separacja? Już nie! „Odwal się od mojej pizzy”

Wysoka blondynka stała wśród dziewczyn patrząc na nie z ukosa. Grupa cheerleaderek była właśnie na boisku i ćwiczyła układ na najbliższy mecz z przeciwną drużyną z innej szkoły.
-Sarah, dalej! Uda ci się. – powiedziała trenerka, która patrzyła na dziewczynę.
-Nie, nie mogę. – jęknęła. Nie mogła zrobić podwójnego salta! Bała się i nie była w humorze…
-Musisz to dzisiaj zrobić!
-Ale…
-Żadnych „ale”. Albo robisz, albo wylatujesz z drużyny. Mam dość twoich nastrojów. – powiedziała ostro. Lubiła Sarę, ale mimo wszystko musiała być surowa.
Blondyna westchnęła.
-Nie dam rady dzisiaj. Przepraszam. – powiedziała
-Jutro przychodzisz tu o 16, będziemy ćwiczyć.
Nagle na boisko weszła drużyna futballistów.
-To chyba koniec treningu. – powiedziała inna blondynka, która również była popularna w szkole.
-Tak…zbierajcie się. – powiedziała trenerka i wszystkie dziewczyny powoli zaczęły schodzić. Sarah spojrzała na Nicka. Nie patrzył w jej stronę…nie chciał…
Blondynka usiadła na trybunach i czekała, aż ich trening się skończy…
***
Liczyła chłopaków, którzy wychodzili z szatni. Chciała z nim porozmawiać. Mike, który był bramkarzem wyszedł jako przedostatni.
-Nick już idzie? – zapytała
-Kończy brać prysznic. – odpowiedział i odszedł. Sarah kiwnęła głową i wzięła oddech. Powoli weszła do środka. Usłyszała szum wody, za szklanymi drzwiami, które były lekko uchylone. Położyła torbę na ławce i spojrzała na swoje obuwie. Nagle woda przestała uderzać o posadzkę i dziewczyna poczuła jak serce zaczyna wystukiwać coraz to szybszą melodię…
-Sarah? – usłyszała nagle. Odwróciła się. Nick stał w drzwiach owinięty w pasie ręcznikiem i wpatrzony w dziewczynę.
-Cześć Nick. Chciałam…porozmawiać. – spojrzała w jego oczy
-Myślę, że nie mamy o czym. – odpowiedział chłodno
-Przepraszam. – wyszeptała – Ja…nie chciałam tego…nawet nie chciałam z nim wracać…przyczepił się do mnie!
Blondyn spojrzał na dziewczynę. Tak bardzo chciał jej wybaczyć, ale czuł żal do niej…nie mógł znieść tego, że całowała się z innym…czuł rosnącą zazdrość, nawet kiedy zapewniała go, iż nic ich nie łączy.
-A ty możesz się całować z innymi? – prychnął głos w jego głowie.
-Już nigdy więcej tego nie zrobię. – przysiągł sobie w duchu. Teraz wiedział jak zdrada boli.
-Przecież wiesz, że cię kocham. – poczuł jak blondynka staje przed nim.
-Już dobrze. – powiedział cicho obejmując ją w talii. – Ja też cię kocham… - szepnął cicho i musnął malinowe usta dziewczyny…
-Ja naprawdę nie chciałam… - powiedziała czując łzy w oczach…nie chciała? Przecież sama go pocałowała…pomyślała o jego ustach, które śniły jej się dzisiaj w nocy…rano miała dziwną chęć dotknięcia ich…
Szybko wyrzuciła tą myśl z głowy, wtulając twarz w tors chłopaka…
-Chodź, przebiorę się i odprowadzę do domu…
Sarah uśmiechnęła się ciepło i kiwnęła głową…
***
-Wejdziesz? – zapytała, kiedy stanęli pod bramą jej domu.
-Nie, powiedziałem rodzicom, że idę tylko na trening…
-Od kiedy się tym przejmujesz? – zaśmiała się
-Dobra, dla ciebie wszystko. – wyszczerzył się i zbliżył do dziewczyny usta. Muskając je namiętnie parę razy pogłaskał jej policzek.
Jego usta były wyjątkowe, ale nie tak delikatne jak Kaulitz’a…on całował inaczej…bardziej profesjonalnie?
Wiedział dokładnie czego potrzebuje…
-O czym ty myślisz! – skarciła się w duchu blondyna. – Zostaw Kaulitz’a i zajmij się Nicolasem!
Uśmiechnęła się ciepło przyłapując się na tym, iż wolałaby zaprosić do siebie Toma…
Zacisnęła zęby…nie potrafiła przestać o nim myśleć.
-Nick…albo idź do domu. Zapomniałam, że dzisiaj muszę jeszcze się sporo nauczyć…jutro mam ważny sprawdzian…przepraszam. - skłamała
-Ok. Nic się nie stało. Wpadnę po ciebie rano, przed szkołą. – cmoknął ją w policzek i odszedł.
-Co się z tobą dzieje do cholery? – krzyknęła w myślach wściekła na samą siebie. – Wyrzuć go z głowy! O, tak! Wyrzuć i zapomnij o tamtym pocałunku…
Wyciągnęła telefon i wstukała nową wiadomość…telefonowy nieznajomy stał się dla niej kimś naprawdę bliskim…przyjacielem, któremu mogła się ze wszystkiego zwierzyć, bez obaw, że wygada komuś…no, bo niby komu miałby wygadać? Nikogo nie znał…
***
Tom Kaulitz leżał na swoim łóżku wciąż lecząc kaca. Ból głowy towarzyszył mu już od południa, a teraz jeszcze dobijał nawet najmniejszy hałas…
Akurat popijał wodę, kiedy telefon zadźwięczał.
-Ludzie, litości. – jęknął patrząc na wyświetlacz.
Cześć :* Dzisiaj pogodziłam się z Nickiem. Co za szczęście, że nie było w szkole tego bałwana Kaulitz’a. Zabiłabym go. Ale nie ważne :) Co tam u Ciebie?
-Sory, ale nie odpiszę ci od razu za tego bałwana. – jęknął odkładając telefon i opał z powrotem głową na poduszkę…
***
-Jestem głodna jak wilk! – powiedziała Sarah wchodząc do kuchni rozpromieniona.
-A ciebie co? Jeszcze rano nie chciałaś nic jeść. – odezwała się Margarita
-Ale teraz zjadłabym…wielką pizze. – powiedziała – Zamówię, jakąś dobrą. Albo idę zapytać Vanessy… - uśmiechnęła się i ruszyła do pokoju siostry.
-Vanessiku ty mój kochany…jestem głodna. – powiedziała
-A ty co taka wesoła? – zapytała brunetka
-Pogodziłam się z Nickiem…ale nie ważne. Obejrzymy dzisiaj jakiś film i zjemy ogromną pizze…
Vanessa zaśmiała się i kiwnęła głową…
***
-Byłeś już tam? – zapytał Tom brata patrząc na dom Rosów.
Siedzieli właśnie w swoim ogródku i odpoczywali na świeżym powietrzu. Na kaca było to naprawdę dobre lekarstwo…
-Byłem. – odrzekł czarnowłosy
-I?
-Co, i?
-Wygląda bogato.
-I tak jest. Dom trzy razy większy niż nasz, ale…nie podobał mi się.
-Żartujesz. – prychnął Tom
-Nie, że wygląd czy coś, ale…tak jakoś smutno było w tym domu. Niby tyle tego tam było, ale nikt nie miał jak z tego korzystać…zresztą sam musiałbyś zobaczyć.
-Chodźmy tam. – powiedział nagle wstając
-Odbiło ci? – Bill uniósł brwi
-Nie, mówię poważnie.
-I co powiesz?
-Przecież możesz odwiedzić Vanessę.
-Równie dobrze ty ją możesz odwiedzić. Możesz poprosić ją o lekcję, lub o cokolwiek innego. Ja nie zamierzam tam wchodzić.
-Tchórz.
Bill prychnął.
-Chciałbyś chociaż w połowie być taki jak ja.
-Nie za bardzo. – zaśmiał się – Rusz ten kościsty tyłek i chodź. – powiedział i wyszedł z ogrodu kierując się w stronę domu sąsiadów…
***
Sarah ugryzła kawałek ciągnącej się pizzy.
-Mm…pycha. – mruknęła delektując się.
-Łakomczuch. – zaśmiała się czarnowłosa
-Ty kochasz czekoladę, a ja pizze i wychodzi na to samo.
-Czekolada dodaje energii, a pizza mnóstwo kalorii…
-Kłóciłabym się co do tych kalorii, no ale niech ci będzie. – wyszczerzyła zęby. Dziewczyny rozłożone były na miękkiej podłodze, na której wprost znajdował się wielki telewizor. Pomieszczenie nie miało okien, gdyż było ono w piwnicy. Tu siostry najbardziej lubiły przychodzić, kiedy chciały spokojnie pooglądać film. Ściany były dźwiękoszczelne, a kolory ścian nie rozpraszały podczas oglądania. Na dodatek po wyjściu ściągało się wszelkie obuwie i wchodziło na podłogę wykonaną z materaców. Na niej było mnóstwo poduszek. W kącie pokoju znajdowała się maszyna, która robiła w dwie minuty świeży popcorn, oraz lodówka z napojami.
Na dużym ekranie leciał właśnie Upiór w operze…
***
W domu rozległ się dzwonek do drzwi. Barnard otworzył wrota.
Uśmiechnął się widząc obydwóch Kaulitz’ów, mimo, iż wcale nie podobało mu się to, co napisali rano w prasie…
-Dzień dobry.
-Yhm…jest Vanessa? – zapytał od razu Bill
Tom stał jak wryty i wpatrywał się w pomieszczenie za plecami kamerdynera.
-Tak, razem z panienką Sarą oglądają film w piwnicy. Proszę. – powiedział wpuszczając ich do środka.
Dredziarz rozwarł buzię z wrażenia. Dom był jeszcze większy niż wydawał się być na zewnątrz…
-Niech panowie idą za mną…
Bill klepnął brata w ramię i kiwnął głową. Zeszli ozdabianymi schodami w dół. Żaden z nich tu jeszcze nie był. Dół był urządzony niczym wnętrze jaskini, lub dżungli. Ściany miały matowy kolor, ale mimo to i tak większość pokrywała zieleń liści.
Światło wychodziło zza sztucznej zieleni, wydając się być promieniami słonecznymi. Tom nie mógł się otrząsnąć z szoku. Domyślał się, że spotkają go tu luksusy, ale aż takie?!
Minęli już dwie pary drzwi. Przy trzecich „krzaki” zniknęły, a nad wejściem narysowane było słońce i napisane: Solarium.
Nie mógł w to uwierzyć. Szli dalej…za czwartymi drzwiami udało mu się zobaczyć kawałek basenu. W końcu doszli do ostatnich drzwi…
-Nie musisz nas zapowiadać. – jęknął Bill, a Bernard zaprzeczył głową. – No, dalej…proszę!
-Dobrze, ale tylko ten jeden jedyny raz. – powiedział odchodząc.
Tom spojrzał na brata.
-To jest jakieś chore…
Młodszy Kaulitz uśmiechnął się i pchnął drzwi. Ciemna czerwień przechodząca w czerń rzuciła się w oczy.
Tom rozejrzał się, kiedy dziewczyny zdążyły się odwrócić. Sarah poczuła jak szczypią ją policzki…
Co on tutaj robił?!
-Czego? – warknęła Vanessa
-Przyprowadziłem brata…chciał zobaczyć wasz dom. – odparł z ironią Bill
-A co to muzeum?! – krzyknęła Sarah – Wynocha!
-Oo…pizza. – Tom odzyskał mowę i podszedł do dziewczyn.
-Spieprzaj z tymi butami!! – wrzasnęła blondynka
-Ej, ej, może milej, co? – powiedział z pretensją Tom wracając się i ściągając adidasy.
-Po cholerę ściągasz te buty?! Załóż je! – warknęła Sarah
-Ale…kazałaś ściągnąć!
-Załóż je!
Tom przewrócił oczami, założył adidasy i chciał wejść na materac, ale blondynka krzyknęła:
-Gdzie ty wchodzisz z tymi buciorami?!
-Przecież kazałaś założyć!
-Założyć i wyjść! Chyba nie myślałeś, że cię tu zaproszę. – prychnęła głośno. Bill leżał na podłodze śmiejąc się głośno, tak samo jak Vanessa.
-Ale…wrr… - Tom ściągnął ostatecznie adidasy i podszedł do dziewczyny.
-Odsuń się ode mnie! – krzyknęła – Wystarczająco już szkód narobiłeś. Nie chcę, żebyś się do mnie zbliżał.
-To ty mnie pocałowałaś. – prychnął
-Ja?! To ty zacząłeś!
-Masz krótką pamięć, kotku.
-Powiedziałam ci już coś na temat kotka!
-Przez was przegapię cały film. – westchnęła Vanessa
Tom wzruszył ramionami i sięgnął do ogromnego pudełka po kawałek pizzy.
-Oo…peperoni…mm…uwielbiam. – powiedział i już miał ją włożyć do ust, kiedy poczuł jak ktoś mu ją wyrywa.
-Zjeżdżaj od mojej pizzy, Kaulitz! – krzyknęła Sarah
-Ej! Jednego kawałka mi żałujesz?!
-Tak! Wiesz ile się na tą pizze naczekałam?!
-Oddaj…głodny jestem. – powiedział i wyrwał pizze dziewczynie.
-Kaulitz, ty nędzna kreaturo! – wrzasnęła blondynka wstając, kiedy Tom ugryzł się już pizzy.
-Tak, kotku? – wyszczerzył się
-Masz coś między zębami…chyba pieczarka. – zironizowała śmiejąc się przy tym
Poczuł jak policzki go pieką ze złości. Znów postawiła go w sytuacji, w której nie wiedział co jej odpowiedzieć.
-W kuchni mamy wykałaczki. Idź poproś Margaritę, żeby Ci dała i idź do łazienki, bo wyglądasz okropnie.
-Nic nie ma. – odezwała się Vanessa patrząc na chłopaka i marszcząc brwi.
Sarah mruknęła.
-Miałaś nie mówić. – jęknęła
-Ha! I kto jest górą? – zawołał Kaulitz – A teraz Bill możesz zrobić popcorn. Pooglądamy sobie coś…tylko nie Upiora, bo to najnudniejszy film jaki widziałem…a właściwie nie widziałem całego, ale…
-Ty chyba sobie żartujesz?! – prychnęła blondynka – Nie będzie żadnego popcornu, nie będzie żadnego filmu!
-Dlaczego? – odezwał się Bill – Jesteśmy tylko sąsiadami, którzy chcą się bliżej poznać ze swoimi jakże uroczymi sąsiadkami. – dodał dając nacisk na „bliżej”. Vanessa spojrzała na niego unosząc brwi.
-Czy ciebie, Kaulitz kamień spadł na głowę? – spytała brunetka
-Nie, skąd. To jaki film oglądamy? – wyszczerzył się, a Rose uniosły brwi.
-No, chyba nie wyrzucicie swoich sąsiadów? – Tom ukazał swoje ząbki, a Sarah kaszlnęła…nie miała ochoty na żadne wspólne oglądanie jakiegokolwiek filmu…
-Czy ty myślisz Kaulitz, że po tym co się stało, będę przesiadywała z tobą w jednym pokoju?!
-Ee…tak. – wyszczerzył się
-Szczerość. – warknęła
-Tak, tak. Wiesz, co? Zgadzam się z tobą! Szczerość popłaca!
-Zamknij się.
-Zamknąć to się mogą drzwi.
-Ja bym cię porównała do…
-No, do czego? – zapytał z kpiną patrząc prosto w jej oczy
-Nie można cię z niczym równać, bo nikt jeszcze tak nisko nie upadł. – warknęła i opadła z powrotem na poduszkę. – Vanessa przewiń trochę ten film…
Bill ściągnął buty i na czworakach podszedł do telewizora. Na półce stało w szeregu mnóstwo płyt DVD. Po kolei zaczął je wyciągać i kłaść obok siebie. W końcu wyciągnął jakąś płytę…
-Możemy włączyć to… - wyszczerzył zęby pokazując czarną okładkę płyty.
-Chyba śnisz. – prychnęła Vanessa
-Oo…wspaniałe! – uradował się Tom. Sarah podniosła się. – Skąd to macie?
-Zapomnij. – warknęła
-No, no…oglądałyście to już kiedyś? – wyszczerzył zęby Bill
-Nie, i nie mam zamiaru. – odpowiedziała brunetka
-Oh, a ja uważam, że jednak to obejrzysz…
Vanessa spojrzała w oczy chłopaka.
-Nie.
-Ktoś może się dowiedzieć o czymś, czego wcale nie chciałby wiedzieć. – uśmiechnął się szatańsko Bill
-Ha, ha, ha. Śmieszne. – mruknęła, a czarnowłosy włożył płytę do odtwarzacza.
-Nie będę oglądała waszego beznadziejnego występu! – zaprotestowała Sarah
-Ojć…będziesz. – powiedział Tom i wziął kolejny kawałek pizzy.
-Dobra, kto ma pilot? – zapytał Bill i ruszył w kierunku dziewczyn.
-Ja. – mruknęła blondynka, a Kaulitz wyciągnął rękę. – Spadaj. – oburzyła się cofając dłoń i machając pilotem z drugiej strony. Czarnowłosy wcisnął się między Vanessę, a Sarę.
-No, daj. – jęknął Bill, a Rose wystawiła mu język.
-Mam! – krzyknął nagle zadowolony Tom wyrywając dziewczynie pilot.
-Ty bęcwale! – wrzasnęła uderzając go otwartą dłonią w głowę. – Oddawaj natychmiast!
-Nie!
-Wrr…oddaj! – krzyknęła
-Nie. – odparł i włączył „play” uśmiechając się drwiąco…





Jesteś gościem na moim blogu.


Księga Gości

Wpisz się
Podpisy innych



Kontakt

PrinceSs - gg: 5855897
AngeL - gg: 4945108
lub gg: 4277607


Avatar

Dodaj do ulubionych


O mnie


Spis treści:

Rozdział pierwszy
Rozdział drugi
Rozdział trzeci
Rozdział czwarty
Rozdział piąty
Rozdział szósty
Rozdział siódmy
Rozdział ósmy
Rozdział dziewiąty
Rozdział dziesiąty
Rozdział jedenasty
Rozdział dwunasty
Rozdział trzynasty
Rozdział czternasty
Rozdział piętnasty
Rozdział szesnasty
Rozdział siedemnasty

Favorites




Archiwum

2007
marzec (3)
kwiecień (6)
maj (5)
czerwiec (4)

2010
sierpien (1)
wrzesień (1)




Linki


Tokio Hotel

Czeski blog z nowościami o TH - warty poświęcenia mu uwagi i wspomnienia o nim w linkach;)
Teledysk do UEDW
Polskie forum o Tokio Hotel
Cementaria
Oficjalna strona zespołu
Hilf mir fliegen
Oficjalny polski FC TH

Wspólne blogi PrinceSs & AngeL

Kolorowy wiatr - ten
Takie jest życie
Zapomniana historia
dieVersuchung
Stroy of Tokio Hotel

Mój Profil

Podlinkuj

brak kategorii (20)
wszystkie (20)




Sonda






Szablon w CAŁOŚCI wykonany przez AngeL. Wyłącznie na Kolorowy wiatr. Wszystkie prawa zastrzeżone!